|
Stwierdzenie, że historia miasta jest zapisana w jego architekturze, to banał, zwłaszcza dla osób mieszkających w Warszawie. Nie najpiękniejsze centrum miasta i niewielka starówka przypominają o powstaniu warszawskim i jego tragicznych konsekwencjach: 180 tys. zabitych cywilów i spalonej do ziemi metropolii, którą kiedyś nazywano „Paryżem północy”. Stwierdzenie to jednak nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia podczas spacerów po Budapeszcie, któremu historia oszczędziła aż tak dramatycznych wydarzeń. Śledzenie zmian w architekturze pozwala zobaczyć, jak miasto się rozwijało i kto nim rządził: gdzie było centrum jego władzy politycznej i ekonomicznej.
Zamek w Budzie, symbol władzy arystokracji, stoi na wzgórzu, które nosi jeszcze ślady średniowiecznego układu ulic. W XIV wieku węgierscy władcy z dynastii Andegawenów ustanowili Budę stolicą kraju, w XV, dzięki małżeństwu węgierskiego króla z włoską szlachcianką, stała się jednym z głównych ośrodków renesansu w Europie. Miasto straciło jednak na znaczeniu po wojnach z Turkami w XVII wieku i stało się prowincjonalnym ośrodkiem.
Sytuacja zmieniła się dopiero w XIX wieku, kiedy reformiści pod kierunkiem hrabiego Istvána Széchenyiego postanowili stworzyć z mieszczańskiego Pesztu kulturalne i gospodarcze centrum kraju. Jego ojciec ufundował Węgierskie Muzeum Narodowe i Węgierską Bibliotekę Narodową. István zaś, pod wpływem pism Jeremy’ego Benthama i Johna Stuarta Milla, stał się adwokatem reform liberalnych. W 1825 roku ufundował Węgierską Akademię Nauk. W swoich książkach krytykował konserwatyzm węgierskiej arystokracji i jej przywiązanie do przywilejów klasowych. Sprzeciwiał się nacjonalizmowi Wiosny Ludów, uważając, że jest szkodliwy dla rozwoju gospodarczego Węgier.
Pamiątką po ruchu reformatorskim jest także pierwszy stały most łączący dwa oddzielne jeszcze wtedy miasta, obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych wizerunków Budapesztu. Zbudowany w 1849 roku, w symboliczny sposób łączył władzę polityczną arystokracji i wyłaniającą się dopiero władzę ekonomiczną burżuazji. Oznaką triumfu burżuazji były też mieszczańskie dzielnice V, VI i VII – wizytówka miasta i dowód jego potęgi. W XIX wieku Budapeszt stał się jedną z najważniejszych wielokulturowych metropolii Europy.
Imponująca aleja Andrássyego, pełna wystawnych kamienic, willi i pałacyków, kończy się pięknym placem Bohaterów, który upamiętnia najważniejsze postaci w historii Węgier. Pod aleją biegnie pierwsza linia metra. Zbudowana w 1896, w tysięczną rocznicę założenia państwa, była drugą po londyńskiej koleją podziemną w Europie. W tym samym okresie zbudowano też bazylikę świętego Stefana, założyciela państwa węgierskiego. Znaczenie tej bazyliki jest całkowicie świeckie – miała świadczyć o wielkości rodzącego się wtedy narodu węgierskiego. W 1896 roku zaczęto również budowę nowego budynku parlamentu. Peszt jest symbolem historycznego zwycięstwa nowoczesnych form organizacji społecznej – nacjonalizmu na poziomie świadomości, kapitalizmu na poziomie gospodarki i demokracji na poziomie politycznym – nad odchodzącym w przeszłość feudalizmem.
Dziś aleja Andrássyego odzwierciedla kolejną zmianę w symbolice władzy, jaka zaszła od XIX wieku. Znajdująca się tu Opera Narodowa, kiedyś oznaka triumfu kultury burżuazyjnej nad arystokratyczną, przegrywa z rozświetlonymi butikami Gucci i Louis Vuitton. Wieczorem jej piękny gmach wygląda przy sklepowych witrynach niczym betonowy bunkier. Wyznacznikiem przynależności do arystokracji pieniądza nie jest już określone poczucie smaku czy preferencje kulturowe, jak lubiła o sobie myśleć elita burżuazji XIX wieku – a w każdym razie nie przede wszystkim. Świadectwem władzy ekonomicznej stają się możliwości konsumpcji.
Władze miejskie starają się zrewitalizować nadgryzione zębem czasu przepiękne kamienice w V, VI i VII dzielnicy, ale to nie one są prawdziwą twarzą Budapesztu. Rozświetlone butiki drogich marek przysłaniają VIII dzielnicę – zbiorowisko Heglowskiego „motłochu”, odpadów kapitalistycznej modernizacji, siedlisko biedy i wykluczenia społecznego. Tutaj żyje też największa populacja mniejszości romskiej w mieście.
Aby poszukująca butelek i puszek biedota nie raziła „dobrego smaku”, władze zabroniły grzebania w śmietnikach, wpisując je na listę wykroczeń. VIII dzielnica dzierży również palmę pierwszeństwa pod względem problemów związanych z zażywaniem narkotyków. Ich użytkownicy spotykali się kiedyś w pustostanach i tam wspólnie zażywali dragi, najczęściej dożylnie. W odpowiedzi władze zaczęły je burzyć. W efekcie strzykawki walają się w różnych miejscach, poukrywane w trawie i pęknięciach płyt chodnikowych. Uzależnionych trudniej dostrzec, ale trudniej też do nich dotrzeć z pomocą.
Taką VIII dzielnicę, z niepewnością warunków życia i penalizacją biedy w imię prawa i porządku, ma zresztą każde miasto. To rewers nieskrępowanej wolności konsumpcji dla innych – w Budapeszcie prześwituje on przez splendor alei Andrássyego.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...