Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Polkowska: Kryzysowy militaryzm |
|
|
Marta Polkowska*
|
|
01.05.2009 |
Gdy w marcu obchodziliśmy 10-lecie wstąpienia naszego kraju do Paktu, na Uniwersytecie Warszawskim odbyła się firmowana przez rząd konferencja, w ramach której państwa członkowskie Paktu założyły tak zwane “Miasteczko NATO”. Na dziedziniec UW wjechały transporter opancerzony Rosomak i “humvee”, popularna w NATO terenówka. Na stoiskach poszczególnych armii zaserwowano studentom militarystyczną propagandę o tym, że NATO podczas swoich misji niesie pokój i stabilizację, i jest paktem jedynie obronnym. Choć kilka dni wcześniej szef sztabu polskiej armii wydał rozkaz wszczęcia przez polski kontyngent w Afganistanie “akcji zaczepnych”…
Mniej więcej w tym samym czasie w mediach huczało o ambicjach naszego szefa dyplomacji – w światowych mediach Radek Sikorski był jednym z najczęściej wymienianych kandydatów na stanowisko nowego sekretarza generalnego NATO. Jednak to premier Danii Anders Fogh Rasmussen został mianowany sekretarzem generalnym Paktu. Przy okazji porażki Sikorskiego nie obyło się bez kolejnego odcinka magla politycznego na linii prezydent-premier.
Media skupiły się na plotce o kandydaturze Sikorskiego, zupełnie nie analizując, co mógłby dać nam Polak-szef NATO (i jeśli tak, to czy rzeczywiście cokolwiek dobrego?). Wiedząc, że szanse Sikorskiego są niewielkie, być może w ramach targów przed głosowaniem próbowano coś ugrać, ale my nic o tym nie wiedzieliśmy; wokół tych medialnych plotek nie było żadnej debaty, nic, same spekulacje i przebąkiwania… bez rzetelnej informacji o tym, co jest naprawdę istotne.
A ostatnio prezydent podpisał zgodę na powiększenie tegoż kontyngentu z 1600 do 2000 żołnierzy. I tym razem opinię publiczną postawiono przed faktem dokonanym – jedynie szef MON Bogdan Klich enigmatycznie uzasadniał tę decyzję “rosnącymi zagrożeniami” w Afganistanie, opanowanym przez lokalnych watażków i dawnych mudżahedinów, na których NATO wciąż nie jest w stanie znaleźć recepty – podobnie jak 20 lat temu nie były w stanie znaleźć jej radzieckie wojska.
Wojna i kryzys
Tymczasem kryzys trwa w najlepsze. Co ciekawe, gdyby o jego trwaniu lub nie wnioskować z analizy wydatków Stanów Zjednoczonych na zbrojenia, mogłoby się wydawać, że trwa globalna hossa – w sumie w tym roku, wraz ze sprytnie ukrytymi w innych niż obrona narodowa działach budżetu wydatkami na zbrojenia nuklearne oraz wojny w Iraku i Afganistanie, Ameryka zamierza przeznaczyć na zbrojenia 4,6 proc. swojego PKB – więcej niż w jakimkolwiek roku po II wojnie światowej!
Według innych badań, świat co roku na zbrojenia wydaje 1,5 biliona dolarów – 70 razy więcej niż wynosi budżet ONZ.
- Wojna i kryzys to dwa zjawiska, które się przeplatają. Już Ronald Reagan, chcąc zażegnać kryzys, wielkie pieniądze wydawał na wojsko, tnąc zarazem wydatki socjalne – ocenia dr Rafał Chwedoruk z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. - Dwadzieścia lat później mieliśmy powtórkę z rozrywki w wykonaniu administracji Busha młodszego. A historia, jeśli się powtarza, to najczęściej jako farsa. Reagan powiększał dług publiczny w imię zimnej wojny, Bush rozpętał “gorące” konflikty, kosztowne o wiele bardziej – mówi Chwedoruk.
Trudno się z tą wypowiedzą nie zgodzić. Retoryka i działania Busha odsunęły uwagę od kwestii ekonomicznych i przeniosły ją na wojnę – pisze o tym między innymi Noam Chomsky w wydanym niedawno w Polsce zbiorze artykułów, „Interwencje”. Znamienne jest według Chomsky’ego, że republikanie bardzo nie lubią pytań o kwestie socjalne, emerytury czy rynek pracy – prościej walczyć z mniej lub bardziej urojonym wrogiem, na jakiego wykreowano na przykład Irak Saddama Husajna.
Nowe średniowiecze?
Jednak to wcale nie rosnące wydatki mocarstw na utrzymanie armii i nieudane misje NATO są największym zagrożeniem dla stabilizacji i pokoju na świecie. Główne zagrożenie to – o czym w polskim dyskursie publicznym się nie wspomina – wzrost liczby firm wojskowych, a co za nim idzie – prywatyzacja wojny. Prowadzenie działań wojennych staje się czym w rodzaju usługi, “militarny biznes” od wybuchu wojny w Iraku rozwija się wręcz w lawinowym tempie. Jego rozwojowi bynajmniej nie przeszkadzała administracja George’a Busha – wręcz przeciwnie, to republikanie i ich sympatycy są właścicielami większości “prywatnych armii”.
Przykładami ich działalności jak z rękawa sypie niemiecki dziennikarz Rolf Uesseler w książce Wojna jako usługa. „Obecnie na świecie działa co najmniej kilkaset podmiotów oferujących usługi militarne. Ich personel obecny jest w ponad 110 krajach, zaś ich roczne wpływy przekraczają 100 mld USD”. Uesseler pisał te słowa w 2006 roku i wszystko wskazuje na to, że do dziś liczby te znacząco wzrosły. W Iraku, ale też w innych państwach Półwyspu Arabskiego i Afryki, amerykańskie firmy wojskowe są de facto odpowiedzialne między innymi za ochronę instalacji naftowych, szkolenie wojsk, zwalczanie terroryzmu, logistykę, a nawet za działalność wywiadowczą tych państw.
Blackwater, przedsiębiorstwo wynajmujące „ochroniarzy-najemników” (czytaj: regularnych żołnierzy) na wojnę w Iraku, to tylko najbardziej znana z wielu prywatnych firm wojskowych. Irak, Somalia, Sudan, Timor Wschodni to zaledwie niektóre główne obszary ich działalności, czyli przede wszystkim słabe i „upadłe” kraje Trzeciego Świata. Inercja władzy jest w nich tak duża, że firmy wojskowe mają tam właściwie nieograniczone możliwości robienia interesów. Czyż nie jest to coś w rodzaju „nowego średniowiecza”? W wiekach średnich też prowadzono prywatne wojny. Jednak do rozniecania dzisiejszych „prywatnych wojen” używa się – poniekąd słusznych! – uniwersalnych argumentów o „zaprowadzaniu stabilizacji i wolności”, uzasadniając działania, które często nic lub niewiele mają wspólnego z tymi ideałami.
Brak debaty
W kapitalizmie na neoliberalną modłę rynek zawłaszcza kolejne sfery społeczno-gospodarcze – najwyraźniej nadszedł czas na zawłaszczenie wojska, a atak z 11 września 2001 roku stał się jedynie katalizatorem tego procesu, dając legitymację prywatnym armiom do ekspansji i wchodzenia na coraz to nowe „rynki”.
Smutne jest też, że wszelkie decyzje polskich władz dotyczące wysłania polskich wojsk do Afganistanu, a ostatnio powiększenia tego kontyngentu, nie były poprzedzone rzetelną dyskusją na forum publicznym – choćby referendum z pewnością nie zaszkodziłoby demokratycznym standardom i jakości debaty publicznej. Z kolei organizatorom pikiety mającej być sprzeciwem wobec “Miasteczka NATO” na UW władze uczelni w ostatniej chwili cofnęły pozwolenie na manifestację – nolens volens tworząc nieodparte wrażenie, że ktoś tu komuś knebluje usta, zamiast usiąść do rzeczowej debaty.
Tak prywatyzacja wojny, jak i transfer decyzji politycznych na poziom ekspercki to zjawiska typowe dla neoliberalizmu, który nie cierpi niekontrolowanych wybuchów demokratycznej woli – po co wszak pytać ludzi o coś, o czym i tak nie mają zielonego pojęcia…
Marta Polkowska - 1989, studentka nauk politycznych na UW.
Na podobny temat
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...