Wczoraj komornik zajął blaszak Kupieckich Domów Towarowych. W wyniku interwencji ochrony i policji, sanitariusze musieli opatrzyć kilkaset osób.
Ranni to głównie pobici przez policję i ochroniarzy oraz poparzeni gazem łzawiącym podczas szturmu na halę, choć do szpitala trafiło też kilku funkcjonariuszy.
- Tam było jak na wojnie – mówiła kobieta, którą siłą wyrzucono z blaszaka. - Gazowali nas tak, że nie dało się oddychać, bili pałami po głowach. Nie patrzyli czy kobietę, czy mężczyznę – relacjonowała. - Ochroniarze wchodzili kopiąc kogo popadnie.
- Tłukli ludzi, wrzucali gaz do małych pomieszczeń – opowiadała inna, drżącą ręką odpalając papierosa.
Zgromadzeni pod halą ludzie rzucali kamieniami, butelkami i płytami chodnikowymi. Pod halę ściągnięto oddziały prewencji, oddział konny, policjantów z psami. Do karetek co i rusz podchodzili ranni. W pewnym momencie z hali wyniesiono nieprzytomnego chłopaka. Zemdlał, gdy dostał gazem po twarzy. Okazało się, że ma alergię.
Podszedłem do innej karetki. Sanitariusz opatrywał przedramię rannego. Mężczyzna miał już obandażowaną twarz i drugie przedramię. - To policja mnie pobiła – mówił. W kolejce czekał już chłopak z dreadami. Miał poparzoną gazem twarz.
- Dużo osób wymaga opatrunków? - spytałem sanitariusza.
- Bardzo wielu. Widzi pan, nie ogarniam tego.
Spór o Plac Defilad
Spór, którego finałem była brutalna akcja policji, trwa od jakiegoś czasu. Kupcy z KDT najmowali teren w centrum Warszawy po preferencyjnych cenach. Choć wiedzieli, że ich obecność pod Pałacem Kultury jest tymczasowa, odrzucali kolejne oferty przeniesienia. Hanna Gronkiewicz-Waltz postanowiła tę sytuację zmienić. Wypowiedziała kupcom umowę. Sprawa w końcu trafiła do sądu, który zdecydował, że kupcy muszą się przenieść.
Ratusz twierdzi, że wielokrotnie wyciągał do kupców rękę, ci jednak nie zgadzali się na przeniesienie. Dlatego nasłano komornika.
Kupcy twierdzą, że zostali oszukani. - Pan myśli, że nam chodzi o ten blaszak? Nieprawda! My zgodziliśmy się stanąć do przetargu o działkę na Okopowej, którą zaproponowała nam pani Waltz – tłumaczyła młoda kobieta w żółtej kamizelce „KDT”. - Działka kosztowała 45 mln złotych. Rozpisywano przetarg dwukrotnie, ale nikt nie stanął. Cenę obniżono do 41 mln. Zgodziliśmy się. I nagle się okazało, że działka kosztuje o 20 mln złotych więcej, bo aż 65 mln! My nie mamy takich pieniędzy.
Na ścianach blaszaka wisiały transparenty z napisami m.in. „Dziękujemy panu premierowi za obronę miejsc pracy”. Płaczący mężczyzna tłumaczył dziennikarzom, że ze swojego stoiska utrzymywał całą rodzinę.
Kupcy są rozgoryczeni. - Pani Waltz obiecywała przed wyborami, obiecywała przed likwidacją blaszaka. I nic – żaliła się kobieta.
- Co teraz?
- A co mam robić? Pójdę do pośredniaka – odparła.
- A na kogo głosowała pani w poprzednich wyborach? - spytałem, bo słyszałem w tłumie antysemickie okrzyki.
- Nie będę mówić, bo aż mi przykro.
- Ja też na PO – wtrąciła inna kobieta. - Ale już nigdy na nich nie zagłosuję.
Z zasłyszanych rozmów domyślam się, że nie były to wyjątki.
Kto jest ofiarą?
Komornik wykonywał postanowienia sądu a policja zabezpieczała egzekucję prawa. Hanna Gronkiewicz-Waltz nie musiała być ani delikatna, ani nawet udawać, że byt kupców ją jakkolwiek interesuje.
Postawa kupców też pozostawia nieco do życzenia. Upierali się przy miejscu w centrum Warszawy po preferencyjnych cenach. Przedstawiciele, którzy toczyli rozmowy z miastem nie przekazywali informacji reszcie zainteresowanych. Z początku nie godzili się na zmianę miejsca, przystali na nią, dopiero gdy faktycznie stali pod ścianą.
I chociaż pod względem prawnym trudno cokolwiek miastu zarzucić, to jednak będę bronił kupców. Mam wrażenie, że choć ratusz zrobił wiele, to mógł zrobić jeszcze więcej, by uniknąć takiego zakończenia sprawy. Toczył rozmowy z przedstawicielami spółdzielni (którzy nie informowali swoich udziałowców o tym), a mógł np. spróbować dotrzeć bezpośrednio do kupców i przekonać ich, że likwidacja blaszaka nie oznacza dla nich bezrobocia.
I choć z sond na portalach internetowych może wynikać, że warszawiacy mają poczucie krzywdy wyrządzonej przez kupców, to jednak ci ostatni są ofiarami. Z powodu likwidacji KDT pracę straci 2 tys. osób. To potencjalnie 2 tys. nowych bezrobotnych. Ile z nich znajdzie kolejne zajęcie? W sumie, licząc rodziny pracujących w KDT, skutki wczorajszej akcji mogą dotknąć ponad 8 tys. osób! Obecnie priorytetem władz powinno być dopilnowanie, by kupcy znaleźli pracę, a nie trafili na zasiłek. Najbardziej bowiem ucierpią zwykli sklepikarze i ich rodziny. Czy ekipa PO z warszawskiego ratusza zda egzamin z polityki miłości? My z kolei powinniśmy dopilnować, by na Placu Defilad jak najszybciej stanęło dostępne dla wszystkich Muzeum Sztuki Nowoczesnej (a nie ekskluzywne centrum handlowe, biurowiec lub apartamentowiec).
Na podobny temat
|
Drogi Cezary, chyba nikt cie nie czyt...
W ostatnich dniach minister Zdrojewsk...