|
Bartkowiak: Ekonomia kultury w Gnieźnie |
|
|
Paweł Bartkowiak
|
|
10.01.2011 |
Czy miastu takiemu jak Gniezno potrzebna jest kultura, szczególnie ta tworzona przez niezależne stowarzyszenia i inne organizacje pozarządowe? Po lekturze projektu tegorocznego budżetu można wysnuć wniosek, że niekoniecznie. Kwoty przeznaczone na organizację przedsięwzięć kulturalnych, przyznawane przez miasto w otwartych konkursach, zostały obniżone o 20 tys. Może według niektórych jest to kwota, o którą nie warto kruszyć kopii, ale jeśli cała suma finansowania miejskich wydarzeń kulturalnych ma wynieść 30 tys., to robi się groźnie.
Ograniczenie wydatków to najprostszy sposób na oszczędności w miejskiej kasie. Mieszkańcy szybko zauważą, że nie odśnieżono ulic czy nie wybudowano nowych dróg, ale zawsze można przecież ściąć wydatki na kulturę. I to właśnie zrobiły władze miasta.
Jako mieszkańcy Gniezna postanowiliśmy nie patrzeć biernie, jak kolejny raz odbiera się nam środki na działalność kulturalną. Wystosowaliśmy list otwarty do rady miasta, w którym domagamy się utrzymania dotychczasowej kwoty subwencji – czyli 50 tys. złotych. Pod dokumentem podpisało się kilkadziesiąt osób, które nie tylko czynnie uczestniczą w życiu kulturalnym i społecznym miasta, ale też życie to współtworzą. Pismo zostało opublikowane na gnieźnieńskich portalach. Dokument spotkał się z dużym zainteresowaniem mieszkańców w internecie. Jeszcze przed głosowaniem nad budżetem dostaliśmy odpowiedź od Łukasza Naczasa, przewodniczącego Komisji Promocji, Kultury i Turystyki Rady Miasta Gniezna. Pisze on: „Kwota konkursowa na organizację imprez ma oscylować w granicach 30 000 PLN. Co jest obniżką, ale nie na tyle radykalną, by wznosić alarm”. Razem z odpowiedzią otrzymaliśmy także zaproszenie na spotkanie komisji, która będzie obradować nad tegorocznym budżetem.
Odpowiedź władz miasta na list otwarty nie usatysfakcjonowała nas, jednak samo jej pojawienie się świadczy o tym, że nasze działanie może coś zmienić. Najważniejsze to przełamać bierność i pokazać, że w mieście nic nie może się dziać bez wiedzy mieszkańców. Prawdziwa demokracja nie polega na tym, że uczestniczy się w niej tylko podczas wyborów - ale przez cały czas, zwłaszcza gdy władza chce odebrać obywatelom ich prawa.
Czekamy na wynik spotkania z władzami miasta, wierząc, że – niezależnie od ich rezultatu – nasze działanie ma sens.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 15.01.2011 )
|
Ciekawostka dla austriaka: w Austrii ...
Dzieciofobiczna postawa propagowana w...