NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Smoleński: Odpady chińskiej modernizacji (2) Drukuj
Jan Smoleński   
05.04.2011

prowadzcy_umarlych.jpgCzytaj pierwszą część tekstu Jana Smoleńskiego.


Konfucjański konsumpcjonizm


Rewersem zmian gospodarczych w Chinach była zmiana na poziomie symbolicznym. Sowiecki model industrializacji uznawał ciężki przemysł za ważniejszy od produkcji dóbr konsumpcyjnych, co miało duży wpływ na codzienne życie. Konsumpcja wykraczająca poza zaspokajanie podstawowych potrzeb koniecznych do reprodukcji siły roboczej była uznawana za relikt minionych czasów i oznakę dekadencji kapitalistów. W ramach edukacji do robotniczego stylu życia promowano „ciężką pracę i proste życie”: nawet modę uznawano za wyrastającą ponad rzeczywiste ludzkie potrzeby i wprowadzono zgrzebne mundury w ciemnych kolorach. Wraz ze zmianami pod koniec lat 70. i na początku 80. przedefiniowano sam „socjalizm”, który miał teraz oznaczać polepszanie standardów życia rozumianych jako materialna konsumpcja. Ta zmiana – na poziomie polityki i świadomości społecznej – połączona ze wzrostem zamożności społeczeństwa poskutkowała konsumpcją na skalę nieznaną w historii Chin. Konsumpcjonizm był wyznacznikiem nowoczesnego stylu życia (w przeciwieństwie do „staromodnej” ascezy) i stał się quasi-wyznaniem, które zajęło miejsce odrzuconej doktryny Przewodniczącego Mao. Komunistyczna Partia Chin zaczęła legitymizować swoją władzę przez poprawę standardu życia (a raczej obietnicę tego) oraz odwołania do nacjonalizmu. Z powodów historycznych chłopcem do bicia stała się Japonia.

Centra handlowe rosły wszędzie. Choć konsumpcjonizm jest zjawiskiem ogólnoświatowym (ale ograniczonym do wyższych warstw społecznych), jego chińska odmiana ma charakter typowy dla kultury Państwa Środka – to, by użyć frazy Bin Zhao, „konsumpcjonizm w stylu konfucjańskim”. Nacisk kładzie się na produkty związane z życiem rodzinnym (lodówki, telewizory – im większe, tym lepsze, komputery rodzinne – nie osobiste czy zestawy stereo lub systemy klimatyzacyjne) i utrzymywaniem relacji społecznych (choćby zestawy do karaoke), a nie konsumpcję indywidualną. Jest to „modernizacja gospodarstwa domowego”. Taki wzorzec konsumpcji powoduje, że kobiety coraz częściej rezygnują z pracy zarobkowej na rzecz zajmowania się domem i jego aranżacją. Typowym sposobem integracji towarzyskiej zamożnych osób są przyjęcia w restauracjach – „marnowanie” jedzenia i picia jest uważane za wyraz szczodrości i gościnności.

Tradycyjna koncentracja na rodzinie połączona z polityką jednego dziecka odwróciła hierarchię: jedyne dziecko w rodzinie, którego przyszły sukces jest powodem do dumy dla rodziców, stało się małym cesarzem. To pod nie ustawiane są budżety rodzinne – już na początku lat 90. na dziecko miejskie rodziny wydawały niemal połowę dostępnych im środków. Rodzice kupują pociechom kosztowne zabawki elektroniczne i wydają ciężkie pieniądze na dodatkowe zajęcia. Wszystko to pod pretekstem inwestycji w przyszłość maleństwa. Powstają również prywatne szkoły dla dzieci elit ekonomicznych – ich potoczna nazwa to „szkoły dla arystokracji” – inkasujące za naukę nawet kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Należą one do całej gamy produktów i usług „najwyższej klasy”, kilkadziesiąt razy droższych od zwykłych, których posiadanie bądź konsumpcja (jak w przypadku alkoholu lub papierosów) jest wyznacznikiem przynależności do elity. Edukacja w prywatnej szkole może faktycznie być na wyższym poziomie niż w szkołach publicznych (szkoły prywatne wysysają najlepszych nauczycieli z publicznych, oferując im bardzo wysokie zarobki), ale w większości przypadków, jeśli nie we wszystkich, wartość symboliczna marki „najwyższej jakości” przerasta wartość użytkową lub wymienną. Jeśli chodzi o pragnienia kierujące jednostkami, chińskie elity wkroczyły już dawno w późny kapitalizm. I to elity właśnie są twarzą chińskiego sukcesu.

Odrzuceni

Większość Chińczyków nie uczestniczy jednak w tym dobrobycie. Rosnąca polaryzacja ekonomiczna i społeczna, połączona z nierównościami geograficznymi, powoduje, że całe rzesze ludzi pozostają wykluczone. Upadek wsi doprowadził do migracji robotników do miast. W tym samym czasie prywatyzacja miejskich zakładów i podporządkowanie prawom rynku tych, których nie oddano w ręce prywatne, spowodowała, że w ramach restrukturyzacji tysiące robotników straciły pracę. Od 1991 roku do 1994 liczba osób zgłaszających się po zasiłki dla bezrobotnych wzrosła ze 100 tys. do 1,8 mln. O ile jednak robotnicy z miast dzięki meldunkowi mieli prawo do opieki zdrowotnej, świadczeń społecznych i posyłania dzieci do szkoły, o tyle imigranci ze wsi byli tych „luksusów” pozbawieni: brak miejskiego meldunku powoduje, że stają się łatwym obiektem policyjnej przemocy (od której mogą się wykupić łapówkami, jeśli ich stać), a także wyzysku pracodawców i triad.

Migranci tworzą cały nieuregulowany rynek pracy, którym rządzą prawa bezwzględnej konkurencji. Pracują na budowach, jako rikszarze: zajmują się czymkolwiek, byle zdobyć pieniądze na miskę ryżu. Jeśli trzeba – kradną. Żyją z tego, co uda im się poprzedniego dnia zarobić. Ta nieformalna struktura odwzorowuje podział władzy i wpływów, jaki panuje w całym społeczeństwie, ale z powodu braku prawnych regulacji i zabezpieczeń społeczne podziały są w przypadku migrantów jeszcze silniejsze.

Migranci ze wsi, którzy nie dotrą do miast, często zatrudniają się w nielegalnych kopalniach, bez których gospodarka chińska by sobie nie poradziła. Wynika to ze światowego podziału pracy. Chiny – co lubi powtarzać Slavoj Žižek – są państwem robotniczym w podwójnym sensie: nominalnie kierują się ideologią robotniczą i materialnie są wielką fabryką (a raczej sweatshopem) Zachodu. Gwałtowny wzrost gospodarczy opiera się na produkcji, do której konieczne są olbrzymie ilości energii, jakich legalnie działające elektrownie nie są w stanie zaspokoić. Legalnie działające kopalnie z kolei nie są w stanie sprostać zapotrzebowaniu na węgiel. Dlatego bezrobotni ze wsi wchodzą pod ziemię, do prowizorycznie wykopanych, niezabezpieczonych odpowiednio tuneli. Bardzo wielu z nich ginie – Chiny mają najwięcej (procentowo i w bezwzględnych liczbach) śmiertelnych wypadków pod ziemią; zabitych liczy się w tysiącach rocznie (4746 górników w 2006 roku). Wrost odbywa się kosztem dalszych szkód ekologicznych (spowodowanych już przez Wielki Skok Naprzód i rewolucję kulturalną); niszczy się m.in. ziemie uprawne przeznaczone pod inwestycje deweloperskie i przemysłowe. Nierzadko chłopi są siłą zmuszani do opuszczenia swoich poletek.

Nowe chiński kapitalizm?

„Odpady modernizacji” coraz częściej jednak zaczynają się buntować. Strajki, w tym okupacyjne, spowolnienia pracy fabryk, zamieszki organizowane przez chłopów są coraz częstsze. Władze chińskie zdają się rozumieć, że zła sytuacja 900 milionów chińskich chłopów może doprowadzić do niepokojów, których nie uda się stłumić siłą i ukryć przed światową opinią publiczną. Ta, wykorzystując bojkot konsumencki, może zmusić zachodni kapitał do wycofania się z Chin. Władze zaczynają więc odbudowywać sieć zabezpieczeń społecznych, choć w praktyce działania te niewiele przynoszą: ceny ubezpieczeń zdrowotnych są na przykłąd zbyt wysokie dla większości mieszkańców wsi.

Dodatkową przyczyną zmiany sytuacji na prowincji był kryzys. Malejący popyt zewnętrzny na chińskie produkty władze chciały zrekompensować popytem wewnętrznym, głównie na wsi, która jako rynek zbytu jest praktycznie niewykorzystana. W 2010 roku Komitet Centralny KPCh przyjął dwunasty plan pięcioletni, który zakłada wyrównywanie dysproporcji między zindustrializowanym wybrzeżem a zacofanym interiorem oraz między miastami a wsią, by w ten sposób wzmocnić popyt wewnętrzny. Chodzi z jednej strony o system pożyczek dla chłopów na rozpoczęcie własnego biznesu (niekoniecznie bezpośrednio związanego z produkcją rolną, choć zawsze nowoczesnego), a z drugiej o rozbudowę systemu edukacji i ochrony zdrowia na wsi. W ten sposób władze chcą zbudować – by użyć słów z artykułu na CNTV.com – „doskonałą gospodarkę rynkową”. Dzięki promocji ekologicznego stylu życia i przyjaznych środowisku sposobów produkcji chcą z kolei chronić środowisko naturalne. Do pewnego stopnia przypomina to jednak reformę, nad którą rząd pracował w 2008 roku. Miała ona ułatwić chłopom obrót ziemią, branie pod nią kredytów itd. Za gotówkę ze sprzedaży ziemi (a dokładniej prawa do dzierżawy) mogliby otwierać przedsiębiorstwa lub po prostu ją przejadać. W ten sposób popyt wewnętrzny mógłby zostać podtrzymany. Pozostają jednak wątpliwości, czy rozwiązanie takie będzie dobre dla mieszkańców wsi. Jego krytycy zwracają uwagę, że może doprowadzić do koncentracji ziemi i odebrać chłopom ostatnie źródło utrzymania. Wydaje się więc, że chińskie władze spisały chłopów na straty.

Problem z fatalnym stanem środowiska naturalnego i praw pracowniczych w Państwie Środka ma naturę systemową. Jedną z licznych gaf byłego prezydenta USA George’a W. Busha było stwierdzenie, że to właśnie bogacący się Chińczycy i Hindusi, których stać na drób, windują ceny żywności na światowych rynkach. Wymaganie od Chin zrównoważonego rozwoju może brzmieć szlachetnie, ale w praktyce wiąże się z pozostawieniem tego kraju na peryferiach. Światowy kapitalizm to nie jest gra o sumie zerowej, co zauważył już jakiś czas temu Immanuel Wallerstein – wygodna pozycja konsumentów z krajów centrum, którzy mogą się oburzać na fatalne warunki pracy i rabunkową eksploatację środowiska naturalnego, jest okupiona podrzędną pozycją zarówno samych Chińczyków, jak i Chin jako państwa. To bowiem państwa robotnicze ponoszą koszty ludzkie i środowiskowe rozpasanej konsumpcji na Zachodzie.

  

Komentarze
Dodaj nowy
wtret  - proste pytanie   |05.04.2011 16:27:18
Czy sytuacja większości populacji Chin po zmianach zapoczątkowanych przez Deng
Xiao Pinga poprawiła się czy pogorszyła? Bo można odnieść wrażenie, że bogaci
się bogacą, a biedni biednieją, co nie jest prawdą. Cenicie Marksa? Przecież
nawet on uznawał, że kapitalizm wraz ze swoją niesprawiedliwością jest
niezbędnym etapem prowadzącym do emancypacji. Może warto przemyśleć tę tezę?
Czasem jak czytam lewicowe moralizowanie to mnie skręca. Z modernizacją Chin
największy problem polega na kosztach dla środowiska naturalnego. Jeśli nie uda
się popchnąć Chin w stronę bardziej zielonej gospodarki, w krótce może być
bardzo nie wesoło. A żadnego bojkotu chińskich towarów nie będzie, chyba, że
sobie obierzemy inne kraje z jeszcze tańszą siłą roboczą do instalowania swoich
fabryk. Co pewnie zaowocuje poprawą warunków życia i degradacją środowiska
tamże.
kot   |05.04.2011 22:25:33
No cóż, akumulacja pierwotna jest czymś czego nie da się pominąć.
A więc trzeba
uważać żeby wszystko co się o nich powie nie było nadużyciem.
Chińczycy zanim
wybrali swoją drogę rozwoju monitorowali to co się działo w Polsce i w Rosji
wysyłając swoich obserwatorów. Czy wiesz ilu ich u nas było? I doszli do
wniosków,że nie chcą powtarzać naszych błędów. Zrobić to inaczej.
Teraz Chiny to
wielkie laboratorium ustrojowe. Jak mierzyć ich sukces lub klęskę rozwoju
społecznego.
błędów Polski i Rosji.
Piotr Działak   |06.04.2011 19:34:55
O ile wiele przedstawionych faktów to prawda i w ogóle bardzo dziękuję za ten
artykuł… Jednak nie przesadzałbym. Odwiedziłem w jednym roku Indie i Chiny i
przeprawadzałem tam amatorskie, ale jednak badania, aby zrozumieć jak najlepiej
co się w tych krajach dzieje. I muszę przyznać, że w Chinach rozwój jest o wiele
lepiej przemyślany niż w Indiach, czy Polsce. To przesada, że chłopi uciekają ze
wsi do miast ponieważ nie mają tam nagle warunków do życia… Oni tam generalnie
nie mieli warunków do życia. Chiny słusznie zaczęły od modernizacji miast i
wybrzeża, aby stworzyć miejsca pracy i odsysać chłopów ze wsi, gdzie panuje
przeludnienie. Dopiero później zabierają się do reformowania rolnictwa. Te
działania połączone np. z polityką planowania rodziny, zapobieganiem
niekontrolowanej migracji sprawiają, że sytuacji większości Chińczyków polepsza
się, o co partia dba, ponieważ tylko stały wzrost większości społeczeństwa może
legitymować jej pozostanie u władzy. Indie z tymi problemami sobie zupełnie nie
radzą. I o ile sytuacja ekologiczna Chin i Indii jest podobnie tragiczna, to
jednak Chiny mają system, który może jest od katastrofy uratować, nie
powiedziałbym tego samego o Indiach, które zresztą są 3 razy mniejsze, a tak
samo ludne…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.04.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.03107 Seconds