Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Obirek: Moje miejsce w Polsce POPiS-u Drukuj
Stanisław Obirek*   
12.06.2010
popis120.jpgPolska polityka i media stanowią wdzięczne pole obserwacji dla zjawisk mających postać globalną. Wyróżnikiem i polską specyfiką jest to, że u nas dzieje się to „bardziej” i przy powszechnej zmowie milczenia, którą właściwiej trzeba nazwać hipokryzją.


Dla obserwatora polskiej sceny politycznej nie ma alternatywy dla POPiS-u. Dwie prawicowe partie wywodzące się z tradycji solidarnościowej tak dalece zdominowały dyskurs polityczny w naszym kraju, że każdy, kto chce w nim uczestniczyć, musi się do tych partii odnieść, a najlepiej, jeśli chce odegrać znaczącą politycznie rolę, do nich się przyłączyć. W przeciwnym razie skazuje się na marginalizację i polityczny niebyt, czego doświadczyli byli działacze PiS-u - Ludwik Dorn, Marek Jurek i Kazimierz Marcinkiewicz - czy Jan Maria Rokita i Andrzej Olechowski z PO. Przy czym nie chodzi tylko o formalną przynależność partyjną. Również najważniejsze instytucje państwowe są kontrolowane w taki czy inny sposób przez oba ugrupowania partyjne, by wspomnieć Trybunał Konstytucyjny, Instytut Pamięci Narodowej czy tzw. media państwowe (tak zwane, bo dawno przestały służyć państwu, a oddały się z zapałem służbie partyjnych zleceniodawców).

Natomiast istnieje alternatywa dla kogoś, kto jak ja na przykład, nie zamierza w polityce uczestniczyć, a więc kto zwierzęciem politycznym nie będąc, nie zamierza jednak rezygnować z praw i obowiązków, jakie mu przysługują z prostej racji bycia obywatelem tego kraju. Wydaje mi się nawet, że pozycja apolityczna, czy używając nieco zapomnianego pojęcia, postawa klerka, stwarza możliwość działań, których scena polityczna nie tylko nie wygasza, ale wręcz stanowi dogodne tło i konieczny punkt wyjścia. Pozwala mianowicie oceniać i krytykować oraz wystawiać rachunek za niewykorzystane przez polityków możliwości pomnażania dobra wspólnego, a w pewnych okolicznościach, wskazywania na ich rażące zaniedbania, za psucie instytucji państwowych nadużywanych dla partyjnych celów, a nawet na domaganie się ukarania winnych przekroczenia powierzonego im społecznie mandatu służenia społeczeństwu.

Do tej pory korzystałem z tego narzędzia w sposób umiarkowany. Ograniczałem się do wyrażania opinii krytycznych na temat konkretnych zachowań polityków bądź instytucji z politykami związanych. Dotyczyło to przede wszystkim niechęci do przestrzegania elementarnego wymogu, gwarantowanego przy tym przez Konstytucję państwa polskiego, rozdziału kościoła od państwa (w ostatnim czasie chodziło o zamrożoną debatę na temat możliwości stosowania i refundacji metody zapłodnienia in vitro). Teraz mam zamiar to robić, nawet jeśli nie będę o to pytany. Niekoniecznie zresztą odwołując się do mediów, które w swej zdecydowanej większości niechętnie zwracają uwagę na te rażące nadużycia i na nadmierną uległość instytucji państwowych wobec hierarchii kościoła katolickiego. Chcę po prostu poświęcić więcej uwagi w moich zajęciach akademickich anomaliom polskiego życia politycznego i polskich mediów. Zarówno polska polityka, będąca żywą ilustracją ureligijnienia polityki, jak i polskie media, żyjące stwarzanymi przez siebie faktami, stanowią wdzięczne pole obserwacji dla zjawisk mających postać globalną. Wyróżnikiem i polską specyfiką jest to, że u nas dzieje się to „bardziej” i przy powszechnej zmowie milczenia, którą właściwiej trzeba nazwać hipokryzją. Oczywiście, zawsze można wskazać przykłady skrajnych nadużyć czy to w polityce, jak choćby w sąsiedniej Rosji, czy w mediach masowych, jak w kontrolowanych przy imperium medialne premiera Berlusconiego Włoszech. Jednak te przykłady nie usprawiedliwiają naszych własnych grzechów.

Wydaje mi się bowiem, że więcej pożytku przyniesie dobrze ugruntowany wykład monograficzny, czerpiący z otaczającej nas rzeczywistości i rzetelnie udokumentowany tekst naukowy, niż medialne utarczki czy kontakty z zajętymi sobą politykami. Poza tym, z politykami kontaktów do tej pory nie miałem i nic nie wskazuje na to, bym je w przyszłości miał nawiązywać. To samo zresztą mogę powiedzieć o urzędnikach kościelnych. Mój wybór jest więc poniekąd wyborem narzuconym mi przez okoliczności. Staram się z tego uczynić atut i nie traktować tej polityczno-kościelnej marginalizacji jako źródła frustracji. Zresztą również do tzw. mediów publicznych mam podobny stosunek. Mimo sporadycznych kontaktów, które sobie cenię, ich roli nie przeceniam. Wydaje mi się nawet, że ich rola systematycznie maleje. Ma to związek z dramatycznym spadkiem czytelnictwa i umiejętności krytycznego odbioru telewizji. Walka z konkurencją, a nawet po prostu walka o przetrwanie na rynku, nie sprzyja jasności widzenia czy zdolności pogłębionej refleksji nad miejscem polityki i kościoła w sferze publicznej. A swoisty terror wielkości nakładu czy oglądalności paraliżują wręcz zdolność podejmowania tematów trudnych czy po prostu z takich czy innych względów niewygodnych. Odmowa uczestniczenia w tym procesie upadku jakości mediów sprzyja zachowaniu zdrowego rozsądku, a to jest właśnie alternatywą dla POPiS-u.

Na koniec chciałbym się odwołać do książki, do której od pewnego czasu sięgam dość regularnie. Choć wydana po raz pierwszy w latach dwudziestych XX wieku, trafnie nazywa zjawiska, z którymi mamy do czynienia w pierwszej dekadzie XXI wieku. Chodzi o Zdradę klerków Juliana Bendy. Adam Ostolski przetłumaczył najbardziej znaczące fragmenty książki Bendy i opublikował w pierwszym numerze „Krytyki Politycznej”, co uważam za nieprzypadkowe [książka wkrótce ukaże się w Wydawnictwie Krytyki Politycznej]. Wprawdzie francuski myśliciel z ogromnym szacunkiem wyrażał się o dziedzictwie myślicieli chrześcijańskiego średniowiecza, ale jestem przekonany, że doświadczenia upolitycznienia religii w ostatnich dziesięcioleciach znacznie ten szacunek by nadwerężyły. Jego sceptycyzm wobec polityków pozostał aktualny w całej rozciągłości. Ściślej należałoby powiedzieć, że uleganie politycznym emocjom stało się wręcz regułą, co dobrze świadczy o przenikliwości Bendy, ale niekoniecznie dobrze o dzisiejszych intelektualistach. Oto jak je opisywał autor Zdrady klerkow: „Namiętności polityczne osiągnęły w naszych czasach uniwersalność, jakiej nigdy nie znały. Osiągnęły także i spójność. Dzięki postępowi międzyludzkiej komunikacji, a jeszcze bardziej dzięki duchowi gromady, wyznawcy tej samej politycznej nienawiści, jeszcze stulecie temu odczuwający swą nienawiść do innych w porządku, by tak rzec rozproszonym, formują obecnie zwartą roznamiętnioną masę, której każdy element czuje związek z nieskończoną liczbą innych”.

Julien Benda był przerażony obudzonymi przez pierwszą wojnę światową demonami nacjonalizmów europejskich. Dlatego tak bardzo opłakiwał odejście intelektualistów od bezinteresownej troski o dobro ludzkości. A nawet w przejęciu się narodową dumą (trudną do jasnego określenia) i partykularnym interesem grupowym upatrywał źródeł ich klęski: „Odkąd klerk utrzymuje, iż nie lekceważy interesów narodu lub ustalonych klas, z konieczności skazuje się na klęskę, z tego dobrego powodu, że nie można pouczać o rzeczach duchowych i uniwersalnych, nie podminowując budowli wzniesionych na posiadaniu doczesnych dóbr i na woli odrębności”.

Głos Bendy pozostał głosem na pustyni. Demony nacjonalizmów dały o sobie znać dobitnie w połowie XX wieku przynosząc największą w dziejach ludzkości tragedię drugiej wojny światowej z jej śmiertelnym przesłaniem czystek etnicznych i Holocaustu. Po upadku systemu komunistycznego odezwały się na nowo - w byłej Jugosławii w sposób krwawy a w innych krajach odrodzeniem retoryki narodowościowej i wykluczającej. Kościoły chrześcijańskie odegrały w tych doświadczeniach niechlubną rolę, o czym zwykliśmy zapominać. Być może, próby stworzenia alternatywnych modeli pamięci pomogą przezwyciężyć dominujący model POPiS-u, który jak na razie skutecznie hamuje namysł nad kondycją duchową Polski w XXI wieku.

*Stanisław Obirek - teolog, publicysta, były jezuita, twórca Centrum Kultury i Dialogu przy Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum”, wydał m.in. Między wiarą a Kościołem. Listy o szukaniu drogi, Obrzeża katolicyzmu, Przed Bogiem.
Komentarze
Dodaj nowy
rebelle  - nie wierzcie intelektualistom   |06.07.2010 20:32:10
No cóż, jak widać na załączonym obrazku, autor zajmuje się zdradą klerków
nie tylko teoretycznie: http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Imgorzej…. Ile to minęło? Dwa tygodnie? :D
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.06.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.07529 Seconds