|
czyli co powstrzymuje kobiety przed działalnością publiczną, co może ściągać je w dół i dlaczego nie powinno tak być? Jakie wsparcie powinny dostać, od rodziny, partnera, od państwa?
Dzień dobry Paniom. I Panom. Używamy tutaj miłych i gładkich słów, takich jak “działalność publiczna”, “zrównoważony rozwój”. Moje doświadczenie jest takie, że te sprawy nie są miłe i gładkie. To jest wojna. To jest wojna, w której to, co silniejsze, próbuje zgnieść to, co słabsze. I w tej wojnie często jest tak, że kobiety chętniej niż mężczyźni angażują się po stronie tego, co słabsze. Nie będę wnikał, dlaczego tak się dzieje, nie będę tutaj teoretyzował, na ile określa to płeć, na ile gender, bo nie wiem. Będę mówił o bardzo przyziemnych, prostych sprawach, o bezpośrednim doświadczeniu - moja żona zaangażowała się w tę wojnę, po stronie tego, co słabsze.
Pewien polski pisarz powiedział kiedyś: wojna znaczy “nie wyśpisz się”. Żołnierz zawodowy czy bojownik nawet w czasie pokoju musi być w gotowości. Kiedy mężczyzna nagle wyrywa się ze słodkiego nieróbstwa albo nawet odrywa się od pługa, aby iść na wojnę, wszyscy mówią: oto żołnierz, obywatel, wzór cnót. Za kobietą biegnie nie tylko nawoływanie: zaraz, a dzieci, a gary?! Za kobietą wlecze się autentyczna troska: komu zostawić te dzieci i te gary. Mężczyźnie?
Na szczęście, w tej chwili bardzo rzadko już się zdarza, żeby polityk powiedział atakującej go kobiecie: “ma pani histerię macicy” albo “powinnością kobiety jest macierzyństwo”. Płeć jest coraz mniejszą przeszkodą w tym, żeby umówić się na rozmowę z grubą szychą. Większość polskich notabli, w nadziei na miłe ćwierkanie, nawet chętniej umawia się z tak zwaną “miłą panią” niż z “agresywnym gościem”, wiedzą dobrze o tym redakcje i firmy, dlatego niższe i średnie szczeble dziennikarstwa są tak sfeminizowane, dlatego account menedżerkami w polskich korporacjach są przeważnie kobiety (chociaż prezesem oczywiście jest mężczyzna). Mam więc wrażenie, że w tej chwili kobiety nie są już tak mocno hamowane od przodu, od strony wroga. Tym, co je bardziej hamuje w działalności zawodowej i społecznej, jest ich własny background.
Moja żona jest bohaterką, ponieważ niemal przez całe swoje dorosłe życie sama wychowywała dziecko, pracowała zawodowo i prowadziła działalność społeczną. Kiedy Rospudzie groziły buldożery, ona sama wymusiła na szefach urlop, i pojechała z synem do Augustowa, przekonywać tamtejszych bardzo nieprzyjaznych mieszkańców, że obwodnica nie musi iść przez zagrożony obszar. Tam sama, w trudnych warunkach socjalnych, klimatycznych i międzyludzkich, musiała rozgrzać synka, nakarmić, zadbać, zmobilizować i równocześnie, trochę jak w filmie “Życie jest piękne”, zrobić tak, żeby to doświadczenie było dla chłopaka przygodą. I zrobiła, bo jest wspaniałą mamą. Ale proszę sobie wyobrazić, jakie to musiało być życie, jeżeli wzięcie sobie do domu alkoholika i narkomana uznała za ulgę.
Jednak to z wzięciem sobie do domu alkoholika i narkomana nie jest do końca tak głupie, jak wygląda. W naszych czasach i w naszym kraju, mężczyzna, który chce żyć z kobietą działającą społecznie, musi spełniać następujące warunki:
Musi uznawać wartości duchowe, czyli widzieć sens w działaniach nieegoistycznych, nie prowadzących do osobistej korzyści materialnej i wymagających przełamania się, wysiłku i potu.
Musi zaakceptować, że nie jest najważniejszy w związku. Ja to rozumiem tak: nie chodzi tu tylko o to, że moja osoba nie jest najważniejsza i czasem mogę się poświęcić. Chodzi tu także o to, że mój rozkład zajęć nie jest najważniejszy i mogę się poświęcić także wtedy, gdy akurat nie jest mój czas na poświęcanie. Taki mężczyzna musi więc być zdolny do błyskawicznego zapomnienia o sobie i błyskawicznego wysiłku.
Musi umieć zadbać o siebie, bo wtedy będzie umiał też zadbać o innych. Musi przełamać tabu genderowe związane z niemęskością prac domowych. Musi je polubić. Z doświadczenia wiem, że najłatwiej jest z gotowaniem, bo gotowanie łechcze ego. Zachęcam panów, żeby od tego zaczynali. Potem idzie zmywanie, sprzątanie kuchni po gotowaniu, co zwykle jest nieodzowne, gdy gotuje mężczyzna, ale co okazuje się zaskakująco uspokajającą czynnością. Ze sprzątaniem jest gorzej – żeby dobrze posprzątać, muszę się wprawić w faszystowski szał, przeobrazić to w pewnego rodzaju tropienie nieczystości, pogrom zła. I dotyczy to większości facetów, których znam. Dlatego, kiedy sprzątają, są albo zamaszyście niszczycielscy, albo pedantycznie nieznośni. OK, podsumowując i powtarzając: ten mężczyzna, to musi być mężczyzna, który umie o siebie zadbać.
To wszystko znaczy jedno: musi to być mężczyzna, który przeszedł terapię, najlepiej grupową, ćwiczącą odpowiedzialność i altruizm. Terapia uzależnień jest czymś takim. Więc być może narkoman i alkoholik po terapii nada się bardziej, niż zupełnie zdrowy facet, żadną terapią nie tknięty. Jeśli chodzi o wsparcie od państwa, to nie mam nic nowego do powiedzenia. Same banały, które jednak w Polsce brzmią jak niezwykła, cudowna baśń. Powszechna sieć przyjaznych, dobrze wyposażonych żłobków i przedszkoli, w których pracują dobrze opłacani i wyedukowani pracownicy, może nawet obojga płci. Wsparcie finansowe, informacyjne i logistyczne ze strony państwa dla organizacji i osób walczących o dobro wspólne. Jednym słowem wszystko, czego rządzący nami politycy, przeważnie mężczyźni, przysięgli sobie w duchu nigdy nie wpuścić do Polski.
Dziękuję Paniom i Panom za uwagę.
Referat wygłoszony podczas II Kongresu Kobiet 18 czerwca 2010.
Tomasz Piątek - mąż Hanny Gill-Piątek, malarki, graficzki, designerki, działaczki ekologicznej i społecznej, członkini zarządu Partii Zielonych
Na podobny temat
|
Pani Kingo studiowałam na warszawskie...
...to się viking chyba wreszcie poczu...