NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Smoleński: Co po Kaddafim? Drukuj
Jan Smoleński   
27.03.2011

newspaper.jpgInterwencja militarna w Libii nie jest sprawą jednoznaczną - jakkolwiek banalnie to zabrzmi. Twierdzenie to stało się jeszcze bardziej aktualne, odkąd jest jasnym, że celem kampanii przeciwko Kaddafiemu jest zmiana reżimu w Libii. Jestem przekonany, że argumenty przeciwko interwencji powołujące się na „suwerenność kraju” są po prostu nietrafione, ale wciąż pozostają pytania o skutki działań koalicji dla samych Libijczyków.


Po pierwsze – nie szkodzić

Choć tekst Asli U. Bali i Ziada Abu-Rish powstał jeszcze przed rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ, to zawarte w nim argumenty są nadal ważne. Autorzy ostrzegają, że choć oficjalnie interwencja miała być wyrazem solidarności z Libijczykami walczącymi z satrapą, może ona obrócić się przeciwko nim. „Strategia oparta na przymusie, bez możliwości pełnej oceny jej konsekwencji, oznacza podporządkowanie interesów Libijczyków naszym własnym zamiarom i poczuciu sprawiedliwości” - piszą. Ataki z powietrza mogą być zagrożeniem dla cywilów - przypadkowe ofiary podczas operacji militarnych są nieuniknione. Nieznajomość sytuacji wewnętrznej i projektowanie własnych chęci i wyobrażeń na wewnętrzną sytuację polityczną w Libii mogą mieć negatywne skutki. Społeczeństwo libijskie jest podzielone według klanów i wydaje się, że podział terytorialny między lojalistów i powstańców temu odpowiada. Taka sytuacja grozi rozpadem Libii i/lub powstaniem grup partyzanckich, które będą przeciwne nowemu rządowi libijskiemu.

Zdaniem autorów, prawdziwym gestem solidarności byłaby pomoc dla cywilów na terenach zajętych przez rebeliantów i przyjęcie uchodźców (libijskich oraz pracowników kontraktowych z krajów Afryki Subsaharyjskiej) w Europie. Niestety, Europa chętnie sięgnęła po samoloty i bomby, ale niechętnie patrzy uciekinierów z terenów wojennych. „Pomoc i schronienie dla narażonego na ataki libijskiego społeczeństwa jest wyzwaniem dla społeczności międzynarodowej. To jest dobry punkt wyjścia dla ponadnarodowej solidarności”.

Kto po Kaddafim?

Pytanie „co po Kaddafim?” pozostaje otwarte. Dr K.R. Bolton na foreignpolicyjournal.com pisze, że wiele organizacji opozycji libijskiej ma profil neoliberalny. Ali Tarhouni, który, jego zdaniem, najpewniej zostanie namaszczony przez Zachód na lidera, może ulec naciskom międzynarodowych instytucji finansowych i sprywatyzować sieć zabezpieczeń społecznych, które – cokolwiek mówić o reżimie Kaddafiego – były dostępne i całkiem niezłej jakości. Bezpłatna powszechna edukacja i opieka zdrowotna, obok (co oczywiste) złóż paliw kopalnych, mogą paść ofiarą konieczności spłaty „długu” za interwencję lub ideologicznych przekonań zagranicznej opozycji, której Tarhouni jest przedstawicielem. W 1994 roku na konferencji poświęconej perspektywom Libii po Kaddafim uczestnicy zgodzili się, że konieczna jest prywatyzacja. Tarhouni stwierdził wtedy, że „dzięki prywatyzacji przedsiębiorcy sięgną po nowe rynki i zaangażują się w regionalną kooperację”.

Niezamierzone konsekwencje

Wśród argumentów za interwencją w Libii pojawiał się też ten, że brak reakcji daje sygnał innym satrapom z krajów arabskich, iż z opozycją nie trzeba rozmawiać, można ją za to rozbić. Jak zauważa jednak Phyllis Bennis, pomimo nalotów na pozycje Kaddafiego władze Jemenu brutalnie rozprawiają się z demonstrantami, a wspierana przez USA Arabia Saudyjska wysłała wojska do Bahrajnu, by zdławić powstanie przeciwko rodzinie królewskiej. Stany Zjednoczone potępiły te działania, ale ani razu nie zająknęły się na temat strefy zakazu lotów czy choćby zamrożenia kont. Niezamierzonym skutkiem interwencji w Libii może być więc wiadomość, że koalicja owszem, obala dyktatorów - chyba że są to nasi dytatorzy.

Libia jako precedens

Takie stanowisko krytykuje z kolei Sunder Katwala na nextleft.org. Podejście „a co z…” (Bahrajnem, Jemenem, Syrią, Wybrzeżem Kości Słoniowej…) jest według niego dobrą wymówką, by nic nie robić. Rezolucja ONZ daje precedens, który należy potraktować poważnie - tzn. pytać „a co z… ” i naprawdę domagać się, by kraje opowiadające o demokratycznych wartościach i prawach człowieka wzięły za swoje słowa odpowiedzialność. Autor zdaje sobie oczywiście sprawę, że nie zawsze i nie wszędzie jest to możliwe. Co więcej, nie w każdym wypadku interwencja militarna jest najlepszym rozwiązaniem, ale jeśli weźmie się pod uwagę trzy czynniki: zagrożenie humanitarne, wykonalność i oczekiwania mieszkańców danego kraju, decyzja o interwencji może być uzasadniona - a precedens libijski może stać się tu argumentem.

  

Komentarze
Dodaj nowy
kot   |28.03.2011 14:47:11
Współczesność to nie konstrukcja cepa.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 28.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.99607 Seconds