|
Profesor Marek Siemek nie był po prostu profesorem filozofii, choć z pewnością nie obraziłby go ten tytuł. Uczył myślenia twórczego i krytycznego, a także rzetelnej dyskusji. Jego wykłady i seminarium przyciągały nie tylko osoby zainteresowane klasyczną filozofią niemiecką – choć trudno było nie zafascynować się nią pod jego wpływem. Mówił, że filozofia to „gra w szachy”, ale swoją postawą pokazywał, że w tej grze chodzi o sprawy najpoważniejsze: wolność i rozumność.
Profesor Siemek wierzył w postęp, ale bez naiwności, która kazałaby ufać, że postęp jest łatwy i przyjemny. Ściśle rzecz biorąc, poszukiwał w świecie śladów chytrości rozumu. U swoich ulubionych autorów – Kanta, Schillera, Fichtego, Hegla, Marksa czy Lukácsa – szukał tropów wskazujących na to, że ludzka wolność może poszerzać się i realizować nie dlatego, że ludzie chcą dobrze, lecz dlatego, że ich namiętności i interesy same ich do tego okrężną drogą prowadzą. Na seminarium zdarzało mu się powtarzać, że nie kocha się innego człowieka za coś, lecz pomimo czegoś; być może ma to jakieś zastosowanie i do kwestii postępu.
Jego seminarium, odbywające się co drugi czwartek po południu – tak jak seminarium profesora Bronisława Baczki, którego tradycje kontynuowało – było jednym z największych doświadczeń intelektualnych w moim życiu. Zwłaszcza seminarium prowadzone przez Niego w roku akademickim 1999/2000, które miało przełomowe znaczenie. Nosiło tytuł „Marks i myśl XX wieku” i przyciągało tłumy studentów i studentek zainteresowanych myślą Trewirczyka. Było to pierwsze na Wydziale Filozofii i Socjologii UW seminarium o Marksie i marksizmie po 1989 roku i było złamaniem silnego tabu. Do marksizmu lub inspiracji marksizmem zaczęło się przyznawać więcej osób, a te, które deklarowały się jako marksiści już wcześniej, nie musiały się już dłużej czuć jak dziwadła, w każdym razie pytania w rodzaju „Jesteś marksistą?! Napraaaawdę?” nie zdarzały się już tak często. Wiem o tym dobrze, bo i mnie ta zmiana pomogła.
Równolegle z seminarium w czytelni Instytutu Filozofii zapoznawałem się ze starymi i nowymi tekstami Siemka. Z jego Krytyką nieinstrumentalnego rozumu, w której polemizował z myślą Szkoły Frankfurckiej. Z Filozofem niepopularnym – wczesną, napisaną jeszcze w latach 70. obroną filozofii Althussera przed krytykami, niezdolnymi zrozumieć powagi myśli, którą odrzucali (warto dodać, że sam Siemek był w swoich poglądach filozoficznych od Althussera daleki). Z jego interpretacjami Schillera i przełomowymi przekładami Lukácsa i Fichtego. Z jego socjaldemokratyczną interpretacją Hegla, której – obok Shlomo Avineriego – był na świecie czołowym twórcą i rzecznikiem.
Jeszcze później, na studiach doktoranckich chodziłem na jego seminarium o Husserlu. Ostatni raz spotkałem go w 2006 roku w REDakcji „Krytyki Politycznej” na Chmielnej podczas promocji książki Slavoja Žižka Rewolucja u bram. Wymieniliśmy parę zdań, a gdy wychodził, odprowadziłem go do drzwi. Widziałem jego radość z tego, że w Polsce odradza się lewica, na jaką chyba czekał.
Siemek miał wielu uczniów, których temperament filozoficzny prowadził w najróżniejszych kierunkach: w stronę Szkoły Frankfurckiej, Heideggera, Habermasa, marksizmu czy filozofii analitycznej. Miał jako wykładowca ogromną charyzmę, ale nie nadużywał jej, od studentów oczekiwał przede wszystkim samodzielności. Był typem nauczyciela, który wspierał swoich uczniów, ale w żadnym wypadku nie narzucał nikomu własnych poglądów. Wyraźnie nie przepadał za postmodernizmem; na seminarium mawiał, że nie ma sensu mówić o ponowoczesności w społeczeństwie, które jest wciąż tak głęboko przednowoczesne, jak Polska.
Sam pozostawał konsekwentnie człowiekiem nowoczesności i oświecenia – tego, które miało się dopiero spełnić w świecie wolnych i równych ludzkich podmiotów. Nie można jednak powiedzieć, żeby po prostu czekał, aż to oświecenie nadejdzie. Robił je nieustannie własną pracą – pracą profesora, autora i tłumacza. Dziś, kiedy odszedł i nie usłyszymy już w korytarzu Instytutu Filozofii na Krakowskim Przedmieściu jego utykających kroków, ani głębokiego głosu, pozostaje nam już tylko ta praca.
Na podobny temat
|
Ciekawostka dla austriaka: w Austrii ...
Dzieciofobiczna postawa propagowana w...