|
Pięciolecie wstąpienia
Polski do Unii Europejskiej skłania do podsumowań. Stawia się
pytania, co dało Polsce te pięć lat. W doświadczeniu wielu
Polaków i Polek Europa przestaje powoli być obiektem
fantazmatycznym, spełnieniem ich zbiorowych marzeń lub koszmarów.
W coraz większym stopniu jest po prostu naszą rzeczywistością,
której wpływ na nasze życie raz jest dobry (strumienie unijnych
pieniędzy, otwierające się rynki pracy), innym razem zły (los
stoczni w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie). Nasz zbiorowy stosunek do
Europy stał się niewątpliwie dojrzalszy, bardziej realistyczny.
Wciąż jednak nie stała się ona w potocznym odczuciu czymś, co
kształtujemy i za co jesteśmy współodpowiedzialni. Niemrawa
kampania do europarlamentu, w której dominuje perspektywa narodowa,
a także niskie zainteresowanie eurowyborami pokazuje to może najlepiej.
Ostatnie pięciolecie
przyniosło jednak głębokie zmiany nie tylko w Polsce, lecz także
w polityce europejskiej. Unia Europejska nie jest dziś taka sama jak
wtedy, gdy do niej wstępowaliśmy. Zapowiedź tego mieliśmy już w
roku 2004, kiedy nowo wybrany Parlament Europejski zablokował
kandydaturę Rocco Buttiglionego na unijnego komisarza ds. praw
obywatelskich. Potem przyszły następne konflikty - o dyrektywę
patentową i o dyrektywę usługową (Bolkesteina), by wymienić
tylko te najgłośniejsze. To znak dojrzewania europejskiej wspólnoty
politycznej. Unia coraz bardziej staje się tym, czym powinna być -
nie tylko obiektem fantazji czy narzędziem w ręku technokratów,
lecz polem otwartego sporu, terenem zmagań o kształt naszego
wspólnego świata.
Jednocześnie mamy do
czynienia z bezprecedensowym „równaniem w dół” pod względem
standardów socjalnych i pracowniczych. Impuls do tego równania w
dół (Amerykanie używają w tym kontekście malowniczego wyrażenia
race to the bottom, czyli „wyścig na dno”) dało do
pewnego stopnia przyjęcie nowych krajów, w których standardy
socjalne są niższe, a praca ludzka jest gorzej wynagradzana. Jednak
decydująca była odpowiedź Komisji na tę
sytuację. Zamiast poszukać prawnych i politycznych narzędzi, które
pozwoliłyby powstrzymać obniżanie standardów, Komisja Europejska
kierowana przez José
Barroso przyjęła tę tendencję z otwartymi ramionami. Dumping
socjalny w UE nie jest tylko efektem „naturalnych” procesów,
lecz także skutkiem prowadzonej przez obecną Komisję polityki.
W europejskich zmaganiach
o kształt wspólnego świata czasem przewagę uzyskuje lewica, a
czasem prawica. Jednak zdominowana przez prawicę komisja Barroso
konsekwentnie popierała interesy dużych państw członkowskich i
wielkiego biznesu kosztem praw pracowniczych, konsumenckich i
ekologicznych. Chodzi nie tylko o stronniczość Komisji w
konkretnych sprawach, takich jak pomoc publiczna dla polskich stoczni
(w parlamentarnej
debacie na ten temat zgodnie wskazywali na to przedstawiciele
wszystkich frakcji). Działania Barroso oraz jego koleżanek i
kolegów mają szkodliwy wpływ także na kształt unijnych
instytucji, na reguły świata, w którym żyjemy.
Przez pięć lat komisja
Barroso nie znalazła czasu na wydanie wytycznych dotyczących
przesłanek pozagospodarczych w stosowaniu prawa konkurencji. Tym
samym względy społeczne i ekologiczne, które przed 2004 rokiem
odgrywały poważną rolę w ograniczaniu destrukcyjnych skutków
nieograniczonego rynku, praktycznie przestały się liczyć. Krajowe
instytucje odpowiedzialne za ochronę konkurencji, na które
przeniesiono kompetencje w tym zakresie, ani razu nie skorzystały z
tych przesłanek.
W grudniu 2007 Europejski
Trybunał Sprawiedliwości wydał precedensowe (i bardzo
kontrowersyjne) wyroki w sprawach Laval i Viking (potwierdzone kilka
miesięcy później wyrokiem w sprawie Rüffert),
legalizując dumping socjalny i ograniczając poważnie prawo do
strajku na terenie UE. Wyroki te wywołały konflikt między Komisją
a Parlamentem. Parlament kilkakrotnie zwracał się do Komisji o
rewizję dyrektywy o delegowaniu pracowników (która była podstawą
prawną orzeczeń ETS). Barroso nie zareagował. Tym samym
Komisja staje się odpowiedzialna za dumping socjalny, ograniczenia
wolności związkowych i łamanie zasady „równa płaca za równą
pracę w tym samym miejscu”.
W roku 2005 utworzono
Frontex - unijną agencję
odpowiedzialną za kontrolę granic zewnętrznych. Działalność
Frontexu, a także polityka migracyjna i graniczna Unii nie tylko
wzbudza ostrą krytykę ze strony organizacji broniących
praw człowieka, lecz także wywołała „poważne
zaniepokojenie” Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców oraz
stanowczą krytykę komisarza ds. praw człowieka Rady Europy Thomasa
Hammarberga. Marzenie o Europie jako ojczyźnie i przystani praw
człowieka zaczyna coraz bardziej rozchodzić się z rzeczywistością.
To tylko kilka przykładów
z bardzo długiej listy. Jest to bezdyskusyjnie najgorsza komisja w
dziejach Wspólnot Europejskich. A jednak Barroso ma spore szanse na
to, by zachować stanowisko na kolejną kadencję.
Jak to możliwe?
Przyjrzyjmy się
stanowisku różnych frakcji w Parlamencie. Chadecy już ogłosili,
że Barroso będzie ich kandydatem na przewodniczącego następnej
Komisji. Zieloni sprzeciwiają się tej kandydaturze, a hasło „Stop
Barroso” („Barroso musi odejść!”) uczynili jednym z wątków
przewodnich swojej europejskiej kampanii wyborczej. Także europejscy
komuniści na pewno będą przeciw Barroso. Liberałowie raczej
Barroso poprą, chociaż najpewniej spróbują wytargować przy
okazji dla siebie stanowisko przewodniczącego Parlamentu (na co mają
poważne szanse). W tej sytuacji wiele, może najwięcej zależy od
socjalistów. Ci zaś wahają się - lub raczej są w tej sprawie podzieleni.
Dlatego warto, zanim
oddamy głos w nadchodzących wyborach, upewnić się, co nasz
kandydat lub kandydatka myśli o kandydaturze Barroso na szefa
Komisji. W tej sprawie nie ma miejsca na neutralność. Znam wiele
osób, które noszą się z zamiarem oddania głosów nieważnych,
gdyż czują, że po prostu nie mają na kogo głosować, że żadna
lista jako całość nie spełnia ich minimalnych oczekiwań. Z
czysto polskiej perspektywy jest w tym wiele racji. Ale dla Europy to
są niezwykle ważne wybory. Europy nie stać na kolejne zmarnowane
pięć lat. Tylko od nas zależy, czy Europę stać będzie na coś
lepszego niż odchodząca komisja. Wciąż mamy szansę powstrzymać
Barroso, zatrzymać wyścig na dno i nadać Unii Europejskiej nowy kierunek.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...