Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Ostolski: Najsłabsza strona konfliktu na Bliskim Wschodzie |
|
|
Adam Ostolski
|
|
13.01.2009 |
Ostatnie dni przyniosły dwie nowe informacje – o odrzuceniu przez Hamas egipskiej propozycji rozejmu i o wykluczeniu przez izraelską Centralną Komisję Wyborczą list mniejszości arabskiej z udziału w nadchodzących przedterminowych wyborach do Knesetu.
Kilka dni temu największe frakcje w Parlamencie Europejskim – chadecy i socjaliści – odrzuciły zgłoszoną przez zielonych propozycję, by Parlament zabrał głos w sprawie sytuacji w Gazie. Tłumaczyli, że sprawa jest zbyt „delikatna” i „skomplikowana”.
Dzieje się dużo… ale czy naprawdę dzieje się coś nowego? Można sądzić, że wszystko to już tyle razy słyszeliśmy. Że Hamas (albo Hezbollah itp.) rytualnie zrzuca na Izrael rakiety, wiedząc, że to nic nie da. Że Izrael rytualnie wysyła samoloty, zrzuca bomby, a od czasu do czasu pacyfikuje ten czy inny region, też wiedząc, że to nic nie da. Że międzynarodowa opinia publiczna oburza się, potępia lub bierze w obronę, a od czasu do czasu wzywa do bojkotu, również wiedząc, że to nic nie da. Szukając w internecie informacji o konflikcie, co chwila trafiam na takie czy inne kilkunastopunktowe plany pokojowe… Od lat powtarzają się w nich jak mantra te same, proste idee.
Mam wrażenie, że wszyscy są już tym zmęczeni, ale po prostu nie mają pomysłu, jak mogliby robić coś innego niż to, do czego się – niestety – przyzwyczaili. Wiadomo, że nikt nie wygra tej wojny, bo po prostu nie istnieje siłowe rozwiązanie tego konfliktu. Wiadomo, ale od dawna nic z tego nie wynika. Być może to, z czym mamy obecnie do czynienia, to nie jest już tylko „eskalacja konfliktu” czy „spirala przemocy”. Na naszych oczach rozgrywa się rozciągnięty w czasie, kolektywny, wzajemny zamach samobójczy dwóch wspólnot – żydowskiej i palestyńskiej.
Słuchając polskich komentarzy, zdumiony jestem siłą obecnego w wielu z nich przeniesionego nacjonalizmu. Jak gdyby prawa logiki, zasady etyczne i polityczne przekonania przestawały być wiążące, kiedy zaczynamy mówić o Bliskim Wschodzie. Osoby, które w żadnym razie nie byłyby polskimi nacjonalist(k)ami, bez mrugnięcia okiem popierają nacjonalizm izraelski lub palestyński (do wyboru). Osoby, które tu broniłyby praw człowieka własną piersią, tam nagle okazują się niewrażliwe na los ludności cywilnej, jeśli ma nieszczęście być niewłaściwej narodowości. Osoby, które nigdy by nie przyznały, że militarystyczny nacjonalizm reprezentuje prawdziwe interesy Polaków, nagle skłaniają się do popierania właśnie militarystycznych i nacjonalistycznych działań po jednej lub drugiej stronie. Tak jakby to właśnie militaryści mieli szczególne prawo do reprezentowania swojego narodu. I jakby naród był jedyną wspólnotą, którą można reprezentować.
Siła zastępczego utożsamienia z pozycją ofiary (palestyńskiego terroryzmu lub izraelskiej okupacji) może niekiedy mącić zdolność osądu i prowadzić do zarażenia napędzającym działania obu stron popędem śmierci. Tymczasem najsłabszą stroną tego konfliktu nie są dziś ani Palestyńczycy, ani Izraelczycy. Najsłabsze – dziś bardziej niż kiedykolwiek w długich dziejach tego konfliktu – są ruchy społeczne i odważne jednostki zaangażowane po obu stronach w działania na rzecz pokoju. To z nimi przede wszystkim musimy być solidarni.
PS. Stanowisko grupy zielonych w PE można przeczytać tutaj.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 13.01.2009 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...