|
Od wielu lat znam Romana Kurkiewicza. Z wielką przyjemnością czytałem jego teksty, szczególnie recenzję z książek, słuchałem audycji, jakie prowadził, cieszyłem się z jego fascynacji współczesną literaturą hebrajską, podziwiałem bezkompromisowość, otwartość, zaangażowanie i zwykłą ludzką ciekawość świata, jaką nie łatwo znaleźć w dzisiejszych czasach. Mogę śmiało dodać, że darzę go sympatią, po prostu lubię i cenię.
Kiedy nadeszły pierwsze informacje, że Roman znajduje się na pokładzie jednego ze statków tzw. Flotylli Wolności, przekonany byłem, że chodzi tu o innego Kurkiewicza, że to przypadkowa zbieżność nazwisk, że znany i błyskotliwy publicysta nie mógł tak łatwo ulec i uwierzyć różnego rodzaju podejrzanym aktywistom akcji, która z pomocą humanitarną ma zgoła niewiele wspólnego. Bo wszakże na pierwszy rzut oka wiadomo, że chodzi tu o zwykłą prowokację mającą na celu doprowadzenia do kolejnej bezsensownej awantury. Nie jest rzecz jasna prawdą, iż „głównym celem akcji jest dowiezienie pomocy humanitarnej”. Gdyby istotnie chodziło o pomoc, to przecież można by przystać na tureckie propozycje, ażeby żywność medykamenty itp. dostarczane została lądową drogą przez Egipt. Skoro już piszę o tym, to warto dodać, że codziennie do Strefy Gazy wjeżdża ok. 250 samochodów ciężarowych z potrzebnymi towarami. Tak np. w ciągu pięciu dni wjechało tam 1111 ciężarówek, przewożąc 27,933 ton różnego rodzaju artykułów.
Roman Kurkiewicz mówi o przerażającej sytuacji w Gazie, iż „jest to praktycznie więzienie, getto, straszne miejsce itp.” Szkoda, że ulega propagandzie, daje wiarę pogłoskom, bo jeśli chciałby naocznie przekonać się o sytuacji Palestyńczyków w strefie Gazy, to przecież mógłby dołączyć, podobnie jak znany reporter krytykowanej przez niego „Gazety Wyborczej” do Polskiej Akcji Humanitarnej, która właśnie wróciła stamtąd ze swej kolejnej tam misji.
Nie jestem w stanie zrozumieć, że Roman, który czyta i ceni takich izraelskich autorów jak Amos Oz, Etgar Keret czy Dawid Grossman, fascynuje się „Walcem z Baszirem” Ari Folmana, wierzy w takie wierutne kłamstwa, jak np. to „że izraelscy żołnierze mieli prawo użyć siły i strzelać do każdego, bo zostali tak wyszkoleni.” Izraelscy żołnierze, którzy przed rokiem interweniowali na pokładzie tureckiego statku Flotylli, bronili własnego kraju i występowali w obronie własnego życia. Pokazywały to zresztą polskie stacje telewizyjne.
Roman Kurkiewicz jest wstrząśnięty recenzją Pawła Smoleńskiego z książki Ewy Jasiewicz. Nie znam książki Ewy Jasiewicz, znam natomiast jej wypowiedzi, wywiady udzielone z okazji wydania tej książki. Nie mam cienia wątpliwości, iż autorka bez reszty zaangażowała się w pomoc dla Palestyńczyków, że im współczuje i solidaryzuje się z ich walką. Zdumiewa mnie jednak jej naiwność. Ignorancja i nienawiść do wszystkiego, co izraelskie, brak zrozumienia dla sytuacji choćby dzieci od miesięcy ostrzeliwanych przez palestyńskie skudy. Jeżeli więc coś przypomina mi tę ohydną kampanię prasową z wiosny 1968, to rzecz jasna nie recenzja Smoleńskiego, wybitnego reportera, autora znakomitej i dość krytycznej książki o współczesnym Izraelu, lecz właśnie wypowiedzi polsko-angielskiej dziennikarki. Zupełnie szczerze i na serio radziłbym Romanowi, aby zapoznał się z tym raz jeszcze.
*Michał Sobelman - rzecznik prasowy Ambasady Izraela w Warszawie
Na podobny temat
|
Jest nauka w sensie pracowitego latam...
Olek Radynski pisał tu chyba jakiś cz...