NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ostolski: Zdobyć milczącą większość Drukuj
Adam Ostolski   
16.04.2010

Odpowiedź na pytanie, dlaczego środowiskom antyklerykalnym nie udało się stworzyć ruchu społecznego, który wyraziłby roszczenia milczącej większości, jest z konieczności złożona. Po części napotykają one te same trudności, co wszelkie progresywne ruchy społeczne w Polsce. Po części winę ponosi fakt, że zarówno kościelne elity, jak i politycy bez względu na barwy, a także liberalne media i podręczni socjologiczni eksperci niemal zgodnym chórem powtarzają nam, że jesteśmy społeczeństwem konserwatywnym. Niekonserwatywna większość, która – przypomnę – chciałaby m.in. refundowanej antykoncepcji, in vitro czy rzetelnej edukacji seksualnej w szkołach, po prostu nie ma się gdzie zobaczyć.

Ale to nie wszystko. Za trudność w wyrażeniu protestu przeciw dominacji Kościoła odpowiadają również po części złudzenia obecne w różnych proporcjach w większości antyklerykalnych inicjatyw w Polsce. Cztery z nich uważam za szczególnie istotne czynniki powstrzymujące rozwój szerszego ruchu społecznego.

Po pierwsze dyskurs antyklerykalny obciążony jest nierzadko złudzeniem, że rozwiązanie problemu dominacji Kościoła przyniesie automatycznie sekularyzacja. Takie stawianie sprawy pomija jednak właściwy problem, uzależnia bowiem zmianę polityczną od przeobrażenia poglądów społeczeństwa, którego poglądy faktycznie niewiele się liczą. Ale może także hamować działanie (jeśli uznamy, że spontaniczna sekularyzacja jest tylko kwestią czasu) albo blokować możliwe sojusze (ponieważ gros osób zaangażowanych w konkretne walki przeciw dominacji Kościoła to katolicy i katoliczki, które niekoniecznie chcą być pouczane, w co mają nie wierzyć).

O ile złudzenie sekularyzacyjne obsadza nadmiernymi nadziejami czas przyszły, iluzja nostalgiczna zwraca się ku przeszłości, ku epoce, kiedy państwo trzymało Kościół w ryzach. Ten typ dyskursu antyklerykalnego wysuwa na pierwszy plan walkę o dobre imię PRL, przedstawianej jako kraj socjalnego bezpieczeństwa i wysokich standardów laickości. PRL pojawia się więc jako poręczny symbol, pozwalający związać ze sobą kwestię socjalną i postulaty antyklerykalne. Jednak podobnie jak walka o sekularyzację, tak i walka o pamięć o PRL stanowi stawkę zastępczą, a zarazem utrudnia budowanie sojuszy z ludźmi, którzy mogą mieć podobne zdanie na temat przywilejów Kościoła, a zupełnie różne w kwestii tego, czym była i jak należy pamiętać PRL.

Trzecie złudzenie to złudzenie elitystyczne. Wyrasta ono z przekonania, że za klerykalizację państwa odpowiada społeczny konserwatyzm. Iluzja ta każe wierzyć, że rozwiązaniem problemu klerykalizacji państwa jest odsunięcie mas ludzi od wpływu na sprawy podstawowe. Podobnie, jak nie robimy referendum w sprawie konstrukcji mostu czy wysokości stóp procentowych, podobnie nie należy pytać ludzi o zdanie w kwestii sposobu realizacji praw obywatelskich. Tak jak w sprawach gospodarczych decydują eksperci-ekonomiści, tak w sprawach praw fundamentalnych powinny decydować polityczne elity lub eksperci-sędziowie (najlepiej ze Strasburga). Ten typ antyklerykalnego dyskursu dostarcza jednak tylko dodatkowego uzsadnienia dla status quo, uprawomocniając logikę, którą „nasi okupanci” tak czy inaczej już się kierują.

Czwarte wreszcie złudzenie, najbardziej może podstępne, to złudzenie populistyczne. Obejmuje ono tę część antyklerykalnego dyskursu, która skupia się na demaskowaniu skandali z udziałem przedstawicieli Kościoła, czy to korupcyjnych czy seksualnych. Jednak język skandalu nie jest i nie może być sam w sobie katalizatorem zmiany społecznej. Działa on podobnie jak tabloidowe przedstawienia przemocy domowej, które sprowadzają się do opowieści o mężu-sadyście, ignorując instytucjonalne uwarunkowania przemocy. Skandal oburza wprawdzie, ale nie mobilizuje, bo z definicji zawsze jest wyjątkiem, winą konkretnej osoby, a nie objawem błędu w konstrukcji systemu. Język skandalu nie zagraża też samowizerunkowi Kościoła. Z jednej strony uruchamia bowiem pamięć o ubeckich fałszywkach, z drugiej zaś wyobrażenia o skruszonych grzesznikach i powracających „synach marnotrawnych” – dyskurs winy i przebaczenia. Trzeba dodatkowej pracy, by z konkretnych skandali wyprowadzić ogólne postulaty zmiany.

Świeckiego państwa nie wywalczymy ani fotografując się z Wojciechem Jaruzelskim, ani czekając na czołgi Unii Europejskiej, ani propagując ateizm, ani piętnując niegodziwość kleru. Musi być ono bezpośrednim i głównym tematem walki. Prowadzą ją dziś ludzie, którzy rzucili wyzwanie dominacji Kościoła w obronie swojej ludzkiej godności, w obronie prawa do tego, co publiczne, albo w dążeniu do demokratycznego udziału w kształtowaniu wspólnego świata. To oni pokazują nam dziś kierunek. 
 
 — 

Tekst stanowi fragment posłowia do najnowszej publikacji Fundacji im. Heinricha Boella: „Kościół, państwo i polityka płci”, przygotowanej przez Agnieszkę Grzybek i Adama Ostolskiego. Książka zawiera m.in. teksty Agnieszki Graff, Magdaleny Środy, Macieja Gduli.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 29.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.88397 Seconds