NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: W obronie wygranych spraw Drukuj
Sławomir Sierakowski   
16.03.2011

Nietrudno zauważyć, że najlepiej w polityce i mediach radzą sobie ci, którzy bez skrupułów domagają się czasu antenowego, dotacji od państwa, miejsca na listach dla siebie i swoich kolegów. Niedawna awantura, którą wszczęli prawicowi publicyści po rozstrzygnięciu konkursu na dotację dla pism, i uległość ministra Bogdana Zdrojewskiego, jest tylko jednym z przykładów.

  

Przy okazji wrzuca się „Krytykę Polityczną”, „Znak”, „Więź” i inne pisma, które otrzymały dotację, do jednego worka i oskarża niezależną komisję o wspieranie „samych swoich”. Śmiać się chce, gdy interweniujący dziennikarze nie widzą, jak sami tworzą listę „swoich”, upominając się jedynie o wybrane przez siebie tytuły, a pomijając wyżej od nich punktowane, które również nie otrzymały dotacji. Ale nie wszyscy. Artur Bazak z „Gościa Niedzielnego” wywnioskował, że „Decyzja Instytutu Książki o odrzuceniu wniosku magazynu Ha!art wpisuje się, chcąc nie chcąc, w program marginalizowania wszystkich środowisk lewicowych, które nie idą pod szyldem Sławomira Sierakowskiego”.

  

Nie tylko przy tej okazji wylano kubeł pomyj na środowisko „Krytyki Politycznej”. Czyżby dlatego, że pismo i inne nasze przedsięwzięcia nie zasługiwały na wsparcie w trzecim sektorze? Nie używano merytorycznych argumentów, wystarczyło nazwać nas „skrajną lewicą” (Bronisław Wildstein) albo „przychylnymi władzy” (Łukasz Warzecha), nie przejmując się sprzecznościami. Naprawdę tak boli, że „Krytyka Polityczna” rośnie w siłę, pozostając niezależną od wszystkich głównych sił politycznych i medialnych? Że zamiast wpisać się w istniejące podziały, formować swoje opinie w zależności od doraźnej koniunktury, realizujemy konsekwentnie własne cele?


Realizujemy własne cele


dorka.jpgDziś kwartalnik jest tylko jednym z wielu przedsięwzięć, którymi się zajmujemy. Jednym z najmniejszych. W samym tylko 2010 roku poza wydawaniem pisma środowisko „Krytyki Politycznej” (Stowarzyszenie im. Brzozowskiego) zorganizowało ponad 1500 wydarzeń kulturalnych w kilkudziesięciu polskich miastach, wydało 33 książki, przedstawiło pięć spektakli teatralnych, 45 koncertów i pokazało 170 filmów.


Zaprosiliśmy na debaty, panele, konferencje ponad 500 gości, w tym 40 z zagranicy (m. in. Charlesa Taylora, Gesine Schwann, Timothy’ego Snydera, Marci Shore, Ivana Krasteva, Zygmunta Baumana, Krzysztofa Michalskiego), prowadzimy Centrum Kultury „Nowy Wspaniały Świat” i dwie świetlice w Trójmieście i Cieszynie, a kolejną otwieramy zaraz w Łodzi. Poza wydarzeniami kulturalnymi, kluby „Krytyki” działają także w inny sposób na rzecz swoich miast, prowadząc na przykład zajęcia dla dzieci na Śląsku czy kursy samoobrony dla kobiet w Białymstoku.


Rozwijamy kulturalno-polityczny dziennik internetowy z całym gronem wybitnych reprezentantów polskiej kultury. Obecnie wiele przedsięwzięć realizujemy za granicą. Wydajemy dziś pismo na Ukrainie i rozpoczynamy w Wielkiej Brytanii. Organizujemy bazy dla stypendystów na kampusach dwóch najlepszych amerykańskich uniwersytetów. Współpracujemy z wieloma instytucjami kulturalnymi we wszystkich krajach skandynawskich, wydając przewodniki, powieści i organizując tematyczne festiwale.


Ciągle pracuję za granicą


W tym roku zaczynamy razem z Open Society Institute tworzyć cały most kulturalny między Polską a Rosją. Chcielibyśmy wydać serię książek, stworzyć program stypendialny, systematycznie spotykać ze sobą polskich i rosyjskich polityków i intelektualistów. Ale wciąż na łamach największych gazet można sprowadzić całą tę działalność do gastronomii, choć akurat ta ostatnia została narzucona w miejskim przetargu jako warunek stworzenia centrum kultury. Naraża to nas nieustannie na zawiść i wysokonakładowe kłamstwo.


Niemal co tydzień postępuje tak nowy tygodnik „Uważam Rze”, rozpoczynając od opublikowania o naszej działalności obszernego artykułu. Ale przysłano do naszej warszawskiej siedziby jedynie fotografa. Autorka tekstu nie pofatygowała się, żeby coś zobaczyć albo z kimś porozmawiać. Nie interesuje jej program kulturalny „NWS”, nie wspominając o pozostałych naszych działaniach, a pomyłek w najprostszych faktach unika tylko wtedy, gdy skupia się na tanich złośliwościach.


O ponad rok myli się w dacie powstania Centrum, cuda wymyśla na temat naszych finansów, które mają rzekomo pochodzić z funduszy unijnych, albo o specjalnie dobranej prasie, którą można u nas przeczytać. Używa języka typu „oficjalne zyski” (tak jakby istniały jakieś nieoficjalne) albo „drukowanie niszowych, ideowych czytadeł…” o książkach Agnieszki Graff, Marty Konarzewskiej, Piotra Pacewicza, Andrzeja Friszkego czy Zygmunta Baumana, by wymienić tylko kilka ostatnio u nas wydanych.


Dziennikarce „Uważam Rze” podaje rękę rzecznik SLD, który na łamach „Gazety Wyborczej” opowiada, że dystans między jego partią a moim Stowarzyszeniem wynika z tego, że jestem dziś… menedżerem knajpy. Zdalnym chyba, bo w tym i poprzednim roku prawie ciągle pracuję za granicą.


Gdy Tomasz Kalita prosił o zorganizowanie w naszej kawiarni finału kampanii prezydenckiej Grzegorza Napieralskiego – wtedy wszystko z nami było w porządku. Ponieważ i tym razem odmówiliśmy, tłumacząc, że Centrum Kultury nie jest miejscem na partyjne kampanie, opowiada bez wstydu, że od kiedy prowadzimy także kawiarnię, zostaliśmy „skomercjalizowani przez system”. W przeciwieństwie do Sojuszu – wymarzonego miejsca dla kontestatorów. Takich jak na przykład Józef Oleksy, ubolewający nade mną w kolejnym wydaniu „Uważam Rze”, pod rękę z braćmi Karnowskimi, że nie wiadomo, czy „ugrzązł”, czy tylko się „przyczaił”.


Każdy, kto o nas pisze, dostrzega w naszej działalności to, co lubi i rozumie. Wcześniej Piotr Zaremba uznał, że „zbyt łatwo daję o sobie zapomnieć”, Witold Gadomski zaś ogłosił, że to „regres”. Jestem wzruszony, że tyle osób niepokoi moje „zniknięcie”. Spieszę uspokoić – życie nie toczy się tylko w Polsce, a w Polsce – nie tylko w telewizji. Toczy się również w „Nowym Wspaniałym Świecie”, bez względu na to, czy jestem głównie w Stanach Zjednoczonych, czy jak przez najbliższe miesiące – w Wiedniu. Nie przeszkadza mi, że wiesza się na mnie za to psy, ale gdy jednocześnie obraża się setki osób ciężko pracujących dziś dla Stowarzyszenia Brzozowskiego, to – przyznaję się – trafia mnie szlag.


Dysproporcja między tym, co robimy, a propagowanym przez obrażonych dziennikarzy albo polityków obrazem KP jako modnej knajpy jest taka duża, że chyba nie wynika z kulinarnych wyłącznie upodobań naszych recenzentów. Chodzi też o coś więcej. O miejsce, jakie gotowi jesteśmy przyznać w Polsce ruchom społecznym.


Doskonałe recenzje zbieraliśmy u wyżej wymienionych, kiedy widziano w nas potencjalnego pretendenta do zajęcia miejsca w istniejącym układzie politycznym. Chwalili nas i podpuszczali do jak najszybszego upartyjnienia. Rosnące poparcie w sondażach dla SLD z pewnością będzie robić wrażenie na części prawicowych publicystów, jeśli oferta tej partii gwarantuje, że poza marketingiem nie będzie żadnej treści. Ale nie na nas.


Zawsze mówiliśmy wprost, że szukamy dla siebie również miejsca w polityce, ale takiego, w którym możemy działać na rzecz prawdziwych zadań socjaldemokracji, nie rezygnując z elementarnej przyzwoitości. Staramy się propagować wiedzę o możliwych i istniejących na świecie rozwiązaniach rozmaitych kwestii społecznych w duchu nowoczesnej lewicy. Stworzyliśmy przestrzeń, w której wielu ludzi współpracuje, działa na rzecz innych, uczy się aktywności społecznej.


Występujemy w debacie publicznej, wspierając lub krytykując – i nie kierujemy się przy tym przewidywalnymi sympatiami partyjnymi. Jak trzeba chwalimy rząd za reformę OFE i krytykujemy za wsteczność minister Elżbiety Radziszewskiej. Popieramy SLD, gdy piętnuje nadużycia Komisji Majątkowej, ale nie przymykamy oczu na zawłaszczanie mediów publicznych. Gościliśmy u siebie wielokrotnie i Pawła Lisickiego, i polityków SLD. Nikomu nie odmawiamy współpracy, o ile postępujemy wobec siebie fair.

 
kluby.jpg

[na zdjęciu: Zjazd koordynatorów Klubów KP, fot. dg]

  

Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” 16 marca 2011. 


  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Pablo   |16.03.2011 15:59:05
może niezrozumienie środowiska KP wynika z postrzegania go jako lewica dla
bogatych? Niestety zdarzyło mi się być w lokalu NWŚ i muszę przyznać, że zarówno
ceny jak i atmosfera były typowo nowobogackie. Pochodzę ze wsi po-PGRowskiej i
uważam, ze KP bardziej reprezentuje bogatych mieszczan niż biednych ludzi z
Polski B, C, D itd.
Walus   |16.03.2011 17:15:15
W PL brakuje porządnej Lewicy i jak na razie tylko KP może tę lukę wypełnić. SLD
to typowe biuro pracy.
Kot w gołębniku  - Szacunek…   |16.03.2011 19:24:58
Róbcie to wszystko po prostu za swoje i swoich zwolenników pieniądze a wtedy i
ja i wiele innych osób będziemy mieć do was szacunek. Można się nie zgadzać, ale
można szanować. Pod warunkiem jednak.
Jeśli ktoś robi publicystykę z którą się
nie zgadzam, za pieniądze podatników to nigdy nie będę mieć do niego szacunku,
czy to Fronda, czy Krytyka Polityczna. Pamiętajcie, że pieniądze na podatki nie
płacą krasnoludki, tylko są to pieniądze zabrane siła i przymusem wszystkim
ludziom, między innymi mnie. I ja na to zgody nie wyrażam. A że każdy kij ma dwa
końce, to wasi zwolennicy muszą dotować także inne pisma jak Fronda.
aa  - Pablo   |16.03.2011 22:16:56
bo to socjaldemokracja "nowoczesna" na dodatek
ale jednak   |16.03.2011 23:00:58
Nikt rozsądny nie zaprzeczy, że KP robi dużo i działa prężnie. Nie potrafię
jednak zrozumieć, z jakiego powodu NWŚ wygląda i działa tak a nie inaczej. Nie
trzeba być specem od Bourdieu, żeby się zorientować, że dystynkcją wieje stamtąd
na pół miasta. Po co robić knajpę, w której nawet członkowie redakcji nie chcą
się spotykać ze znajomymi? Może pora na rachunek sumienia i przyznanie, że plan
przeciągnięcia bezmyślnych hipsterów na stronę lewicy przyniósł skutek odwrotny
od zamierzonego (przynajmniej dyskursywnie) tj. utożsamienie KP z takim
środowiskiem, a nie modnych warszawiaków z lewicą?
ryszardjerzy  - Brak schematu   |17.03.2011 00:20:24
Krytyka Polityczna, jej środowisko nie mieści się w schemacie myślenia obecnych
i byłych ludzi związanych z polityką. Na lewicy "pokutuje" jedyne
słuszne myślenie "monopolistycznej" partii. Prawa strona widzi lewicę w
postaci twardego dogmatu bez możliwości świeżego spojrzenia. Okazuje się że
można stworzyć (czyli ciężko pracować, spierać się, wzajemnie uczyć) "To
Coś" (od podstaw) co może być przyczynkiem do powstania nowoczesnej lewicy.
Stworzenie tak bogatych form aktywności i wypełnienie ich konkretną treścią jest
bardzo ciekawym zjawiskiem. Kuriozalne są wypowiedzi np rzecznika SLD w Gazecie
Wyborczej. Tego typu wypowiedzi pokazują jaki jest poziom świadomości
"elit" partii podobno lewicowej. A Krytyka Polityczna tak jak w słowach
piosenki niech "robi swoje".
ubik   |17.03.2011 00:49:52
Coś tam Krasowski w "Polityce" na was stęka, żeście się rozjechali z
SLD, które postanowiło postawić na bezideowość, a wy niby skrajna lewica. To
tylko pokazuje, jak Krasowski sobie wyobrażą skrajną lewicę, która w istocie
walczy o elementarne standardy socjaldemokratyczne.
Anonimowy   |17.03.2011 01:42:24
W kontekście jazd po KP i całej nowolewicowej zarazie uważam, że należy zwrócić
uwagę na dwie młode postacie o różnych nazwiskach jednakowoż połączone syjamskim
rodowodem: Bazak i Łuczewski. To dwóch takich zdziecinniałych prawicowców,
którzy większą część swojej energii polemiczno-publicystycznej spuszczają na
demaskowanie intelektualno-kulturowego hochsztaplerstwa Sierakowej sitwy. Już w
trakcie swych całkiem niedawno ukończonych studiów szczególnie ten pierwszy
(seminarium Karłowicza i Cichockiego, kuźnia młodoprawicowych elit, hehe)
szkolił się do bycia kimś w rodzaju Sierakowskiego prawicy, niestety - z
mizernym skutkiem. Rzekłbym, że jest nawet dupowatym anty-Sierakiem. Ten drugi
zaś, oprócz publicystycznych, ma również ogromne ambicje naukowe, uważa się za
jednego z najbardziej obiecujących młodych socjologów RP, choć zajmuje sie
głównie grzebaniem trupa, który nikogo już nawet w Polsce nie interesuje, a więc
wywlekaniem teologicznych implikacji Solidarności oraz teorią narodu.

Bardzo
podoba mi się taki obraz samookaleczającej się w pozycji nakolanniczej prawicy
intelektualnej. Zeitgeist jest po naszej stronie, więc na tego typu riposty ze
strony Sieraka (to ważne, że Sieraka) jest bardzo duże zapotrzebowanie. Trzeba
odpowiadać płaczkom od razu, kiedy jeszcze istnieje ryzyko, że zdołają utrwalić
swoją zdziecinniałą retorykę jako jedyną prawomocną w dyskursie.
est_est  - ależ się biedactwo obraziło   |17.03.2011 02:01:46
"obraża się setki osób ciężko pracujących dziś dla Stowarzyszenia…"
człowieku, to wszystko jest w ramach dozwolonej krytyki skoro tego nei rozumiesz
- nie bierz udziału w życiu politycznym. A wy możecie "obrażać"
"ciężko pracujących" prawicowców?
Misu   |17.03.2011 02:20:20
Nowy Wspanialy Swiat nie ma byc miejscem na spotkania towarzyskie dla czlonkow
redakcji, a knajpa zarabiajaca pieniadze na dzialalnosc, o ktorej wyzej pisze
Slawek. Dlatego rpzychodzacych tam hipsterow nikt nie chce przeciagac na strone
lewicy, a wyciagac z nich pieniadze. I bardzo dobrze. Barem mlecznym sie na
dzialalnosc nie zarobi. A jesli ktos utozsamia program polityczny z profilem
knajpy no to coz - jego problem.
BurekDobryPies   |17.03.2011 05:12:43
"Nietrudno zauważyć, że najlepiej w polityce i mediach radzą sobie ci,
którzy bez skrupułów domagają się czasu antenowego, dotacji od państwa, miejsca
na listach dla siebie i swoich kolegów"-wypisz wymaluj lewica,co nie
Sierakowski?
zioloski   |17.03.2011 11:02:15
Miejmy nadzieje,że ci którzy krytykują kp mówią więcej o sobie niż o kp . No i
też, że to wszystko nie jest oparte o jakieś atawistyczne instynkty.
Nikodem   |18.03.2011 05:01:01
A mogę spytać dlaczego jakakolwiek gazeta/pismo dostaje dotacje z budżetu?

Skoro zbyt mało ludzi chce
kupować lewicowe/prawicowe/bezpłciowe publikacje to czy jest to uczciwe zmuszać wszystkich aby płacili za coś czego nie chcą?

Przecież to
identyczny przypadek jak w tym kawale, który się pojawił po bailoucie
General Motors - "Robimy kiepskie samochody, których nie chcecie
kupować. Więc teraz za karę nam zapłacicie.".

Piona panie
Sierakowski! Możecie przybić pionę współczesnym
neoliberałom! Gratulacje!
ubik   |21.03.2011 00:02:27
Panie Nikodemie, jakakolwiek gazeta dostaje rządową dotację, aby wesprzeć
wartościowe treści, jakie ta gazeta niesie, niekoniecznie mogące liczyć na
wielką popularność, chociażby z powodu trudności ich recepcji. Dlatego nie
wspiera się tabloidów, które mogą liczyć na wielką popularność, ale treści z
sobą niosą goowniane.
kot   |21.03.2011 19:43:35
Przypadkiem wpadłem na tekst dziennikarki, krytykującej w "Rzepie"
Krytykę.
Tekst kuriozalnie żałosny w prominentnym w końcu dzienniku.Równie
nieubrany w argumentacje jak mój komentarz.
Nie warto się dla czegoś takiego
wysilać. No nie, był argument, coś jak: "u]wydaje[/u] mi się,że na knajpie
Sierakowski robi kokosy" Reszta to różne donosy i insynuacje.
viking   |21.03.2011 20:24:00
W prawicowo-konserwatywnych atakach na Krytykę Polityczną, zwykle wymierzonych w
NWS jako symbol wszelkiej zgrozy, nie chodzi ani o Krytykę jako taką ani o NWS.
Przynajmniej nie tylko.

Rzecz w tym, że od kilku lat młodzi ludzie są coraz
aktywniejsi politycznie i coraz częściej ich aktywność zwraca się przeciwko
konserwatyzmowi.
Kiedy młodzież protestowała przeciwko Giertychowi,
Rzeczpospolita rozpaczliwie udowadniała, że coś się tym "gówniarzom"
poprzestawiało w głowie. Gdy na Krakowskim Przedmieściu młodzi ludzie wyrażali
sprzeciw wobec klerykalizacji kraju, pisała o nich, jako o niewychowanej
bandzie.
Krytyka Polityczna jest w oczach publicystów konserwatywnych, czymś w
rodzaju intelektualnej wersji tego rodzaju sprzeciwu, wobec wartości, które
publicyści ci uznają za jedynie słuszne. Problem polega na tym, że trudniej
zwyzywać od chamów, młodzież zmierzającą na wykłady… . Dlatego z NWS i Krytyką
walczy się inaczej: np. pytając czy lewica może mieć lanserską knajpę, czy
powinna raczej rozdawać grochówkę za 1 zł.
Tak czy inaczej w każdym z tych
dziwacznych ataków widać jeden konkretny żal związany z tym, że dziś, gdy
młodzież wychodzi na ulicę, to raczej po to, żeby bronić liberalnych wartości. A
gdy ta jej "intelektualna" część, dobrowolnie chodzi na wykłady, to woli
słuchać o Zizku czy Agambenie niż o encyklikach papieża lub o filozofii
Tischnera.
saga  - nie kupuję-nie prawicuję   |22.03.2011 17:32:59
A ja nie kupuję tłumaczeń
Naczelnego Redaktora,
wg. mnie kp tworzy jakąś
kołchoźnianą wersję świetlic w imię Jedynej Słusznej Ideologii.
Nikodem  - Do fana Philipa Dicka   |25.03.2011 01:05:40
Panie ubik. A mnie nie interesuje czy treści są wartościowe w ocenie
rozdającego pieniądze pana urzędnika.

Mówiąc szczerze to opinię
pana urzędnika nt. wartości treści mam w bezkośrednich okolicach
okrężnicy.

No bo dlaczego KP, a nie "Dom i ogród"? Jest cała MASA
pism niszowych, które działają pomimo braku sięgania do kieszeni
innych bez ich zgody.

Więc może by tak KP też zaczęła tak działać? Wiecie
- tak wziąć się do pracy i robić sobie gazetkę po godzinach - dla idei.

Czy też może wrażliwe, lewicowe serduszka wymagają dopłaty aby
"opłacało" im się "walczyć o ideę"?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.14519 Seconds