Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Raciborski: Krok do przodu, trzy kroki do tyłu Drukuj
Łukasz Raciborski   
25.01.2008
Od początku roku jesteśmy świadkami zmagań rządu z problemami płacowo-organizacyjnymi w służbie zdrowia. Mając nóż na gardle w postaci zapowiadanych przez pracowników służby zdrowia strajków, premier wykonuje pojednawcze gesty i stara się zrobić wrażenie, że ma pomysł na poważną reformę. Trzeba przyznać, że idea „białego szczytu”, czyli włączenia dużej części zainteresowanych środowisk do dyskusji o zmianach w służbie zdrowia, jest krokiem naprzód. Pamiętamy bowiem, jak środowisko medyczne traktował poprzedni rząd. Pamiętamy milczenie prezydenta, który jeszcze pół roku temu nie był tak zatroskany stanem służby zdrowia. Samo spotkanie zainteresowanych stron to jednak za mało. Trzeba zadać kluczowe pytanie: jaki kształt systemu zdrowia wyłania się z tych rozmów?

Podczas słynnego już posiedzenia Rady Gabinetowej to ważne pytanie padło z ust prezydenta i premier nie potrafił udzielić na nie jasnej odpowiedzi.

Długoletnie doświadczenie państw zachodnich uczy, że nie ma jednego idealnego systemu ochrony zdrowia, a co więcej, że rozwiązania, które działają w jednych krajach, nie sprawdzają się w innych. Platforma Obywatelska chce nas przekonać, że najlepszymi rozwiązaniami są: indywidualizacja odpowiedzialności za zdrowie (projekt ustawy o dodatkowych ubezpieczeniach) i prymitywna prywatyzacja zakładów opieki zdrowotnej. Prymitywna, bo forsowana bez świadomości negatywnych skutków, jakie może spowodować. Można do nich zaliczyć „nieekwiwalentną prywatyzację”, jak prezydent określił możliwe przejmowanie szpitali za długi i uwłaszczanie się na publicznym majątku, czyli „kręcenie lodów”, o czym wspominała była posłanka PO.

Przyjrzyjmy się jednak bliżej proponowanym przez rząd i Platformę zmianom.

Punktem wyjścia ma być uszczelnienie systemu ochrony zdrowia. Oznacza to racjonalizację wydatków. Minister Kopacz przede wszystkim zwróciła uwagę na konieczność zmiany zasad tworzenia listy leków refundowanych i ograniczenia wpływu firm farmaceutycznych na jej kształt. Pani minister słusznie mówi, że naszego kraju nie stać na finansowanie nieefektywnych terapii lekowych. Trudno się z tym nie zgodzić, ale trzeba zapytać: co z oceną jakości całościowych terapii oraz zasad postępowania z pacjentem w procesie leczenia? Kwestia nie sprowadza się do skuteczności poszczególnych leków. Co z tego, że badania poświadczają skuteczność danego leku, kiedy pacjent dostaje go zbyt późno, np. ze względu na dysfunkcjonalną procedurę albo za późne wykrycie choroby? Jakie ma być miejsce profilaktyki w systemie ochrony zdrowia? Wszyscy wiemy, że lepiej (i taniej) zapobiegać, niż leczyć. Jeśli tak, to dlaczego profilaktyka w naszym systemie ochrony zdrowia stanowi przysłowiowy kwiatek do kożucha? Sprowadzona zostaje często do akcji informacyjnych i kampanii medialnych. Co z tego, że zachęca się nas do troski o zdrowie i robienia badań profilaktycznych, jeśli w naszej okolicy nie ma potrzebnej aparatury?

Poważne potraktowanie sprawy „uszczelniania” systemu, czyli racjonalizowania wydatków, nie może się więc ograniczać do ukrócenia korupcji przy tworzeniu list leków refundowanych, czy do analizy kosztów działań diagnostycznych i terapeutycznych. Powinno się brać pod uwagę długotrwałe efekty i korzyści wynikające ze stosowania określonych terapii, ale przede wszystkim poważnie potraktować profilaktykę. Ani pani minister, ani premier o profilaktyce nie wspomnieli. A przecież zgodnie ze środowiskowym modelem choroby (którego zasadność już dawno potwierdziły liczne badania), to właśnie styl życia i warunki w jakich żyjemy - i na jakich pracujemy - w największym stopniu decydują o tym, czy zachorujemy, czy nie.

Ograniczenia kosztów funkcjonowania służby zdrowia można szukać nie tylko poprzez zmniejszanie popytu na świadczenia udzielane przez lekarzy. Można ich także szukać w mechanizmach finansowania świadczeniodawców przez ubezpieczycieli. A te mogą być bardzo różne, o czym wie każdy, kto zajrzał do jakiegokolwiek podręcznika ekonomiki medycyny. Wydaje się nawet, że to właśnie tutaj powinno się szukać oszczędności. Przecież w relacji lekarz-pacjent to lekarz ma wiedzę zarówno o stanie zdrowia pacjenta, jak i o możliwych sposobach leczenia, a więc to on de facto decyduje o kosztach.

Powtarzane często przez publicystów twierdzenie, że pacjenci są nieracjonalni i nadużywają świadczeń zdrowotnych, bo traktowane są one jako darmowe, jest bardzo wątpliwe. Wystarczy trochę pomyśleć, aby dostrzec jego absurdalność. Nie chodzimy do lekarza dlatego, że nie płacimy mu za wizytę. Chodzimy, kiedy coś nam dolega. Jako przykład nieracjonalnych zachowań podaje się często emerytów i emerytki, które wysiadują w przychodniach i zajmują czas lekarzy, opowiadając o swoich urojonych schorzeniach, a później idą do apteki i wykupują duże ilości leków, oczywiście tylko dlatego, że są refundowane przez państwo. Takie stawianie sprawy wskazuje na ograniczenia stricte ekonomicznego podejścia do spraw ochrony zdrowia. Te „nieracjonalne” zachowania świadczą raczej o tym, że istnieje w społeczeństwie kolejna zapomniana grupa - osoby starsze, które nie potrafią się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Ten przykład pokazuje, że do skutecznej reformy służby zdrowia nie wystarczy zebranie informacji od wojewodów i dyrektorów szpitali o poziomie płac lekarzy (jak to uczynił obecny rząd). Nie wystarczą także informacje o ogólnych trendach zachorowalności z poszczególnych województw. Potrzebna jest wiedza o rzeczywistych wzorcach korzystania z pomocy lekarskiej oraz badanie ukrytych potrzeb zdrowotnych. Masowa konsumpcja leków przeciwbólowych, jakiej oddają się Polki i Polacy, świadczyć może o istnieniu takich ukrytych potrzeb, będących jednym z wielu skutków ubocznych polskiej transformacji.

Wiele natomiast mówi się o potrzebie wprowadzenia dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Takie dodatkowe ubezpieczenie, jak każda forma dodatkowego współpłacenia za leczenie, ma ograniczyć popyt na świadczenia lekarskie, a więc zmniejszyć koszty finansowe systemu.

Po pierwsze prywatne ubezpieczenia naruszają zasady solidarności społecznej i pogłębiają społeczne podziały. Na wykupienie ubezpieczenia stać będzie osoby zamożne i wykształcone o wysokiej świadomości zdrowotnej, a tym samym mające statystycznie mniejsze szanse zachorować. Ci, których nie będzie stać na dodatkowe ubezpieczenie, będą zmuszeni korzystać z relatywnie gorszych terapii, mających więcej skutków ubocznych, albo mniej skutecznych, a więc relatywnie zmniejszających nie tylko komfort życia, ale i szanse na rynku pracy. W dłuższej perspektywie różnice te będą się odtwarzały i wzmacniały.

Musimy pamiętać, że ubezpieczyciele prywatni mają w porównaniu z państwem mniejszą zdolność do dywersyfikacji ryzyka chorobowego, czyli rozłożenia go na wiele jednostek, a więc tym samym będą się starali selekcjonować swoich klientów. To znaczy, że będą chcieli przyciągać ludzi młodych i zdrowych, aby minimalizować ryzyko związane z pokryciem kosztów drogich terapii.

Po drugie konieczność leczenia powikłań, dodatkowych świadczeń, koszty ewentualnych świadczeń rentowych osób mniej zamożnych oraz koszty wcześniejszego wyjścia z rynku pracy każą się zastanowić, czy nie byłoby taniej umożliwić wszystkim dostęp do wszystkich świadczeń zdrowotnych, na jakie nas będzie stać. Oczywiście przy założeniu, że znacznie większy nacisk położymy na profilaktykę i rzeczywistą edukację zdrowotną. Że przemyślimy wpływ „elastycznego” prawa pracy i presji rynku na kondycję zdrowotną obywatelek i obywateli. Wymaga to jednak wspólnego namysłu i otwartej, uczciwej debaty. W gruncie rzeczy pytanie o kształt służby zdrowia jest pytaniem o to, w jakim społeczeństwie chcemy żyć.

Rząd proponuje również prywatyzację zakładów opieki zdrowotnej, głównie szpitali. Ma to wymusić dyscyplinę finansową, a tym samym zapobiegać zadłużaniu się placówek zdrowotnych. Sama prywatyzacja zakładów opieki zdrowotnej nie wymusi ich systemowej racjonalności, jeśli sposób płacenia za świadczenia będzie niewłaściwy i nie będzie wymuszał pożądanych zachowań. Przekonanie, że prywatyzacja jest drogą do ekonomicznej racjonalności, to myślenie życzeniowe. Zwolennikom prywatyzowania usług medycznych należy przypomnieć, że szklanka słonej wody w sprywatyzowanym systemie zdrowotnym w USA może kosztować nawet 80 dolarów.

Rząd nie ma wyrazistej koncepcji reformy systemu ochrony zdrowia. Próbuje łatać ten brak, proponując kilka ustaw opartych na wierze, że jeśli coś ma się zmienić na lepsze, to musi zostać sprywatyzowane. W kolejnych krokach przedstawianych jako technokratyczne decyzje możemy się spodziewać ograniczania zakresu usług medycznych dostępnych w ramach powszechnego ubezpieczenia i odchodzenia od zwiększania publicznych składek na ochronę zdrowia. Zamiast racjonalnego systemu dostarczającego zdrowia wszystkim obywatelom w dłuższej perspektywie czeka nas kosztowny system, z którego korzystać będzie garstka uprzywilejowanych.

Komentarze
Dodaj nowy
wojnier   |26.01.2008 12:44:06
Artykuł jest z serii krytykanctwo polityczne, jedyną "twórczą" myślą
jest, że "Wymaga to jednak wspólnego namysłu i otwartej, uczciwej
debaty" . Chcę przypomnieć, że temat wałkowany jest od ok 1956 r. a efekty
jak widac. Obrzydzanie prywatyzacji oddali reformy o kolejne lata. Jeżeli rząd
wskazuje jakieś niedoskonałe rozwiązanie, to proszę wskazać lepsze. Będzie
szansa konstruktywnej dyskusji.
kot   |05.02.2008 06:38:57
Autor wpisu ma racje. Bo w końcu od samego nawoływania do debaty nie powstanie
żaden projekt polityczny.
Nie ma jej zdecydowanie, dając się uwieść, że
hasłom: robimy reformę i robimy prywatyzacje.
Nie przygotowana reforma może
wszak stan dotychczasowy pogorszyć (Patrz reformy Buzka).
Prywatyzacja służby
zdrowia to dopiero kłopoty (patrz jakie maja z tym Amerykanie).
U nas przyjęła
się kolejność: najpierw obejmujemy władzę , a potem zastanawiamy się co z nią
robić, a nie tak, że mamy projekt i do jego realizacji potrzebna nam
władza.
Może  krytyka przełamie te praktykę i wyda przewodnik po służbie
zdrowia, w którym przedstawi ją jako projekt polityczny.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.02.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.07855 Seconds