|
Areszt Julii Tymoszenko spowodował najostrzejszą międzynarodową reakcję na działanie ukraińskiej władzy od czasów pomarańczowej rewolucji. Ogromna większość europejskich rządów (m. in. Polska, Francja, Niemcy, Szwecja) oraz szereg polityków amerykańskich jednomyślnie potępili decyzję sądu – czyli tak naprawdę decyzję ekipy rządzącej Ukrainą. Dla nikogo nie jest przecież tajemnicą, że korupcja oraz uzależnienie od establishmentu politycznego całkowicie sparaliżowały ukraińską władzę sądowniczą.
Większość komentatorów twierdzi, że areszt Julii Tymoszenko jest przejawem ostatecznego zaniku demokracji w Ukrainie. „Gazeta Wyborcza” donosi o krążących w Kijowie pogłoskach, że Tymoszenko została uwięziona tylko po to, by po cichu zabić ją w więzieniu, a potem upozorować jej samobójstwo. Faktycznie, takie pogłoski rozpuszczają PR-owcy partii byłej premier. Pragną w ten sposób odwrócić uwagę od faktu, że pójście do aresztu jest największym osiągnięciem politycznym Julii Tymoszenko od ponad dziesięciu lat, czyli od jej poprzedniego aresztowania, dokonanego przez ekipę prezydenta Kuczmy.
Ten areszt z 2000 roku nagle ze skompromitowanej licznymi aferami finansowymi Tymoszenko uczynił symbol walki z represjami, którym za Kuczmy poddawano mały i średni (a czasem – w wyjątkowych sytuacjach – wielki) biznes. Po niedługim pobycie w więzieniu kariera polityczna Tymoszenko złapała drugi oddech – udało jej się stać gniewnym głosem klasy przedsiębiorców, ciągle straszonej, prześladowanej i szantażowanej przez oligarchiczną władzę. Doprowadziło to ją wreszcie do tytułu księżniczki pomarańczowej rewolucji oraz dwóch kolejnych kadencji na stanowisku premiera.
Obecny proces wytoczony Tymoszence odbywa się w zaskakująco podobnych okolicznościach, co ten z czasów Kuczmy. Gdyby nie ten proces, byłą premier można by już uznać za politycznego trupa. Przedstawiciele wielkiego i średniego biznesu, którzy od lat podtrzymywali istnienie jej partii, masowo odchodzą pod naciskiem władzy. Niezadowolenie społeczne wywołane polityką obecnego rządu jest skutecznie przekierowywane przez władzę w stronę poparcie skrajnie prawicowej populistycznej partii Swoboda, która przyciąga coraz więcej potencjalnych wyborców partii Tymoszenko. Proces sądowy byłej premier to świetny pretekst dla jej powrotu do wielkiej polityki.
Od samego początku proces Tymoszenki traktowano jako nieracjonalną zemstę ze strony władzy, wywołaną prymitywnym resentymentem politycznym Partii Regionów. Wiadomo przecież, że nic tak nie sprzyja wzrostowi popularności byłej pani premier, jak prześladowanie kryminalne. Sądzono, że obóz władzy nauczony na błędach swoich poprzedników z czasów Kuczmy, ograniczy się do wyroku w zawieszeniu. Areszt w trakcie procesu (sprowokowany zresztą postawą samej Tymoszenko, która skandalicznie zachowywała się w sali sądowej) wskazuje jednak, że władza naprawdę gotowa jest wtrącić byłą premier do więzienia.
Niezależnie od tego, czy Tymoszenko zostanie zwolniona wskutek nacisku wspólnoty międzynarodowej, czy też skazana na kilkuletni pobyt w więzieniu – zaraz po wyjściu znów włączy się do walki o władzę, korzystając z ogromnego poparcia, jakie Ukraińcy z reguły zapewniają ofiarom prześladowań politycznych. Dlatego piątkowy areszt Tymoszenko wcale nie zapowiada jej samobójstwa – wprost przeciwnie, jest być może początkiem bolesnego i długiego harakiri, którego nieświadomie dokonuje obecna ukraińska władza.
Na podobny temat
|
Jest nauka w sensie pracowitego latam...
Olek Radynski pisał tu chyba jakiś cz...