|
Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję ustanawiającą strefę zakazu lotów nad Libią. Wiadomo też, że główni zwolennicy tej rezolucji, Francja i Wielka Brytania, a także USA, wyślą swoje siły, by zabezpieczyć jej przestrzeganie. Włochy, które do niedawna jeszcze miały najcieplejsze stosunki z reżimem Kaddafiego, zgodziły się udostępnić swoje bazy lotnicze.
Mimo że decyzja o ustanowieniu strefy zakazu lotów została już podjęta, pytania o jej słuszność oraz związane z nią szanse i zagrożenia pozostają. Najlepiej by było, gdyby powstańcy własnymi rękami pozbyli się Kaddafiego, osądzając go przy tym i nacjonalizując jego bogactwo. Taki scenariusz oddala się jednak wraz ze zbliżaniem się dyktatora do stolicy powstańców – Benghazi. Jedno natomiast jest pewne: jest to klęska unijnej dyplomacji. Unia Europejska nie potrafiła wypracować wspólnego stanowiska wobec Kaddafiego. Fakt, że Niemcy wstrzymały się od głosu, mówi bardzo wiele i niestety świadczy o złym stanie wspólnej polityki zagranicznej UE, jak i całej UE jako ponadnarodowego projektu politycznego.
Do dzisiaj świat bezczynnie przyglądał się wydarzeniom w Libii. Rezolucja oznacza, że - jakkolwiek ułomny byłby mechanizm głosowania w Radzie Bezpieczeństwa - wspólnotę międzynarodową stać było na decyzję popierającą powstańców. Wydaje się, że Kaddafi był całkiem bliski stłumienia powstania, które dawało szansę na obalenie jednej z paskudniejszych dyktatur. Można tylko domniemywać, jaka byłaby skala represji, gdyby zwyciężył. Jego zapowiedzi o czyszczeniu kraju dom po domu i ulica po ulicy z rebeliantów oraz to, jak z demonstrantami obchodziły się siły lojalne wobec dyktatora, pozwala przypuszczać najgorsze.
Nie liczę, że w Libii szybko pojawi się demokracja w zachodnim stylu. Tak zniszczony kraj musi odbudować instytucje i zaufanie do władzy. Libijczycy przełamali strach, ale nie wiadomo, czy ich entuzjazm nie rozbije się o problemy codzienności. Nawet uniwersalne bierne prawo wyborcze nie napełnia misek ani nie daje kluczyków do nowego samochodu. Fakt, że to właśnie społeczeństwa arabskie żywią największą wiarę w siłę demokracji, a nie stawiający się tu za wzór Zachód, powinien nam dać do myślenia.
Nie mam złudzeń, że za przyjęciem rezolucji stały tylko szlachetne pobudki. Podobnie zimne kalkulacje stały (również) za wstrzymaniem się od głosu. Libia ma ogromne złoża ropy, które są łakomym kąskiem dla wszystkich zachodnich koncernów. Zresztą Kaddafi próbował tą kartą grać, gdy jeszcze los rezolucji nie był pewny. Oświadczył publicznie, że Zachód - z wyjątkiem Niemiec - może zapomnieć o kontraktach w jego kraju, mogą za to liczyć na nie Rosja i Chiny. Być może właśnie dlatego te trzy kraje wstrzymały się od głosu. I być może z tego samego powodu inne kraje poparły rezolucję.
Rezolucja – jeśli faktycznie miała pomóc powstańcom – wydaje się spóźniona. Kaddafi coraz rzadziej ucieka się do ataków lotniczych, a coraz częściej korzysta z czołgów i artylerii. Strefa zakazu lotów – powtarzam: jeśli miała pomóc powstańcom – powinna była zostać ogłoszona dużo wcześniej. W podobnym celu ustanowiono strefy zakazu lotów na północy i południu Iraku po pierwszej wojnie w Zatoce. To jednak nie powstrzymało Saddama Husajna od krwawego stłumienia powstania szyitów na południu (do którego szyitów namawiał George Bush senior i których potem zostawił na pastwę losu i siepaczy Saddama). Na szczęście (?) rezolucja pozwala na użycie „wszelkich koniecznych środków” do obrony ludności cywilnej. Może to oznaczać – choć nie musi – prawo do bombardowania wojsk Kaddafiego, jeśli te zaatakują bezbronnych.
Wszystkim krytykom rezolucji muszę przypomnieć, że wyklucza ona wejście wojsk lądowych do Libii. Co oznacza, że scenariusz iracki, tzn. taki, w którym państwa Zachodu podpisują same z sobą jako siłami okupacyjnymi kontrakty naftowe, nie wchodzi w grę. Nie mozna jednak wykluczyć, że wyniszczona wojną i ponad czterdziestoletnimi rządami satrapy Libia będzie zbyt słaba, żeby przeciwstawić się naciskom zachodnich koncernów naftowych, które będą chciały wyciągnąć z libijskiej ziemi jak najwięcej – kosztem samych Libijczyków. Nawoływania o etyczne postępowanie nie wystarczą. I – jakkolwiek jest to cyniczny argument przeciw rezolucji i ewentualnej interwencji – Kaddafi może spełnić swoje groźby sojuszu z Al-Kaidą. Choć zagrożenie ze strony Al-Kaidy może się niektórym wydawać wydumane, to złoto libijskiego dyktatora w rękach ekstremistów może się okazać śmiertelnie groźne. W ten sposób zwulgaryzowana wersja zderzenia cywilizacji stałaby się samospełniającą się przepowiednią.
Wymieniam te wszystkie argumenty, ponieważ sam nie wiem, jak ocenić rezolucję ONZ. Podchodzę do niej ostrożnie, choć – przyznaję szczerze – czytając relacje o kolejnych miastach odbijanych przez dyktatora, bardzo pragnąłem, aby „ktoś coś w końcu zrobił”. Tak czy inaczej, decyzja została podjęta, co dowodzi, że świat – albo przynajmniej jego część – wreszcie odwrócił się od Kaddafiego. A jeszcze do niedawna dyktator cieszył się szczególnymi względami: Wielka Brytania zwolniła jednego z zamachowców z Lockerbie, który to zamach najpewniej zorganizowały libijskie służby specjalne, zarzekając się, że nie ma to nic wspólnego z podpisywanymi w tym samym czasie kontraktami między libijskim rządem a British Petroleum. Kaddafi zyskał też sympatię Silvio Berlusconiego, zobowiązując się do trzymania siłą na libijskiej ziemi potencjalnych nielegalnych imigrantów udających się na włoską wyspę Lampedusę.
Teraz społeczeństwa zachodnie mogą zacząć robić rachunek sumienia za lata współpracy z dyktatorem.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...