Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Katalog Książek KP

30 tom w serii idee

buden_okladka_150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Pancewicz: Krótka historia pewnej akcji Drukuj
Mikołaj Pancewicz*   
07.09.2010
muchomor_120.jpg

Na osiedlu, na którym mieszkam, dzieci nie są mile widziane. Gdy bawią się pod oknami, są przeganiane na parking, skąd muszą uciekać przed samochodami. Lądują w okolicach śmietnika lub kontynuują tę wojnę podjazdową z całym osiedlem. Wojna jak to wojna - cierpią wszyscy. Sytuacja nie jest aż tak skomplikowana i dramatyczna jak na Bliskim Wschodzie, ale impas jest realny.


Szukając wyjścia z tej ślepej uliczki, w czerwcu tego roku napisałem apel do władz miasta Kalisza o zorganizowanie bezpiecznej przestrzeni dla dzieci na tym osiedlu. Pod apelem zebrałem podpisy 27 mieszkańców. Sprawą zainteresowałem lokalne media. Tekst napisała „Ziemia Kaliska”, materiał zrobiło Radio Centrum, Radio Merkury poświęciło problemowi audycję „W środku dnia”. Zawiadomiłem o sytuacji wszystkie kluby radnych. Czy zrobiłem wszystko, co można? Pewnie nie, ale szturmu na Ratusz czy wbicia krzyża w miejsce, gdzie chciałbym widzieć plac dla dzieci, wolałbym na razie uniknąć. Naiwnie liczyłem na empatię władzy.

 

Dokładnie dwa miesiące po złożeniu apelu o zorganizowanie przestrzeni bezpiecznej dla dzieci Władza przemówiła do ludu. Odpowiedź , która przyszła, została napisana w stylu znanym z poprzedniej epoki. Zimne, urzędowe uzasadnienie: „ze względu na niewystarczającą ilość wolnej przestrzeni”. Za to w terminie, porządek w papierach musi być!


Apel mieszkańców został skwitowany odpowiedzią: „Brak jest na obecnym etapie możliwości zorganizowania placu zabaw”, bez choćby próby odniesienia się do istoty problemu. Nie ma miejsca i już. Co z tego, że tylko od dobrej woli władzy zależy, czy to miejsce zostanie wygospodarowane. Brak jakiejkolwiek analizy, odniesienia się do sytuacji urbanistycznej i przyczyn jej powstania. Macie dzieci - wasz problem. Władzy do tego nie mieszajcie.

 

Największą jednak przykrość sprawia zdanie: „Jednocześnie pragnę poinformować, że na ul. Hożej w obrębie wybudowanego przez Miasto budynku 6-8, istnieje ogólnodostępny plac zabaw”. Zdjęcie „tego czegoś” poniżej. Starczy za tysiąc słów.

 

 

niby_plac.jpg

 

 

 

W Kaliszu jest dużo bardzo ładnych i funkcjonalnych placów zabaw, ale na innych osiedlach. To osiedle na plac zabaw nie zasługuje. Nikt ważny tu nie mieszka. Że tam zadbały o to spółdzielnie mieszkaniowe? Czyli spółdzielnie potrafią, a miasto nie? Ciekawe wnioski można z tego faktu wyprowadzić. Na osiedlu składającym się w dużej części z bloków miejskich, na terenach miejskich, miasto nie potrafiło zorganizować przestrzeni publicznej w sposób przyjazny mieszkańcom. Obecnie opracowywany jest plan zagospodarowania przestrzennego dla tego obszaru. Próżno w nim szukać terenów przeznaczonych na rekreację.


Takiej odpowiedzi spodziewali się wszyscy, już w momencie składania podpisu pod apelem. Podpisywali z przekonaniem, że to się nie może udać. Nic nowego - powiecie. Ale co się z nami stało, że dzisiaj, 30 lat po „Solidarności”, władza jest bardziej wyobcowana niż kiedykolwiek? Co się stało z ideą samorządności? Kto pozbawił nas wiary w jakikolwiek wpływ na władzę? Odpowiedzi są dobrze znane: niskiego poziomu zaufania do władzy i siebie nawzajem nabawiliśmy się podczas dwudziestu lat kuracji wstrząsowych. Ot, skutek uboczny - tylko że na ulotce do tego lekarstwa nie było żadnego ostrzeżenia. Efekt jest taki, że nikt władzy nie kontroluje, nie naciska, a ta taką sytuację wykorzystuje. Kto by nie skorzystał z okazji?


Mimo wszystko zadziwia mnie fakt, że w średniej wielkości mieście władza umie całkowicie zignorować osiedle zamieszkane przez kilkaset osób. Prawdopodobnie liczy na to, że łopaty wbite na budowie aquaparku są lepszym argumentem wyborczym niż dobrostan grupki dzieci z zapomnianego osiedla. I pewnie się nie przeliczy, ale według mnie zadaniem władzy na dzisiaj jest przywrócenie tego, co straciliśmy - zaufania, kapitału społecznego. Dla władzy najniższego szczebla, teoretycznie będącej najbliżej ludzi, jest to zadanie wręcz najważniejsze.

 

Pozostaje tylko zapytać: komu służy ta władza? Czyja ona jest, skoro na dramatyczny apel mieszkańców odpowiada w suchy i zdawkowy sposób? Dużo się w Polsce zmieniło przez dwadzieścia lat, ale sposób sprawowania władzy niewiele. Czy jest jakieś wyjście? Jacek Kuroń miał na to radę - energię wynikającą z wściekłości, która nas ogarnia w takich momentach, można wykorzystać na działania, które dają szansę na zmianę, czyli: nie palcie komitetów, zakładajcie własne.

 

Odpowiedź na odpowiedź władz

 

 

*Mikołaj Pancewicz - ukończył zarządzanie i inżynierię produkcji, informatyk w korporacji, miejski lewicowy aktywista, koordynator Klubu KP w Kaliszu

 

Komentarze
Dodaj nowy
cursorium  - socjalista elegancik z osiedla   |08.09.2010 17:29:06
No proszę jaki wrażliwy chłop !
A nie wzruszają Cię głodne dzieci które w biedę
wpędził socjalizm ?
Panmik   |08.09.2010 18:51:03
Wzruszają mnie głodne dzieci, które w biedę wpędził kapitalizm.
A Ciebie?
cursorium   |09.09.2010 12:33:43
Panmik
W Polsce a o niej mowa w biedę wpędził dzieci i starców socjalizm /całe
szczęście że nie w czystej formie bo by trawę żarli/.Do dziś spijają nektar tego
"raju" nie tylko materialny ale i mentalny.
Pytasz czy mi żal
kapitalistycznych tragedii ?.Tak żal. Tyle że procent biedy w jednym systemie i
w drugim mówi sam za siebie. W socchozie większość lata z gołą dupą z wyjątkiem
paru procent uprzywilejowanych kacyków a w kapitaliźmie odwrotnie.
A jak
sięgamy szerzej no to powiedz wolisz Koreańskie place zabaw dla dzieci klasy
średniej czy Francuskie albo Kanadyjskie?

Chcesz to niech się Twoje dzieci
bawią wspólnie głodne i we wspólnym brudnym piachu we wspolną wojnę bolszewicką
a Ty oczekuj do usranej śmierci że ktoś wam da lepiej.
Albo jak jesteś taki
wrażliwy to jedź i sam zrób im plac zabaw. Społecznie.
tommek   |08.09.2010 19:43:38
Panowie, nie trzeba sobie skakać do oczu. Autor pisze o smutnym, ale dość
powszechnym zjawisku, że mimo osobistych wysiłków, władza państwowa: i ta
centralna i ta lokalna, ludzi ma daleko w d., działo się tak za czasów tzw.
‘socjalizmu’ i dzieje się za tzw. ‘kapitalizmu’, ani jednego ani drugiego na
świecie w czystej formie nie było, a już na pewno nie w Polsce. Mamy do
czynienia dokładnie z taką samą formą administrowania, z tym że dysfunkcja
państwa się obecnie powiększa moim zdaniem. Autor jest po prostu naiwny, co
zresztą przyznaje sam w tekście i to jest bardzo pozytywne. Jeszcze nie
analizuje, co jest przyczyną takiej sytuacji, na razie opisuje przykład ze
swojego osiedla. Być może kiedyś uświadomi sobie, że to nie odosobniony
przykład, ale reguła geograficzna i historyczna. Być może kiedyś uświadomi
sobie, że ten system jest tak właśnie skonstruowany, że jak jest coś wspólne, to
jest niczyje i że urzędnicy wolą sobie spokojnie pensje brać, a nie angażować
się, bo i po co? Społeczne, publiczne, to niczyje. W normalnym kraju i w
normalnym ustroju problemu by nie było, bo byłby gdzieś właściciel i on dbałby o
to, żeby jego lokatorzy mieli wszystko czego potrzebują, bo inaczej sobie pójdą
i znajdą inne mieszkanie u kogoś, kto dba…no ale jeśli tym zarządza jakiś
urzędnik, to co się dziwić. Autorowi tylko powiem, że nawet jak sam zostanie
przewodniczącym tej rady, to prawdopodobnie też placu zabaw nie będzie…taka
już jakaś dziwna maniera, że jak się jest u władzy, to patrzy się z innej
perspektywy…
Panmik   |08.09.2010 22:41:42
@tommek
Nie mogę się zgodzić z Twoją definicją normalności, polegającą na
tym że normalne=prywatne.
Noblistka Elinor Ostrom (ekonomia, 2009) nagrodę
dostała właśnie za badania nad zarządzaniem własnością wspólną i podważyła
teorię, że najlepszym wyjściem jest prywatyzacja.
Nie jest więc naiwnością
sądzić, że wspólne może być piękne :-)
(tym bardziej, że akurat mieszkam w
całkowicie prywatnym bloku, a placu zabaw jak nie było tak nie ma…)
Natomiast
masz całkowitą rację jeśli chodzi o alienację urzędników, która jest być może
większa teraz niż przed 1989.
Nie zgadzam się też z Twoją puentą, bo jednak o
coś walczę, i nie o to żeby było tak jak jest. Bądźmy realistami, żądajmy
niemożliwego :-)
Ale dzięki za próbę zrozumienia.
tommek   |08.09.2010 23:16:04
Godzić się ze mną nikomu nie każę, bo to nie o to chodzi. Nie znam tej pani, nie
wiem skąd pochodzi, o jakiej własności mówi, czy mieszkała kiedyś w Polsce. Nie
wiem kto jej i za co dał nagrodę. ‘Wspólne może być piękne w Szwecji, Danii czy
w Anglii, bo tu jest inaczej pojmowane, ale już nie w Polsce’- to różnice nie
tylko historyczne, ale głównie mentalne. Ja również o coś walczę i również
stosuję do tej walki argumentację, której będę bronił i również dziękuję za
próby zrozumienia. Zauważam coś istotnego, że większość ‘lewicowych’
komentatorów bardzo podobnie diagnozuje problemy jak ci ‘prawicowi’. Różnimy się
jedynie co do sposobu widzenia ich rozwiązywania. Sprowadza się to właściwie do
różnicy czy dać państwu więcej uprawnień (lewica) czy je drastycznie ograniczyć
(prawica)
cursorium   |09.09.2010 12:41:51
Odpowiedź dało życie.
Wystarczy popatrzeć skąd uciekali i dokąd
emigrują.

(no wiem,wiem Panmik marzy o ucieczce do Korei :)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 11.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.94128 Seconds