|
Obirek: Majątkowy samobój Kościoła |
|
|
Prof. Stanisław Obirek
|
|
23.01.2009 |
Wypowiadam się na temat reprywatyzacji, a zwłaszcza reprywatyzacji i rekompensat dla stowarzyszeń kościelnych z pewnym oporem, bo jestem świadom emocjonalnego kontekstu, w jakim te sprawy w Polsce się odbywają. Niemniej jednak mam pewnego rodzaju kompetencje, które mogą mój głos uzasadnić. Otóż gdy w latach dziewięćdziesiątych (1994-1998) byłem rektorem Kolegium Jezuickiego w Krakowie, otrzymałem w „spadku” po moich poprzednikach niezałatwioną sprawę odzyskiwanego od lat budynku kolegium. Sprawa była o tyle skomplikowana, że w części odebranych przez komunistów zabudowań mieściły się kliniki, w których mieli również zajęcia studenci. Wspominam o tym, bo rzecz stawała się nader skomplikowana.
Pierwsze, co zrobiłem, to zrezygnowałem z usług adwokata (wcześniej przez lata opłacanego przez moich poprzedników) i bezpośrednio negocjowałem z kilkoma instytucjami (Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Edukacji i Wojewoda Krakowski). Sprawa zakończyła się bez awantur. Jezuici odzyskali budynek, a wcześniejsi lokatorzy nowe miejsca pracy. Nic nie wiedziałem o komisji wspólnej rządowo-kościelnej. I bardzo dobrze. Nie miałem poczucia, że jestem stroną w sporze, tylko szukałem rozwiązań dla kłopotliwej, przez nikogo nie zawinionej sytuacji. Nie chcę nikogo pouczać, ale mam wrażenienie, że tak właśnie powinny być załatwiane wszystkie sporne sprawy. Bo przecież żyjemy w wolnej i demokratycznej Polsce.
Kościół, korzystając z przywilejów, jakie mu daje istnienie wspomnianej komisji, sam strzela sobie gola. Sprawia wrażenie, że jest instytucją uprzywilejowaną (zresztą jest to wrażenie poparte faktami, o których wszyscy wiedzą) i ponad normalnymi procedurami demokratycznymi. Wcześniej czy później obróci to się przeciw niemu. Mówienie o krzywdzie i zasłużonej rekompensacie w przypadku Kościoła katolickiego jest o tyle niestosowne, że znacznie bardziej ucierpiały mniejsze wspólnoty kościelne, które nie dysponowały taką siłą, jak ta największa i najmocniejsza wspólnota religijna. Nie wspomnę o gminie żydowskiej, która ucierpiała najwięcej i której jakakolwiek wzmianka o konieczności rekompensat budzi demony antysemityzmu, które najczęściej wzniecają przedstawiciele Kościoła katolickeigo właśnie, z wpływowym Tadeuszem Rydzykiem na czele.
Jak to się ma do idei sprawiedliwości społecznej czy tak bardzo drogich Kościołowi wartości chrześcijańskich pozostawiam bez komentarza, dodam tylko, że prosty obywatel, nie mający wsparcia w żadnej wspólnocie religijnej, jest zupełnie pomijany w tej debacie. A przecież, jak nas uczył Jan Paweł II, to człowiek jest drogą Kościoła. Nie odzyskany nie zawsze lege artis majątek - dodałbym.
Rysunek Wilhelma Sasnala - ilustracja do książki Płomienie Stanisława Brzozowskiego (Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2008).
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 26.01.2009 )
|
Nie ze wszystkim się zgadzam, ale pój...
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...