|
Wiemy już, że pielęgniarkom nie należą się godne płace i umowy o pracę. Teraz się okazuje, że nie powinny startować w wyborach parlamentarnych. Tak przynajmniej sugeruje dziennikarz TOK FM Łukasz Konarski: „Najpierw okupacja, potem start w wyborach. W kuluarach aż huczy, że szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych wystartuje jesienią do Sejmu. Historia pokazuje, że protest połączony z okupacją może być sposobem na kampanię wyborczą” - tak brzmi lead jego artykułu. Oczywiście, nic nie jest tu powiedziane wprost, ale między wierszami można wyczytać, że Gardias cynicznie posłała pielęgniarki do Sejmu, żeby zdobyć popularność przed wyborami. Z komentarzy pod tekstem widać, że internauci w lot zrozumieli aluzje dziennikarza TOK FM – Gardias chodzi o „koryto”. Natomiast informacji na temat tego, czego dotyczył sam protest, w artykule Konarskiego nie znajdziemy.
Chciałbym móc powiedzieć, że ten tekst to smutny wyjątek. Problem w tym, że jest on modelowym przykładem tego, jak media opisywały protest pielęgniarek. Na stronie internetowej TVN 24 przez parę dni po oczach bił tytuł Pielęgniarki przeciw pielęgniarkom w Sejmie. Chodziło o Stowarzyszenie Pielęgniarek i Położnych Kontraktowych, który przyszło z pomocą Ewie Kopacz, gdy OZZPiP krytykował rządowy projekt reformy ochrony zdrowia. Tak jakby jedna grupa pielęgniarek, domagając się przestrzegania Kodeksu pracy, próbowała coś ugrać kosztem drugiej. I nie miało w tym momencie znaczenia, że SPiPK nie ma nawet strony internetowej (a przynajmniej ja nie mogłem jej znaleźć), a OZZPiP zrzesza 80 tys. pielęgniarek i położnych i jest największym związkiem branżowym.
W „Gazecie Wyborczej” Elżbieta Cichocka, która krytycznie odnosi się do rządowej reformy, nie znalazła zrozumienia dla pielęgniarek. Skrytykowała pomysł zakazu kontraktów na oddziałach szpitalnych, twierdząc, że jest bezsensowny, bo „skoro się daje przedsiębiorstwom większą samodzielność [komercjalizuje], to nie można zamykać im drogi do elastycznego zatrudnienia”. Otóż zgodnie z opinią prawną napisaną pro publico bono przez dr. Adama Bodnara jednak można. Chwilę wcześniej w tekście Cichockiej pojawia się zdanie, że „pielęgniarka na kontrakcie nie jest już pracownikiem, ale przedsiębiorcą, więc z każdą umową kontraktową związkowi ubywa jedna osoba”. Ponownie więc - nic wprost, ale „wiecie, rozumiecie”.
Wprost za to pisze na stronie „Polityki” były lekarz Paweł Walewski: „W rzeczywistości chodzi więc o to, by nie dopuścić do sytuacji, kiedy coraz większa grupa pracowników usamodzielni się i zrezygnuje z nadopiekuńczości związku zawodowego”. I zarzuca pielęgniarkom, że bardziej dbają o własny interes niż o dobro pacjentów. Tak się jednak składa, że do zabezpieczenia dobra pacjentów i interesów pielęgniarek w tej konkretnej sprawie wiedzie ta sama droga.
Gdy u władzy był Jarosław Kaczyński, a pielęgniarki protestowały pod kancelarią premiera, liberalne media, razem z Ewą Kopacz, im kibicowały. Teraz, gdy władza się zmieniła i nie ma zajadłej twarzy prezesa PiS, tylko łagodnego Donalda Tuska, pielęgniarki zostały same. Gdy toczyły walkę z IV RP, nikt nie przypisywał im niskich pobudek, takich jak chęć zdobycia popularności - choć to właśnie wtedy zyskały największą sympatię, którą mogły politycznie zdyskontować. Przy okazji obecnego protestu spekulacje na temat startu Gardias w wyborach pojawiły się bardzo wcześnie. Na konferencji prasowej w Sejmie dziennikarze byli bardziej zainteresowani wyborczą przyszłością liderki OZZPiP niż stanowiskiem związku. Tylko czy ten cynizm dziennikarzy mówi coś o prawdziwych intencjach liderki OZZPiP - czy raczej o poziomie polskiej debaty publicznej?
Dlaczego właściwie Gardias miałaby się nie ubiegać o fotel posłanki? Czy Sejm to miejsce zastrzeżone dla biznesmenów, którzy wspaniałomyślnie dbają o wspólne dobro w przeciwieństwie do „interesownych” związkowców? Walka o prawa pracownicze jest walką polityczną. Można ją toczyć w zakładach pracy, w mediach, na uniwersytetach, ulicach – i w parlamencie. Dorota Gardias startowała w 2002 roku do sejmiku wojewódzkiego, w 2007 rozważała start w wyborach parlamentarnych, ale zrezygnowała. Gdy została wybrana na stanowisko przewodniczącej OZZPiP, zawiesiła członkostwo w SdPl. Gdyby wystartowała w tym roku i dostała się do Sejmu, może wreszcie klasa polityczna przestałaby ignorować problemy pielęgniarek i położnych, wystrychniętych na dudka przez rządy PiS i PO i ośmieszanych przez dziennikarzy. Jest zresztą jedną z nielicznych osób, na które oddałbym głos bez poczucia obciachu. Czy wystartuje – to jej decyzja. Źle by było, gdyby zrezygnowała tylko z powodu cynizmu dziennikarzy.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...