Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Piątek: Moja żona obywatelka Drukuj
Tomasz Piątek   
01.07.2010

czyli co powstrzymuje kobiety przed działalnością publiczną, co może ściągać je w dół i dlaczego nie powinno tak być? Jakie wsparcie powinny dostać, od rodziny, partnera, od państwa? 


Dzień dobry Paniom. I Panom. Używamy tutaj miłych i gładkich słów, takich jak “działalność publiczna”, “zrównoważony rozwój”. Moje doświadczenie jest takie, że te sprawy nie są miłe i gładkie. To jest wojna. To jest wojna, w której to, co silniejsze, próbuje zgnieść to, co słabsze. I w tej wojnie często jest tak, że kobiety chętniej niż mężczyźni angażują się po stronie tego, co słabsze. Nie będę wnikał, dlaczego tak się dzieje, nie będę tutaj teoretyzował, na ile określa to płeć, na ile gender, bo nie wiem. Będę mówił o bardzo przyziemnych, prostych sprawach, o  bezpośrednim doświadczeniu - moja żona zaangażowała się w tę wojnę, po stronie tego, co słabsze.


Pewien polski pisarz powiedział kiedyś: wojna znaczy “nie wyśpisz się”. Żołnierz zawodowy czy bojownik nawet w czasie pokoju musi być w gotowości. Kiedy mężczyzna nagle wyrywa się ze słodkiego nieróbstwa albo nawet odrywa się od pługa, aby iść na wojnę, wszyscy mówią: oto żołnierz, obywatel, wzór cnót. Za kobietą biegnie nie tylko nawoływanie: zaraz, a dzieci, a gary?! Za kobietą wlecze się autentyczna troska: komu zostawić te dzieci i te gary. Mężczyźnie?
Na szczęście, w tej chwili bardzo rzadko już się zdarza, żeby polityk powiedział atakującej go kobiecie: “ma pani histerię macicy” albo “powinnością kobiety jest macierzyństwo”. Płeć jest coraz mniejszą przeszkodą w tym, żeby umówić się na rozmowę z grubą szychą. Większość polskich notabli, w nadziei na miłe ćwierkanie, nawet chętniej umawia się z tak zwaną “miłą panią” niż z “agresywnym gościem”, wiedzą dobrze o tym redakcje i firmy, dlatego niższe i średnie szczeble dziennikarstwa są tak sfeminizowane, dlatego account menedżerkami w polskich korporacjach są przeważnie kobiety (chociaż prezesem oczywiście jest mężczyzna). Mam więc wrażenie, że w tej chwili kobiety nie są już tak mocno hamowane od przodu, od strony wroga. Tym, co je bardziej hamuje w działalności zawodowej i społecznej, jest ich własny background.


Moja żona jest bohaterką, ponieważ niemal przez całe swoje dorosłe życie sama wychowywała dziecko, pracowała zawodowo i prowadziła działalność społeczną. Kiedy Rospudzie groziły buldożery, ona sama wymusiła na szefach urlop, i pojechała z synem do Augustowa, przekonywać tamtejszych bardzo nieprzyjaznych mieszkańców, że obwodnica nie musi iść przez zagrożony obszar. Tam sama, w trudnych warunkach socjalnych, klimatycznych i międzyludzkich, musiała rozgrzać synka, nakarmić, zadbać, zmobilizować i równocześnie, trochę jak w filmie “Życie jest piękne”, zrobić tak, żeby to doświadczenie było dla chłopaka przygodą. I zrobiła, bo jest wspaniałą mamą. Ale proszę sobie wyobrazić, jakie to musiało być życie, jeżeli wzięcie sobie do domu alkoholika i narkomana uznała za ulgę.


Jednak to z wzięciem sobie do domu alkoholika i narkomana nie jest do końca tak głupie, jak wygląda. W naszych czasach i w naszym kraju, mężczyzna, który chce żyć z kobietą działającą społecznie, musi spełniać następujące warunki:
Musi uznawać wartości duchowe, czyli widzieć sens w działaniach nieegoistycznych, nie prowadzących do osobistej korzyści materialnej i wymagających przełamania się, wysiłku i potu.


Musi zaakceptować, że nie jest najważniejszy w związku. Ja to rozumiem tak: nie chodzi tu tylko o to, że moja osoba nie jest najważniejsza i czasem mogę się poświęcić. Chodzi tu także o to, że mój rozkład zajęć nie jest najważniejszy i mogę się poświęcić także wtedy, gdy akurat nie jest mój czas na poświęcanie. Taki mężczyzna musi więc być zdolny do błyskawicznego zapomnienia o sobie i błyskawicznego wysiłku.


Musi umieć zadbać o siebie, bo wtedy będzie umiał też zadbać o innych. Musi przełamać tabu genderowe związane z niemęskością prac domowych. Musi je polubić. Z doświadczenia wiem, że najłatwiej jest z gotowaniem, bo gotowanie łechcze ego. Zachęcam panów, żeby od tego zaczynali. Potem idzie zmywanie, sprzątanie kuchni po gotowaniu, co zwykle jest nieodzowne, gdy gotuje mężczyzna, ale co okazuje się zaskakująco uspokajającą czynnością. Ze sprzątaniem jest gorzej – żeby dobrze posprzątać, muszę się wprawić w faszystowski szał, przeobrazić to w pewnego rodzaju tropienie nieczystości, pogrom zła. I dotyczy to większości facetów, których znam. Dlatego, kiedy sprzątają, są albo zamaszyście niszczycielscy, albo pedantycznie nieznośni. OK, podsumowując i powtarzając: ten mężczyzna, to musi być mężczyzna, który umie o siebie zadbać.


To wszystko znaczy jedno: musi to być mężczyzna, który przeszedł terapię, najlepiej grupową, ćwiczącą odpowiedzialność i altruizm. Terapia uzależnień jest czymś takim. Więc być może narkoman i alkoholik po terapii nada się bardziej, niż zupełnie zdrowy facet, żadną terapią nie tknięty. Jeśli chodzi o wsparcie od państwa, to nie mam nic nowego do powiedzenia. Same banały, które jednak w Polsce brzmią jak niezwykła, cudowna baśń. Powszechna sieć przyjaznych, dobrze wyposażonych żłobków i przedszkoli, w których pracują dobrze opłacani i wyedukowani pracownicy, może nawet obojga płci. Wsparcie finansowe, informacyjne i logistyczne ze strony państwa dla organizacji i osób walczących o dobro wspólne. Jednym słowem wszystko, czego rządzący nami politycy, przeważnie mężczyźni, przysięgli sobie w duchu nigdy nie wpuścić do Polski.


Dziękuję Paniom i Panom za uwagę. 

  

Referat wygłoszony podczas II Kongresu Kobiet 18 czerwca 2010.

  

Tomasz Piątek - mąż Hanny Gill-Piątek, malarki, graficzki, designerki, działaczki ekologicznej i społecznej, członkini zarządu Partii Zielonych 

  

Komentarze
Dodaj nowy
KrzysztofMazur   |01.07.2010 09:08:28
Ciekawa frazeologia.

Najbardziej prawdopodobne jest to, czego nikt
nie
przewiduje i tym samym nikt nie może zapobiec.
Moim zdaniem takim
najbardziej
prawdopodobnym modelem rodziny w przyszłości są samotni mężczyźni i
kobiety
żyjące z dziećmi - jak w rodzinach mamutów. Mamuty jeszcze dużo
podróżowały i
były wegetarianami.

Dużą liczbę przedszkoli i żłobków mogą zrobić
wyłącznie
osoby prywatne, zwłaszcza w małych miejscowościach, trzeba jedynie
zlikwidować
nadzór kuratoriów i wymóg super-nauczania przedszkolaków.
wejder1   |01.07.2010 19:05:39
Na podstawie czego formułujesz takie wnioski dotyczące przyszłości związku
kobiety i mężczyzny?
kot_w_golebniku   |01.07.2010 21:17:33
Pewnie na podstawie czytania KP. Gdyby dominujący tutaj nurt feministyczny się
przyjął, to tak by to z grubsza wyglądało.
wejder1   |03.07.2010 13:55:01
Nie sądzę, żeby feminizm był przeciwny związkom. Podejrzewam, że raczej
jest
przeciwny poglądowi, że bez ręki boskiej nie ma związku. Albo
inaczej, że tylko
ręka boska jest gwarantem trwania związku (zresztą
księża lubią podkreślać, że
małżeństwo to ciężka praca, tak jakby bez ich
teoretycznej wiedzy ludzie nie
mogliby do takiego wniosku dojść -
innymi słowy, według nich, jeżeli ktoś (Bóg)
nie narzuci ram człowiekowi co
wolno, co nie wolno, to sami ludzi przy
najbliższym problemie uciekną
od siebie, bo przecież, bez łaski boskiej człowiek
jest skazany na
swoją przygłupkowatość - w końcu jego model pochodzi od
niedoskonałego
wzorca, czyli Boga)
KrzysztofMazur   |02.07.2010 12:13:04
Samotność jest pożądanym stanem człowieka. Wraz ze wzrostem zamożności i kultury
rośnie liczba ludzi samotnych wszędzie na świecie. W mediach się o tym nie mówi,
bo kogo to obchodzi.
Małżeństwo powstało u zwierząt jako wymiana seks za środki
utrzymania. Obecnie ani facet nie potrzebuje kobiet dla seksu ani kobiety nie
potrzebują facetów, żeby zarabiać. Przepraszam za tą biologię, ale obawiam się,
że na dłuższą metę nie da się uciec od biologii, ale można ją inaczej
wykorzystać.
Sam fakt istnienia alternatywy innej niż oficjalnie przyjęty
podział katolicko feministyczny jest istotny, nawet, gdyby nie całkiem się to
sprawdziło, a jedynie częściowo.
Jedynym wspólnym biznesem kobiety i mężczyzny
jest wychowanie dzieci, ale prawda jest taka, że dzieci wychowują się same,a
rodzice głównie dostarczają im jedzenie, więc i z tym nie powinno być wielkiego
problemu.
Mam taką złośliwą wizję: katolicy i feminiści wspólnie propagują
tradycyjne związki partnerskie, a społeczeństwo ich wspólne wysiłki ignoruje.
Kiedyś napiszę o tym książkę SF.
KrzysztofMazur   |02.07.2010 12:13:50
Trochę też staram się dowartościować samego siebie, bo jestem samotnym gburem.
KrzysztofMazur   |02.07.2010 12:28:51
Dzieci też mogą żyć w oddzielnym mieszkaniu, wystarczy zatrudnić firmę
kateringową.

Model patriarchalny raczej pozostanie w rodzinach robotniczych i
chłopskich, gdzie o wysokości zarobków decyduje siła fizyczna.
Tak więc
spodziewam się oddzielnych modeli rodziny dla różnych warstw społecznych i żaden
z tych modeli nie będzie związkiem partnerskim.
wejder1  - re:   |03.07.2010 13:53:10
Mam wrażenie, że dość radykalnie określasz związek miedzy ludźmi, tak jakby
chodziło tylko o kwestii wymiany seksualnej i utrzymania. Nie bierzesz
pod uwagę poczucia bezpieczeństwa, wsparcia, niechęci do
samotności,kwestii prywatności i intymności, którą można dzielić tylko z
bliską osobą,  wspólnego zaangażowania w sprawę
-oczywiście lewicowego, lub hobby np. znaczki ;)

Z tą gburowatością
to bym nie przesadzał, inteligencja, mimo wszystko jest w cenie, trzeba
tylko, mówiąc w kategoriach wolnorynkowych, umieć się sprzedać, czyli
zaznajomić się z ewentualnymi potrzebami klienta. Lekki make up i po
sprawie :) No, ale tłumaczyłoby to sposób spojrzenia na sprawę.

kot_w_golebniku napisa?:
Pewnie na podstawie czytania KP. Gdyby dominujący tutaj nurt feministyczny
się przyjął, to tak by to z grubsza wyglądało.


Nie sądzę, żeby feminizm był przeciwny związkom. Podejrzewam, że raczej
jest przeciwny poglądowi, że bez ręki boskiej nie ma związku. Albo
inaczej, że tylko ręka boska jest gwarantem trwania związku (zresztą
księża lubią podkreślać, że małżeństwo to ciężka praca, tak jakby bez ich
teoretycznej wiedzy ludzie nie mogliby do takiego wniosku dojść -
innymi słowy, według nich, jeżeli ktoś (Bóg) nie narzuci ram człowiekowi co
wolno, co nie wolno, to sami ludzi przy najbliższym problemie uciekną
od siebie, bo przecież, bez łaski boskiej człowiek jest skazany na
swoją przygłupkowatość - w końcu jego model pochodzi od niedoskonałego
wzorca, czyli Boga)
Gra_ce   |01.07.2010 10:58:30
Pozdrowienia dla żony. Oby już nie musiała być bohaterką tylko taką zwykłą
obywatelką.
Spokojny   |01.07.2010 13:43:19
Myślę, że jest znacznie gorzej. Współczesne prezesowanie tak jak współczesne
politykowanie to dązenie do władzy i znaczenia. Mężczyźni zajmujący się
budowaniem własnej władzy, byciem prezesem, byciem politykiem itp. z pewnością
mniej zajmują się dziećmi niż ich żony. Ale rzecz w tym, że oni mniej zajmują
się dziećmi nie dlatego, że zajmują się nimi ich żony. Oni mniej zajmują się
dziećmi ponieważ zajmują się dążeniem do władzy. Dążenie do władzy ich
interesuje, natomiast dzieci ich nie interesują.
Kobieta zainteresowana
dążeniem do władzy instytucjonalnej będzie po prostu do niej dążyła. Nie
dlatego, że mąż zajmuje się dziećmi, tylko dlatego, że interesuje ją
instytucjonalna władza. A dzieci jej nie interesują.
Jeśli ktoś formułuje
swoją sprawę w ten sposób: "dążyłabym do władzy instytucjonalnej gdybyś ty
zajął się dziećmi, więc zajmuj się dziećmi" to ten ktoś w gruncie rzeczy nie
tyle jest zainteresowany władzą, ile otrzymywaniem czegoś od tego, do kogo się
zwraca.
wodnamałpa  - tylko panowie komentują?   |01.07.2010 15:27:16
i nic Wam to nie mówi?

@Spokojny: Twojego wniosku zawartego w ostatnim
zdaniu nie da się wywieść z niczego.
Nawiasem, dążenie wyłacznie do władzy
jest cechą dyskwalifikującą, a nie kwalifikującą, kandydata (lub kandydatkę) do
władzy sprawowania.
Spokojny   |01.07.2010 19:12:13
Wodna Małpo, swoje ostatnie zdanie wywodzę z obserwacji zachowania mężczyzn
którzy nie zwracają uwagi na to, czy ktokolwiek opiekuje się ich dziećmi czy
nie, tylko po prostu skupiają się na tym co ich rzeczywiście obchodzi czyli na
dążeniu do władzy i pozycji. Opieram się też na obserwacji zachowania kobiet,
które nie skupiają się na tych sprawach, tylko na domaganiu się, by mężczyźni
"dali im przestrzeń" czyli zajmowali się dziecmi na przykład kiedy one
będą robiły to co chcą zrobić. W rzeczywistości te kobiety zajmują się wówczas i
mężczyznami (którzy nie zajmują się dziecmi) i dziećmi (którymi nikt się nie
zajmie) czyli zajmują się wszystkim tylko nie tym, o co im podobno chodzi. Jak
ja mam ochote popłynąć na rejs a mam pracę to nie mówię "popłynąłbym na
rejsc gdybyś ty wykonał moją pracę a nie płynę przez ciebie bo nie chcesz wziąć
mojej pracy" tylko dokonuję wyboru. Albo płynę na rejs, albo zostaję w
pracy. I to ja dokonuję tego wyboru sam. Nie obciążam tym wyborem nikogo.


Cd.
Spokojny   |01.07.2010 19:07:49
>>dążenie wyłacznie do władzy
jest cechą dyskwalifikującą, a nie kwalifikującą,
kandydata (lub kandydatkę) do
władzy sprawowania.

bez wątpienia masz tu
rację. Ale jest to racja swoista, bo rację tego rodzaju mógłby wygłosić tylko
Bóg Wszechmogący, który stałby ponad tym światem i rozdzielał władzę nie w
zalezności od tego co kto robi by ją zdobyć, tylko w zależności od tego, jak on
- Bóg - ocenia moralną stronę tych działań. Gdyby taki Bóg istniał,
prawdopodobnie tak właśnie by postępował w tej sprawie. Mówiłby "ten gość
jest pyszny i dumny, choruje na karierę, więc dobrze mu zrobi jak się go trochę
posadzi na ławce żeby ochłonął. A ci tam cisi niech sobie w tym czasie posiądą
Ziemię". Tymczasem jednak nic nie wskazuje na to, by taki Bóg istniał i
władzę biorą ci, którzy ją sobie po prostu biorą. Oczywiście możemy próbować
stworzyć Boga sztucznie tworząc instytucje, które by go zastępowały i na ławkę
rezerwowych wysyłały zbyt napalonych kandydatów a oddawały ich miejsce cichym
osobnikom, ale praktyka wskazuje na to, że te instytucje tez muszą być przez
kogoś zarządzane i jeśli nie będzie to Bóg, to hmm.. Sama pewnie rozumiesz :(
Spokojny   |01.07.2010 19:10:43
Żeby móc sensownie rozmawiać o takim czymś jak parytet, trzeba by najpierw w
ogóle zakwestionować pojęcie władzy, hierarchii i pozycji takie, jakie jest w
naszej kulturze znane. Czyli nie tyle władza i pozycja, ile funkcja i w zasadzie
nawet pewien dar. I to jest bardzo ok, tylko nie wiem czy jest to możliwe bez
zaprzeczenia seksualności, bez wiary w jakąś transcendencję itd.
wejder1   |01.07.2010 19:28:47
Ja tak od siebie chciał dodać trochę inny przykład. Ostatnio rozmawiałem z
koleżanką o jej bracie. Poślubił on dziewczynę, która po wychowaniu dziecka do
przedszkolnego wieku (z tego co wiem), powiedziała, że nie będzie pracować, bo
jej matka też nie pracowała. Rodzinna tradycja.
kot_w_golebniku   |01.07.2010 21:20:29
Bo zasadniczo to kto by chciał pracować jak lepiej jest nie pracować. Kobiety
powinny powystrzeliwać feministki. Jeśli ich propozycje się przyjmą to koniec ze
swobodą i wolnością niepracowania. A i o dłuższym życiu od mężczyzn drogie panie
możecie zapomnieć.

Z resztą socjaliści na całym świecie już od wielu lat ostro
pracują na to żeby nie dało się rodziny wyżywić z jednej pensji.
wejder1   |01.07.2010 23:54:15
Raczej nie chodziło mi o strzelanie do feministek. Nie mam nic przeciwko temu,
żeby nastąpiło odwrócenie roli.

Chodzi mi o to, że pewne sytuacje nie muszą być
związane ze słowem patriarchat. Nie lubię upraszczania takich kwestii.
(przykładem takiego uproszczenia jest wypowiedź Magdaleny Środy w TVN, gdzie
stwierdziła, że na PIS głosują źle wykształceni ludzie nad którymi panuje
miejscowy proboszcz -tak w skrócie. Nie zgodzę się, z tym, przykładem jest mój
ojciec, jest docentem i prawdopodobnie odda swój głos na Jarka. Odkąd pamiętam
robił zakupy, kanapki do szkoły i gotował w domu. Teraz jak matka jest na
emeryturze, a ja odwiedzę dom to ona coś robi. W dodatku są tylko po cywilnym
ślubie, bo ojciec jest katolikiem, a mamuśka prawosławną i jakoś nie chciało im
się dokańczać w kościele. Ja jestem chrzczony, bierzmowany, a obecnie ateista,
bez żadnych apostaz i lękiem przed krzyżem. Ojciec może nie jest entuzjastą
Jarka (zakładam się, że odda na niego głos), ale nie kupuje Bronka, matka Jarka
nie lubi, ale za to lubi Putina i nie lubi Czeczenów, bo na dodatek jest
Rosjanką (oczywiście nie tworzę tutaj powiązania między ‘Rosjanin = nie
Czeczenom’) no i też ma wyższe wykształcenie, jest doktorem. Jakoś mi to nie
pasuje do analizy pani Magdaleny Środy.

Mimo to w kraju w którym Lepper mówi,
"Jak można zgwałcić prostytutkę" coś jest nie tak.

Komentarz był małą
dygresją, w końcu ten artykuł tyczy się małżeństwa aktywistów.
wtret   |02.07.2010 11:09:28
a po prawej widnieją felietoniści KP: Kapela, Sutowski, Michalski :)
ale_akcja   |02.07.2010 17:46:35
Protestuję przeciwko odwróceniu ról!
To pomysł mniej więcej tak trafiony, jak
teorie polskich nacjonalistów: Niemcy i Rosja były silne - to niefajnie, więc
zróbmy teraz tak, żeby Polska była silna i męczyła innych.
Z odwróceniem ról
jest tak samo: jak jedna osoba zapieprza w domu i rezygnuje ze wszystkich innych
ambicji, a druga "się realizuje", to jest nie w porządku.
Istnieje coś
takiego, jak związek partnerski. I nie polega na mamutowaniu i kateringu, tylko
na dogadaniu się.
To jest cholernie, ale to cholernie trudne, bo nawet, jeśli
pokonało się stereotypy, to trzeba jeszcze się zmierzyć z własnym lenistwem. Ale
jest możliwe. I do tego trza dążyć.
Banał? Banał - ale jak łatwo się o nim
zapomina.
wejder1   |02.07.2010 22:00:39
Racja, sprecyzujmy co miałem na myśli. Nie widzę żadnych ról ;)

Właściwie to
uświadomiłem sobie, że nie należy używać w sensie symbolicznym słowa rola.

A
jeszcze precyzyjniej, używając słowa "rola", nie miałem na myśli roli
symbolicznej.
maduixa  - Dzieci wychowuja sie same   |06.07.2010 00:20:49
no to napisac mogl tylko mezczyzna ktory nigdy sie nie zajmowal wychowywaniem
dzieci.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.04467 Seconds