NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Olesiński: Rozsądny dług publiczny… wbrew kaprysom rynków Drukuj
Bartek Olesiński*   
07.01.2011

Rozsądny dług publicznyPodobno „ekonomiści nie mają wątpliwości – dług nas pogrąża”, a „polskim finansom publicznym grozi katastrofa”. Paradoksalnie, z ekonomicznego punktu widzenia, największe zagrożenie dla stanu polskiej gospodarki mogą stanowić właśnie ci, którzy biją na alarm.


Przebłagać rynki


Zwolennicy cięć budżetowych zazwyczaj straszą wysokimi kosztami obsługi długu publicznego, które hamują wzrost gospodarczy. Są one tym mniejsze, im niższe jest oprocentowanie obligacji skarbowych, które z kolei zależy od zaufania rynków finansowych do danego kraju-dłużnika. Z tego punktu widzenia tzw. konsolidacja budżetu, czyli dążenie do jego zrównoważenia, stanowi najlepszy sposób na wyjście z kryzysu. Właściciele kapitału dostają sygnał, że rząd jest „rozsądny” i nie żyje ponad stan, co zachęca nie tylko do inwestowania, ale też do kupowania niżej oprocentowanych papierów rządowych. Dzieje się tak, ponieważ pomimo niższych zysków z inwestycji mają oni większą pewność, że ich odsetki zostaną zrealizowane. Paul Krugman w książce The Return of Depression Economics and the Crisis of 2008 trafnie skomentował istotę tego straceńczego podejścia pisząc, że „(…) rządy miały pokazać swoją powagę przez zadawanie bólu samym sobie – niezależnie od tego, czy ból ten miał jakiekolwiek znaczenie dla palących problemów – ponieważ tylko tak mogły one odzyskać zaufanie rynków”.


Dlaczego straceńczego? Przede wszystkim, jak zauważa Dani Rodrik, ekonomista z Uniwersytetu Harvarda, rynki finansowe nie stanowią wszechwiedzącego monolitu, który byłby w stanie określić, co tak naprawdę zwiększa jego „zaufanie”. Wszystko dlatego, że jednostki i firmy działające na rynkach, tak samo jak wielu ekonomistów, nie mają pewności, co decyduje o zdolności danego kraju do regulowania zobowiązań. Równie dobrze zagrożeniem dla wypłacalności może być bieżący deficyt, jak i niski wzrost gospodarczy wywołany samymi pakietami reform mającymi obniżyć ten deficyt.


Deficyt niczym hydra


Cięcia budżetowe, a szczególnie te radykalne, uderzają nie tylko w interesy poszczególnych grup społecznych, które tracą pewne przywileje, jak np. prawo do godnego zasiłku dla bezrobotnych.


Gorsze są konsekwencje makroekonomiczne, które sprawiają, że próby nadmiernego obcięcia deficytu powodują jego zwiększenie. Tak to się skończyło w Polsce w czasach transformacji: dążenia w stronę zrównoważenia budżetu przez ówczesnego ministra finansów Leszka Balcerowicza w 1991 roku, zaowocowały wzrostem deficytu o 123 proc. w roku następnym. Podobne zjawisko obserwujemy także i dzisiaj w przypadku Irlandii, którą do niedawna pokazywano jako przykład wzorowej reakcji na kryzys – jedne z najbardziej fanatycznie przeprowadzonych cięć budżetowych mogą skończyć się, wg. tamtejszego ministra finansów Briana Lenihana, deficytem na poziomie… 32 proc. PKB (dla porównania, według prognoz Ministerstwa Finansów ,,deficyt w Polsce wyniesie w tym roku 7,9 proc., chociaż ostatecznych wyliczeń należy spodziewać się w 2011 roku). Nic też dziwnego, że zielona wyspa stanęła ostatnio na skraju bankructwa.


Z czego to wynika? Kazimierz Łaski z Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Analiz Ekonomicznych (WIIW) wskazuje na chroniczną niezdolność rozwiniętych gospodarek kapitalistycznych do inwestowania wszystkich oszczędności, w efekcie czego dochodzi do marnotrawstwa. Przejawia się to chociażby w niechęci banków, szczególnie w czasach dekoniunktury, do udzielania kredytów, co zmniejsza popyt wewnętrzny i prowadzi do ograniczenia produkcji – czyli do recesji, co oznacza zmniejszenie stopy wzrostu PKB i bankructwa firm. Powstałą lukę można wypełnić inwestycjami publicznymi, sfinansowanymi przez emisję specjalnych obligacji skarbowych (o nominałach powyżej 50 tys. zł), które z punktu widzenia inwestorów chcących zabezpieczyć się przed ryzykiem, stanowią znacznie atrakcyjniejszą lokatę, niż depozyty bankowe. Taki „recycling oszczędności”, które inaczej leżakowałyby bezużytecznie, ogranicza negatywne skutki zmniejszenia skłonności do inwestowania sektora prywatnego. Jeżeli zaś problem niechęci do inwestowania nie został jeszcze rozwiązany, a rząd mimo to postanawia ograniczyć deficyt, luka popytowa znowu się otwiera, co zmniejsza PKB, a wraz z nim – wpływy do budżetu. Nowy deficyt wyrasta w miejscu poprzedniego.


Nie taka straszna konieczność?


Deficyt budżetowy jest niezbędny w chwilach kryzysów. Problem w tym, że rząd musi kiedyś oddać pożyczone pieniądze. Wydawałoby się więc, że ratując się przed trudnościami gospodarczymi teraz, obarczamy przyszłe pokolenia niesprawiedliwym ciężarem. Jest to jednak wniosek absolutnie błędny.


Po pierwsze, państwa-dłużnika nie można utożsamiać z obywatelem-dłużnikiem. Z założenia państwo jest wieczne i nigdy nie przychodzi moment, gdy reguluje wszystkie swoje zobowiązania na raz. W związku z tym ma możliwość tzw. rolowania – czyli spłaty jednych zobowiązań innymi, co wiąże się jedynie z wypłatą odsetek, bez zwiększenia kwoty bazowej. Są to tzw. koszty obsługi długu, obecne w corocznym budżecie. Ponadto państwo zwykle odnotowuje wzrost gospodarczy, co sprawia, że ten sam dług, nawet po uwzględnieniu odsetek, stanowi coraz mniejszą część aktualnego PKB. Polsko-amerykański ekonomista Evsey Domar zauważył, że, gdy średni wieloletni deficyt budżetowy, jako ułamek PKB, zwiążemy ze średnią wieloletnią stopą wzrostu gospodarczego, dług publiczny będzie zbliżał się do ściśle określonej granicy. Przykładowo, załóżmy że przez kolejne 20 lat będziemy odnotowywać wzrost gospodarczy na poziomie 4,3 proc. rocznie. Aby nie przekroczyć do konstytucyjnego maksimum 60 proc. PKB długu publicznego, deficyt strukturalny będzie musiał wynosić 2,58 proc. rocznie. Oznacza to, że w czasach kryzysu możemy mieć deficyty na poziomie nawet 7 proc., ale w czasach dobrobytu – poniżej 2,58 procent. Nie ma przy tym mowy o konieczności równoważenia budżetu – zgodnie z postkeynesowską myślą ekonomiczną możemy sobie na to pozwolić tylko przy pełnym zatrudnieniu. Oczywiście twierdzenie to wymusza ostrożność w zadłużaniu, co wiąże się z koniecznością ograniczania wydatków albo podwyżki podatków. W przypadku Polski najbardziej niebezpieczne może być wprowadzenie de facto liniowego systemu podatków dochodowych i obniżenie składki rentowej przez rzekomo solidarny rząd PiS, co rocznie kosztuje budżet ok. 40 mld zł (dla ok. 112 mld. deficytu finansów publicznych w 2010 roku). Jeżeli więc deficyt rzeczywiście osiąga zbyt wysokie poziomy, to tylko ze względu na neoliberalne posunięcia prawicowych ekip rządzących, które trzeba jak najszybciej odwołać.

Kto zyskuje, a kto traci na papierach rządowych?


Kolejną kwestią jest to, komu spłacamy dług. Państwo może się zadłużyć albo u swoich obywateli, albo za granicą. W tym drugim przypadku rzeczywiście obciążamy społeczeństwo, bo odsetki wypływają za granicę, ograniczając popyt wewnętrzny. Według innego eksperta WIIW, prof. Leona Podkaminera, stąd wzięły się problemy Grecji. Jednak, gdy spłacamy zobowiązania wewnętrzne, nie możemy mówić o obciążeniu społeczeństwa – pieniądze ściągnięte z podatków wracają przecież do obywateli w postaci odsetek z ich własnych papierów wartościowych. Negatywne konsekwencje mogą wynikać z niesprawiedliwego transferu bogactwa w ręce posiadaczy obligacji skarbowych o dużych nominałach, którzy z reguły należą do ludzi zamożnych. Można to jednak zneutralizować poprzez progresywne opodatkowanie. W związku z tym, wewnętrzny dług publiczny można traktować jako część aktywów społeczeństwa, a nie jako wyrwę w jego finansach. Na szczęście Polska znajduje się w komfortowej sytuacji, bo udział zobowiązań wobec zagranicy rok rocznie stanowi coraz mniejszy ułamek długu publicznego naszego kraju.


Korzyści makroekonomiczne z utrzymywania deficytu budżetowego na rozsądnym poziomie mogą być zaś nie do przecenienia. Dzięki inwestycjom publicznym kraj poprawia jakość swojej infrastruktury, co według wielu ekonomistów pozwala na zwiększenie inwestycji prywatnych. Ponadto możliwe staje się utrzymanie wyższej stopy wzrostu gospodarczego, co sprawia, że przyszłe pokolenia będą bogatsze. Według Daniego Rodrika to właśnie te realne przejawy zdrowia gospodarki przekonają rynki finansowe, że warto pożyczać danemu rządowi. Wymagałoby to rzetelnej akcji informacyjnej i nieugiętości wobec chwilowych wahań nastrojów inwestorów.


***


Na koniec – ciekawostka. Funkcjonujący od 1989 roku amerykański zegar długu publicznego, będący wzorem dla polskich „technokratów”, został kiedyś zasłonięty – w 2000 roku, gdy suma zobowiązań zaczęła maleć. Odsłonięto go ponownie w 2002 roku, gdy sytuacja powróciła „do normy” i zegar mógł znowu siać niepokój. 

 

*Bartek Olesiński - student SGH, przewodniczący Studenckiego Koła Naukowego Polityki Gospodarczej

 

SKN Polityki Gospodarczej zaprasza na debatę „Budżet 2011. Ratunek na trudne czasy?”. Udział wezmą Ryszard Bugaj z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN oraz Paweł Szałamacha z Instytutu Sobieskiego. Debata odbędzie się w środę  12 stycznia o godz. 17:00 w Auli I Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie (Budynek C, Al. Niepodległości 128).

 

Komentarze
Dodaj nowy
Arek   |07.01.2011 22:17:08
Pomysł OFE to jeden z większych przekrętów 7% prowizja za zakup obligacji
oprocentowanych na 6%, tak samo jak budowa autostrad najdrożej w europie.
Agnieszka G.   |08.01.2011 01:35:43
Powstałą lukę można wypełnić inwestycjami publicznymi, sfinansowanymi przez
emisję specjalnych obligacji skarbowych (o nominałach powyżej 50 tys.
zł), które z punktu widzenia inwestorów chcących zabezpieczyć się
przed ryzykiem, stanowią znacznie atrakcyjniejszą lokatę, niż depozyty
bankowe.


Fajne są takie magiczne zaklęcia. Jest to kluczowe miejsce w
rozumowaniu i ani słowa o tym, dlaczego te "specjalne
obligacje" emitowane przez zadłużone państwo
"stanowią znacznie atrakcyjniejszą lokatę". Po
prostu "stanowią" i już? Takim "stanowieniem" to ja
mogę od ręki rozwiązać dowolne problemy ekonomiczne dowolnego kraju o
dowolnym ustroju.
Kuba   |08.01.2011 11:35:51
Teraz prowizja wynosi 3,5%, więc sam nie rób przekrętów. Wiadomo, że prowizje
powinny być jeszcze mniejsze, a OFE bardziej agresywne. Te zmiany miały być
wprowadzone w 2004 roku zgodnie z ustawą, ale rządy tego zaniechały, bo się
bały. Tak samo z przywilejami górników i mundurowych. Miało ich nie być, ale
strachliwe rządy je wprowadziły, więc dlatego OFE jest takie nieefektywne.
Pierwszy Maja  - @ Kuba   |08.01.2011 11:57:08
OFE są nieefektywne ze swej natury. dlaczego tak jest wiedziano już w 2000 roku,
gdy rząd Buzka cieszył się wprowadzeniem innowacyjnych rozwiązań ekonomicznych
(to określenie akurat z tekstu Pawła Świebody). polecam np.
http://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id =879928 Nicholasa Barra z
LSE. Barr rozprawia się też z mitem, że OFE są niewrażliwe na zmiany
demograficzne. są, tak samo jak ZUS.
co do agresywnych inwestycji, to jest to po
prostu niebezpieczne dla przyszłych emerytów - agresywne inwestycje oznaczają
większe ryzyko, wystarczy at the end of the day wszystkie emerytury oparte na
rynkach finansowych są ryzykowne. wiesz jakie to uczucie czytać w liście od
twojego OFE, że stracili 30 proc. twoich oszczędności, ale to nie ich wina, bo
przecież inwestują najlepiej jak mogą? Poza tym agresywność inwestycji nie ma
zbyt wiele do rzeczy: wzrost indeksów giełdowych na dłuższą metę odzwierciedla
wzrost PKB, a tego przeskoczyć się nie da.
Kuba   |08.01.2011 12:10:29
No dobra, a co z przywilejami, o których
pisałem i z tym, że ja mając 22 lata w
wieku emerytalnym będę miał głodową emeryturę, bo dużo mniej ludzi będzie
pracować. OFE odkłada to na termin późniejszy.
Pierwszy Maja  - @Kuba   |08.01.2011 12:47:31
Problem jest złożony.
Po pierwsze w Polsce wczesne wiek emerytalny jest mitem.
Plasujemy się w średniej europejskiej. Inną sprawą, aczkolwiek powiązaną, jest
to, że ludzie 50+ mają bardzo trudną sytuację na rynku pracy. Niestety polscy
pracodawcy zostali rozpuszczeni wysokim bezrobociem, bo mogli wtedy wymieniać
pracowników na młodszych, jak chcieli. To ma dość poważny związek z tzw. długiem
emerytalnym, bo zmniejsza się ilość pracowników, którzy dorzucają się do
systemu.
Po drugie, demografii nie naprawi się zmniejszając ludziom emerytury (a
wyliczenia są bezlitosne: emerytury z "nowego systemu" będą nawet o 1/3
niższe, niż ze starego) - w takiej sytuacji godna emerytura i dziecko konkurują
ze sobą. Demografię można naprawić dobrą polityką prorodzinną. Warto zerknąć na
Skandynawię. Publiczne przedszkola i żłobki, płatne urlopy rodzicielskie czy
nawet takie bzdety jak podjazdy dla wózków - tam chce się mieć dzieci.
Co do
uprawnień, to sprawa jest złożona, ale to temat zastępczy, ponieważ to OFE robią
większą dziurę w ZUS i przez to w finansach publicznych. W każdym razie nie
wolno tych uprawnień zabierać z dnia na dzień, bo to może skrzywdzić ludzi w
takich zawodach jak górnictwo. Ja uważam, że górników powinno się
przekwalifikowywać i przerzucać gospodarkę na zieloną energię. Uprawnienia
górników związane są z tym, że ich zawód bardzo niszczy im zdrowie. W innych
zawodach być może mogliby pracować dłużej.
No i jeszcze jedno - żeby sfinansować
emerytury trzeba podnieść podatki. Ja wolę płacić wyższe podatki, niż oszczędzać
w prywatnych funduszach (tzw. trzeci filar). Widzę różnicę między dorzucaniem
się do wspólnego worka a oddawaniem pieniędzy prywatnym instytucjom, które zedrą
ze mnie prowizje, a jak stracą to powiedzą, sorry, ale robiliśmy, co mogliśmy.
Na polityków mam przynajmniej jakiś wpływ - kilkutysięczna demonstracja swoje
robi.
kot   |08.01.2011 12:57:59
Bartek Olesiński
-warto zapamiętać, to nazwisko.
Agnieszka G.   |08.01.2011 13:11:52
@Pierwszy Maja

Demografię można naprawić dobrą polityką prorodzinną. Warto zerknąć
na
Skandynawię. Publiczne przedszkola i żłobki, płatne
urlopy rodzicielskie czy
nawet takie bzdety jak podjazdy dla wózków -
tam chce się mieć dzieci.


O ile wiem, w Szwecji przyrost naturalny jest ujemny i najbardziej
rozmnażają się emigranci pozaeuropejscy, którzy najmniej korzystają
z różnych macierzyńskich ułatwień, bo kobieta na ogół i tak w domu
siedzi. To sprawa stylu życia i tyle. Dzieci Polacy mieli za komuny. Teraz
każdy chce posmakować tych dóbr, których jeszcze nie zaznał.
Agnieszka G.   |08.01.2011 13:16:06
> kot

Bartek Olesiński
-warto zapamiętać, to nazwisko.


Dla mnie jest to tekst na granicy demagogii, ale jeśli uważasz inaczej,
to odpowiedz na pytanie, które postawiłam w poście na górze. Dlaczego
inwestorzy mają się rzucać na jakieś obligacje zadłużonego po uszy państwa?
Pożyczyłbyś duże pieniądze koledze, o którym wiesz, że ma długi u
wszystkich znajomych, nawet gdyby ci opowiadał cuda na co rozwojowego je
przeznaczy?
Pierwszy Maja  - @ Agnieszka G   |08.01.2011 13:21:38
Współczynnik dzietności w Skandynawii nie satysfakcjonuje demografów, ale i tak
jest wyższy niż w Polsce. I z ułatwień korzystają wszyscy - i imigranci i
etniczni Szwedzi, co w zasadzie nie ma znaczenia, ponieważ chodzi o
zastępowalność pokoleń, a nie o to, która grupa społeczna ma więcej dzieci.
Agnieszka G.   |08.01.2011 13:58:08
> Pierwszy Maja

Nie żebym była przeciwko żłobkom, ale działają nie tyle
ułatwienia, ile ogólna "sytość" społeczeństwa (trudna do zmierzenia
wskaźnikami ekonomicznymi). Dziś u nas nawet oddawane do darmowego żłobka czy
przedszkola dziecko dalej jest alternatywą wielu dóbr, na które ma się większy
"apetyt" niż na to dziecko. Z drugiej strony, polska wieś w pokoleniu
moich dziadków rozmnażała się aż miło, choć taka instytucja jak żłobek była tam
kompletnie nieznana, a poziom życia wg dzisiejszych kryteriów - tragiczny.
jacek  - @Agnieszka G   |08.01.2011 14:46:37
Demografia.
Przyrost naturalny w Polsce rośnie od 2006 a od 2008 jest dodatni.
Prognozy demograficzne zakładają załamanie za 5 -10 lat. (źródła - dane
statystyczne i prognozy GUS) Niewatpliwie już dziś należy podejmować wysiłki by
pesymistyczne prognozy się nie sprawdziły.

Dlaczego instytucje finansowe chcą
kupować obligacje wyjaśni Pani
artykuł:
http://www.debtdeflation.com/blogs/2009/
01/31/therovingcavaliersofcredit/
kot  - re:   |08.01.2011 15:47:55
Agnieszka G. napisa?:
> kot

Bartek Olesiński
-warto zapamiętać, to nazwisko.


Dla mnie jest to tekst na granicy demagogii, ale jeśli uważasz inaczej,
to odpowiedz na pytanie, które postawiłam w poście na górze.
Dlaczego inwestorzy mają się rzucać na jakieś obligacje zadłużonego po
uszy państwa? Pożyczyłbyś duże pieniądze koledze, o którym wiesz, że ma
długi u wszystkich znajomych, nawet gdyby ci opowiadał cuda na co
rozwojowego je przeznaczy?


O ile z grubsza znam się na medycynie,
to wiedza dotycząca mechanizmów
ekonomicznych prezentowana przez Bartka jest uporządkowania i dotyczy
spraw w ekonomii najistotniejszych. W swoim tekście podawał nie tylko
tezy ale także uzasadnienia.
W jednym wypadku tego nie zrobił i na to
zwróciłaś uwagę.Ale to był szczegół podlegający sprawdzeniu, a nie
dywagacjom. Aby udowodnić demagogie powinnaś  odnieść się do zasadniczych
tez.
Stwierdzenie, na tak wątlej podstawie, ze tekst jest
demagogiczny, świadczy tylko o tym, ze lubisz wypowiadać zdecydowane
sady na tematy, których nie rozumiesz.
ubik   |08.01.2011 16:17:06
Jak widać z wpisów demografia to trudna dziedzina. Wprawdzie mamy dodatni
przyrost naturalny, ale to jest tylko rezultatem wyżu (to znaczy dużo osób w w
wieku reprodukcyjnym, które teraz mają dzieci, a nie dużo dzieci na jedną
kobietę). Ważne jest co innego w 2008 r. dzietność, a więc ilość dzieci
urodzonych w ciągu życia przez kobietę wynosiła 1,39, a to się nazywa katastrofa
demograficzna, która obligatoryjnie wymaga polityki prorodzinnej, co mądre
państwa (jak Szwecja) robią. Dziecko dla wielu ludzi, zawsze będzie wygrywało
konkurencję z wczasami pod palmami, chociaż konsumpcjonizm rzeczywiście jest
problemem.
Agnieszka G.   |08.01.2011 16:30:15
> jacek

Dlaczego instytucje finansowe chcą
kupować obligacje wyjaśni Pani…


Nie tak brzmiało pytanie.
Agnieszka G.   |08.01.2011 16:44:43
> kot

Ale to był szczegół podlegający sprawdzeniu, a nie dywagacjom

To nie był żaden "szczegół", ale istotne ogniwo
rozumowania.

To tak jakby lekarz ci napisał: powstałe osłabienie
organizmu może organizm sam łatwo wyrównać za pomocą
wydzielenie specjalnej substancji, dzięki której sam się pobudzi do
większej aktywności.

Jeśli to nie jest wyłącznie wiara w cuda, to
wypadałoby z detalami napisać, co to za niesamowita
substancja gwarantująca samowyleczenie. W tym wypadku: co to za
niesamowite obligacje emitowane przez osłabioną i zadłużoną gospodarkę, a
jednocześnie zabezpieczające inwestorów przed ryzykiem. 

Albo to
szczegółowo wyjaśnisz albo odwołaj swoją demagogiczną opinię, że wypowiadam
się na tematy, których nie rozumiem. Taki szybki zjazd ad personam nie
świadczy dobrze o jakości twoich argumentów (o ile potrafisz przedstawić
cokolwiek poza szczerą wiarą w kompetencje Bartka).
Pierwszy Maja  - @ Agnieszka   |08.01.2011 17:02:00
Agnieszka G. napisa?:
> jacek

Dlaczego instytucje finansowe chcą
kupować obligacje wyjaśni Pani…


Nie tak brzmiało pytanie.



Ale do tego pytania się sprowadza. Jeśli specjalne obligacje miałyby być
dobrym rozwiązaniem dla sfinansowania inwestycji publicznych, to
dlatego właśnie, że instytucje finansowe chciałyby je kupić. I pytanie
o "magiczne zaklęcie" jak raczyłaś pomysł Olesińskiego
pogardliwie nazwać sprowadza się właśnie do tego: dlaczego instytucje
finansowe chcą kupować obligacje.

co do rozmnażania, wsi i sytości
społeczeństwa to… argument z wsi jest o tyle nie trafiony, że wtedy
dostępność do środków antykoncepcyjnych była, powiedzmy,
ograniczona. zwłaszcza jeśli wieś była biedna. różnica zasadza się
właśnie na usługach związanych z rodzicielstwem oraz świadczeniach
pieniężnych - dziecko nie jest wydatkiem w Szwecji
(przedszkola, żłobki, zasiłki, dodatki, darmowe podręczniki etc.).
Agnieszka G.   |08.01.2011 17:28:41
> Pierwszy Maja

I pytanie
o "magiczne zaklęcie" jak raczyłaś pomysł
Olesińskiego
pogardliwie nazwać sprowadza się właśnie do tego:
dlaczego instytucje
finansowe chcą kupować obligacje.


Wybacz, ale to rozumowanie urąga logice. Konkretne pytanie
"dlaczego X miałby akurat kupić bzdet Y", NIE SPROWADZA się do
pytania "dlaczego konsumenci w ogóle kupują jakiekolwiek
towary".

Ludzie jednak nie kupują każdej tandety. Inwestorzy nie
kupują dowolnych obligacji w dowolnym momencie. Raz jeszcze pytam: co
takiego cudownego byłoby w tych obligacjach zadłużonego państwa, że
byłyby atrakcyjne dla inwestorów chcących się zabezpieczyć przed
ryzykiem. Czemu takimi cudownymi obligacjami nie rozwiązują
swoich problemów Grecy czy Irlandczycy?

dziecko nie jest wydatkiem w Szwecji

Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Tj. czemu Szwecja, mimo
bez porównania większych i nieosiągalnych dla nas
nakładów "wokółdzieciowych", demograficznie stoi najwyżej ciut
lepiej niż Polska?
Pierwszy Maja  - @ Agnieszka G   |08.01.2011 17:55:55
Dobrze więc, wyjaśnię łopatologicznie. Żeby zarabiać, instytucje finansowe muszą
w coś inwestować posiadane pieniądze. I mogą je inwestować w różne rzeczy, ale
jeśli wszystkie z nich są tandetami, to muszą zainwestować w najlepszą tandetę.
Póki co - jasne? No więc, jeśli chcesz się dowiedzieć, dlaczego jakieś obligacje
są dobrym pomysłem na sfinansowanie inwestycji publicznych, to musisz się
spytać, dlaczego ktoś chce te obligacje kupić. Albo inaczej, aby dowiedzieć się,
dlaczego obligacje dobrze się sprzedają, musisz wiedzieć, dlaczego ludzie chcą
je kupować. I jeśli masz specjalne obligacje, jakąś konkretną grupę obligacji,
to wtedy odpowiedź na pytanie o obligacje w ogóle może być pomocna. jasne? i jak
widać, inwestorzy chcą kupować obligacje zadłużonych państw, bo w zasadzie tylko
takie mają do kupienia - zadłużonych jest właściwie bardzo dużo państw
rozwiniętych.

co do dzietności w Szwecji to jest ona dużo wyższa niż w Polsce.
Według rankingu TFR za 2009 na indexmundi.com Szwecja zajmuje 171 miejsce,
Polska - 205. różnica jest znacząca. Finlandia, Dania i Norwegia są jeszcze
wyżej niż Szwecja.
Agnieszka G.   |08.01.2011 18:38:57
> Pierwszy Maja

Dobrze więc, wyjaśnię łopatologicznie

Niczego nie wyjaśniasz tylko powtarzasz masło maślane, że inwestorzy
będą kupowali specjalne obligacje, bo są one specjalne.

to musisz się spytać, dlaczego ktoś chce te obligacje kupić

Właśnie o to cały czas pytam. I jak dotąd nikt nie udzielił mi
odpowiedzi. Ty także nie.

Inwestorzy, owszem, kupują czasem
nawet śmieciowe obligacje, ale w celach spekulacyjnych. Ryzyko jest
wielkie, ale jeśli śmieć kupiony za grosz da się komuś wcisnąć za dwa
grosze to przebicie jest 100%. W tym artykule jednak nie ma mowy o
spekulacjach śmieciowymi obligacjami, ale o "specjalnych
obligacjach", które mieliby kupować inwestorzy chcący się zabezpieczyć
przed RYZYKIEM. I tu jest pies pogrzebany…

Z jednej strony pisze
się o gospodarce w stadium, który zniechęca banki do inwestycji, a kilka
zdań później uważa się za oczywistą oczywistość, że w takiej
gospodarce inwestorzy o niskiej skłonności do ryzyka będą chętnie
inwestować w obligacje służące do finansowania inwestycji
publicznych. Przecież to nonsens!

co do dzietności w Szwecji to jest ona dużo wyższa niż w Polsce

Nie rozśmieszaj mnie! Dalej jest sporo poniżej poziomu zastępowalności
(podobnie jak i w innych krajach skandynawskich). Czyli jest to
faktycznie różnica między katastrofką a katastrofą.
Jan Lete   |08.01.2011 19:41:36
Artykuł trzeba przyznać ciekawy i mam nadzieję, że więcej będzie takich w KP.
Ale jednak zgodzę się z Agnieszką G., że momentami opiera się na magicznych
zaklęciach.
Szczególnie interesujące jest założenie o wiecznym trwaniu państwa,
swobodnym podejściu do rollowania, bezkrytycznej wierze w moc rządowych
inwestycji w infrastrukturę i przykładach w których zakłada się wzrost ponad 4%
przez 20 lat.

Zastanawiające jest, że autor najpierw piętnuje cięcia i
równoważenie budżetu, a potem cichaczem dodaje uwagę, że jednak
"ostrożność" w zadłużaniu jest wskazana, co oznacza cięcie wydatków lub
podwyżkę podatków.

Na koniec, może się czepiam, ale:

"Ekonomiczny punkt
widzenia" - czyli jaki? Jeśli zrobić mały przegląd ekonomicznych punktów
widzenia, to okaże się że często sa one sprzeczne ze sobą, zaleznie od szkoły
każdy ma swoje dobre rady.

"interesy pewnych grup społecznych" -
przykład z zasiłkiem jest oczywiście bardzo wzruszający, ale główny problem
przywilejów w Polsce nie dotyczy bezrobotnych, ale odziedziczonych zobowiązań,
których nikt nie chce ruszyć.
kot   |08.01.2011 23:34:53
-Agnieszka to czy chcą kupować tego typu obligacje, czy nie?
To nie zależy od
uzasadnień jego Twoich, moich ale od statystyk, które są dostępne. I albo
inwestorzy takie obligacje preferują, albo nie.
Teza ta należy do zdań mówiących
o faktach. Dyskusja o faktach nie ma sensu.
O faktach nie dywaguje się. Fakty
sprawdza się.
zuza75  - @ Agnieszka G   |09.01.2011 12:53:06
obligacje panstw sa znacznie atrakcyjniejsze od akcji prywatnych firm bo daja
100% pewnosc splaty - panstwa z zasady nie bankrutuja jak prywatne firmy
w
czasach zawieruchy finansowej rynkowi gracze szukaja spokojnego portu dla swoich
pieniedzy a takim sa wlasnie obligacje panstwowe najlepszym przykladem sa Stany
Zjednoczone ktore bezskutecznie probuja wywolac inflacje i zmniejszyc tym samym
zadluzenie ktore wynosi uwaga 90 % PKB ! a inwestorzy i tak wala drzwiami i
oknami wykupujac ameykanskie obligacje bardzo nisko zreszta oprocentowane -
dlaczego ? bo panstwo takie jak USA nawet przy zadluzeniu 300% PKB nie moze
zbankrutowac.
Agnieszka G.   |09.01.2011 20:44:56
> zuza75

obligacje panstw sa znacznie atrakcyjniejsze od akcji prywatnych firm bo
daja 100% pewnosc splaty


To czemu Grecy poszli na żebry do UE, zamiast po prostu wypuścić takie
fajne atrakcyjne obligacje?

Proponuję sprawdzić, jaki jest obecny
rating greckich papierów rządowych, zamiast wypisywać slogany o "100%
pewności spłaty".

Wiara w to, że USA nie może zbankrutować
jest wzruszająca. Ale w 1925 roku ludzie też powszechnie wierzyli, że
gospodarka amerykańska jako całość jest nie do ruszenia. Po paru
latach wyleczyli się złudzeń.

Co do amerykańskich obligacji, to mam
jedno pytanie: skoro jest na nie taki niesamowity wprost popyt, czemu
od pewnego czasu FED skupuje je za dodrukowywane pieniądze?
Spokojny   |09.01.2011 21:08:54
cyt:
demografię można naprawić dobrą polityką prorodzinną. Warto zerknąć
na
Skandynawię. Publiczne przedszkola i żłobki, płatne urlopy rodzicielskie
czy
nawet takie bzdety jak podjazdy dla wózków - tam chce się mieć
dzieci.
 — -
Ludzie plis przestańcie wreszcie powtarzać bezkrytycznie jeden po
drugim ten mit. Polityką prorodzinną można jedynie demografię nieco poprawić,
natomiast w żadnym wypadku nie można z jej pomocą osiągnąć poziomu
zastępowalności pokoleniowej. Nigdzie w żadnym kraju skandynawskim tej
zastępowalności nie osiągnięto ani się nawet do niej nie zbliżono. To, że mają
więcej dzieci niż w Polsce nic nie zmienia. Zastępowalność jest albo jej nie ma.
Jeśli na kobietę przypada mniej niż 2,1 dziecko to jej nie ma i kropka. W
krajach zurbanizowanych jej nie ma. Jedyną dotychczas stosowaną metodą która
okazała się skuteczna jest zapewnienie kobiecie stałego kontraktu z mężczyzną.
Takiego,którego nie można rozerwać. Żadna kobieta mająca mózg nie właduje się w
dwoje i więcej dzieci jeśli nie ma gwarancji, że ich ojciec z nią pozostanie i
żadne przedszkola, żłobki i podjazdy dla wózków jej tego nie zastąpią. A
społeczeństwo wolności seksualnej i równości praw płci jej w żadnym wypadku
takiej gwarancji nie daje. Dlatego niezależnie od tego jak bardzo prawo pracy by
kobiet nie chołubiło ona się na ten układ nie zapisze. Nie jest idiotką.
MMK  - Które obligacje inwestorzy kupują i na jaki procen   |09.01.2011 23:24:42
kot napisa?:
albo inwestorzy takie obligacje preferują, albo nie.
Teza ta należy do
zdań mówiących o faktach. Dyskusja o faktach nie ma sensu.
O faktach
nie dywaguje się. Fakty sprawdza się.


I faktycznie kupują teraz greckie obligacje ? (Jeśli twierdzisz że kupują
to po co cały pakiet ratunkowy dla Grecji i cięcia
greckiego socjału)

Kupowali PRLowskie przed bankructwem ?
kot   |10.01.2011 14:18:39
MMK ja chyba nie o tym!
kot   |10.01.2011 14:57:59
Dyskusja potoczyła się jakby poza tematem.Istotą tego tekstu jest określenie
jak powinna być prowadzona polityka gospodarcza!
-Może mieć charakter popytowy
lub podażowy.To są od lat dwie zwalczające się szkoły. W obu wypadkach mamy
dochodzenie do równowagi budżetowej- ale jakby z dwóch przeciwnych
stron.
Kapitalizm preferuje ścieżkę podażową.
Równowaga poprzez cięcia gł.
socjalne restrykcje, które w końcu powodują ograniczenie popytu i zastój na
szerokim rynku.Lecz dla kapitalizmu to nie problem, bo wymyślenie nowego
gadżetu znowu ma ożywić rynek płytszy ale bardziej ekskluzywny.
Jajko czy
kura.
Czy popyt tworzy podaż, czy podaż tworzy popyt.
Nawiasem autor powołuje
się na wybitnego polskiego neokeynsiste Henryka Łaskiego warto by go zaprosić na
wykłady do Krytyki.
Nawet w najbiedniejszym państwie znajdziesz warstwę na tyle
sytuowaną, którą stać na drogie nowości.
Autor  - Odpowiedź na wątpliwości   |10.01.2011 21:10:32
Kazimierza Łaskiego - postkeynesistę, chociaż bardziej pasuje określenie
kaleckista, bo szkołę postkeynesowską założył Michał Kalecki - gwoli ścisłości;)
Na pewno profesor się zgodzi, jak będzie w Polsce.

Co do wątpliwości: przy
krytyce mojego podejścia do skupowania obligacji w czasie kryzysu powołano się
na sytuacje ekstremalne - Irlandii i Grecji. Pragnę zauważyć, że nie mówię o
takich sytuacjach, gdzie mamy kilkudziesięcioprocentowe fluktuacje długu
publicznego - być może jest to mój błąd. To zupełnie obala twierdzenie Domara -
bo winduje stopę procentową do poziomów nie dających trzymać zadłużenia w
ryzach. Ale to samo można powiedzieć dosłownie o każdym narzędziu polityki
gospodarczej - nawet operacje otwartego rynku można sprowadzić do drukowania
pieniędzy na skalę Zimbabwe. W ekonomii przede wszystkim liczy się umiar i
rozsądne planowanie interwencji.

Dlatego w większości przypadków zadłużonych
państw rozwiniętych w czasie kryzysu działa reguła, że podmioty traktują
obligacje rządowe jako bezpieczną lokatę w czasie zamieszania - państwu jest
dużo trudniej zbankrutować, niż bankowi, chociażby dlatego, że dysponuje dużo
bardziej rozbudowanymi narzędziami do pozyskiwania środków. Z tego względu w
Polsce popyt na comiesięczną emisję długu zwykle dwukrotnie przewyższa
podaż.

Czy nadal brzmi to nonsensownie?

Jeszcze co do polityki popytowej i
podażowej - ja bym nie przyznawał absolutnego prymatu żadnej z nich. A jednak
pozostaje faktem, że polityka podażowa ostatnich 30 lat polegała na
bezrefleksyjnym ograniczaniu popytu wewnętrznego, stąd jej szkodliwy wpływ.
Raczej powinno być tak, że polityka podażowa działa w kierunku zwiększania
możliwości produkcyjnych gospodarki.
ubik   |11.01.2011 11:13:36
Spokojny: to nie prawda, że polityka prorodzinna nie działa. Francja osiągnęła
dzietność 2,0, a to jest prawie zastępowalność, Szwecja ma prawie 1,9. Natomiast
źle jest w Polsce - 1,39, gdzie nie ma polityki prorodzinnej.
KrzysztofMazur   |11.01.2011 17:14:16
Polityki prorodzinnej nie ma też w USA, gdzie jest zastępowalność pokoleń,
inaczej niż we Francji, Szwecji itd.

Polska nie jest i nie będzie drugą Francją
ani Szwecją tak samo jak nie jest drugą Irlandią, Japonią ani
Finlandią.

Wszystkie prognozy międzynarodowe i krajowe włącznie z
hurraoptymistycznym prognozami Ministerstwa Finansów mówią, że wzrost
gospodarczy w Polsce będzie spadał, więc opowieści o spadku zadłużenia przez
szybszy wzrost to mrzonki.

Nie rozumiem po co państwa w ogóle mają mieć dług?
Czy nie można by prowadzić polityki ‘antykryzysowej’ (abstrahując od jej
słuszności) przy długu wokół zera? Jeżeli tak się nie dzieje, to chyba oznacza,
że państwa po prostu zwiększają zadłużenie.

Wzrost długów w XX wieku był
możliwy tylko dlatego, że rosła liczba ludności. W XXI wieku nie będzie to
możliwe.

W Irlandii dług powstał z ratowania prywatnych banków, a nie cięć
wydatków. Należało ich nie ratować i tyle. Należy też zablokować zadłużanie się
banków (a nie tylko państw).
KrzysztofMazur   |11.01.2011 17:51:16
Żeby nie było kryzysów finansowych wystarczy zablokować ekspansję kredytową
banków, tzn. zabronić pożyczania pieniędzy zgromadzonych na depozytach. Te
pieniądze byłyby jedynie przechowywane i ryzyko wynosiłoby ZERO. Banki mogłyby
wykorzystywać do udzielana kredytów jedynie kapitał własny i obligacje, czyli
ryzyko stało by się jawne. Ryzykuje tylko ten co chce. I tylko on ponosi straty
przy bankructwie banku. Państwo nikogo nie ratuje i nie ma żadnego długu (z tego
tytułu). Banki nie tworzą bańki spekulacyjnej, bo nie mają z czego. Ceny aktywów
nie rosną, nie ma kryzysu, nie ma inflacji, nie ma długu. Prawdziwe ryzyko
przynosi prawdziwy zysk, prawdziwe bezpieczeństwo nie przynosi żadnego zysku.
Czy to nie jest ‘rozsądna interwencja’? I pogodzenie zwolenników i przeciwników
państwa w gospodarce.
Anonimowy   |12.01.2011 11:52:53
Kilka spraw:
-Czy należy dywagować o faktach ( także statystycznych)
-Ekonomia
Keynesa w której polityka popytowa odgrywa istotną rolę i modna niedawno
ekonomia podażowa. Może nie z tak naukowego zadęcia: ścieżka popytowa i i
podażowa.
Sprawa pierwsza.
- Tam gdzie można rozstrzygnąć problem przy pomocy
logiki -należy to
zrobić. To - taka przypomniana wersja brzytwy Ockhama.
(Wg.
niego!
Należy dążyć do prostoty, wybierając takie wyjaśnienia, które opierają
się na jak najmniejszej liczbie założeń i pojęć.
Zasada ta miała być narzędziem,
pozwalającym na krytykę nadmiernie rozbudowanych, spekulatywnych systemów
średniowiecznych.)
Inny mądrala Napoleon ujął to jeszcze krócej, gdy dowódcy
próbowali mu rozwlekle tłumaczyć dlaczego nie zdołali zdobyci jakiegoś
miasta.,, Bo po pierwsze nie mieliśmy armat,, Dość! To wystarczy.
Dlatego
obstaję przy tym aby o faktach nie dyskutować ( chyba, ze u cioci na
imieninach).
Trzeba albo zawierzyć interlokutorowi, albo nie wierząc potrudzić
się i sprawdzić ( w dobie internetu to nie jest postulat wygórowany)
.
Przykłady: katastrofa Smoleńska logicznie rozstrzygalna już kilka godzin po
pierwszych wyjaśnieniach.
Tymczasem wywołała lawinę spekulacji politycznej,
medialnej i niekończącej się.
Uważam,że identycznie ma się rzecz z zasadnością
wprowadzenia Stanu Wojennego.
Gdy ominęło nas Oświecenie, ze swoją
racjonalnością, tkwimy w średniowiecznym umiłowaniu niekończących się
spekulacji, które są jałowe, do niczego nie prowadzą robią dużo zamieszania,
dają dużo pary w gwizdek, powodują kręcenie się wokół własnego ogona nie
pozwalając poruszać się do przodu.
Wit   |12.01.2011 18:14:52
Kupowanie obligacji państwowych przes firmy i banki może się zatrzymać (jak w
Grecji), ale dlaczego NBP nie mógł by drukować pusty pieniądz? Oczywiście ilość
pieniędzy nie powinna zwiększać ponad norę inflacji. Wydaje się, że zakaz
drukowania pieniędzy jest taką samą głupotą, co ich nadmierne drukowanie w
latach 80-90.
KrzysztofMazur   |13.01.2011 07:01:01
Dodruk pieniądza jest uspołecznieniem strat dłużników (czyli dokładnie tym, co
zwolennicy dodruku rzekomo zwalczają). Skutkiem jest tzw. konsumpcjonizm, nie
opłaca się oszczędzać i pracować, opłaca się jedyne wydawać i zadłużać. Rządy
lubią inflację, bo same są dłużnikami i lubią uspołeczniać swoje
straty.
Natomiast prawdą jest, że głównym źródłem inflacji jest ekspansja
kredytu bankowego (a nie NBP).Gdyby ludzie trzymali majątek w skrytkach
bankowych (jak w Argentynie po kryzysie bankowym), to by zablokowało cykl
koniunkturalny.
Skuba   |15.01.2011 22:00:45
Skoro zakładamy że ludzie powinni lokować swoje oszczędności w obligacjach
skarbowych należy zmienić parę rzeczy technicznych.

Obligacje powinny mieć
niską wartość nominalną - np.: 1000 PLN, aby łatwo można było ja nabyć i szybko
się je liczyło z niskim krokiem notowań 1 grosza.

Powinny być w obrocie
giełdowym, dla każdego inwestora.

Forma powinna być prosta np zero kuponowa,
tak aby można było łatwo stworzyć cały portfel obligacji, i łatwo go porównywać
z konkurencją lokat bankowych.

Pozdrawiam
Kuba
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 09.01.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 25.59544 Seconds