NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Rudnicki: Piękni dwudziestoletni na OFF-ie Drukuj
Janusz Rudnicki   
10.08.2011

Ubieram się, wychodzę, lecę do Polski. Wiążę krawat w tym mniej więcej czasie, w którym Lepper zakłada sobie na szyję sznur. W samolocie widzę go, jak leci do nieba w bokserskich rękawicach. Bramę otwiera mu słaniająca się na nogach Amy Winehouse.

Pierwszy raz w życiu nad Katowicami. Dużo lasów, które z góry wyglądają jak trawa. Domy, zabudowania bez jakiegokolwiek zmysłu architektonicznego. Jakby ktoś nogą zsunął je do kupy, byle jak, byle, że stoją.

Lotnisko, nasza flaga wisi. Pierwszy raz widzę, dopiero dzisiaj, dopiero teraz, jak paskudne to połączenie. Ta biel i czerwień. Och, flago, ty moja polska. Wyglądasz jak kąpielówki ratownika na basenie w mieście Kędzierzyn-Koźle.

Dworzec w Katowicach. Szukałem go, nie ma, zniknął, jedna wielka dziura. Nie wiedziałem, że remont, że nie ma już dworcowej restauracji. Wyglądającej jak stolica klasy robotniczej. Brzydkiej jak ona sama. Następna trójwymiarowa widokówka z PRL-u posłana w diabły.

Ta restauracja była pierwszą stacją każdego mojego przyjazdu do Katowic. A pierwszy raz przyjechałem tu jako dziecko jeszcze, z Kędzierzyna, tylko i wyłącznie po to, żeby przejechać się ruchomymi schodami. Nędzo mojego dzieciństwa.

Ostatnio, rok temu, przyjeżdżając na pierwszy mój Off Festival, zamówiłem barszcz w kubku plastikowym i krokiet. I siedziałem jak człowiek za burtą, którego nikt nie widzi. Bo nikt tam prawie nie przychodził. Oprócz gołębi. Nie wiedziałem skąd, przez dziurę w dachu? Otwarte drzwi? Jeden pod jednym stołem, drugi pod drugim, trzeci na. I ja, człowiek jedzący z gołębiami. I ta toaleta, ta siedząca pod nią kobieta o wyglądzie zmęczonej szczotki klozetowej. Chciała dwa złote, choć toalety na terenie restauracji. „Nie szkodzi, ja tu jestem inna firma”.

Off Festival dla człowieka w moim wieku to przygoda dość przygnębiająca. Około dwunastu tysięcy ludzi dziennie, a ja najstarszy. Jeśli nie liczyć dwóch gości Kawiarni Literackiej, to jest Kutza i Zadury. (Kutz: „Połowa człowieka składa się z książek, które przeczytał”). Kawiarnia Literacka na festiwalu już po raz drugi. Myślałem, że będzie tak, jak to z literaturą bywa. Że będzie ona w tym przypadku ekskrementem, który przyczepił się do statku muzyki i udaje, że też płynie. Ale nie, większość młodej publiczności, której dużo (!), wie, na kogo przychodzi i po co.

Duchem tego udanego przedsięwzięcia jest Kuczok Wojciech, a jak ostatnio myślę „Kuczok”, to mówię „Spiski”, a jak mówię „Spiski”, to w głowę zachodzę, wierzyć mi się nie chce, jak to się mogło stać, że tak radosna, zuchwała i zamaszysta epika pominięta została we wszystkich absolutnie nominacjach literackich za rok 2010.

Off i Woodstock, Młoda Polska, jakie pielgrzymki mają taką frekwencję? Propozycja: wprowadzić na parę miesięcy podatek religijny, policzyć zdeklarowanych katolików i niewierzących, a potem podatek ten usunąć. I takiej statystyki się trzymać.

Piękni dwudziestoletni 2011. Patrzę na nich i czuję ulgę, z nimi taki numer jak komunizm już by nie przeszedł. PRL padł, bo nie dał sobie rady z muzyką (dzisiaj sam internet ukręciłby mu łeb już na samym starcie). Muzyka to była nieoceniona, największa i najbardziej niedoceniania opozycja w Układzie Warszawskim. Gomułka nie miałby szans, żeby przelecieć Janis Joplin, chociaż ta spała ze wszystkim, co ma puls. Gierek, który doszedł do władzy w tym samym roku, w którym Hendrix oddał stanowisko człowieka, z jointem w pysku nie zagrałby polskiego hymnu na gitarze. I tak dalej, i dalej. PRL nie pasował do muzyki, nie można było słuchać King Crimson lub Grand Funk Railroad i siermiężnie wierzyć w przodującą rolę klasy robotniczej. Każdy dźwięk gitary Alvina Lee dziesiątkował szeregi potencjalnych członków ich szarej jak kiedyś mydło kadry.

W Dolinie Trzech Stawów twarz przyszłości narodu wygląda na ludzi. Ani jednej zapitej i zapadniętej mordy ze strzechą w postaci wąsów. Dzisiaj jest lepsze niż wczoraj. No i…. no i tak, i te dziewczyny we wściekle czerwonych, kusych sukienkach i czarnych, półwysokich butach. (Aktor Mariusz Dmochowski miał raz powiedzieć: „Chuj boli patrzeć”.)

A muzyka dzisiaj? To najbardziej atrakcyjna, najbardziej przyjemna forma straty czasu, jaką można sobie wyobrazić. Nie wiem przecież już dziś, czego słuchałem dopiero co wczoraj. To trochę tak, jakby jeździć tam i z powrotem na ruchomych schodach.

  

  

Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej”.

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
krytyk potyliczny   |11.08.2011 12:29:03
Wiążę krawat w tym mniej więcej czasie, w którym Lepper zakłada sobie na
szyję sznur. W samolocie widzę go, jak leci do nieba w
bokserskich rękawicach. Bramę otwiera mu słaniająca się na nogach Amy
Winehouse


bardzo zabawne
Notak   |11.08.2011 20:18:43
Kabotyn - człowiek, który usiłuje imponować tanimi efektami i zgrywaniem się
(słownik języka polskiego).
sputnik   |12.08.2011 17:25:33
Eeeetam. Co innego Woodstock co innego OFF. Akurat byliśmy na OFFie. Poza tym
tekst odbieram jako pretensjonalny, napisany z poczuciem wyższości (my lepi
bezwąsiaści), nie wspominając o seksiźmie.
Drogi Jeleniu,   |13.08.2011 17:37:16
co to za szkoła pisania?
"Wiążę krawat w tym mniej więcej czasie, w którym
Lepper zakłada sobie na
szyję sznur. W samolocie widzę go, jak leci do nieba
w
bokserskich rękawicach. Bramę otwiera mu słaniająca się na nogach
Amy
Winehouse"
błagam, mniej takich tekstów, styl niefajny(ogólnie o
całości)
oleparole   |13.09.2011 23:49:16
Czytałam niegdyś w GW, a teraz wyszukałam w Internecie, by przeczytać jeszcze
raz. Wyszukałam na postawie całych fragmentów, które utkwiły mi w głowie. O
gustach się nie dyskutuje, dobrze, że są różne i ubarwiają nasz świat.
Rzeczywiście, lepperowski początek może zgrzytać, ale ile tu prawdziwych
perełek… A najładniejsza z nich to: "Ubieram się, wychodzę, lecę do
Polski". Ile treści można wyrazić tak dobrą elipsą.
I jak to "mniej
takich tekstów", jak błagał jeden z moich przedmówców? Niech będą i takie,
niech od czasu do czasu objawia się taka "szkoła pisania", bo wszak nie
ma (na szczęście) jednej, jedynie słusznej "szkoły czytania".
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 10.08.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.91537 Seconds