Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Katalog Książek KP

30 tom w serii idee

buden_okladka_150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sadura: O edukacji w raporcie „Polska 2030” raz jeszcze Drukuj
Przemysław Sadura   
13.03.2010

Nieuk, nieuk - tak na mnie wołają Herbst i Wojnarowski, co się na oświacie znają! Przyznam: wieść o tym, że dr Mikołaj Herbst i Jakub Wojnarowski, współautorzy raportu Polska 2030, przygotowali odpowiedź na moje zarzuty pod adresem raportu, bardzo mnie ucieszyła. Byłoby dobrym obyczajem, gdyby rządowi eksperci odpowiadali w rzeczowy i systematyczny sposób na konstruktywną krytykę przedstawianą ze strony ekspertów społecznych. I cieszę się nadal, choć treść i forma tej polemiki nieco mnie rozczarowały.

Kiedy wybiera się oręż, warto się zastanowić, czy nie zwróci się on przeciwko nam. O tym moi adwersarze zapomnieli. Zarzucają mi nadmiar publicystyki, krytykanctwo, pustosłowie, a nawet nieuczciwość intelektualną. Czy sami jednak stronią od chwytów czysto publicystycznych? Nieszczerość ich intencji jest widoczna od samego początku. Polemizują nie z oryginalnym tekstem ekspertyzy na temat raportu Polska 2030, która ukazała się w publikacji pod red. Michała Syski Jaka Polska 2030?, lecz stanowiącym jej publicystyczne (co sami zauważają - sic!) omówienie artykułem opublikowanym przez „Głos Nauczycielski” i „Krytykę Polityczną”.

W wielu miejscach pojawia się zarzut, że „nie czytałem raportu”, ale tylko w jednym przypadku przywołany jest cytat wskazujący fragment tekstu, którego rzekomo nie przeczytałem. W innym miejscu polemiści podważają moje kompetencje eksperckie: „Dr Sadura próbuje proponować rozwiązania w obszarze, na którym się, naszym zdaniem, nie zna”. Pretekstem jest mój zarzut, że postulowana przez nich koncepcja kredytu edukacyjnego jest sprzeczna z konstytucją. „Zgodnie z obecną jej treścią - tak, jest sprzeczna. Ale w niedalekiej przyszłości jedynym sposobem poprawy jakości kształcenia jest wprowadzenie kredytu studenckiego. (…) Jesteśmy głęboko przekonani o słuszności tego rozwiązania” - stwierdzają. Rzeczywiście, tu mnie mają. Może i znam obowiązującą Konstytucję RP, ale nie mam bladego pojęcia, jakie zapisy wprowadzą doń w niedalekiej przyszłości Donald Tusk z PO i nie bardzo wiem, w co wierzą związani z nimi eksperci. Aby jednak podjąć dyskusję, będę musiał założyć, że ta niewiedza nie dyskredytuje mnie zupełnie jako eksperta w dziedzinie polityki edukacyjnej.

Dalej grzeszycie, panowie. Do pięciu grzechów głównych waszej wizji edukacji z raportu Polska 2030 dochodzi jeszcze grzech szósty: nieuczciwość w dyskusji. Ten ostatni jednak chętnie wybaczam w imię budowania gruntu pod dyskusję o pięciu poprzednich.

O tym, co nas łączy

Uważam, że mamy o czym rozmawiać i rozmowa ta może obu stronom przynieść korzyść. Myślę zresztą, że zauważyli to sami autorzy. Moja analiza nie idzie wydeptaną ścieżką lewicowej krytyki neoliberalizmu (którego, nawiasem mówiąc, w raporcie Polska 2030 nie brakuje). Nie zarzucam autorom nastawienia antysocjalnego, myślenia kategoriami wzrostu gospodarczego, a nie rozwoju, lekceważenia roli edukacji i oświaty. Dostrzegam znaczące przesunięcie, które nastąpiło w myśleniu zaplecza intelektualnego Platformy Obywatelskiej: prawdziwe zainteresowanie zagadnieniami takimi jak edukacja, rozwój społeczny, aktywność zawodowa, kapitały: ludzki, kreatywny i społeczny. Cieszę się, że obok mantry o wpływie obniżki podatków na wzrost PKB, w mainstreamie politycznym pojawiają dziś głosy, z którymi chce się dyskutować. I chciałbym rozmawiać.

O tym, na ile często słuszne postulaty autorów zgadzają się z proponowanymi przez nich konkretnymi rozwiązaniami, a kiedy działania wynikające z ich rekomendacji doprowadzić mogą do dokładnie odwrotnych skutków? Co mają na myśli pisząc, że „edukacja publiczna jest prawdopodobnie najpotężniejszym narzędziem polityki społecznej szans, jakim dysponuje państwo” (samego pojęcia „polityki społecznej szans” nie znalazłem w żadnym podręczniku)? Jak polityka społeczna szans ma się do zgody na dalszą komercjalizację przedszkoli lub na zmiany w finansach publicznych zakładające dalsze cięcia wydatków i stawiające pod znakiem zapytania szanse na jakąkolwiek politykę społeczną?

O tym, co nas dzieli

Są w mojej analizie rzeczy, których eksperci rządowi najwyraźniej nie zrozumieli. Ludzie mają potrzebę zdobywania wykształcenia. Daje im ono dostęp do kultury i otwiera możliwość uczestnictwa w życiu publicznym. Jednak eksperci rządowi inaczej widzą powody wspierania rozwoju edukacji przez państwo. Samo zwiększenie szans na emancypację szerokich grup społecznych i zwiększenie demokratycznej partycypacji to dla nich za mało, jeśli nie służy wzrostowi pozycji międzynarodowej kraju. Całość ich argumentów na rzecz rozwoju edukacji opiera się na przekonaniu, że dostarcza ona kwalifikacji w ostatniej instancji przydatnych z ekonomicznego punktu widzenia. Może się tak zdarzyć. Zakłada to m.in. dosyć stara już dzisiaj koncepcja kapitału ludzkiego, zaproponowana przez Blauga w 1970 r., na której wsparli swoje rozważania autorzy raportu Polska 2030. Uwagę w tej teorii przyciąga bezpośrednia i pośrednia ekonomiczna wartość wykształcenia na poziomie indywidualnym i kolektywnym. W wersji indywidualnej teza jest mało kontrowersyjna. Jednak aplikacja teorii do całych społeczeństw bywa współcześnie kwestionowana (np. Wolf 2002).

Herbst i Wojnarowski potwierdzają te wątpliwości, kiedy próbują ze mną polemizować na temat potrzeby edukacji obywatelskiej i krytycznej funkcji edukacji. „Dr Sadura nie dostrzegł, że w raporcie postulujemy również wprowadzenie edukacji obywatelskiej, wzmacniającej relacje, wpływającej na wzrost poziomu zaufania i współpracy między ludźmi. Podkreślamy opiniotwórczą rolę szkoły i uczelni, ich rolę w formowaniu klasy kreatywnej – współczesnych elit wyznaczających kierunki debaty publicznej”. Właśnie o to chodzi! Edukacja obywatelska staje się tylko dodatkowym czynnikiem rozwoju, nie jest autoteliczna. Ma sens, jeśli zwiększy kapitał społeczny i spójność społeczną, a w konsekwencji kapitał ekonomiczny. Czy gdyby okazało się, że hipoteza o związkach między rozwojem edukacji i rozwojem ekonomicznym jest błędna, to autorzy opowiedzieliby się przeciwko wspieraniu przez państwo oświaty? Ja chciałbym edukacji obywatelskiej dostarczającej społeczeństwu wiedzy o tym, jak zabezpieczyć się przed manipulacjami ze strony rządu i rynku, niezależnie od tego, czy to się przekłada na rozwój, czy nie.

O tym, co nas może zbliżyć

Ostatecznie zgadzam się z autorami, że inwestycje w edukację przyczyniają się do rozwoju społecznego i ekonomicznego, jednak przekonanie o sensie tych inwestycji wyprowadzam także z innych źródeł. Niekiedy Herbst i Wojnarowski dobrze diagnozują rzeczywistość i postulują słuszny kierunek zmian (np. zwiększenie kapitału społecznego, spójności społecznej i wyrównanie szans edukacyjnych, m.in. poprzez rozwój opieki przedszkolnej), jednak środki, które w tym celu proponują, są czasami niewystarczające, a czasami po prostu prowadzą w przeciwnym kierunku.

Spójrzmy na kwestię przedszkoli. Aktywność rządu w sferze podnoszenia świadomości znaczenia opieki przedszkolnej, a także towarzyszące jej niekiedy działania na rzecz rozwoju instytucji przedszkolnych powodują, że wycofałbym się dziś z zarzutu o „zaczynanie budowy domu od dachu”. Jeśli jakieś pozytywne elementy planu edukacyjnego z Polski 2030 są realizowane, to właśnie rozwój opieki przedszkolnej. Nawet jeżeli nie było to zakładane, jest to zjawisko korzystne.

Martwi mnie jednak co innego. Rząd nie deklaruje konkretnych środków na ten cel, co może oznaczać, że jeśli nawet w 2030 r. w polskich przedszkolach znajdzie się 90 proc. dzieci, to stanie się tak dzięki przedszkolom prywatnym, tzn. dotowanym przez rodziców i częściowo przez samorząd. Chciałbym usłyszeć od rządowych ekspertów, że celem strategii jest to, aby wszystkie dzieci – bez względu na status majątkowy rodziców – miały zapewnione miejsce w publicznych przedszkolach. Publiczne przedszkola mają szczególną wartość: pozwalają na rozwój poczucia różnorodności, budowanie więzi między dziećmi z tej samej okolicy, a zróżnicowany poziom kompetencji dzieci sprawia, że maluchy wywodzące się z uboższych środowisk zyskują, a dzieci ze środowisk lepiej rozwiniętych nie tracą. Dziś wielu ludzi średnio zamożnych jest skazanych na posyłanie dzieci do prywatnych placówek, mimo że ich na to nie stać. Inni świadomie poszukują prywatnych przedszkoli mających zapewnić ich dzieciom edukację ponadstandardową.

Publiczne placówki, aby ich przekonały, muszą spełniać pewien warunek: dostosować poziom opieki do potrzeb klasy średniej. Inaczej będą służyły tylko najuboższym, a jak zauważył już kilkadziesiąt lat temu klasyk polityki społecznej Titmuss, świadczenia i instytucje dla nędzarzy zawsze są nędzne. Dlatego w postulatach rządowych ekspertów brakuje mi tego, co znaleźć można w inicjatywie ZNP, który chce przekonać władze do zmiany sposobu finansowania przedszkoli i pełnego zaspokojenia potrzeb Polaków dotyczących opieki przedszkolnej. Czy moglibyśmy się pod tym projektem podpisać wszyscy trzej?

Od tego, jakie konkretne rozwiązania zaproponuje rządząca ekipa, zależy, czy będziemy mieli do czynienia z sensowną polityką rozwoju czy neoliberalizmem trzeciej generacji, który nieprzyjemne oblicze pierwowzoru stara się ukryć pod „ludzką” twarzą. Miejmy jednak nadzieję, że w przyszłości będziemy mieli więcej, a nie mniej wspólnych tematów.

Polemika Mikołaja Herbsta i Jakuba Wojnarowskiego oraz odpowiedź na nią Przemysława Sadury ukażą się także w tygodniku „Głos Nauczycielski” nr 11.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 15.03.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.88915 Seconds