|
Nie zabieram głosu w sprawie odbudowy stawu Dotleniacza, zabieram głos w sprawie sposobu, w jaki urząd miasta Warszawy, w tym momencie reprezentowany przez Pana, traktuje przestrzeń publiczną naszego miasta. Według mnie ten sposób myślenia to absolutna klęska demokratycznego sposobu decydowania o tym, jak ta przestrzeń ma wyglądać, jakie ma spełniać funkcje, komu służyć. Jest to również próba zniszczenia naturalnego związku, jaki mieszkańcy czują ze swoimi podwórkami, placami, skwerami. Jest arogancją urzędnika twierdzenie: „Mieszkańcy nie mogą, ot tak, przychodzić sobie na pl. Grzybowski i go zawłaszczać”. Otóż mają pełne prawo.
Pańskie wypowiedzi przedstawiają wizję miasta fasadowego, planowanego bez żadnego rozeznania rzeczywistych potrzeb, marzeń i wizji mieszkańców. To myślenie wydaje się znajome. Znamy efekty centralnego planowania, wskazywania palcem funkcji danego skweru, rozdawania niechcianych prezentów w postaci kolejnych pomników służących jedynie uprawianiu polityki historycznej. Tego rodzaju polityka prowadzi do powstawania miejsc, w których nikt nie chce przebywać, ponieważ do nikogo nie należą, nikomu nie służą i w efekcie są pozbawione tożsamości.
Rozumiem, że chciałby Pan widzieć pracowników okolicznych banków z teczkami w rękach, którzy świetnie ubrani przemierzają plac z granitowej kostki, a nie chce Pan widzieć setek starszych osób, którzy chętnie posiedzieliby nad wodą, bo ich emerytura nie wystarcza na wyjazd nad jezioro. Ani na opiekunkę, która doprowadzi ich do Ogrodu Saskiego, jak to Pan poleca. Dotleniacz uczynił ich jednak widzialnymi i słyszalnymi, czego już nie da się cofnąć.
Komunikat warszawskiego koła Zielonych
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...