|
Niemcy, bo od nich dziś zaczyna rozmowę każdy patriota, zjawili się 11.11.11, by wesprzeć polską antifę. To był rewanż, bo nasi jeżdżą blokować neofaszystów w Dreźnie. Ot, międzynarodówka antyfaszystowska. „Chciałbym im podziękować za przybycie i przeprosić, że media nazywały ich »importowanymi bojówkarzami «” - mówił mi Rafał Złotopolski z Warszawskiej Akcji Antyfaszystowskiej.
Na szczęście, zanim dotarli na blokadę, wdali się w bójkę z grupą kiboli. Relacja kiboli z Katowic: „Przeszliśmy może 100 m i z bocznej uliczki zobaczyliśmy krzyczących w naszą stronę niemieckich lewaków. Wiadomo, że parę osób nie wytrzymało i ruszyło w ich kierunku. Niemcy zaliczają ciężki KO, a najlepsze jest to, że 10 m obok stał cały kordon psów, który tylko oglądał widowisko”.
Potem doszło jeszcze do tajemniczego zamieszania z maszerującą po Nowym Świecie grupą w napoleońskich mundurach. Tak czy inaczej - policja Niemców zgarnęła, a oni dali się odwieźć na dołek.
Germański żywioł po 93 latach znowu obchodził polską niepodległość w areszcie - jak w 1918 r., gdy rozbrajano na ulicach niemieckich żołnierzy. Historia kołem się toczy.
Głupota ludzka też. Jarosław Kaczyński oznajmił, że to jakby hitlerowskie bojówki przyjechały bić Polaków. Bo jak polski kibol kopie polskiego policjanta w twarz, to może hańba, ale domowa. Ale żeby obcy?! W dodatku Niemiec?! Nasi neofaszyści są nur für Polen?
Tomasz Nałęcz: „Nie wolno wysyłać w świat sygnału, że Polsce grozi faszyzm, że niemieccy antyfaszyści muszą się zjawiać w Warszawie, by walczyć z jakąś brunatną zarazą”. Czemu nie wolno? Ważne chyba, czy sygnał prawdziwy, a nie dokąd wysyłany. „W okresie międzywojennym ONR był organizacją faszyzującą, ale wielu jego działaczy zginęło potem w hitlerowskich obozach za Polskę. Nie można tych ludzi nazywać faszystami”. A jak malują swastyki i atakują pod celtyckim krzyżem (cytat ze strony ONR: „Jest jedynym symbolem uznawanym przez Ruch o niewyłącznie polskim rodowodzie, używanym przez wszystkich białych ludzi i Europejczyków”), to też nie można mówić o neofaszyzmie? Co do tego mają obozy zagłady?
A jak już poważnie rozmawiamy, to prawicowy radykalizm nie ma narodowości. Każdy Polak powinien się czuć przerażony zbrodnią Breivika. A jak ktoś nie lubi antify, to nie dlatego, że niemiecka, tylko dlatego, że groźna.
Tymczasem zamiast się zastanowić, co właściwie się stało, kraj zastygł w przerażeniu: Niemcy biją naszych!
Bili jedni i drudzy?!
Przez parę dni widz drżał przed telewizorem, oglądając w kółko, jak jacyś niesympatyczni faceci podpalają samochody, rzucają policjantom petardy w twarz i straszą pewną kobietę z dzieckiem. Jednocześnie informowano o atakach OBU stron, a teksty na pasku w telewizjach mówiły o starciach antify z kibolami. Jako przykład przemocy zwolenników Kolorowej „Fakty TVN” pokazały akcję sittingu w wykonaniu zespołu bębniarzy, dzięki której młodzi zablokowali całą szerokość Marszałkowskiej.
Policji udało się wyeliminować konfrontację marszu z Kolorową. Cała przemoc, jaka się rozlała po Warszawie, to były akty wandalizmu i ataki kiboli prawicowej ekstremy na policję. Auto m.in. TVN spłonęło pod Dmowskim, gdzie prawica była sama ze sobą. Przemoc ze strony antify ograniczyła się do zamieszania na Nowym Świecie i kilku wypadów zaczepno-obronnych za północną barykadę Kolorowej.
Ale Polska żyje w trwodze, że bił Niemiec, a agresywni byli „jedni i drudzy”. Zaraz się okaże, że dziewczyna z „Krytyki” w ósmym miesiącu ciąży raniła brukowcem maszerującego Polaka.
Media pokazują pełną symetrię. Tu i tam byli porządni patrioci, zwłaszcza z rodzinami: kto ma żonę - porządny, a z dzieckiem - to jeszcze większy patriota. Tu i tam były też ekstrema: antifa tu, a kibole tu. Symetria podszyta antyniemiecką fobią zasłania zagrożenie, jakie tworzy prawicowy ekstremizm wymieszany z kibolstwem i chuligaństwem.
Jeden patriotyzm?!
Nawet kilku kolegów redakcyjnych rozwija myśl, że prawda - o ile w ogóle jest - to gdzieś pośrodku, bo „każdy jest ślepy na jedno oko”. Paweł Wroński: „Tomasz Wróblewski obwinia o całe zło, jakie wydarzyło się 11 listopada w Warszawie, niemieckich lewaków. Seweryn Blumsztajn w »GW « dostrzega, że źródłem nieszczęścia byli kibole przebrani za narodowców. Rozumiem obu autorów. Wróblewski nie widzi prawicy, bo chce się uwiarygodnić w prawicowym środowisku jako nowy naczelny. Seweryn Blumsztajn czuje się związany z Kolorową Niepodległą”. Proste, prawda? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Wroński proponuje wspólną manifestację. Wróblewski pod rękę z Blumsztajnem, Wildstein ze Szczuką, Grodzka z Bosakiem?
„Po obu stronach były polskie flagi” - wzrusza się Dominik Uhlig (oba teksty na Wyborczej.pl). Jeden jest patriotyzm. Na pewno? Na pewno nie.
W tym przecież był sens blokady: nie przepuścić przez środek miasta patriotyzmu spod znaku Dmowskiego, który - mimo zasług dla odzyskania niepodległości - pozostaje symbolem Polski wykluczającej innych, patriotyzmu narodowo-katolickiego podszytego kompleksami, fobiami i tzw. dumą narodową.
Dla Dmowskiego Obcy to był Żyd, co ponuro współbrzmiało z poglądami faszystów. Dziś Żyda powoli zastępuje „pedał” - jako symbol tego, co nie mieści się w narodowo-katolicko-tradycjonalnym ładzie, oczywiście o ile się ujawni, bo po cichu to nawet najgroźniejsi kibole mogą się łączyć w pary.
Kilka dni przed 11 listopada queerowo- feministyczna grupa antyfaszystowska Żelbeton urządziła happening zasłaniania pomnika Dmowskiego kolorowymi balonami. Zwarta grupa kiboli nie dopuściła ich pod sam pomnik, krzycząc: „pe-da-ły, pe-da-ły”, „Ro-man Dmo-wski, du-ma Pol-ski”, „Legiaaa, Legia Warszawaaa”.
Żelbeton rozdał uczestnikom happeningu fotografie pomnika i flamastry. Jedna z dziewczyn przemalowała Dmowskiego i zrobiła z niego Marię Skłodowską-Curie. Może to dobra patronka kolorowej ojczyzny - pracowita, odważna, obśmiewana jako odmieniec - obca, na dodatek kobieta, niepokorna, a przy tym pogodna i niezacięta.
Jestem zwolennikiem takich starć kultur z użyciem ironii, fechtunku na słowa, skandowane hasła i epitety. Nie mam zaufania do zaklęć, byśmy szanowali nawzajem swoje patriotyzmy, bo mamy jedną ojczyznę.
Nasza (niestety) mała ojczyzna
Wielu bliskich mi ideowo ludzi, w tym Blumsztajn, uważa, że blokada to zły pomysł. Mnie się wydaje czytelnym sygnałem. W Niemczech blokują dziesiątki tysięcy, z władzami miasta na czele. Tak się wypowiada demokratyczna opinia publiczna.
Skutecznie zablokowaliśmy Marszałkowską, ale było nas mało, przewinęło się może dwa, może trzy tysiące osób. W ich marszu wzięło udział ze cztery razy więcej. Przegraliśmy także w linkach - strona Marszu Niepodległości miała ich trzykrotnie więcej niż strona Kolorowej Niepodległej.
Po Paradzie Równości 2011, na którą przyszło podobnie mało osób, napisałem komentarz „Wstyd, obywatele”. Powtórzę: mobilizacja tej części opinii publicznej, która chciałaby bronić tolerancji i różnorodności, jest u nas żałośnie niska.
A poza tym obywatele, żałujcie, że nie przyszliście. Sześć godzin, jakie spędziliśmy na Marszałkowskiej, zarazem zamknięci i chronieni przez policyjne szpalery, były wyjątkowo fajne. Czas poza czasem, przestrzeń eksterytorialna w mieście ogarniętym chaosem.
Jak w jakiejś zwariowanej Szopce Tolerancji na scenie pojawiali się Odmieńcy: jeden Żyd, jeden Cygan, jeden czarny (Mamadou Diouf - jak on śpiewał!), jeden gej (przemawiał Robert Biedroń), a tłum klaskał, śmiał się i na przemian patriotycznie wzruszał, odbijał plażowe piłki, skandował: Faszyzm nie przyjdzie” i nadsłuchiwał wieści o walkach na placu Konstytucji.
Tego nie pokazały telewizje. Ciekawsze jest wywracanie samochodu.
Ochroniarze Kolorowej?!
Granic Kolorowej Niepodległej pilnowała rodzima antifa (z minimalnym wsparciem gości zza różnych granic). Zasłonięte twarze, kije, tekturowe tarcze, gdzieniegdzie butelki z farbą. Parokrotnie przepędzali kibolsko-nacjonalistyczne grupki, które szturmowały od północy. Tak, oblaliśmy atakujących nas faszystów farbą, aby warszawiacy do końca dnia mogli ich rozpoznawać” - mówi Złotopolski. Nie słuchali wezwań Kazimiery Szczuki, by nie używać przemocy. Byli członkami Porozumienia 11 Listopada, czuli się - i słusznie - współorganizatorami Kolorowej.
Wzięli na siebie rolę jej ideowych ochroniarzy. Wierzą, że ich ruch powstrzyma rozwój prawicowego ekstremizmu w Polsce. Wierzą w argument siły (faktycznie, kibole zwiewali, jak się patrzy). Gdy wyjmowałem im z rąk kamienie, grzecznie tłumaczyli, że jakbym dostał parę razy od faszystów, tobym inaczej śpiewał. I że mają prawo się bronić.
Przed wojną PPS też miała swoje bojówki.
Kto wie, może gdyby nie antifa, dostałbym w tzw. dziób, bo północna granica Kolorowej była gorzej chroniona przez policję. Czułem się z nimi bezpieczniej, ale jakoś nie jestem im wdzięczny. Może byłoby lepiej, gdybym dostał, nie tylko dlatego, że złamany dziób robi dobre wrażenie w telewizji? Umawialiśmy się przecież na Kolorową bez przemocy. Nie przypadkiem.
Przemknęło mi przez głowę, że ideowcy z antify mogą teraz uznać za swoją misję ochronę np. Parady Równości albo Manify, wszak tam też kibole rzucają w nas jajkami czy kamieniami. Nie daj Boże! To zmieniłoby sens tych demonstracji, a poza tym wzmogło spiralę przemocy, bo w Polsce jest koniunktura na prawicowy ekstremizm.
Oświadczenie „Krytyki Politycznej” jest jednoznaczne - lewica odżegnuje się od wszelkiej przemocy. Ale niektórzy organizatorzy podziękowali antifie za ochronę.
Kolorowa Niepodległa nie potrzebuję ochroniarzy, nawet jeśli wyznają te same wartości, a różnią się tylko” wiarą w argument siły. Argument siły osłabia siłę argumentów. Tak nas nauczał Vaclav Havel w Sile bezsilnych”.
Tekst ukazuje się jednocześnie w „Gazecie Wyborczej ” i na witrynie Krytyki Politycznej.
Na podobny temat
|
Ciekawostka dla austriaka: w Austrii ...
Dzieciofobiczna postawa propagowana w...