|
Drodzy Czesi, znacie bajkę o człowieku, który położył się spać jako nowo wybrany prezydent? A w nocy, śpiąc, prezydentem tym być przestał? A budząc się, stał się nim na powrót? Nie znacie, bo to nie bajka, to wieczór i noc powyborcza w Polsce. Dwóch panów K. szło łeb w łeb, zliczane głosy raz wskazywały na Komorowskiego, a raz, koło północy właśnie, na Kaczyńskiego. A rano słońce wzeszło na korzyść tego pierwszego. I będzie normalnie, w miarę.
W ramiona Komorowskiego wepchnął mnie jako wyborcę Kaczyński. Nie było innego wyjścia. Jeśli Kaczyński miałby być polskim kartoflem, z którego wystają reakcyjne, parafialne i narodowościowe pędy, to Komorowski burakiem o w miarę sympatycznych i dość przymilnych liściach. To trochę safanduła, trochę ciamajda, fajtłapa, który charyzmy ma tyle, ile do końca wyciśnięta tubka po paście do zębów. To nie wysoki styl, to nie format waszego Havla, to pielęgnujący tradycje, przaśny, jowialny wujek pod wąsem, którego owszem, chętnie zaprasza się na urodziny, byleby nie został do końca i dał posiedzieć trochę wśród samych swoich. Na spocie reklamowym przed wyborami małżonka podaje mu zupę, stypizowany obraz rodziny polskiej we wnętrzu, a mi marzyłby się taki kandydat, który zupę podaje żonie, jeśli już musi być ta cholerna zupa.
Jeśli zdarza się czasami, że człowiek dorasta do munduru, który mu założyła historia, to życzę i prezydentowi i first lady jak najszybszej metamorfozy. No i spełnienia przedwyborczych obietnic, na przykład przywrócenia 50-procentowej ulgi na przejazdy dla studentów, podwyżki dla nauczycieli, a przede wszystkim refundacji zapłodnienia in vitro i parytetu dla kobiet na listach wyborczych.
Wracając do wyniku wyborów, nawet tragedia smoleńska nie doprowadziła Prawa i Sprawiedliwość do sukcesu. Chociaż wiele nie brakowało, tylko sześć procent różnicy między dwoma tak różnymi twarzami jednego kraju! Jeśli potraktować Polskę jako arbuz i rozkroić na pół, to jedną, minimalnie większą połową będzie zachodnia i północna część kraju. Będą to ludzie raczej młodsi i raczej wykształceni, mieszkający raczej w miastach, im większych, tym więcej ich. Oni wybrali Komorowskiego. Drugą połową, minimalnie mniejszą, będzie wschodnia i południowo-wschodnia część kraju i ludzie raczej starsi, z mniejszym lub żadnym wykształceniem, mieszkający raczej na prowincji i wsi, im mniejszej, tym więcej ich. Oni wybrali Kaczyńskiego. Dwie te połowy działają na siebie raczej odpychająco i najchętniej wzięłyby rozwód, cóż jednak z tego, kiedy cała sztuka rządzenia państwem i jego funkcjonowanie polega przecież na ich złączeniu, i to takim, aby udawały one przynajmniej jedną, krągłą całość. Nie musi to być od razu miłosny uścisk, ale przynajmniej jakiś rodzaj koegzystencji.
Jak to jednak zrobić, kiedy jedna połowa cierpi na wzdęcie patriotyczne z narodowymi gazami? A dla jej forpoczty, czyli prasy ultrakatolickiej i ocierającej się o kle-rofaszyzm rozgłośni Radio Maryja zwycięstwo Komorowskiego, czyli Platformy Obywatelskiej to niemalże apokalipsa? To zamach na Polskę jako „jeden naród”. To „pacyfikacja Polski w jej wymiarze tradycyjnym i chrześcijańskim”. To zwycięstwo Unii Europejskiej, która dąży do „instalacji socjalizmu w Europie” i, a jakże, „legalizacji homoseksualizmu”, bo to zapewne zażądała Sojusz Lewicy Demokratyczej w zamian za poparcie dla PO. To spisek, któremu przewodzi kupiony przez Merkel pachołek Niemiec, premier Tusk, którego dziadek służył w Wehrmachcie. A nowy prezydent to „szatan”. Nie uwierzycie mi, ale porównania tego użył pewien ksiądz na wsi w czasie mszy, i to w niedzielę, łamiąc przy tym ciszę wyborczą! Jakież to upiory się budzą, kiedy rozum śpi.
Jak to zrobić więc, kiedy nawet świetlane postacie drugiej połowy, na przykład opanowany politycznie Andrzej Wajda, popierając, rzecz jasna, Komorowskiego nazwał wybory wojną domową? A już po nich, w wywiadzie dla włoskiego dziennika „La Repubblica” powiedział, że populista Kaczyński „dalej pozostaje niebezpieczny”? Kiedy Janusz Palikot, rebeliant i enfant terrible z PO, reagując na słowa Kaczyńskiego, że po tragedii w Smoleńsku powstał ruch, z którego siły PiS ma obowiązek skorzystać w następnych wyborach, zaszokował wypowiedzią w TV, że odpowiedzialność moralną za tę tragedię ponosi jej ofiara, sam były prezydent Lech Kaczyński? Ponieważ to „on przygotowywał wyjazd. To on ma krew na rękach ludzi, którzy zginęli w katastrofie”. I to właśnie jego „głupota, bezmyślność, pycha i ego doprowadziło do tragedii. To on doprowadził do tego, że był rodzaj miękkiej presji, że musimy wylądować.” Palikota poniosły nerwy, ponieważ Smoleńsk wykorzystywany jest perfidnie do mitu założycielskiego obozu politycznego wokół PiS, jako że „człowieka winnego śmierci robi się bohaterem i męczennikiem”. I, przybiwszy gwóźdź do trumny, dodał, że „rodzina Kaczyńskiego powinna przeprosić rodziny poległych”.
Co jednak aberracyjnego w tym przepołowionym arbuzie, to fakt, że ani jedna, ani druga połówka nie są lewe. I jedna i druga są mianowicie prawe. (Jak tu iść do przodu w dwóch prawych butach?) Mało tego, obie oscylują wokół centrum, środka, bo im bliżej było do wyborów, tym bardziej Kaczyński do tego środka się zalecał. Puszczając oko nawet do lewicy. Jak ich zwał, tak zwał, polska prawica, nawet ta najbardziej postępowa strona PO to nie moje buty. Omijając już zatrważający fakt, że moje państwo stoi do dziś na straży delegalizacji aborcji, że razem z kościołem dzierżawi sobie brzuch kobiety, to nawet obietnica Komorowskiego w sprawie in vitro powoduje konflikt wewnątrz samej Platformy Obywatelskiej! Ręce opadają, ale to przecież kraj, w którym miliony ludzi w roku 2010 wierzy jeszcze lub udaje, że wierzy w to, iż jedna niewiasta zaszła w ciążę z Duchem Świętym w postaci wiatru, a jej zrodzony z tego jednoosobowego stosunku syn chodził po wodzie.
PS. Do Warszawy przyjechać ma nowy prezydent Niemieć, Christian Wulff. O bliźniaczo podobnej „charyzmie”. Razem będą jak dwa puzzle, które kiedy podadzą sobie ręce, stworzą uśmiechniętą i nijaką całość. Mam to gdzieś, włączę sobie w czasie tego spotkania na YouTube po raz kolejny taniec sześciu izraelskich żołnierzy podczas patrolu w dzielnicy Hebronu w Autonomii Palestyńskiej. Jakby to ode mnie zależało, dałbym im, zamiast kary dyscyplinarnej, Pokojową Nagrodę Nobla.
Tekst ukazał się w czeskim dzienniku „Mladá fronta Dnes”. *Janusz Rudnicki - pisarz, autor m.in. książek Męka kartoflana, Mój Wehrmacht, Chodźcie, idziemy, Śmierć czeskiego psa.
Na podobny temat
|
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzi...
Postaram się. To będzie wymagało chwi...