Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ostolski: Prawo do adopcji? Tak. Bo logika zobowiązuje Drukuj
Adam Ostolski   
17.07.2010

W rozmowie o adopcji dzieci przez osoby i pary homoseksualne bardzo często pojawia się argument, polegający na tym, że prawom LGBT przeciwstawia się prawa dziecka. Albo – albo, powiada się. Musimy wybierać. Nawet jeśli lesbijki i geje mogą być prywatnie dobrymi rodzicami, to przecież ich dzieci będą na pewno wyśmiewane lub prześladowane w szkole czy na podwórku. Z jednej strony mamy abstrakcyjne prawa mniejszości, z drugiej – realne ludzkie cierpienie. Dopóki nie zmieni się mentalność, z rozmową o adopcji musimy poczekać. A mentalność nie zmienia się przecież tak prędko. 


Prawa dziecka to bardzo poważna sprawa. Jeśli istnieje wątpliwość, czy umożliwienie adopcji parom tej samej płci jest korzystne z punktu widzenia dobra dziecka, to trzeba się temu bardzo uważnie przyjrzeć. Sceptycy uważają, że jeśli nie pozwolimy na adopcję dzieci przez pary jednopłciowe, to unikniemy sytuacji, w której dzieci te będą dręczone przez rówieśników. Innymi słowy, sposobem na zapobieganie dręczeniu dzieci przez rówieśników jest niedawanie pretekstu do dręczenia. Jak nie będzie dzieci par homoseksualnych, to nie będzie wyśmiewania dzieci z powodu seksualności rodziców. Proste? 


Niby proste, ale przyjrzyjmy się, jak by to działało w innych przypadkach. 


Mam przyjaciela, który był  w podstawówce dręczony przez rówieśników jako Żyd. Nie, nie to, żeby jakoś wyróżniał się wyglądem. Po prostu jego rodzice byli Żydami. Co się jego kolegom nie podobało. Potrafię  to sobie wyobrazić, bo sam chodziłem przez jakiś czas do jednej klasy z kolegą, który był Romem. Chodziłem to dużo powiedziane. Kolega pojawił się na zajęciach parę razy w ciągu roku. Nie był szczególnie lubiany: „To Cygan, a do szkoły chodzi w kratkę!”. Sam go zaakceptowałem dopiero, kiedy ciocia wytłumaczyła mi, że bycie Cyganem to nic złego, a chodzenie do szkoły w kratkę to zapewne sprawka rodziców. Ale nie każdy ma mądrą ciocię, a zjawisko niechęci do Romów to niestety realny problem. Co by było, gdybyśmy spróbowali rozwiązać ten bolesny problem w podobny sposób, jak problem wyśmiewania dzieci par homoseksualnych? Czy należałoby zabronić mniejszościom narodowym i etnicznym posiadania dzieci, aby uchronić je przed dręczeniem w szkole? Czy i w takich przypadkach mamy do czynienia z konfliktem między prawami mniejszości a prawami dziecka? Brzmi drastycznie, ale jeśli chcemy rozumieć prawa dziecka w taki sposób, jak przeciwnicy prawa do adopcji przez osoby LGBT, to nie mamy innego wyjścia. Logika zobowiązuje.

  

To jednak nie wszystko. Miałem też w szkole kolegę, który był rudy. Oj, ten to nie miał życia. Po roku rodzice przenieśli go do innej szkoły, albo może wyjechali za granicę, nie pamiętam. Inny kolega był z kolei gruby. Ten miał łatwiej. Niektórzy się nawet z nim bawili. Fakt, że czasem zdarzało się, że pobiła go grupka szkolnych chuliganów, ale to nie zdarzało się tylko jemu. Właściwie każdy chłopiec, który słabiej sobie radził na wuefie, mógł się spodziewać, że prędzej czy później ktoś go trochę poturbuje. Najlepiej pod tym względem miały dzieci niepełnosprawne, bo w ogóle do szkoły nie chodziły, to i nikt ich nie bił. O tym, że istnieją, wiedziałem od zaprzyjaźnionych nauczycielek, które popołudniami udzielały im lekcji w domu. Wtedy myślałem, że to bardzo smutne. Dziś jednak – zwłaszcza, gdy czytam wypowiedzi przeciwników adopcji dzieci przez rodziny jednopłciowe, głęboko zatroskanych o los, jaki czekałby te dzieci w szkole i na podwórku – zastanawiam się, może to jest jakiś model… Gdyby tak dla rudych, otyłych, niepełnosprawnych i gorzej radzących sobie na wuefie stworzyć system nauczania domowego? Albo jako tańszą namiastkę chociaż osobne szkoły? Dzieci nie byłyby już w szkole dręczone, a wiadomo, że mentalność nie zmienia się z dnia na dzień. Może to brzmi drastycznie, ale jeśli chcemy rozumieć prawa dziecka w taki sposób, jak przeciwnicy prawa do adopcji przez osoby LGBT, to nie mamy innego wyjścia. Logika zobowiązuje… 


Na szczęście możemy na kwestię  praw dziecka spojrzeć w inny sposób. Nie musimy godzić  się z „mentalnością” podwórka. Możemy zakwestionować codzienną przemoc, jaką wypełniony jest świat dzieciństwa: przemoc w rodzinie, w grupie rówieśniczej, czy pełną wzajemnej przemocy hierarchię w relacjach między nauczycielami a uczniami. Już dziś możemy wprowadzić do szkół edukację nastawioną na docenianie różnorodności, asertywność, współpracę, umiejętność komunikowania swoich emocji. Kierunek wskazują pilotażowe programy prowadzone przez niektóre NGO. Na przykład Feminoteka od kilku lat prowadzi szkolenia WenDo dla gimnazjalistek – wychodząc z założenia, że odpowiedzią na przemoc wobec dziewczynek nie jest ubieranie wszystkich w mundurki i instalowanie wszędzie kamer, lecz nauczenie dziewczynek, jak na agresję skutecznie odpowiadać. Podobnie Fundacja „Porozumienie Bez Przemocy” od lat przekazuje nauczycielom i nauczycielkom oraz uczniom i uczennicom umiejętności porozumiewania się w sposób wolny od słownej i emocjonalnej przemocy, budujący między ludźmi więzi zaufania i zrozumienia, a nie hierarchii. Gdyby szkolenia takie uczynić obowiązkowym elementem edukacji, jako coś w rodzaju szkolnego bhp, wówczas nie tylko nasze szkoły i podwórka, ale całe społeczeństwo wyglądałoby inaczej. 


Rozmowa o prawie do adopcji musi być od początku powiązana z szerszym pytaniem o to, jaki świat chcemy dla dzieci – naszych i nienaszych – budować. Czy jesteśmy gotowi podjąć pracę nad tym, by był to świat przyjaźniejszy i mniej hierarchiczny? Uznanie prawa do adopcji przez osoby LGBT to także zobowiązanie do budowania społeczeństwa, w którym każde dziecko – żydowskie i romskie, rude i otyłe, niepełnosprawne i obdarzone bujną wyobraźnią – będzie się czuło bezpiecznie.

  

Nie musimy chować głowy w piasek. Mamy wybór. Możemy akceptować pełną przemocy realność szkoły i podwórka. Wtedy zarówno prawa osób LGBT, jak i prawo dziecka do bezpiecznego świata traktujemy jako kwestie, które „mogą poczekać”. Albo możemy już dziś działać na rzecz prawa osób LGBT do adopcji. W ten sposób dajemy sobie jeszcze jeden powód, by pracy nad stworzeniem dla dzieci lepszego świata nie odkładać na jutro.   

  

Tekst pochodzi ze specjalnego wydania „Zielonych Wiadomości” publikowanych przez Zielonych 2004.

  

Komentarze
Dodaj nowy
tomeczek   |17.07.2010 08:39:13
Ubieranie dzieciaków w mundurki nie ma na celu zapobiegania przemocy, byłby to
bardzo kuriozalny argument, ale raczej ma zapobiegać zróżnicowaniu w ubiorze, za
którym idzie odsłanianie różnych części ciała, czy wreszcie zapobiega częściowo
tworzeniu np. ekskluzywnych grup rówieśniczych, które mogą zawiązywać się ze
względu na prestiż ubioru, jego markę i jego cenę, i to grup nastawionych
antagonistycznie wobec innych zawiązujących się między tymi, których nie stać,
którzy zostali w jakiś sposób wyłączeni, a którzy przyodziewają się skromnie. To
jest mało? Mundurki to nie są kule u nogi. Przez mundurki nie podkopuje się
fundamentów demokracji. Nie niszczy się wolności. To jest takie narzędzie -
dajmy na to - jak parytety. To jest narzędzie, które może pomagać redukować to,
co złe.

Dwa: nie jest poważnym argument wysuwany wobec środowisk - jak to się
teraz modnie nazywa - LGBT - taki mianowicie, że dzieci nie mogą być adoptowane
przez członków LGBT, ponieważ czeka je w szkole ostracyzm i przemoc. To jest
tylko racjonalna maska, za którą powinien kryć się wstręt heteroseksualistów
wobec wszelkiej seksualnej odmienności. Człowiek heteroseksualny, który odczuwa
wstręt wobec zbliżeń osób z LGBT, nie może po prostu dopuścić, że dziecko,
jakiekolwiek zresztą, wstrętu tego nie będzie odczuwało. Jednak, wydaje mi się,
że ciężko jest się przyznać, do czegoś tak niekulturalnego. Wobec tego wymyśla
się różne argumenty zastępcze, które mogą być istotne - to jasne - ale których
wagę zwiększa się w procesie sublimacji.
tomeczek   |17.07.2010 08:57:04
I jeszcze tylko chciałbym napisać o pomyśle feministek. One proponują szkolenia
z tego, jak radzić sobie z przemocą. Szkolenia, jak to zostało przedstawione,
mają być pomysłem lepszym niż opresyjny system mundurków. Tylko te kursy
przygotowują uczennice do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, tyle i tylko
tyle. Uczą co robić ze skutkami. Jeżeli to ma być argument, za tym, by nie
korzystać z narzędzi, dzięki którym do sytuacji konfliktowych może nie
dochodzić, które zaczynają działać dużo wcześniej, to jest to moim zdaniem
bardzo kiepski argument i cały ten pomysł w tym sensie nie jest trafiony, choć
same w sobie szkolenia nie powinny zaszkodzić.
uzid   |17.07.2010 10:07:30
Wlasnie na tym problem ze dla zwolennikow prawa do adopcji to kwestia logiki i
analogii, "praw czlowieka", bo ideologia jest najwazniejsza. tak panie
ostolski, prawa dziecka do wolnosci od agresjii sa wyzej niz wszelkie rzekome
prawa roznych mniejszosci. to dziecko ma prawo do opieki, a nie ludzie maja
prawo do tego by panstwo zagwarantowalo im dziecko. tu nie musi byc zadnej
sprawiedliwosci, zeby wszystkie grupy spoleczne po rowni dostawaly dzieci do
opieki. dostac maja ci gdzie dziecko prawdopodobnie bedzie najlepiej.
uzid   |17.07.2010 10:13:03
a co do logiki, to z tego ze pani ze schizofrenia nie nalezy odbierac dziecka,
tylko pomoc za wszelka cene, nie znaczy ze pani ze schizofrenia nalezy dawac
dziecko do adopcji.
Twerski   |17.07.2010 10:49:41
Logika zobowiązuje? W artykule nie ma żadnej logiki, tylko manipulacje. Najpierw
jedna, zasadnicza: wrzucenie do jednego worka odmienności seksualnej i
odmienności etnicznej (a także wszystkich innych przejawów inności). To typowa
dla LGBT manipulacja. Zawarcie tymczasowego sojuszu z kimś, z kim nie ma się
(ideologicznie) nic wspólnego, tylko po to by grać na ludzkim sumieniu i coś
ugrać. Sojusz gejów z ortodoksyjnymi Żydami? To kompletny absurd, istniejący
tylko w literaturze socjologicznej.

Czym innym jest tożsamość etniczna, czym
innym orientacja seksualna. Tożsamość etniczna to efekt bycia wychowanym w
określonej grupie społecznej. I jako taka, nie może być przedmiotem etyki.
Natomiast orientacja seksualna to kwestia o innej genezie, może być i jest
(przez przeciwników prawa do adopcji dla homoseksualistów) rozpatrywana w
kategoriach etyki. Uważają oni zachowania nieheteroseksualne za niewłaściwe
etycznie. Tego z kolei nie chcą zrozumieć zwolennicy
mechanistyczno-deterministycznego pojmowania człowieka, który ich zdaniem jest
"zaprogramowany" do posiadania określonej orientacji i jest to składnik
jego esencji. Co ciekawe, jest to ruch mocno sprzeciwiający się każdej innej
postaci esencjalizmu - to, że jesteś Żydem, Romem, Polakiem nie jest tak
istotne, bo przede wszystkim jesteś człowiekiem. Ale jeśli jesteś gejem, to jest
podstawowy wyznacznik twojej tożsamości! Widzicie tu absurd i niekonsekwencje?
SlyG   |17.07.2010 20:53:43
Cytat:
Czym innym jest tożsamość etniczna, czym innym orientacja seksualna.
Tożsamość etniczna to efekt bycia wychowanym w określonej grupie
społecznej. I jako taka, nie może być przedmiotem etyki. Natomiast
orientacja seksualna to kwestia o innej genezie, może być i jest (przez
przeciwników prawa do adopcji dla homoseksualistów) rozpatrywana
w kategoriach etyki.


Dość osobliwy pogląd. Efekt wychowania (coś co można zmienić, w tym
zupełnie swobodnie odrzucić, tak jak to robi wiele osób niezadowolonych
z tradycji, w których wyrośli) nie podlega etycznej ocenie, zaś
wrodzony, biologicznie warunkowany element osobowości, konstytucji
psychicznej podlega?

Według "etyki" dzikich chyba, bo z
krytycznym, autonomicznym ujęciem etyki postkantowskiej nie ma to wiele
wspólnego.

Cytat:
Tego z kolei nie chcą zrozumieć
zwolennicy mechanistyczno-deterministycznego pojmowania człowieka,
który ich zdaniem jest "zaprogramowany" do posiadania
określonej orientacji i jest to składnik jego esencji.


A cóż to za bzdury? Wrodzony charakter homoseksualizmu jest efektem
poznania naukowego. I jako taki jest skrajnie antyesencjalny (tak,
jak skrajnie entyesencjalna jest sama nauka).
tomeczek   |17.07.2010 21:43:34
Etyka dzikich to jest jakaś gorsza etyka ? Ja jestem raczej dzikim człowiekiem,
ledwo czytać potrafię, gdzieś tam może prędzej zasłyszałem, niż przeczytałem, że
właśnie: byt staje się zrozumiały poprzez samopoznanie dobra i zła. A tutaj się
okazuje, że obecnie to już jest przeżytek, taka dzika etyka, i teraz wszyscy są
krytyczni i autonomiczni oraz post, oczywiście filozoficzni, kantowscy, czy jak
ich jeszcze zwał, po prostu bardzo modni. Myślałem, że jest też jedna etyka,
jako, że to nauka o tym, co absolutnie nie może być transcendentne, jej odmiany
mogą być zatem tylko wadliwymi wersjami jednego i tego samego, a tu proszę:
rozróżnieni: dzika etyka i ę, ą. Czepiam się, ale zaleciało mi to snobem, to
podkreślanie rodowodu etyki filozoficznej jako lepszej i antagonistycznie
nastawionej do tej zwykłej, dzikiej.
SlyG   |17.07.2010 21:48:16
Etyka dzikich to jak dla mnie etyka bezkrytyczna. Właściwie, ściśle rzecz
biorąc należałoby mówić o moralności dzikich. Bo etyka zakłada jakąś refleksję moralną.

Teraz dochodzimy do "modności".

Czy Kant i
Hume to "modni" myśliciele? Czy rozdział wartości od faktów to
wytwór postmodernistycznej mody? Wydawało mi się, że to klasyczne już
osiągnięcia filozoficzne.

A przede wszystkim, wydawało mi się, że
nikt już poważnie nie traktuje etycznego naturalizmu, zgodnie z którym
"dobro" i "zło" istnieje poza kontekstem
ludzkiej kultury, jako jej produkt (bezkrytyczny - wtedy będący
właśnie moralnością dzikich, lub krytyczny wtedy aspirujący do miana
etyki).
tomeczek   |17.07.2010 22:03:26
Dobro i zło nie istnieje poza kontekstem ludzkiej kultury, a więc cierpiące
zwierzę, dajmy na to, dzikie i mieszkające w lesie zdala od subtelnych wytworów
kultury, nie doświadcza zła, a po prostu nie wiadomo co, może nawet niczego nie
doświadcza, ot taka gatunkowa odmiana solipsyzmu. To jest dopiero nowoczesność.
Toż dzika etyka wie więcej od ę, ą. Refleksja moralna towarzyszy człowiekowi od
tysięcy lat. Ty myślisz, że zanim przyszedł Hume i Kant, to ludzie siedzieli w
jaskiniach ? Ba - siedzieli długo wcześniej. Ale już tam znali refleksję
moralną.
tomeczek   |17.07.2010 22:06:51
I jeszcze chciałbym tylko powiedzieć, że etyka nie ma specjalnych przywilejów
nad moralność. Nie można sobie wyobrazić moralności bez refleksji tak jak i
etyki nie można sobie wyobrazić bez refleksji. Zatem słowa: dziki i moralność
nie powinny mieć wydźwięku pejoratywnego. Postaraj się je polubić.
Twerski   |18.07.2010 03:07:46
Naprawdę uważał Pan, że nikt nie traktuje poważnie etycznego naturalizmu? Czym
jest dla Pana etyczny naturalizm? Proszę wyjaśnić, bo tego co jest wyżej
napisane niewiele można zrozumieć.

Czy przypadkiem nie chodzi o to, że
koncepcje dobra i zła są różne w różnych kulturach? Jeśli tak, to czy tak jest
na pewno? Czy nie mają one wspólnego rdzenia? A jeśli nawet nie mają, to co stoi
na przeszkodzie meta-tezie, że jedne kultury (bądź funkcjonujące w nich
koncepcje) są mądrzejsze i lepsze moralnie od innych?
tomeczek   |18.07.2010 08:36:41
Brakuje wam zasady, na mocy której możecie ocenić, że są takie, które są lepsze
od takich, które są gorsze i to zasady, która wskaże wam odpowiedni porządek. To
nie jest jakikolwiek problem, bo widać, że z racji braku zasady, ktoś tu sprawę
pokpił. Sprawa jest ot taka: jeżeli etyka jest wytworem kulturowym, to zabójstwo
złe nie jest, czyny złe nie są, ale na mocy normy kulturowej są nieestetyczne.
Morderstwo może być zatem złe w jednym kręgu kulturowym, a w innym może być
dobre. Nie ma specjalnie powodu do tego, by piętnować, tych, którzy uważają
morderstwo za dobre, choć można to zrobić werbalnie, jedynie dla względów
estetycznych i ze świadomością, że pozostanie to głos zawieszony w próżni.
Twerski   |18.07.2010 11:10:48
Proszę wybaczyć, ale moim zdaniem są jałowe oderwane od rzeczywistości
rozważania, równie jałowe, jak rozważanie kwestii adopcji dla par homo
w kraju, w którym nie ma nawet związków partnerskich.

Mówi pan, że brakuje
zasady. Takie zasady są do wydedukowania z zasad etycznych.
Błąd polega na ukontekstowianiu etyki, przypisywaniu jej służalczej
roli wobec antropologi kulturowej. To powoduje wyłącznie bałagan i
zakwestionowanie etyki jako takiej. Etyka stawia pytania - co
jest (zawsze, bezwzględnie) dobre, jaką zasadą powinienem się w swoim
postępowaniu kierować (np. czy mogę kraść, czy nie). Jeśli
znalazłem odpowiedzi na te pytania, nic mnie nie obchodzi kultura,
normy w danej społeczności itd. ponieważ realizuję określony ideał etyczny.
Etyczna jakość mojego życia będąca skutkiem przyjętego
ideału weryfikuje słuszność przyjętego ideału.

Cytat:
Morderstwo może być zatem złe w jednym kręgu kulturowym, a w innym może być


Jałowych rozważań ciąg dalszy. Zna pan kulturę, w której morderstwo jest
dobre? Taka kultura szybko się wykończy. To jest przykład
konsekwencji praktycznych o których wspomniałem wyżej. Jeśli wewnątrz
danej społeczności uznamy morderstwo za czyn nienaganny, zagraża to jej
istnieniu. Ok, nie od razu się wszyscy pozabijają, ale
jeśli przestaniemy uczyć dzieci Lo tircach (Nie będziesz mordował)
wrócimy w kilku pokoleniach do stanu tzw. barbarzyństwa.

Zresztą wystarczy
zawiesić Lo tigenov (Nie będziesz kradł) i już mamy społeczeństwo
chaosu, bez jakiejkolwiek formy własności. To są przykłady czystego
myślenia etycznego. Jest ono w opozycji do
pseudonaukowego naturalizmu, czy też kulturowego
konstruktywizmu (który, w skrajnej postaci jest abdykacją rozumu)
Twerski   |18.07.2010 11:25:45
Cytat:
Nie ma specjalnie powodu do tego, by piętnować, tych, którzy
uważają
morderstwo za dobre, choć można to zrobić werbalnie, jedynie
dla względów
estetycznych i ze świadomością, że pozostanie to głos
zawieszony w próżni.


Oczywiście, ze są powody by piętnować tych co uważają morderstwo za
dobre, i to wszelkimi potrzebnymi środkami. Jednym z nich jest
określony ideał etyczny będący składnikiem wizji lepszego świata.
Jestem aktywnym podmiotem w świecie i po części jego stwórcą, od moich
poglądów i działań zależy jego przyszły wygląd.

Z pańskiej
wizji głosu zawieszonego w próżni wyziera przerażający obraz świata,
co najmniej z czasów holocaustu. Mieliśmy już w Europie społeczność, która
uznała, że mordowanie niektórych jest dobre. Wiemy jak to się
skończyło. A z tego co pan pisze wynika, ze nie ma powodów by piętnować
nazistów. Halo!? Dzięki zorganizowanemu ich napiętnowaniu nie żyjemy
teraz w III Rzeszy, bądź w ogóle jest nam dane oglądać świat.
tomeczek   |18.07.2010 14:22:35
Ja nie pisałem tego, dlatego, że lubię, kiedy zasady etyczne uważane są zasady
uznaniowe i jako pochodne kultury, tylko piszę - powyżej - jakie są konsewkencje
takiego poglądu, że złe jest to, co na mocy zasad wypracowanych w kulturze jest
złe, dlatego, że wygodniej było akurat tak uznać. Myślę, że tutaj się nie
zrozumieliśmy. Kultura nie cierpi bólu, a można powiedzieć tak jedynie w
przenośni. Jeżeli ktoś cierpi to człowiek albo zwierzę. Zagrożenia są inne.
Twerski   |18.07.2010 16:09:16
Rozumiem. Z wyciągniętymi konsekwencjami się trudno nie zgodzić.
tomeczek   |18.07.2010 18:21:13
Trochę mam wrażenie, że chcesz mi tu zasugerować, że ja byłem zwolennikiem
takich oto zasad, że można komuś wrazić siekierę w ciemień, i że raz będzie to
dobre a innym razem złe, i że zwolennikiem byłem do momentu, w którym napotkałem
twoją błyskotliwą argumentację. W takim wypadku przeczytaj jeszcze raz to, co
znajduje się powyżej, i poszukaj kontekstu, bo mam dodatkowo silne wrażenie, że
mnie nie zrozumiałeś i że brniesz w coś niemądrego.
Twerski   |18.07.2010 18:29:04
hahaha doprawdy? :))))

W coś niemądrego?? w co na przykład?

Wszystko
zrozumiałem, niejasny był dla mnie do pewnego momentu twój stosunek do
prezentowanych tez - miałem wrażenie, że jesteś ich zwolennikiem.
kropka   |17.07.2010 10:34:33
Podpisuję się pod mailem tomeczka. I w kwestii mundurków - to mógłby być świetny
sposób na zmniejszenie przepaści między dzieciakami w szkole (nie jest, ale to
kwestia dopracowania). No i w kwestii zasłaniania bardzo emocjonalnych i często
nieuświadomionych postaw wobec LGBT racjonalizacjami różnego rodzaju. Im
barddziej ktoś twórczy, tym dfantazyjniejsze racjonalizacje. Ostatnio miałam
dyskusję na ten właśnie temat w pracy, oczywiście moi współpracownicy chóralnie
wykrzyknęli "nie jestem przeciwko gejom, ale adopcja to już przesada!"
Swoją drogą to i tak jest progres, bo większość (poza jednym ewenementem)
rzeczywiście na tyle oswoiła się z myślą o istnieniu LGBT, że przynajmniej w
sferze deklaratywnej wyraża akceptację. No ale… właśnie kiedy doszło do
dyskusji, bo zaczęłam dopytywać dlaczegóż by nie przyznawać prawa do adopcji, a
potem dopytywałam dalej w miarę pojawiania się kolejnych absurdalnych
argumentów, powychodziły takie kwiatki że aż mi oko zbielało. To wszystko są
racjonalizacje ochraniające strach i obrzydzenie. Ale myślę że i tak sytuacja
jest ok, mentalność w bólach ale się zmienia. Więc tak jak dzisiaj ci ludzie
odruchowo (i moim zdaniem szczerze) deklarują że absolutnie nie mają nic
przeciwko gejom - tzn już nie chcą ich gonić z rozżarzonymi widłami - tak z
jakiś czas nie będzie w nich wzbudzać tak sensacyjnych emocji fakt że ci ludzie
nie są jakimiś dziwolągami z filmów i chcą żyć jak inni i co więcej są i chcą
być rodzicami.
Twerski   |17.07.2010 10:49:25
Uznanie prawa do adopcji przez osoby LGBT to także zobowiązanie do budowania
społeczeństwa, w którym każde dziecko….

Można budować taki świat bez uznania
prawa do adopcji przez osoby LGBT. Twierdzenie, że jakoby uznanie tego prawa
pociągnie za sobą wzrost tolerancji wobec np. mniejszości narodowościowych nie
jest niczym uzasadnione. To uzurpacja przypominająca retorykę J.
Kaczyńskiego.

Ostatni akapit jest kulminacją manipulacji w całym artykule -
mamy dwie wizje: albo dotychczasowy świat pełen przemocy wobec dzieci, albo
LGBT, adopcja i nowy wspaniały dla dzieci świat. Drodzy państwo, litości. To
również retoryka Kaczyńskiego.
kropka   |17.07.2010 10:48:35
Problem tu poruszany nie leży w tożsamości osób dyskryminowanych, ale w
mechanizmie dyskryminacji - ograniczania praw pewnych grup ludzi, które to grupy
są wyłaniane na podstawie jakiejś cechy np koloru włosów, przynależności
kulturowo-religijnej czy też orientacji. Jeżeli skupiamy się na dzieciach i ich
potrzebach, to powinno to dotyczyć wszystkich rodzin - heteroseksualnych i
homoseksualnych - bo w obu przypadkach może dochodzić do dysfunkcji. Równie
dobrze można by uznać że matematycy są beznadziejnymi rodzicami, bo są
przyzwyczajeni do zimnego, logicznego myślenia i "wyprodukują" koślawych
emocjonalnie ludzi. I co? Wprowadzamy zapis z góry zabraniający matematykom
adopcji? Czy może skupiamy się na prześwietlaniu wszystkich ubiegających się o
adopcję pod kątem umiejętności rodzicielskich, profilu psychicznego itp itd?
Jestem za drugą opcjom - umożliwi dzieciakom które potrzebują opiekunów
trafienie do rodzin które będą je chciały i będą w stanie dać im opiekę i
uczucie. Dla dzieci to najważniejsze.
El Diablo  - Jestem za, ale   |17.07.2010 10:53:47
… uważam, że musi minąć co najmniej kilka lat zanim społeczeństwo oswoi się ze
związkami tej samej płci akceptowanymi przez system prawny państwa. Wstępem
powinny być związki partnerskie bez prawa do adopcji, a dopiero po kilku latach
powinno się pomyśleć o legalizacji małżeństw homoseksualnych. Mam nadzieję, że
wszyscy akceptują, że warunki adopcji powinny być równe dla wszystkich tzn.
normą powinno być monogamiczne małżeństwo.
Jak słyszałem na wykładzie prof.
Szyszkowskiej i seksuologa którego nazwiska nie mogę sobie niestety przypomnieć
mężczyźni homoseksualni wchodzą w kontakty seksualne częściej ze względu na
naturę płci. Związki gejów są, co wydaje się paradoksalne, trwalsze ze względu
na większą odporność na konflikty. Związki lesbijskie są natomiast mniej trwałe
ze względu na mniejszą odporność na konflikt. Tyle słyszałem. Może ktoś rzetelny
o tym przypomni czytelnikom portalu (może tego nie znalazłem). Poza tym zdaje
się większość polskich homoseksualistów nie chce mieć dzieci.
El Diablo   |17.07.2010 11:27:07
korekta: z większą liczbą partnerów ze względu na naturę płci
tomeczek   |17.07.2010 11:19:32
Kilka lat to jest okres pomiędzy 2005 a 2010 rokiem. Kilka lat więcej mija od
2000 roku do obecnego momentu. To jest te kilka lat, dalej mamy już kilkanaście
i kilkadziesiąt. Co się zmieniło ? Musiałoby minąć sporo więcej czasu zanim
cokolwiek stanie się. Ludzie reagują emocjonalnie, nie przekonają się
jakimikolwiek argumentami wyrażanymi w polemikach, w publicystyce, w telewizji,
gdziekolwiek bądź, dopóty, dopóki nie zajdzie proces przełożenia pewnych lęków i
obaw na reguł i zasady, za pomocą języka, ale jednak - wydaje się, że to
przełożenie musi być inicjowane przez te osoby, przez ludzi w ogóle, a nie może
pochodzić z wewnątrz, innymi słowy drogą pośrednią nie sposób tutaj
argumentować. Wszystko to musi być niejako wyczute. Potrzeba tu strasznie dużo
czasu. Ale jeszcze jedna rzecz. Pisząc powyższe wcale nie chciałbym wychodzić na
ideologa, który chce prawa dla wszystkich LGBT, gejów, pedałów, lesbijek,
transseksualistów, ludzi ze środowisk sztuki krytycznej, którzy jak się czasami
zdaje o niczym nie myślą tak intensywnie jak o swoich genitaliach, którzy
dorabiają sobie nawet przyrodzenia ze styropianu, majstrują cipki z galarety, do
której wkładają truskawki i kabanosy, z kapusty wytwarzają srom, czy też lubują
się w nakładaniu boczku na wszelkie szpary, co fotografują czy nagrywają, bądź
też, co wykorzystują w czymś, co dzisiaj nazywa się performance i tym samym
uchodzą za ludzi sztuki, czyli w ich mniemaniu, tym samym uchodzą za coś więcej
nad zwykłego człowieka z problemami. Myślę, że tutaj powinno obowiązywać jakaś
zasada wglądu partykularnego w daną osobowość. Znakomita większość tych
wszystkich odmieńców na rodziców po prostu się nie nadaje. Nie można jednak
twierdzić, że dotyczy to wszystkich. Słowem - nijak ma się tutaj ogólna idea.
El Diablo   |17.07.2010 11:25:57
Ej stary udało ci się zalogować pod nie swoim loginem chyba
tomeczek   |17.07.2010 11:39:10
Z tego co widzę wszystko jest okay, a dlaczego tak uważasz ?
El Diablo   |17.07.2010 12:15:09
OK. Po pierwsze możliwości. W sejmie albo w drodze do laski marszałkowskiej jest
projekt SLD ustawy o związkach partnerskich. Co prawda raczej nie zostanie
wprowadzony w życie w tej kadencji, a w razie dobrego wyniku SLD i koalicji w
wyborach parlamentarnych poseł Gowin legnie Rejtanem pod drzwiami sejmowymi
podczas głosowania. Uważam, że można mieć pewne nadzieje na taką ustawę. Taki
projekt proponowała nawet Partia Ludowa w Hiszpanii w odpowiedzi na propozycję
rządu Zapatero jako na nie tak daleko idący. W Polsce chodzi o możliwości i
poparcie społeczne. O ile dojdzie (mam nadzieję) do koalicji SLD-PO istnieje
taka możliwość nawet mimo posła Gowina mającego nadzieję na większość PO,
koalicję z PSL lub rząd mniejszościowy. Poza tym taki rząd byłby szansą (chociaż
nie tak dużą) na bardziej sprawiedliwe rozłożenie ciężarów podatkowych, edukację
seksualną, zmianę konstytucji i inne dobre rzeczy. Potem po ewentualnym zgonie
SLD z powodu korupcji zaistniałaby może szansa na nową lewicę. SLD to
ograniczenie lewicy do kilkunastu procent poparcia w wyborach ze względu na
marność tej partii i jej postkomunistyczno przywództwa typu Kwaśniewski, Oleksy
i Miller i jego wiernych uczniów. Oczywiście to umniejsza szansę na korzystne
zmiany w razie koalicji tzn ciąg dalszy zgniłych kompromisów w imię władzy.
Społeczeństwo musi się przyzwyczaić i wyedukować. Poparcie polityczne jest
najważniejsze. Nie ma partii lewicowej popierającej małżeństwa homoseksualne.
El Diablo   |17.07.2010 12:17:10
Oczywiście w parlamencie.
El Diablo   |17.07.2010 22:23:56
Sorry. Będę porządkował wypowiedzi.
Batistuta   |17.07.2010 13:39:25
Dziecko to nie zabawka, którą można wykorzystywać, żeby stworzyć sobie iluzję
normalnej rodziny, to podmiot, obdarzony prawami, odczuwający, i myślący; do
jego praw należy, na przykład, prawo do nie egzystowania w stanie permanentnego
obrzydzenia; dzieciak, którego mamusia ma na imię Stefa, żyje w stanie
obrzydzenia. Nie konsekwencje, jakie dzieciak musiałby ponosić na podwórku, są
głównym zródłem sprzeciwu wobec adopcji przez homo, sugerowanie- a taka sugestia
jest zawarta w tekście(marnym zresztą)- to zwykła, dość prymitywna, nieuczciwa
sztuczka.
wejder1   |17.07.2010 22:26:24
Skąd wiesz, że żyje w stanie permanentnego obrzydzenia?
daktyl   |17.07.2010 13:53:13
Mundurki to jeden z największych kretynizmów, wymyślony i wprowadzony przez
konserwatystów pod pseudo-równościowym płaszczykiem. Mało tego, że odbiera
uczniom wolność, to robi z ich swoiste wojsko małych żołnierzy. To oczywiście w
pełnym zamyśle. Brak możliwości wyrażania siebie, tego chce prawica. Czyli żeby
wszyscy byli tacy sami, posłuszni i konformistyczni. By nie było sprzeciwu i
indywidualizmu.

Prawica jak zwykle próbuje ominąć problem dookoła, robiąc na
dodatek kwadraturę koła.
Zamiast wprowadzić odpowiednie programy socjalne dla
biednych, aby było ich stać na lepsze ubranie. Zamiast podnieść płacę minimalną
aby ludzie więcej zarabiali, prawica próbuje zamaskować problem mundurkami.
tomeczek   |17.07.2010 14:00:47
Prawica tłamsi indywidualność. Prawdziwie rozczulające. Ale indywidualność
wyrażana strojem to jest indywidualność ery celebrytów, gdzie są pewne rzeczy
ekskluzywne i jest również kaszanka. Jeżeli komuś rzeczywiście zależy na
indywidualności powinien wiedzieć, że nie wyraża się jej przez ubiór i wiedzą o
tym również niektórzy młodzi ludzie. Mundurek nie czyni nikogo żołnierzem. To
jest szkoła. W urzędzie, w momencie załatwiania sprawy nie obsługuje petenta
mężczyzna w irokezie i glanach, w dowolnej pracy wymaga się zachowania pewnej
kultury osobistej dotyczącej stroju, co również uwzględnia pewien proces
uniformizacji, ale nikt nie podnosi sprzeciwu, że zakładając koszulę z
kołnierzykiem zamiast podkoszulka z logo behemota, podczas pracy w korporacji,
ma tłamszoną indywidualność. Mundurek jeszcze świata nie zbawił, ale może pomóc.
Pomaga zwykle tym biedniejszym i skromniejszym w szkole. Tym, którzy nie mają
czasu na luksus indywidualności wyrażanej strojem.
Twerski  - re:   |18.07.2010 02:57:47
Cytat:

A cóż to za bzdury? Wrodzony charakter homoseksualizmu jest efektem
poznania naukowego. I jako taki jest skrajnie antyesencjalny (tak,
jak skrajnie entyesencjalna jest sama nauka).


A cóż to za sposób argumentacji? Wrodzony charakter homoseksualizmu? Na
jakiej podstawie? Kto dowiódł? Jakie badania?

Poznanie
naukowe? Dobre. Proszę podać choć jeden przykład, bo to co Pan
wypisuje wonieje XIX w, bezkrytycznym poglądem na naukę. I obskurnym
dogmatyzmem.
Twerski   |25.07.2010 11:08:09
Twierdzenie, że cokolwiek jest wrodzone z jednoczesnym twierdzeniem, że jest się
antyesencjalistą jest po prostu nonsensem, abdykacją rozumu.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.16818 Seconds