Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ostolski: Rurociąg i piaskownica Drukuj
Adam Ostolski   
15.12.2005
Ogłoszenie korzyści, uzyskanych przez byłego kanclerza Gerharda Schrödera w związku z zawartą niedawno niemiecko-rosyjską umową o budowie gazociągu na dnie Bałtyku, zostało przez polskie media i polityków przyjęte z osobliwą satysfakcją. Głośnemu „antykorupcyjnemu” oburzeniu towarzyszy ledwie skrywana Schadenfreude; jak gdyby niejasność wynikająca z udziału ekskanclerza w spółce realizującej tę umowę potwierdzała dodatkowo tezę, że polska racja stanu jest rzeczą świętą. Wiadomość o nowej posadzie Schrödera stała się pretekstem do przypomnienia raz jeszcze, a nawet kilka razy, jak bardzo krzywdzący dla Polski jest ten gazociąg. Stanowisko polskich komentatorów jest jednak w gruncie rzeczy niespójne. O korupcji można by mówić, gdyby kanclerz, podpisując umowę z Rosją, kierował się nie interesem państwa, któremu szefował, lecz perspektywą prywatnych korzyści. Krótko mówiąc, o ile umowa miała na celu nie dobro Niemiec, lecz samego Gerharda Schrödera. Jednak w polskich mediach nie znajdziemy takiej argumentacji. Przeciwnie, główny żal do Schrödera polega właśnie na tym, że jakoby zbyt dobrze zadbał o niemieckie interesy kosztem polskich. Jednocześnie nikt nie jest w stanie powiedzieć, dlaczego miałby postąpić inaczej…

Jak w każdym skomplikowanym fałszu, także w polskim medialno-politycznym dyskursie na temat gazociągu tkwi ziarno prawdy. A nawet dwa ziarna. Umowa Schrödera z Putinem nie przysłuży się dobrze niemieckim interesom (mniejsza o to, czy stoją za nią prywatne motywy, czy po prostu błędna definicja tych interesów). Jest też ona niekorzystna dla Polski, ale z powodów, o których się naszym politykom – jak widać i słychać – nie śniło.

Po pierwsze i przede wszystkim, pomysł budowy rurociągu na dnie Bałtyku jest przejawem myślenia niewrażliwego na kwestie ekologiczne. Związane z rurociągiem szkody i zagrożenia ekologiczne dotykają wszystkich państw regionu bałtyckiego. Chodzi nie tylko o nieco przesadnie podkreślane przez polskie media ryzyko związane z możliwością zatrucia Bałtyku bronią chemiczną z czasów II wojny światowej. Budowa rurociągu stwarza również poważne zagrożenie dla różnorodności biologicznej i jest niepotrzebną ingerencją w ekosystem. Morski rurociąg jest w o wiele większym stopniu niż lądowy narażony na zerwanie, a konsekwencje takiej katastrofy dla środowiska naturalnego byłyby dużo większe. Co jednak najważniejsze, budowa rurociągu oznacza inwestowanie w nieodnawialne źródła energii kosztem rozwijania technologii odnawialnych i oszczędnościowych. Nawet więc, gdyby rozwiązanie to było opłacalne w sensie wąsko ekonomicznym, spowoduje ono trudne do oszacowania koszty zewnętrzne. Decyzja o budowie gazociągu oznacza zatem poważny regres w myśleniu o gospodarce: od myślenia w kategoriach zrównoważonego rozwoju, uwzględniającego potrzeby przyszłych pokoleń, do myślenia w kategoriach czysto finansowej opłacalności.

Jest godne uwagi, że polscy krytycy gazociągu koncentrują się tak bardzo na problemie zatopionych gazów bojowych. Zapewne dlatego, że podniesienie kwestii bioróżnorodności lub odnawialnych źródeł energii zmuszałoby do szerszego i bardziej krytycznego spojrzenia również na strategię energetyczną polskiego rządu. Argumentacja ekologiczna jest więc stosowana czysto instrumentalnie, wyłącznie w celu obrony specyficznie definiowanych polskich interesów. Brakuje zrozumienia, że bezpieczeństwo ekologiczne jest wspólnym dobrem ludzkości, a wymóg troski o środowisko winien ograniczać nie tylko politykę naszych sąsiadów, lecz także naszą.

Po drugie jednak, od momentu ogłoszenia decyzji o budowie gazociągu było jasne, że nie jest ona motywowana czysto ekonomicznie. Gazociąg naziemny byłby tańszy zarówno pod względem kosztów budowy, jak i kosztów eksploatacji. Rozwiązanie to nie zostało więc wybrane dlatego, że jest najtańsze lub najbardziej rentowne, lecz ze względu na swoje znaczenie polityczne. Gazociąg ma wyrażać i umacniać szczególne stosunki między Rosją a Niemcami, a także ułatwić Niemcom prowadzenie własnej polityki wobec Rosji niezależnie od innych europejskich partnerów. Jednak stosunki z Rosją mają znaczenie dla wielu, jeśli nie wszystkich, państw członkowskich Unii Europejskiej. Ignorowanie tego faktu oznaczać musi osłabianie powstającej dopiero wspólnej polityki zagranicznej, a zatem osłabianie politycznej konstrukcji Unii. Decyzja o budowie gazociągu oznacza więc również dotkliwy regres wyobraźni politycznej: od definiowania interesu narodowego w kontekście wspólnej Europy do definiowania go w taki sposób, jakby wspólnej Europy nie było.

Jest rzeczą znamienną, że w polskim dyskursie publicznym argumentacja taka jest prawie nieobecna. Zmuszałaby bowiem do szerszego i bardziej krytycznego spojrzenia na te decyzje polskiego rządu, które naruszają polityczną spójność Europy.

Sprawa gazociągu pokazuje, że polscy politycy i komentatorzy nie są w stanie spojrzeć na tę kwestię w szerszej, europejskiej perspektywie. (I to nawet wtedy, gdy widok z tej perspektywy odpowiadałby ich życzeniom.) Otóż rurociąg na dnie Bałtyku rzeczywiście zadaje cios polskim interesom, ale dokładnie w ten sam sposób, co groteskowy spektakl „Nicea albo śmierć” w wykonaniu Leszka Millera i Jana Rokity. I dokładnie z tych samych powodów, dla których sprzeczne z polskim interesem było przyłączenie się naszego państwa do amerykańsko-brytyjskiej agresji na Irak. Ignorowanie wspólnych ram europejskiej polityki przynosi szkodę Polsce, Niemcom i każdemu innemu krajowi Unii. Przynosi szkodę, ponieważ to właśnie te ramy dają ludom Europy nadzieję na trwałe bezpieczeństwo i rozwój, na solidarność i współpracę, przekraczające wszelkie sztuczne podziały i granice. To, co kiedyś było mrzonkami i marzycielstwem, dziś jest realnością, stanowi abecadło nowoczesnej polityki.

Wydaje się jednak, że większość polskich polityków nie przyswoiła sobie dotychczas tego abecadła. Rurociąg drażni ich, bo nie pasuje do ich wyobrażenia o polskiej piaskownicy. Ale nasza piaskownica jest już dziś europiaskownicą. Jest też – i to od dawna – ekopiaskownicą. To o tym przede wszystkim trzeba pamiętać, gdy myśli się o politycznym znaczeniu rurociągu.

Komentarze
Dodaj nowy
agat   |04.01.2006 20:01:46
czy przyszłość zatem, żebyśmy mieli szansę ocaleć, musi nieuchronnie należeć do
organizacji ponadnarodowych? Bo zakładam, że umocnienie się i uspójnienie UE
wymusi na reszcie państw analogiczną integrację, zapewne też na nowo zdefiniuje
pozycję ONZ.

Bardzo podoba mi się wizja polityki, którą się tu przedstawia.
Zastanawia mnie tylko, dlaczego trzy-dwa lata temu wydawała mi się oczywista i
realna, a teraz ma się tak bardzo nijak do (nie)ładu na świecie, czy choćby
wokół naszej bałtyckiej sadzawki. Co się stało, że Niemcy, państwo, które po II
wojnie światowej wykształciło modus vivendi jak gdyby na zawsze definiujący je
jako węzeł w sieci relacji międzypaństwowych, nagle zaczęły tak brutalnie
forsować partykularyzm. Czy to klęska Traktatu Konstytucyjnego dała członkom UE
impuls właściwie jakby nacjonalistyczny?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.86749 Seconds