Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Polska droga do recesji Drukuj
Sławomir Sierakowski   
23.02.2009
Polska stanęła u bram kryzysu walutowego. Dociera do nas trzecia fala globalnej depresji. Najpierw pojawiły się kłopoty z płynnością finansową spowodowane przeciągającą się wstrzemięźliwością kredytową banków, następnie spadek dochodów budżetowych, eksportu, konsumpcji i inwestycji. A obecnie na łeb na szyję leci polska waluta. Tymczasem polski rząd za każdym razem spóźnia się z podejmowaniem decyzji, a Ministerstwo Finansów pozostaje najczęściej nieme.

Tajemnicze kalkulacje rządowe

Coraz więcej wiadomo na temat sposobów radzenia sobie z kryzysem, które wybrał świat. Po wielu interwencjach, jakie miały zmobilizować banki do udzielania kredytów przedsiębiorstwom, państwa dotknięte kryzysem zaczęły planować zwiększenie inwestycji publicznych, aby podtrzymać globalny popyt i powstrzymać wzrost bezrobocia.

Amerykanie właśnie przyjęli prawie bilionowy pakiet wydatków publicznych, Niemcy przygotowali kolejny plan ratunkowy w wysokości 50 mld euro, co powinno poprawić humor polskim eksporterom. Przedwczoraj także czeski rząd postanowił podnieść deficyt budżetowy i przekroczyć kryterium z Maastricht, decydując się na zwiększenie wydatków publicznych i obniżki podatkowe aż o 1,9 proc. ich PKB.

Na tym tle wyraźnie odróżnia się Polska. Najpierw rząd długo zwlekał z podjęciem działań, a nawet choćby z dostrzeżeniem zagrożeń. Jeszcze w grudniu przyjęto autopoprawkę do budżetu zakładającą lekko tylko zmienione założenia dotyczące wzrostu PKB i ograniczono wydatki zaledwie o 1,7 mld. 9 stycznia minister Rostowski stanowczo zapewniał, że wszystko jest w porządku, żeby kilka tygodni później ogłosić radykalne ograniczenie wydatków.

Ponadto rząd nigdy nie ujawnił kalkulacji, na której oparł swoją decyzję. Jakby cały świat nie robił niczego innego, tylko dokładnie to, co Donald Tusk i Jacek Rostowski. Spróbujmy więc skalkulować skutki polityki rządu. Obcięto ministerstwom ok. 10 mld złotych, i drugie tyle z inwestycji na drogi, przesuwając je do Krajowego Funduszu Drogowego, gdzie powstał deficyt.

Zgodnie z efektem mnożnikowym (który określa, o jaką część się zwiększy lub zmaleje wzrost gospodarczy w wyniku podniesienia lub obniżenia wydatków państwa) dla tego typu cięć konsekwencją będzie ograniczenie wzrostu gospodarczego z prognozowanych przez ministra finansów 1,7 proc. najprawdopodobniej do zera, a także wzrost bezrobocia do ponad 12 proc. w tym roku i jeszcze większej skali w przyszłym (ograniczamy inwestycje, ograniczamy więc zatrudnienie).

Stosowaną powszechnie w innych krajach alternatywą było zwiększenie deficytu co najmniej o sumę potrzebną na zbilansowanie budżetu bez konieczności cięć, czyli u nas byłoby to ok. 1,5 proc. PKB. Przeciwko takiemu rozwiązaniu podawano następujące argumenty: (1) nie mamy prawa obciążać następnych pokoleń, powiększając dług publiczny, (2) polska gospodarka straci wiarygodność, co spowoduje paniczną reakcję zagranicznych inwestorów i rynków finansowych, (3) zbyt wysoką cenę przyjdzie zapłacić Polsce za sfinansowanie zwiększonych potrzeb pożyczkowych państwa, (4) nie znajdziemy kupców na polskie obligacje, (5) inwestycje rządowe wypchną inwestycje prywatne i zwiększenie deficytu nic nie da, (6) nie dotrzymamy kryteriów z Maastricht (deficyt nie większy niż 3 proc. PKB) i nie wejdziemy do strefy euro w 2012 roku.

Przede wszystkim wszędzie, gdzie podwyższono deficyt budżetowy, kalkulowano, że pozytywny efekt mnożnikowy przewyższy koszty wynikające z większego długu i droższej jego obsługi. Należy zapytać ministra finansów, na jakiej podstawie uznał, że w polskiej gospodarce będzie inaczej.

Tymczasem rząd demagogicznie wmawiał ludziom, że zwiększenie deficytu w tym roku po prostu obciąża następne pokolenia, udawał, że nie chodzi o to, żeby wydając dziś pieniądze na pobudzenie koniunktury, móc przecież także sfinansować dzięki niej większy dług.

Dróg nie będzie

Tusk i Rostowski zachowali się, jakby prowadzili gospodarstwo domowe, a nie państwo, i postanowili jedynie ograniczyć wydatki. „Gdy ojciec rodziny traci pracę, nie powinien jeszcze przepijać oszczędności” – celował w odruchowe intuicje Polaków premier. A potakujący rządowi ekonomiści i publicyści przymknęli na chwilę oko na różnicę między mikroekonomią a makroekonomią i pochwalili rząd za zdecydowaną postawę.

Tymczasem główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego Olivier Blanchard przypomina o tej różnicy (komentując formułę, według której postępują dziś inwestorzy: „Better safe than sorry”, czyli „lepiej postępować bezpiecznie, niż później żałować”): „Podczas gdy słowa te mają sens dla indywidualnych inwestorów, z makroekonomicznego punktu widzenia grożą katastrofą”.

Blanchard mówi dalej wprost: „Po stronie konsumpcji należy robić wszystko, co pomoże uniknąć depresji, od bodźców fiskalnych po wszelkie niekonwencjonalne działania w polityce monetarnej. (…) Opóźnienia we wdrażaniu pakietów finansowych już kosztowały nas wiele. Dlatego należy podnosić wydatki publiczne na infrastrukturę, co zresztą stanowi centralny komponent programu prezydenta Obamy. I coraz więcej państw decyduje się na podobną politykę”.

Ponadto uznano, że zwiększenie potrzeb pożyczkowych państwa podważy istotnie naszą wiarygodność. W tym roku potrzebujemy 155 mld złotych na opłacenie deficytu, dotacji do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz zrefinansowanie dotychczasowego długu. Czy zwiększenie tej sumy o 20 mld, czyli o kilkanaście procent, rzeczywiście grozi nam utratą wiarygodności?

Tym bardziej że rynki finansowe, obserwując polską gospodarkę, uwzględniają działanie automatycznych stabilizatorów, czyli mają świadomość, że przy spadającej koniunkturze mniejsze są przychody z budżetu (gdy rośnie bezrobocie wpływa mniej pieniędzy z podatków), a większe wydatki (np. na zasiłki), zatem deficyt rośnie w sposób naturalny.

W Unii Europejskiej ma w tym roku wynieść średnio 4,4 proc. PKB, a zatem zbliżenie się w Polsce do tej wysokości nie będzie dla nikogo szokiem. Szczególnie, gdyby rząd, zwiększając deficyt, przedstawił jednocześnie czytelny plan powrotu niskiego deficytu w kolejnych latach.

Warto zauważyć, że do wyjątkowo wysokiej przeceny złotego doszło 3 lutego, czyli właśnie wtedy, kiedy rząd ogłosił swoje cięcia. Kolejne pytanie do ministra Rostowskiego brzmi więc: czy wiarygodności nie straciliśmy właśnie poprzez politykę cięć i zaniechanie rozsądniejszej polityki pobudzenia koniunktury i zwiększenia deficytu? Czy rząd nie sądzi, iż rynki finansowe dobrze wiedzą, że i tak wyprodukujemy deficyt, ale „na dziko”, a zatem znacznie droższy w obsłudze, i dlatego właśnie spada nasza wiarygodność?

Przecież instytucje państwowe, żeby nie ograniczyć dostarczania elementarnych usług, takich jak bezpieczeństwo (policja) albo zdrowie (szpitale), będą zmuszane się zadłużać, ale w bankach, albo spłacać karne odsetki, podczas gdy państwo pożyczyłoby te pieniądze najtaniej (bo ma zawsze najwyższy rating na rynku).

Około połowy z zapowiedzianych cięć ma charakter realny, a połowa statystyczny. Choć nie do końca. Minister Rostowski zapowiedział, że deficyt w Krajowym Funduszu Drogowym pokryje z pożyczek od Banku Gospodarstwa Krajowego. W tym celu zapewne BGK wypuści obligacje, a rząd obejmie je gwarancjami, żeby sprzedać je najkorzystniej.

Ponieważ przy spełnieniu kryteriów z Maastricht liczy się nie tyle deficyt budżetowy, ile deficyt całego sektora finansów publicznych (a więc łącznie z deficytami jednostek pozabudżetowych), nie wiadomo, czy rządowi uda się „ukryć” te 10 mld, wypuszczając za pośrednictwem BGK obligacje. Najpewniej jednak skończy się tak, że KFD pieniędzy z pożyczek nie dostanie i dróg nie zbuduje.

Przesunąć wstąpienie do strefy euro

Cała ta okrężna droga sugeruje, że Tusk i Rostowski zdają sobie sprawę z niechybnej konieczności podniesienia deficytu, ale chcą uniknąć rażąco dużej podwyżki. Efekt jest taki, że zamiast zyskiwać na wiarygodności przed rynkami finansowymi, tracą ją. I to jest zapewne jeden z powodów, dla których drastycznie słabnie polska waluta. Najpierw mamiono wszystkich przewartościowanymi wskaźnikami budżetu, następnie zaś podjęto takie decyzje o oszczędnościach, które wywołały wrażenie, że wprowadzając cięcia, rząd nieświadomie sprzyja kryzysowi albo próbuje nieudolnie oszukać otoczenie.

Trzeci argument przeciwko zwiększeniu deficytu dotyczy wysokiej ceny, po której rząd musiałby pożyczać na zewnątrz kapitał. Ekonomiści Marcin Piątkowski i Jacek Tomkiewicz zauważają, że mimo ujawnienia przez rząd kłopotów budżetowych rentowność polskich papierów skarbowych spadła w stosunku do zeszłego roku. I konkludują: „Albo rynek finansowy już w zeszłym roku zdyskontował pogorszenie się stanu finansów publicznych, albo zachowanie inwestorów należy raczej tłumaczyć światowym kryzysem finansowym, którego skutkiem jest m.in. znaczna awersja do tzw. rynków wschodzących. Wobec takich okoliczności trudno uwierzyć, że kontrolowane zwiększenie deficytu budżetu centralnego radykalnie zmieni postrzeganie polskiego długu na rynku finansowym” („WSJ”, 10.02.09).

Zauważają także, że z podobną sytuacją mamy do czynienia na rynkach zagranicznych, i to, że nawet gdyby wzrosła marża polskiego długu, to z powodu malejących stóp EBC całkowity koszt finansowania za granicą wcale nie musiałby być wyższy. A obserwowany drastyczny spadek kursu złotego powoduje, że na emisji długu zagranicznego można by nawet w przyszłości zarobić, kiedy złoty znów będzie silny.

Na taki argument rząd mógłby odpowiedzieć, że nie znajdziemy kupców na nasze papiery dłużne. Ale jeśli przyjrzeć się sytuacji banków, które wstrzymały akcje kredytowe dla przedsiębiorstw i równocześnie pozyskały dużą ilość depozytów ze wzrostu indywidualnych oszczędności, jest jasne, że pozostaje im lokowanie kapitału w papierach skarbowych państwa. I faktycznie, na ostatnim lutowym przetargu popyt na bony skarbowe prawie trzykrotnie przewyższał podaż, a oprocentowanie spadło z 5,8 proc. w grudniu do 4,8 proc. teraz. Koszt naszego długu będzie spadał wraz z coraz niższymi stopami procentowymi.

Na ten argument rząd zazwyczaj odpowiada, że takie działanie odbije się na szansach polskich przedsiębiorstw w pozyskiwaniu kredytów, bo zadziała „efekt wypychania” z banków akcji kredytowych przez obligacje państwowe. Ale ten argument nie działa w warunkach recesji, zgodnie z teorią: „Stopa procentowa może wcale nie wzrosnąć lub wzrosnąć nieznacznie, dzięki czemu nie wystąpi negatywne oddziaływanie na inwestycje” (Joseph Stiglitz, Ekonomia sektora publicznego).

Wskazuje się także na argument, że ograniczenie inwestycji publicznych powodujące spadek wzrostu gospodarczego podwójnie źle odbija się na gospodarce, bo coraz częściej inwestycje publiczne są komplementarne wobec inwestycji prywatnych, tzn. podnoszą ich produktywność, co sprawia, że inwestycje prywatne są większe przy dowolnym poziomie stopy procentowej. Jest tak przede wszystkim przy inwestycjach w edukację, naukę i rozwój badań.

W tym przypadku działa „efekt wpychania”. Na przykład lepiej wykształceni pracownicy zwiększają atrakcyjność inwestowania w danym kraju albo finansowane przez państwo badania są źródłem wynalazków, udogodnień i pomysłów, które dają podstawę zyskownym innowacjom dokonywanym przez sektor prywatny. Przy tej okazji należy przypomnieć, że rząd obciął Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego 900 mln złotych, czyli ponad 10 proc. budżetu.

Wspominany już Blanchard wskazuje na jeszcze jeden argument za interwencją państwa. „Programy wydatków publicznych dodatkowo przekonają konsumentów i przedsiębiorców, że kryzys się odsuwa. Zmobilizują ich, żeby nie czekali dalej, ale znów zaczęli wydawać”. Czy minister Rostowski zamierza oskarżyć głównego ekonomistę MFW o sojusz z PiS, a redaktorzy Witold Gadomski i Tomasz Wróblewski o kryptosocjalizm?

Ale rządowi pozostaje jeszcze jeden, być może najważniejszy, argument. Wejście do strefy euro. Aby uczynić to w 2012 r., nie możemy sobie pozwolić na zwiększenie deficytu o wysokość przekraczającą 3 proc. PKB. Absurdalność upierania się przy tej dacie widać dziś czarno na białym. Ciekawe, jak i za co minister Rostowski zamierza utrzymać kurs złotego w wężu walutowym ERM2 przy takich jak obecne wahaniach złotego.

Takie próby z pewnością skończyłyby się regularną recesją w Polsce. I to tylko po to, żeby ponieść wszystkie koszty wejścia do strefy euro w najgorszym możliwym okresie kryzysu, a przyjąć wspólną walutę najpewniej wtedy, gdy kryzys się skończy i stabilność złotego nie będzie miała tak wielkiego znaczenia dla gospodarki. Rząd powinien ustąpić z uporczywego i szkodliwego dla gospodarki żyłowania deficytu kosztem wzrostu gospodarczego i przesunąć datę wejścia do eurolandu o rok (tym bardziej że w tym czasie nie posunął się ani o krok w celu zbudowania ponadpartyjnego konsensusu, który jest warunkiem koniecznym zmiany konstytucji i podjęcia decyzji o rezygnacji z polskiej waluty). To po prostu się nam bardziej opłaca.

Pech Platformy


Rząd podjął takie, a nie inne, decyzje między innymi po to, żeby zatrzymać spadek wartości złotego. Skończyło się na jeszcze większej przecenie. Piątkowski i Tomkiewicz pisali, że „albo kurs złotego ma niewiele wspólnego z polską polityką gospodarczą, bo jest on tylko przedmiotem globalnej gry spekulacyjnej, albo inwestorzy zagraniczni bardziej martwią się o tegoroczny wzrost gospodarczy niż budżetowy deficyt”. Znany analityk giełdowy Piotr Kuczyński zauważa zaś, że „dobrze zachowują się przede wszystkim waluty lub indeksy tych krajów, w których rządy pompują pieniądze w gospodarkę. Chodzi mi przede wszystkim o dolara i indeksy giełdowe w Chinach”. Program cięć, zamiast pomóc, na razie zaszkodził więc polskiej walucie.

Wobec najnowszych doniesień o dramatycznym upadku polskiej waluty zapytać wypada ministra Rostowskiego o jeszcze jedno. Obecna ucieczka od polskiej waluty wynika z obawy inwestorów, że polskie przedsiębiorstwa i rząd mogą nie znaleźć środków za granicą na zrefinansowanie swoich długów. Prawdziwy dramat polega na tym, że to nieprawda, bo polski rząd w 2009 roku potrzebuje tylko 3 mld euro do zrefinansowania swojego długu, a większość długów polskich przedsiębiorstw to długi spółek córek zachodnich banków, które z pewnością nie dopuszczą do ich bankructwa.

Dlaczego zatem rząd zwołuje konferencje prasowe i zamiast uspokoić inwestorów, naświetlając faktycznie dobrą sytuację banków i państwa, zabiera się do sprawy od – mówiąc oględnie – odwrotnej strony, zapowiadając interwencje, jeśli euro kosztować będzie 5 złotych? I dlaczego rząd nie zrobił dotąd nic, żeby w Japonii, Chinach, Arabii Saudyjskiej, czyli tam, gdzie można, znaleźć potrzebne (niewielkie przecież) kredyty?

Co zrobił minister Rostowski od czasu, gdy broniąc się przed zwiększeniem deficytu, sam wskazywał na potencjalne trudności ze sfinansowaniem powiększonych potrzeb pożyczkowych państwa za granicą? Czy zajął się tym Donald Tusk w Davos? W końcu wypada zapytać także, czy Ministerstwo Finansów i premier prowadzą jakieś rozmowy z Komisją Europejska i Europejskim Bankiem Centralnym, żeby zabezpieczyć się przed kryzysem walutowym? Niestety, Donald Tusk wolał zajmować się długiem Andrzeja Czumy zamiast długiem państwa.

Czy kryzys może zaszkodzić popularnemu w społeczeństwie rządowi? No jasne. Rok po objęciu władzy Platforma Obywatelska ma pecha. Wszystko szło jak po maśle. Świetny wynik wyborczy, spokojna koalicja z nauczonym pokory PSL, rekordowe i stabilne poparcie w sondażach, przychylność mediów, samobójcze zachowanie obu opozycyjnych partii, żyć nie umierać. I nagle ten kryzys.

A czy kryzys może pomóc popularnemu w społeczeństwie rządowi? Otóż może. Łatwo zrozumieć, dlaczego kryzys może pomóc niepopularnemu rządowi – jest bowiem doskonałą okazją, żeby się spektakularnie wykazać umiejętnościami radzenia sobie w trudnych sytuacjach i zasłużenie zyskać sympatię obywateli. Wydawałoby się w takim razie, że popularnemu premierowi kryzys może tylko zaszkodzić. Wcale nie. A jak to możliwe?

Wydaje się, że właśnie na to liczyli Donald Tusk i Jacek Rostowski. Rząd od początku swojej kadencji, jeszcze zanim zaczęto mówić o jakimkolwiek kryzysie na świecie, wykazywał się największą chyba na świecie awersją do ryzyka. Kierował się mottem: „Kto nie gra, nie przegrywa”. Pamiętajmy też, że minister finansów jest w pierwszej kolejności urzędnikiem i rozliczany jest za wykonanie budżetu (może być nawet pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu), a nie za taki czy inny wzrost gospodarczy albo skalę bezrobocia.

Rząd woli więc nic nie robić poza automatycznym dostosowywaniem budżetu do spadających przychodów. A skutki takiej polityki zaniechań ma nadzieję zrzucić na kryzys, który przyszedł przecież z zewnątrz. To rzadka okazja, żeby socjaldemokrata dedykował neoliberalnemu rządowi motto głównego ekonomisty MFW: „W kryzysie należy robić raczej za dużo niż za mało”.




Autor jest redaktorem naczelnym „Krytyki Politycznej”, absolwentem Międzywydziałowych Interdyscyplinarnych Studiów Humanistycznych (socjologia, ekonomia, filozofia) na Uniwersytecie Warszawskim.

Tekst ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 19 lutego 2009.

Komentarze
Dodaj nowy
Zdzisiek  - O rządowych interwencjach.   |18.02.2009 19:52:47
Złoty stracił na wartości dlatego, że urealnia się jego siła ale też pod wpływem
spekulacji.
Oczywiście należy bezwzględnie interweniować na obniżenie jego
wartości pod wpływem spekulacji, jednak trzeba czynić to instrumentami
adekwatnymi do przyczyn tego obniżenia. Dziwne, że w rządzie jedynie
wicepremier Pawlak potrafi wychwycić te przyczyny i reaguje na spekulacyjne
praktyki banków i na zagrożenie transferu lub już istniejący transfer naszych
pieniędzy za granicę, dziwne, że nie dostrzega ich minister finansów
Na
finansowym rynku należy reagować ostrożnie tak by jego wzmacnianie nie
przyczyniało się niepotrzebnego obniżania koniunktury na polskie produkty, do
powiększania bezrobocia. Czy nie lepiej, by pieniądze z Unii były przeznaczane
bezpośrednio na konkretne gospodarcze przedsięwzięcia a nie były sprzedawane,
rozpraszane przez rząd na rynku. Takie rozsypywanie pieniężnego pyłu jest dość
ryzykowne, nie gwarantuje, że pieniądze te będą pracowały na rzecz gospodarczego
wzrostu.
Czy nie należy dbać przede wszystkim o równowagę gospodarczą, o to by
nie wzrastało bezrobocie, by podtrzymywać koniunkturę na krajowe produkty, by
równoważyć bilans w handlu zagranicznym lub nawet, by zaistniała nadwyżka
eksportu nad importem a nie pośpiesznie wzmacniać złotego w prosty sposób,
ściągając z rynku złotówki sprzedając euro? Owszem, silny złoty to objaw
wzmacniania się gospodarki, jej rozwoju jakościowego i ilościowego, to powód do
dumy ale tylko wtedy gdy jego siła odzwierciedla siłę gospodarki i gdy jego siła
nie wywołuje bezrobocia i ubożenia części społeczeństwa. Z drugiej strony
słabość złotego powinna niepokoić gdy wywoduje nadmierną inflację, ogołacanie
półek i produkcję bubli lub gdy wartość naszej gospodarki, naszych produktów i
naszej pracy jest obniżana przez spekulacyjne praktyki. Trzeba obserwować rynek,
naszą polska rzeczywistość i reagować adekwatnie do potrzeb. Swoją drogą Europa
woli nam pomagać w spektakularny, efektowny sposób zasilając nas widocznymi dla
opinii publicznej dotacjami niż zgodzić się na zmiękczenie finansowych
kryteriów, takich jak lekkie zwiększenie lub choćby na pozostawienie deficytu
budżetowego na poziomie z lat ubiegłych. Dzisiaj obniżenie siły nabywczej
naszych pieniędzy obniża naszą zdolność do importu i do korzystania z produktów
i pracy innych społeczeństw, w spekulacyjnych praktykach oddawany jest
zagranicznym podmiotom nasz wysiłek, nasza praca, na razie nie powoduje jeszcze
u nas nadmiernej inflacji i pustoszenia półek, choć oczywiście czujność musi być
dzisiaj wzmożona.
Większość krajów, w których pozostała jeszcze ekonomiczna
myśl zdroworozsądkowa odreagowuje na neoliberalną politykę, która doprowadziła
do kryzysu wprowadzając instrumenty pobudzania wewnętrznej koniunktury. Nasz
rząd koniunkturę hamuje poprzez takie oszczędności, które dotykają naszego
rynku pracy.
kot   |19.02.2009 03:20:14
Rządzenie w kraju neoliberalnie kapitalistycznym- to sam miód. Może to robić
każdy.
Gdyby menela wziąć z ulicy ubrać w garnitur i zrobić premierem, to nie
powinien mieć większych kłopotów aby się odnaleźć w tej roli.
Bo co należy do
obowiązków rządzących w wyżej wymienionym państwie? Pozbywanie się obowiązków
i unikanie myślenia innego niż korzyści własne!
Działania w gospodarce-
dziedzina trudna, angażująca , kłopotliwa  sprywatyzować byleby budżet się
zamknął, koszty takiego zamykania to już nie ból głowy rządu. Ochrona
zdrowia
- problem coraz trudniejszy- oddać samorządom, kłopot z głowy.
Edukacja- sprywatyzować.
Polityka zagraniczna  nic prostszego: kochać
Amerykę, nienawidzić Ruskich i po sprawie. Nie ma dróg  niech wybudują
prywatni, itd., itp.
Trzeba natomiast zadbać o swój wizerunek- to ważne! O to
aby nasza partia miała się dobrze, nasi ludzie mogli mieć godne zarobki. W tym
celu trzeba robić wszystko co się da i uwalić tych konkurentów ( tu wstawić
nazwę) . Jedyny ból głowy władzy, którego nie da się uniknąć, to wygrać
przyszłe wybory.
Czasami, tak jak teraz, rzeczywistość dochodzi do głosu i
mówi: sprawdzam.
Kosikm  - Nareszcie   |19.02.2009 11:52:23
Nareszcie poważny ekonomiczny artykuł na temat kryzysu. Bez dyrdymałów tylko
analiza. Autor nie jest z mojej bajki i jego socjalistyczne poglądy odbiegają od
moich ale jak nigdy się z nim zgadzam.
Po pierwsze wydatki publiczne w czasie
kryzysu: "efekt mnożnikowy" lub z mikro dzwignia finansowa. Na zachodzie
zdecydowano się na ratowanie banków i udrożnienie płynności tych instytucji
wznowienie przez nie akcji kredytowej. Jak na razie bez efektów i to chyba był
błąd. Drugi pomysł to obniżenie podatków (pobudzenie popytu) i wydatki na sfery
publiczne. I tutaj wybrano edukację i infrastrukturę. W obu przypadkach zwrot z
inwestycji może być jedynie w długim okresie ponieważ i pierwszy czynnik i drugi
stoi na zachodzie na bardzo wysokim poziomie. A w Polsce dla porównania na ????
bardzo niskim. Czyli jeśli my byśmy nawet przy większym koszcie pozyskania
pieniądza zainwestowali w te dziedziny to zysk jest w krótkim terminie. I
argument o zadłużaniu przyszłych pokoleń pada, bo większy PKB zjada deficyt za
jednym chłapnięciem.
Co do euro. Słowacja weszła do strefy euro ponieważ jej
PKB to w 70% eksport. Tylko jaki eksport, eksport polegający na sprzedaży
samochodów, czyli lwią cześć tego stanowią komponenty które zakupują na
zachodzie i ta wymiana sprzyja im w transakcjach. I najważniejsze samochodów nie
mogą sprzedawać taniej co by mogło wynikać z kursu walutowego. W Polsce
specyfika naszego eksportu nie jest taka jednostajna i możemy konkurowac na
rynkach europy właśnie dzięki różnym poziomom kursu walutowego. Za i przeciw
jest wiele można sięgnąć do raportu NBPu ale dla przykładu na małą skalę niech
będą ośrodki turystyczne w górach i co tam się teraz dzieje w Polsce i na
Słowacji. Słaby złoty to również szansa na większy rozwój dzieki funduszom
europejskim. Ile można kupić cementu dziś za 1000euro a ile rok temu ??? Ilu
można zatrudnić w czasach kryzysu ludzi do budowy dróg a ilu w czasach hossy ? i
ile euro można im zapłacić ??
Co do wypychania gospodarki. Owszem kiedy państwo
ingeruje w gospodarkę to stanowi konkurencję dla innych firm ale nie zawsze, tzn
nie wtedy kiedy firmy na danym polu nie działają lub sa monopolistami i
sztucznie reglamentują rynek. Tak jest z bankami i z infrastrukturą.
Również
nie wierzę w atak spekulacyjny, atak to trwa chwilę a nie pół roku. A przypomnę
że najpierw zwija się z danego kraju kapitał potem firmy.
Co do tez czy kryzys
może pomóc platformie, najwidoczniej tak. Wiedza ekonomiczna polaków jest na
bardzo niskim poziomie, co widać po dziennikarzach. Pana art jest pierwszym na
który natrafiłem i który w tak kompleksowy sposób przedstawia problem. Z
założeniami mozna się zgadzać lub nie, ale czekam na artykuł napisany w podobny
sposób przez oponentów zwiększania deficytu. Jak na razie to same bzdety.
Podobnie wypowiadają sie ekonomiści o skutkach przyjęcia euro, same farmazony.
Pozdrawiam i życzę utrzymania wyrażania swojej opinii a nie skręcania w ton
propagandy by na siłę poprzez populizm przekazać swoje racje, który niestety
wcześniej się panu zdarzał (ten ton):)). Życzę tego zresztą całemu światu
dziennikarskiemu
Marcin Szymański   |19.02.2009 13:28:29
Dlaczego został usunięty komentarz, który zwierał inwektywy pod adresem p.
Sierakowskiego i szeroko rozumianych socjalistów?
Osobiście nie podzielam
zdania tego "komentatora", ale jestem przeciwnikiem cenzury
prewencyjnej. Można uzyskać jakieś wyjaśnienie administratora w tej sprawie?
menina  - @ Marcin Szymański   |19.02.2009 13:35:04
Komentarz został usunięty z powodu złamania pkt. 4 regulaminu forum i komentarzy
witryny KP, zgodnie z pkt 7. regulaminu. Nie dopuszczamy umieszczania na forum
wypowiedzi obraźliwych i naruszających prawa innych osób.
Użytkownik został
powiadomiony mailowo o usunięciu komentarza, ponowne naruszenie regulaminu
oznacza zablokowanie konta użytkownika.
Odsyłam do
regulaminu:
http://www.krytykapolityczna.pl/Regul
amin-forum-i-komentarzy/menu-id-34.html
W imieniu redakcji,
Dorota Głażewska.
golem   |20.02.2009 01:41:44
Od cenzury prewencyjnej sie zaczyna…niby nic ale to tak na prawde taki wasz
socjalistyczny "neoliberalizm".Po cenzurze prewencyjnej przyjdzie kolej
na inne ograniczenia. Nie bede mógl jesc chamburgerów bo niezdrowe..nie bede
mógl zabic mordercy mojego brata ale za to bede mógl legalnie zabic dziecko
swojej zony ( co sie w waszej nieinwektywicznej nowomowie nazywa aborcja.
Jestescie tacy delikatni??? Przeciez sami jezdzicie po innych..a nie przepraszam
spieracie sie intelektualnie przynajmniej tak to nazywacie bo to co piszecie toi
jakis bełkot…Ta wasza publicystyka nie raz oczywiscie nie wprost dowodzi jako
to jeden z drugim jest kłąmca i oszustem…a cchiałbym zaznaczyc ze niewiele sie
to rózni…obelga wprost albo nie wprost…to i tak obgelga
golem   |20.02.2009 01:49:23
W.SZ. Towarzysz Sławomir Sierakowski podobnie jak reszta komunistów i
socjalistów zdaje sie podzielac wiare w keynesowskie metody działania…W
skazowanym wpisie ożyłem wiadomej inwektywy jako trafnie opisujacej stan
intelektualnych mocy autora. Nie rozumie on bowiem nieraz trywialnych
spostrzezen dotyczacych funkjonowania systemów gospodarczych. Widac ze TW
Sierakowski odebral prawidłowe wykształcenie ekonomiczne z jedynie prawdziwa
wykładnia mnoznikowa…(standard na polskich uczelniach)smiech na sali na
prawde…

Jesli W.SZ.P. Sierakowski nie zna sie na ekonomii to niech zajmie
sie pisaniem o polskiej polityce bo to mu czasem niezle wychodzi i czesto sie
zgadzam z tym co pisze.

Ale na litosc Boska nie piszcie takich bzdór bo
jeszce ktos zacznie w to wierzyc…
golem   |20.02.2009 01:55:44
A tak swoja droga to kompletnie nie rozumiem postepowania admina. To ze złamalem
regulamin to jedno ale nie zalozylem tu konta zeby sobie po prostu kogos
zwymyslac dla sportu. Jak ktos skazuje konto mozna zalozyc nowe…wiec po co
kasowac????
A maila nie dostalem jak dotychczas wiec albo ktos tu klamie i
rzuca kamienie jako niewinny albo…server zapchanyy…:D
kot   |20.02.2009 04:37:42
Golem skąd w Tobie tyle żłości?
kot  - korekta   |20.02.2009 04:41:36
Chochlik, nad z umieścił kropkę, ale zamiast złości może też być
-zółci.
kot   |20.02.2009 04:43:28
Znowu źle i tak można dookoła o niczym.
menina  - @golem   |20.02.2009 07:50:35
Panie Łukaszu,
najpierw proszę nauczyć się ortografii, a potem wyzywać innych
od idiotów. Niestety mail od Pana wrócił. Typowe trollowanie, założyć konto i
zablokować własny adres internetowy. Wklejam zatem korespondencję poniżej do
wiadomości innych użytkowników.

od Krytyka Polityczna

do golem_85@o2.pl
data 19 lutego 2009 20:24
temat Usunięcie komentarza z
powodu złamania regulaminu forum KP
wysłana
przez krytykapolityczna.pl

ukryj szczegóły 20:24 (18 godzin temu)

Panie
Łukaszu,
z powodu złamania pkt. 4 regulaminu forum i komentarzy witryny
www.krytykapolityczna.pl i umieszczania na forum wypowiedzi obraźliwych i
naruszających prawa innych osób, zgodnie z pkt. 7 regulaminu, Pana ostatni
komentarz został wykasowany. Ponowne naruszenie regulaminu oznacza zablokowanie
konta.
Odsyłam do regulaminu:
http://www.krytykapolityczna.pl/Regul
amin-forum-i-komentarzy/menu-id-34.html
W imieniu redakcji,
Dorota
Głażewska.
 — 
REDakcja "Krytyki Politycznej"
ul. Chmielna 26 lok.
19
00-020 Warszawa
tel. (+ 48 22) 828 11
66
http://www.krytykapolityczna.pl

od Mail Delivery Subsystem

do redakcja[at]krytykapolityczna.pl
data 19 lutego 2009 20:24
temat Delivery
Status Notification (Failure)

ukryj szczegóły 20:24 (18 godzin
temu)

This is an automatically generated Delivery Status
Notification

Delivery to the following recipient failed permanently:


golem_85@o2.pl

Technical details of permanent failure:
Google tried to
deliver your message, but it was rejected by the recipient domain. We recommend
contacting the other email provider for further information about the cause of
this error. The error that the other server returned was: 500 500 No such user
(state 14).
2mek99  - artykuł   |20.02.2009 09:23:45
Autor nie jest ekonomistą tylko raczej politykiem więc recesję chce rozwiązać
posunięciami politycznymi (dać chleba i igrzysk)a nie ekonomicznymi. W ramach
edukacji ekonomicznej proponuję posłuchać (poczytać) Peter’a Schiffa.
Wyjaśnia
on dosyć prostym językiem, dlaczego te wszystkie programy wspierające gospodarkę
skończą się tragicznie.
Wśród krajów, które rozsądnie podchodzą do działań
antykryzysowych wymieniłbym Słowację (cięcia wydatków budżetowych) i Polskę
(podobnie).

Pan Sierakowski chce nam zafundować Węgry lub Argentynę, jak kto
woli. Jakoś nie widzę żadnych pozytywnych efektów "mnożnika" na Węgrzech
- a stosują go już od ładnych paru lat.

Myślę, że wydanie miliardów złotych
na okręt po to by jakiś wojskowy miał stopień admirała jest pomysłem chybionym.
Zwłaszcza, że jednostka operowałaby na jeziorze zwanym Morzem Bałtyckim.

Podobnie z samochodami służbowymi i innymi zupełnie niepotrzebnymi wydatkami.

Trzeba racjonalizować wydatki. Wyciąć to co nie jest nikomu potrzebne a
zainwestować w te dziedziny, które przyniosą nam realną poprawę
(infrastruktura). Wolę żeby paru stoczniowców zajęło się budową dróg (rozumiem,
że to straszne poniżenie) niż by nadal budowali jakiegoś rupiecia. Nie byłem
zwolennikiem PO ale ich działania coraz bardzej mi się podobają. Zwłaszcza
minister Rostowski.
Jeszcze jeden śmieszny zarzut. Premier nie pobiegł do
mediów z newsem, że nadchodzi wielki kryzys. Tu okazuje się że Pan Sierakowski
nawet politykiem jest niespecjalnie dobrym. No chyba, że ma podejście PIS
"im gorzej tym lepiej".

Pozdrawiam.
Marcin Szymański   |20.02.2009 15:42:05
Uwaga całkowicie trafna, ale jak powiedział Marek Borowski "17 mld złotych
nie da się zaoszczędzić na ołówkach i spinaczach". Rząd po prostu uciął
część inwestycji z czego wynikają problemy, np. w resorcie zdrowia. Osobiście
zgadzam się, że kupno nowych samochodów rząd może odłożyć na następny rok czy
nawet dwa lata, ale te środki powinny pójść właśnie na inwestycje, a nie do
kieszeni.
golem   |20.02.2009 23:22:34
OK ja sie przyznam nie blokowalem swoejego adresu i wogole nie wykazywalem
zadncyhc dzialan w tym kierunku.

Pani Menino co to znaczy ze powinienem sie
nauczyc orografii??

Po co?
He?
TO jakis fetysz czy zart?
Moze po prostu
kos nei przykalda uwagi do rzeczy nie istotnych ? he pomyslalo dziecie? MOze
wazy sie tresc nei forma? ten odwieczny zdaje sie problem? he?
Ja nawet nie
wiem gdzie sa te bledy?

Do rzeczy…zatem
wlasnie wrócilem z dobrej imprezy
i jak nic widze ze dalej władze myslowe liderów lub co wazniejszych pachołków sa
na niskim posiomie.

Kocie czy ty jetes jakims nadwornym komentatorem? pardon
etatowym? oplacanym?
kot   |22.02.2009 23:05:45
golem, jestem raczej trolem wolontariuszem, który ma problemy z ortografią ale
staram się bardziej uważać.
Z jednego powodu. Pisze się po to aby inni
zrozumieli o czym piszesz. Bo po co naśladując polityków pisać o niczym?
Niechlujstwo, które prezentujesz i dumnie obnosisz, a nie wstydzisz, wcale nie
świadczy o tym,ze masz coś do powiedzenia, tylko o czymś przeciwnym. Podobał
mi się Twój pierwszy wpis, który został ocenzurowany, bo niósł w przeciwieństwie
do pozostałych jakiś przekaz, że nie lubisz Krytyki, Sierakowskiego, świata,
siebie, że wszystko śmierdzi. Tylko czy to kogo interesuje, to że wszystkiego
nie lubisz?
Pisanie ma sens gdy mamy coś do zakomunikowania,lub gdy potrafimy
samo zakomunikowanie, byle czego, pięknie podać.
piess   |23.02.2009 04:36:01
Uwielbiam temat obrażania się :) oto cały ten paragraf: "4. Niedopuszczalne
jest umieszczanie wypowiedzi sprzecznych z prawem polskim i międzynarodowym,
wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej, związanej z
orientacją seksualną, płcią i wiekiem etc. oraz treści faszystowskich,
wulgarnych, obraźliwych, propagujących przemoc, naruszających prawa innych osób
itp." Takiego zapisu, a zwłaszcza "itp" na końcu, nie powstydziłby
się żaden cenzor. Ale nie dziwi taki zapis. Wszak to standard europejski. Dziwi
za to coś innego. większość członkiń oraz członków Krytyka oraz Krytyki
Politycznych miała przyjemność ćwiczyć się w wiedzy społecznej. No i na
podstawie tejże wiedzy społecznej niemożliwym jest, by jeden człowieka obraził
drugiego człowieka. To jest po prostu niemożliwe!!! i pomyśleć, że jeszcze nie
tak dawno kopernik, a też była kobietą!!!, obrażała wiedzę całego świata.
dobrze, że skutecznie:) poza tym taki zapis trąci prawem kalego. jak kali walić
w katoli, to nie obraża, tylko "przestrzeń publiczna jest zdominowana",
jak w kalego walą, to oczywiście źle. jak widać na przykładzie terytorium
zwanego polską (mam nadzieję, że polska się nie poczuje obrażona) odchyły w
żadną (lewą czy prawą) stronę są nie wskazane. zawsze cierpi środek. zatem
siostry i bracia nawróćmy się na liberalizm, hough!
golem   |23.02.2009 05:18:42
Masz racje piessie
Juz zdaje sie to napisalem ale powtórze…

KP stosuje
bardzo specyficzna nowomowe robia to niemalze syntonicznie wszyscy umieszcajacy
tu swoje artykuly.

"
jak kali walić w katoli, to nie obraża, tylko
przestrzeń publiczna jest zdominowana
"

TO przykłąd nowowmowy dla kota
bo twierdzi ze moje wypoweidzi pozbawione tresci.

A sowja droga lewica
ułozyla juz jakas liste złów obrazliwych i neiobrazliwych..dopuszczalnych i
niepopuszczalnych…

chcac nie chcac przypomina sie index ksiag zakazanych w
któym znalazła sie Pani Kopernik nasza wybitna asronomka na marginesie
golem   |23.02.2009 05:35:37
A TERAZ COS DLA KOTA

Urzejmie informuje ze nie jestem trollem. Szczerze
mówiac mialem nadzieje ze jakis wybitny socjalisa bedzie w stanie nawiazac
syskusyje ale…nic takiego nie nasapilo

TU NIK NIC NIE KOMENTUJE OPRÓCZ
KOTA

Pytam sie gdzie wasz dyskurs, debata publiczna no gdzie??? gdzie
on/ona/ono jest ?? gdzie? MIala byc podobno aktywizacja etc. te wasze kluby to
taka przejciowa moda ..podejrzewam ze z polowa padnie w niedlugim czasie po
powstaniu…

Musze jednak przyznac Ci racje Kocie w jednym miejscu…
Owszem
jestem wolontariuszem ale idei wolnosci

Problemów z ortografia nie mam..i
chcialbym zauwazyc ze komunikat jest zrozumialy….ale jesli W.SZ. KOT nie jest
wstanie zrozumiec tekstu z literówkami bedacymi w zasadzie pochadna szybkosci
pisania na klawiaturze to jedynie potwierdza sie moja hipoteza intelektualnych
niemocy socjalisty…nadrabiana bajdurzeniem w przebraniu poprawnej
ortografii….

A teraz zarzut zdjae sie najpowazniejszy dotyczacy jakoby
braku tresci i jakiechs wyimagonowanych pretensyj

Człowieku zadaj sobie jdno
pytanie?

Po jaka ch***** tworzy sie takie forum?
Mam rozumiec ze KP zrobilo
se forum zeby zbierac pochwaly?? by klakierzy klaskali a pisarze pisali
hymny?

TU wlasnie wychodzi pogarda jaka darzycie ludzi…jescze sie nie
zauwazylem zeby czlonkowie KP whcoidzi w aktywna dyskusje z uczestnikami
forum??
Dlaczego?? Boicie sie?
Trzeba przyznac ze w owarej dyskucji jestecie w
stanie przytloczyc fakami datami tytualmi auorami ok wiedze macie moze i duza o
kulturze etc. ale wiedza nie jest ozsama z madroscia bynajmniej.

W
rzeczywisosci forum interneowego nei jesescie w stanie zgnebic interlokuora w a
wykorzystaniem wspomnianych powyzej srodkó bo tu nie bakuje tych cennnych
miliseków któe waza sie tak w bezposredniej dyskucji.
Ostaecznie pozostaje
jedynie rzeczywity osąd sytuacji, i tresc przekazu..i wlasnie tu wymiekacie…bo
ak na prawde wasz przekaz jest skrajnie nieludzi i bestialski

pozdrawiam
Jasna   |23.02.2009 09:24:06
Szacowny Panie Golemie. Moja skromna osoba z pewnością nie zaspokoi Pańskiej
potrzeby wysublimowanej i ociekającej argumentami dyskusji - wszak jestem jeno
pełnym bestialstwa i skrajnej "nieludzkości" , opętanym przejściową modą
lewakiem. Ale pomimo tego spróbuję, pełna pokory i szacunku dla Pańskiej
błyskotliwości, odpowiedzieć na przynajmniej dwa zarzuty. Konkretnie - na te
dwa, które łączą się ze sobą w sposób oczywisty.
Primo - "bajdurzenie o
ortografii" :))), tudzież "obrażania". Nie będę może zanudzać Pana
opowieściami o kulturze osobistej i niewątpliwych korzyściach płynących z
posiadania tejże, bo Pan z pewnością wie na ten temat równie wiele co ja. Powiem
tylko tyle, że z szacunku do rodzimego języka oraz interlokutora wypadałoby
przyłożyć ciut większą wagę do tego jak się pisze i jakich sformułowań używa. Bo
nawet najlepsze argumenty ubrane w fatalną formę przekazu, tracą na wartości,
forma bowiem wiele mówi o nadawcy komunikatu. Forma, cóż tu kryć, może i jest
dla wielu niepotrzebnym banałem, ale nadal świadczy jakoś o wartości połączonej
z nią treści.
Z powyższym wiąże się drugi problem przez Pana podjęty -
mianowicie brak chętnych do dyskusji z Panem. Biorąc pod uwagę Pańskie dość
specyficzne podejście do tematu dyskusji i jej praw , głuche milczenie w
odpowiedzi na Pańskie komentarze mnie nie dziwi kompletnie. Sama odpowiadam Panu
wyłącznie dlatego, że moja wrodzona perwersyjna miłość do gatunku ludzkiego nie
pozwala mi trzymać Pana w błędnym przekonaniu, iż wypowiada się Pan w próżnię.
Ale to oczywiście tylko moje osobiste zdanie.
Co do zarzutu zaś, że członkowie
KP nie wchodzą w polemiki na forum - cóż, tu przyznam Panu trochę racji.

Pozdrawiam serdecznie :).
kot   |23.02.2009 10:34:46
-Liberalizm- ale ograniczony przez państwo reprezentujące interesy większości
społeczeństwa. Mniejszości uprzywilejowane i tak mają przewagi
uprzywilejowania Oddawanie w ich ręce najważniejszych decyzji państwowych jest
wadliwe.
Aspiracjom do zawłaszczenia państwa kosztem klasy średniej  lewica
powinna się przeciwstawić i jest to jej podstawowa rola i sens jej istnienia.

-Pytanie, czy kolejne rządy polskie, po roku 1990 działały w
interesie klasy średniej, czy w interesie klas uprzywilejowanych ?


-Gdyby było można przeczekać kryzys powstrzymując się od działania
(czekając na jego samowypalenie) koncentrując wyłącznie na pilnowaniu budżetu
i oszczędnościach, to takie zachowanie rządu miałoby sens. Rzecz jednak w tym,
że na tej drodze można równie dobrze wpaść w pułapkę zadłużeniową, a o tym
zwolennicy tej opcji już nie chcą mówić.
-Nie robiąc nic, lub robiąc
oszczędności państwo równie dobrze może wpaść w pętle zadłużenia, jak
zadłużając się.
- Żyjemy w świecie w, którym nie ma
łatwych jednoznacznych, doskonałych rozwiązań. Nowoczesność wyznacza zachowanie
Baracka Obamy, który zatrudnił w rządzie przeciwników swoich poglądów, po to
aby konsultując z nimi decyzje mógł łatwiej wyłapywać własne słabości.
golem   |23.02.2009 13:24:08
Szanowna Pani Jasna lub też jaśnie Pani

ta delikatna polewka z wysublimowanej
dyskusji ociekajacej argumentami bardzo mnie rozbawila
gdyby nie róznica
swiatopogladowa zaprosilbym na kawe co by podziwiac Pani umyslowe wyzyny…ale
cuz c’est la vie

nikt nie podejmuje ze mna dyskucji bo na forum nikt sie nie
udziela!!!!!!!!!!!!
na prawde prosze policzyc liczbe komentarzy…bardzo prosta
matematyka…zadnych funkcji lagrange’a czy równań róznicowych wyższych
rzędów

podjeła Pani próbe odpowiedzi na dwa "zarzuty" jak powyzej
napisalem ten drugi nie ma sensu…zas co do tej nieszcesnej
ortografii….

Ja walcze z tym od dziecka
Wiec i tu postaram sie
wytlumaczyc…w kilu slowach

Zrozumcie Państwo raz na zawsze, że gdyby ludzie
nie zmieniali form nie przekrecali słów, nie dostosowywali języka do potrzeb
chwili, i z wielu innych powodów których szkoda \czasu
wymieniac…mówilibyśmy dalej praindoeuropejskim albo jeszcze jakos
inaczej…

Ortografia to jedynie głupia umowa..to nie jest trudno pojac ze
formy uzywane kiedys sa dzis traktowane z dystansem…chocby "Beło"
zamiast "Było"

czy podobnie słynnny dylemat włączania włanczania
włonczania….

NIgdy was nie zdziwilo ze na zajeciach z polskiego uczen nie
mógl uzywac wlasnych neologizmów bo ich "nie ma"

Szkoła prof MIodka
narzuci totlitarne tak wolno a tak nie wolno (zupełnie jak lewica) zas Prof
Bralczyk powie ze jak ludzie mówia tak niech mówia… i kogo sluchac…
ano
rozumu swojego

Jezyk ma zyc po to jest mósi albo musi spełniac podstawową
funkcje przekazania komunikatu tresci…
I jesli ktos wymiguje sie od dyskusji
powolujac sie na ortografie partnera z drygiej strony stolu to jest to co
najmniej żalosne…

Co to jest jesli moge spytac to "specyficzne
podejście do dyskucji i jej praw"?

Na koniec wraczajac do tematu artykulu
bo zdaje sie gdzies po drodze zaginał….

Zrozumnie ludzie ze aby rzad
"mógl wpakowac pieniadze w gospodarke" mósi najpierw ograbic obywateli!!
Po co wiec najpierw zbierac podatki by potem od nowa wyplacac ludziom te same
podatki jako subwencje??
Ano robi sie to po to by po drodze ukrasc ze 30% albo
i wiecej….przeciez cała machina urzedniocza musi z czegos zyc…

Tak na
prawde to co sie dzieje to nie jest krysys…krysys to bedzie jak sie zawali
piramida finansowa co sie ładnie nazywa w polsce systemem emerytalnym….

I
na litosc boska popatrzcie łaskawie na podstawowe wskazniki makro (np na stronie
eurostatu) w krajach 15 tki za ostatnie lata!!!!

Oni sa juz w tarapatach od
wielu lat i tylko bezczelnie kłamia ze jakis krysys finansowy to
spowodował!!!

"Krysys" w stanach nie jest rezulatatem czegos co wy
nazywanie neoliberalizmem…ja rozumiem ze wiekszossc ekipy KP to
"humanisci"..po filozofii,prawie,filologiach, wszelkiej maści,
kulturoznastwie etc…ale to nie usprawiedliwia takiej ingonarcji\,
szcególnie kiedy zabieraz sie glos tej sprawie…

Amerykanskie propblemy sa
spowodowanebrakiem kapitalizmu i liberalizmu…i łaskawie prosze nie mylić
pojecią liberalizmu z czyms co sie nazywacie neoliberalizmem bo chyba sami ni
\e do konca wiecie co to…

pozdrawiam
sierajtkowskiooolewak  - lewackie idee   |01.03.2009 15:13:37
na tym portalu prezentowane są idee lewactwa polegające na INTERWENCJONIZMIE
państwowym.
Wymienię może państwa historycznie zasłużone dla
interwencjonizmu:
- III Rzesza
- ZSRR

A oto wybitni socyaliści,
reprezentanci tych państw:
- Adolf Hitler
- Józef Stalin

Czy chcecie stać z
nimi w jednym szeregu !?

Wasz wybór …

Ale JA uważam, że:
1. Przyczyną
obecnego "kryzysu" jest właśnie INTERWNECJONIZM (gwarancje państwowe dla
kredytów ryzykownych
2. JEDYNYM lekarstwem na "kryzys" jest BRAK
jakichkolwiek działań ze strony rządów i WOLNY RYNEK, bez ceł i barier


Darz Bór !!!
bedzie_dobrze   |02.03.2009 01:10:00
Strona Krytyki Politycznej stanowi przyjemne wytchnienie po lekturze wiekszosci
tego co mozna w internecie znalezc. Nie tylko z uwagi na kierunek, ale i z uwagi
na wysoki intelektualny poziom. Dotychczas ten poziom artykulow wyjsciowych byl
trzymany takze przez dyskutantow, ktorzy sie pod nimi dopisywali spontanicznie.
Stopniowo jednak i nieuchronnie pojawia sie tu ten sam typ komentatorow, ktory
dominuje na portalu wp, Gazety czy onetu, czyli po prostu liczna (potencjalnie
miazdzaco liczna) grupa rezolutnych chlopkow roztropkow - specow od caps locka i
Hitlera w jednym. Wzrost ilosci takich komentarzy angazuje w nie uwage
czytelnika i w koncu portal staje sie podobny do muru upstronego napisami w
stylu "Legio, nasze serca bija tylko dla ciebie" ktorych w imie
pluralizmu i wolnosci wypowiedzi nikt nie odwaza sie usunac. Swego czasu choroba
ta spotkala forum Zielonych, ktore obecnie nie dziala juz w ogole. Nie
podejrzewam zebyz uwagi na takich internetowych bazgraczy, ale rzeczywiscie w
ostatnim okresie jego dzialalnosci lektura byla przez nich coraz bardziej
meczaca. Ja bym po prostu wycinal teksty ktore nie trzymaja poziomu (nie mylic z
nie zgadzaniem sie z kierunkiem KP), a jak beda narzekac, ze sie ich wycina, to
bym narzekania wycinal. Niech sie skarza na wp.
g5000  - Polskich obligacji już nie ma kto kupowa   |06.03.2009 13:41:59
W zasadzie ma Pan rację, ale tylko teoretycznie. Otóż polskich obligacji już
teraz nie może nasz biedny kraj sprzedać - proszę rzucić okiem na strony Min
Fin: http://www.mofnet.gov.pl/dokument.php?const=5&dzia l=53&id=69278. Luty -
oferujemy za 2 mld, sprzedane 700mln. Marzec - oferta 1,5Mld , sprzedane marne
600mln. To papiery 5 letnie, krótsze jeszcze schodzą, ale co będzie za 2
miesiące? Będzie cud jak sprzedamy to co zaplanowano, a wy panowie w czerwonych
podkoszulkach chcielibyście wypościć jeszcze więcej… Wydaje się, że
publicystyka, która pretenduje do komentowania spraw gospodarczych powinna
troszkę bardziej poruszać się w świecie realnym a nie bujać w obłokach,
zwłaszcza u materialistów-marksistów. Z poważaniem.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.03.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.29020 Seconds