Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Raciborski: Krok do przodu, trzy kroki do tyłu |
|
|
Łukasz Raciborski
|
|
25.01.2008 |
Od początku roku jesteśmy świadkami zmagań rządu z
problemami płacowo-organizacyjnymi w służbie zdrowia. Mając nóż
na gardle w postaci zapowiadanych przez pracowników służby
zdrowia strajków, premier wykonuje pojednawcze gesty i stara
się zrobić wrażenie, że ma pomysł na poważną reformę. Trzeba
przyznać, że idea „białego szczytu”, czyli włączenia dużej
części zainteresowanych środowisk do dyskusji o zmianach w służbie
zdrowia, jest krokiem naprzód. Pamiętamy bowiem, jak
środowisko medyczne traktował poprzedni rząd. Pamiętamy milczenie
prezydenta, który jeszcze pół roku temu nie był tak
zatroskany stanem służby zdrowia. Samo spotkanie zainteresowanych
stron to jednak za mało. Trzeba zadać kluczowe pytanie: jaki
kształt systemu zdrowia wyłania się z tych rozmów?
Podczas słynnego już posiedzenia Rady Gabinetowej to
ważne pytanie padło z ust prezydenta i premier nie potrafił
udzielić na nie jasnej odpowiedzi.
Długoletnie doświadczenie państw zachodnich uczy, że
nie ma jednego idealnego systemu ochrony zdrowia, a co więcej, że
rozwiązania, które działają w jednych krajach, nie
sprawdzają się w innych. Platforma Obywatelska chce nas przekonać,
że najlepszymi rozwiązaniami są: indywidualizacja
odpowiedzialności za zdrowie (projekt ustawy o dodatkowych
ubezpieczeniach) i prymitywna prywatyzacja zakładów opieki
zdrowotnej. Prymitywna, bo forsowana bez świadomości negatywnych
skutków, jakie może spowodować. Można do nich zaliczyć
„nieekwiwalentną prywatyzację”, jak prezydent określił
możliwe przejmowanie szpitali za długi i uwłaszczanie się na
publicznym majątku, czyli „kręcenie lodów”, o czym
wspominała była posłanka PO.
Przyjrzyjmy się jednak bliżej proponowanym przez rząd
i Platformę zmianom.
Punktem wyjścia ma być uszczelnienie systemu ochrony
zdrowia. Oznacza to racjonalizację wydatków. Minister Kopacz
przede wszystkim zwróciła uwagę na konieczność zmiany
zasad tworzenia listy leków refundowanych i ograniczenia
wpływu firm farmaceutycznych na jej kształt. Pani minister słusznie
mówi, że naszego kraju nie stać na finansowanie
nieefektywnych terapii lekowych. Trudno się z tym nie zgodzić, ale
trzeba zapytać: co z oceną jakości całościowych terapii oraz
zasad postępowania z pacjentem w procesie leczenia? Kwestia nie
sprowadza się do skuteczności poszczególnych leków.
Co z tego, że badania poświadczają skuteczność danego leku,
kiedy pacjent dostaje go zbyt późno, np. ze względu na
dysfunkcjonalną procedurę albo za późne wykrycie choroby?
Jakie ma być miejsce profilaktyki w systemie ochrony zdrowia?
Wszyscy wiemy, że lepiej (i taniej) zapobiegać, niż leczyć. Jeśli
tak, to dlaczego profilaktyka w naszym systemie ochrony zdrowia
stanowi przysłowiowy kwiatek do kożucha? Sprowadzona zostaje często
do akcji informacyjnych i kampanii medialnych. Co z tego, że zachęca
się nas do troski o zdrowie i robienia badań profilaktycznych,
jeśli w naszej okolicy nie ma potrzebnej aparatury?
Poważne potraktowanie sprawy „uszczelniania”
systemu, czyli racjonalizowania wydatków, nie może się więc
ograniczać do ukrócenia korupcji przy tworzeniu list leków
refundowanych, czy do analizy kosztów działań
diagnostycznych i terapeutycznych. Powinno się brać pod uwagę
długotrwałe efekty i korzyści wynikające ze stosowania
określonych terapii, ale przede wszystkim poważnie potraktować
profilaktykę. Ani pani minister, ani premier o profilaktyce nie
wspomnieli. A przecież zgodnie ze środowiskowym modelem choroby
(którego zasadność już
dawno potwierdziły liczne badania), to właśnie styl życia i
warunki w jakich żyjemy - i na jakich pracujemy - w największym
stopniu decydują o tym, czy zachorujemy, czy nie.
Ograniczenia kosztów funkcjonowania służby
zdrowia można szukać nie tylko poprzez zmniejszanie popytu na
świadczenia udzielane przez lekarzy. Można ich także szukać w
mechanizmach finansowania świadczeniodawców przez
ubezpieczycieli. A te mogą być bardzo różne, o czym wie
każdy, kto zajrzał do jakiegokolwiek podręcznika ekonomiki
medycyny. Wydaje się nawet, że to właśnie tutaj powinno się
szukać oszczędności. Przecież w relacji lekarz-pacjent to lekarz
ma wiedzę zarówno o stanie zdrowia pacjenta, jak i o
możliwych sposobach leczenia, a więc to on de facto decyduje
o kosztach.
Powtarzane często przez publicystów
twierdzenie, że pacjenci są nieracjonalni i nadużywają świadczeń
zdrowotnych, bo traktowane są one jako darmowe, jest bardzo
wątpliwe. Wystarczy trochę pomyśleć, aby dostrzec jego
absurdalność. Nie chodzimy do lekarza dlatego, że nie płacimy mu
za wizytę. Chodzimy, kiedy coś nam dolega. Jako przykład
nieracjonalnych zachowań podaje się często emerytów i
emerytki, które wysiadują w przychodniach i zajmują czas
lekarzy, opowiadając o swoich urojonych schorzeniach, a później
idą do apteki i wykupują duże ilości leków, oczywiście
tylko dlatego, że są refundowane przez państwo. Takie stawianie
sprawy wskazuje na ograniczenia stricte ekonomicznego
podejścia do spraw ochrony zdrowia. Te „nieracjonalne”
zachowania świadczą raczej o tym, że istnieje w społeczeństwie
kolejna zapomniana grupa - osoby starsze, które nie potrafią
się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Ten przykład pokazuje, że
do skutecznej reformy służby zdrowia nie wystarczy zebranie
informacji od wojewodów i dyrektorów szpitali o
poziomie płac lekarzy (jak to uczynił obecny rząd). Nie wystarczą
także informacje o ogólnych trendach zachorowalności z
poszczególnych województw. Potrzebna jest wiedza o
rzeczywistych wzorcach korzystania z pomocy lekarskiej oraz badanie
ukrytych potrzeb zdrowotnych. Masowa konsumpcja leków
przeciwbólowych, jakiej oddają się Polki i Polacy, świadczyć
może o istnieniu takich ukrytych potrzeb, będących jednym z wielu
skutków ubocznych polskiej transformacji.
Wiele natomiast mówi się o potrzebie
wprowadzenia dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Takie dodatkowe
ubezpieczenie, jak każda forma dodatkowego współpłacenia za
leczenie, ma ograniczyć popyt na świadczenia lekarskie, a więc
zmniejszyć koszty finansowe systemu.
Po pierwsze prywatne ubezpieczenia naruszają zasady
solidarności społecznej i pogłębiają społeczne podziały. Na
wykupienie ubezpieczenia stać będzie osoby zamożne i wykształcone
o wysokiej świadomości zdrowotnej, a tym samym mające
statystycznie mniejsze szanse zachorować. Ci, których nie
będzie stać na dodatkowe ubezpieczenie, będą zmuszeni korzystać
z relatywnie gorszych terapii, mających więcej skutków
ubocznych, albo mniej skutecznych, a więc relatywnie zmniejszających
nie tylko komfort życia, ale i szanse na rynku pracy. W dłuższej
perspektywie różnice te będą się odtwarzały i wzmacniały.
Musimy pamiętać, że ubezpieczyciele prywatni mają w
porównaniu z państwem mniejszą zdolność do dywersyfikacji
ryzyka chorobowego, czyli rozłożenia go na wiele jednostek, a więc
tym samym będą się starali selekcjonować swoich klientów.
To znaczy, że będą chcieli przyciągać ludzi młodych i zdrowych,
aby minimalizować ryzyko związane z pokryciem kosztów
drogich terapii.
Po drugie konieczność leczenia powikłań,
dodatkowych świadczeń, koszty ewentualnych świadczeń rentowych
osób mniej zamożnych oraz koszty wcześniejszego wyjścia z
rynku pracy każą się zastanowić, czy nie byłoby taniej umożliwić
wszystkim dostęp do wszystkich świadczeń
zdrowotnych, na jakie nas będzie stać. Oczywiście przy założeniu,
że znacznie większy nacisk położymy na profilaktykę i
rzeczywistą edukację zdrowotną. Że przemyślimy wpływ
„elastycznego” prawa pracy i presji rynku na kondycję zdrowotną
obywatelek i obywateli. Wymaga to jednak wspólnego namysłu i
otwartej, uczciwej debaty. W gruncie rzeczy pytanie o kształt
służby zdrowia jest pytaniem o to, w jakim społeczeństwie chcemy
żyć.
Rząd proponuje również prywatyzację zakładów
opieki zdrowotnej, głównie szpitali. Ma to wymusić
dyscyplinę finansową, a tym samym zapobiegać zadłużaniu się
placówek zdrowotnych. Sama prywatyzacja zakładów
opieki zdrowotnej nie wymusi ich systemowej racjonalności, jeśli
sposób płacenia za świadczenia będzie niewłaściwy i nie
będzie wymuszał pożądanych
zachowań. Przekonanie, że prywatyzacja jest drogą do ekonomicznej
racjonalności, to myślenie życzeniowe. Zwolennikom prywatyzowania
usług medycznych należy przypomnieć, że szklanka słonej wody w
sprywatyzowanym systemie zdrowotnym w USA może kosztować nawet 80
dolarów.
Rząd nie ma wyrazistej koncepcji reformy systemu
ochrony zdrowia. Próbuje łatać ten brak, proponując kilka
ustaw opartych na wierze, że jeśli coś ma się zmienić na lepsze,
to musi zostać sprywatyzowane. W kolejnych krokach przedstawianych
jako technokratyczne decyzje możemy się spodziewać ograniczania
zakresu usług medycznych dostępnych w ramach powszechnego
ubezpieczenia i odchodzenia od zwiększania publicznych składek na
ochronę zdrowia. Zamiast racjonalnego systemu dostarczającego
zdrowia wszystkim obywatelom w dłuższej perspektywie czeka nas
kosztowny system, z którego korzystać będzie garstka
uprzywilejowanych.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 12.02.2008 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...