Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
OFOP: Organizacje są różne Drukuj
Piotr Frączak   
10.02.2010

Toczy się obecnie publiczna debata w sprawie organizacji pozarządowych, nie tylko na łamach dużych dzienników, w tym „Gazety Wyborczej”, ale także m.in. w formie konsultacji nowelizacji przyjętej w 1996 roku Karty zasad działania organizacji pozarządowych, czy pracy nad standardami działania itp. Rozumiemy, że jest to problem nie tylko organizacji i powinien mieć swoje odbicie w szerszej debacie publicznej, jednak nie powinniśmy pozwolić (my organizacje), aby oceniano nas bez wysłuchania naszego głosu.

Zarząd Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych, w skład której wchodzą organizacje pozarządowe z całej Polski – zarówno duże jak i małe, warszawskie i lokalne, federacje i organizacje mające swoje oddziały – ma świadomość różnorodności i złożoności problemów, z jakimi się one zmagają. Chcemy podkreślić tę różnorodność i przestrzec, że choć działalność społeczna w Polsce nie jest bez wad, to zbytnie jej generalizowanie może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Cieszymy się z zainteresowania stanem rozwoju polskich organizacji pozarządowych i społeczeństwa obywatelskiego, jednocześnie zauważamy, że aby tocząca się debata spełniła rolę katalizatora pożądanych zmian, konieczne jest spełnienie kilku warunków. Przede wszystkim trzeba dobrze zdefiniować problem, którego dotyczy ta dyskusja i zadbać o jakość samej debaty, m.in. poprzez włączenie szerszego, bardziej zróżnicowanego grona jej uczestników. Ważne też, by nie tylko ujawniać niepożądane zjawiska, ale i precyzować sposoby szukania pozytywnych rozwiązań.

Właściwe zdefiniowanie problemu

Określenie, czego dotyczy ta dyskusja, jest podstawą. Możliwości jest wiele. Może ona toczyć się w odniesieniu do przemyśleń i obserwacji poszczególnych osób, dotyczyć może doświadczeń pojedynczych organizacji i zasad ich działania i podejmować ich ocenę, ale może stać się również próbą całościowej analizy systemu, w którym przyszło działać tym organizacjom.

W tym kontekście ważne jest uznanie kilku podstawowych faktów:

1. Organizacje są różne. Wypowiadanie ogólnych opinii o organizacjach pozarządowych jest jak formułowanie podobnych opinii o firmach (bez zaznaczenia czy chodzi o międzynarodowe korporacje, czy lokalny sklep spożywczy) albo o administracji (bez precyzowania czy ma się na myśli radę sołecką, czy ministerstwo skarbu). Tak toczona dyskusja może być ciekawa, a nawet ujawnić jakieś niedostrzegane wcześniej tendencje, ale równocześnie spłaszcza problem i pomija wiele istotnych problemów. W„Gazecie Wyborczej” trwa też aktualnie debata na temat wykorzystania przez organizacje pozarządowe 1% podatku i udowadnia jak niebezpieczne jest generalizowanie, choć dotyczy tylko ok. 10% organizacji (mniej więcej tyle bowiem ma status pożytku publicznego i może ubiegać się o część naszego podatku). Prowadząc debatę, dobrze jest mieć świadomość skali zjawisk i szerszego obszaru, w obrębie którego one występują.

2. Pieniądze, fundusze, z których korzystają organizacje, przykuwają uwagę i wywołują emocje. W opublikowanych dotychczas tekstach często pojawiał się ten temat, zwłaszcza problem wykorzystania funduszy europejskich. Tu znów trzeba zachować świadomość, że dotyczy on tylko części organizacji, co pokazują badania prowadzone w tej sprawie (między innymi przez Stowarzyszenie Klon/Jawor). Skąd jednak bierze się problem złego wykorzystania publicznych funduszy, o którym pisali dotychczasowi autorzy? Naszym zdaniem należałoby się nad tym zastanowić. Czy organizacje są tu – używając terminologii z innego obszaru – sprawcą, czy ofiarą? Jesteśmy przekonani, że opisywane zjawisko wiele mówi również o stanie polskiej biurokracji. Organizacje korzystające ze środków publicznych (znów przecież nie wszystkie), chcąc realizować projekty, które oceniają jako ważne dla swoich beneficjentów, są zmuszone do przyjmowania narzucanych im rozwiązań, mimo że mogą być przekonane o ich nieracjonalności.

3. Warto spojrzeć na problemy organizacji pozarządowych, wychodząc nieco poza polskie podwórko. Dopiero widząc, jak funkcjonują organizacje społeczne poza Polską i dostrzegając jakim przeobrażeniom podlegają, można zauważyć specyficznie polskie problemy. Profesjonalizacja części organizacji pozarządowych, zjawiska etatyzacji i komercjalizacji pewnych obszarów społecznej aktywności, ograniczenie czy zmiana form uczestnictwa w życiu publicznym to przede wszystkim znak czasu, a nie wynik decyzji poszczególnych organizacji. Trzeba zrozumieć te procesy i umieć dostosować do nich współczesne formy działań obywatelskich.

Włączenie do debaty samych zainteresowanych

Debata prowadzona na łamach „Gazety” jest ważna i aktualna. W środowisku organizacji pozarządowych podobna dyskusja toczy się już od dawna, choć dotychczas nie była upubliczniana na forum gazet ogólnopolskich, wiemy więc, że stanowiska w tej sprawie mogą być różne, zależne od skali działania organizacji, jej dotychczasowych doświadczeń, problematyki, którą się zajmuje i wielu innych zmiennych. Naszym zdaniem, aby przedstawiany czytelnikom obraz działań tych organizacji i ich problemów był pełny, konieczne jest włączenie do dyskusji różnorodnych przedstawicieli tych środowisk.

1. Większość organizacji to organizacje małe, niezatrudniające pracowników, których budżet roczny często nie przekracza 10 tys. złotych. Z ich perspektywy zarzut profesjonalizacji i „przejadania” publicznych pieniędzy brzmi co najmniej niezrozumiale.

2. Organizacje pozarządowe to nie tylko organizacje ogólnopolskie, mające siedzibę w Warszawie lub innym wielkim mieście. Z perspektywy małego miasteczka problemy, choć nie mniejsze, wyglądają zupełnie inaczej. Trudno do nich wprost odnieść tezy i spostrzeżenia sformułowane w dotychczas opublikowanych wypowiedziach.

3. Od wielu lat organizacje, chcąc łączyć siły i zwiększać swój wpływ na dostrzegane problemy, tworzą swoje szersze reprezentacje – krajowe, regionalne czy branżowe. Te starają się działać w imieniu swoich członków i pracować na ich rzecz, dbając o wprowadzanie i przestrzeganie określonych standardów działania. W naszym przekonaniu warto uwzględnić w debacie także ich obserwacje.


Nie ma prostych rozwiązań

W opublikowanych tekstach nie brakuje trafnych spostrzeżeń. Działacze organizacji i ich uważni obserwatorzy z wieloma z nich łatwo zapewne mogliby się zgodzić, równie chętnie przyjęliby wiele ze sformułowanych zaleceń. Jednak postulaty, aby proces samoorganizacji zacząć na najbardziej lokalnym poziomie lub apele o większe zaangażowanie socjologów rozumiejących problemy organizacji pozarządowych, choć dobrze brzmią w tekstach publicystycznych, trudniej niestety, o czym wiedzą na pewno także autorzy tekstów, wprowadzić je w życie. Musimy skoncentrować wysiłki na szukaniu rozwiązań, które uda nam się zastosować. Zmiana, jeśli uznać ją za konieczną, wymaga wysiłku od wszystkich, w tym także wysiłku mediów.

1. Trudno działać społecznie w otoczeniu, które z niechęcią patrzy na wszelkie formy społecznego zaangażowania. Konieczne jest wzbogacenie repertuaru postaw społecznych uznawanych za wartościowe. Obok tych nastawionych na indywidualny sukces, powinny szerzej zaznaczać się takie, które wyrażają się w pragnieniu współpracy i zaangażowaniu w działania na rzecz innych. W naszym przekonaniu konieczne jest przełamywanie dotychczasowych biernych i konsumpcyjnych postaw i przyzwyczajanie do myślenia w kategoriach zaangażowania i solidarności, być może nawet wytworzenie na to swoistej mody. W tej sprawie rola mediów jest nie do przecenienia.

2. Organizacje powinny być miejscem, gdzie będą mogły w pełni realizować się postawy społecznikowskie i obywatelskie. Zależy to w dużej mierze od indywidualnych postaw członków tych organizacji i ich pracowników, ale także od tego, czy biurokratyczne przeszkody nie zniechęcą tych, którzy chcą zrobić coś dla innych. Takim utrudnieniem jest na przykład to, że małe lokalne stowarzyszenia, działające jedynie w oparciu o pracę społeczną i składki, muszą prowadzić pełną księgowość i nie mogą – tak jak robią to drobni przedsiębiorcy – dokumentować swoich wydatków w uproszczony sposób.

3. Trzeba umieć docenić te organizacje, które potrafią się profesjonalizować do tego stopnia, by wyręczać administrację i dostarczają usługi wysokiej jakości. To nasza wielka szansa na poprawę jakości życia. Wszyscy wiemy, że warto wspomagać przedsiębiorczość, choć nie wszystkie firmy działają idealnie. Tak samo powinniśmy wspierać tworzenie profesjonalnych organizacji, które są ważnym elementem funkcjonowania dzisiejszego społeczeństwa.

Widząc publiczne zainteresowanie działalnością organizacji pozarządowych, zachęcamy organizacje do włączenia się do merytorycznej debaty, tak aby jej efekty stały się podstawą wzmocnienia i ulepszenia sektora organizacji pozarządowych.

  


Teksty i opinie, które ukazały się w dyskusji o NGO-izacji: Po co nam NGO-sy?

Komentarze
Dodaj nowy
ost.  - głos ma opozycja? ;)   |10.02.2010 06:50:52
Dobrze, że na witrynie KP pojawił się ten tekst. Jest w nim kilka ważnych
spostrzeżeń, ale ogólnie jest raczej niesłuszny.

"Trzeba umieć docenić te
organizacje, które potrafią się profesjonalizować do tego stopnia, by wyręczać
administrację i dostarczają usługi wysokiej jakości."

To zdanie dowodzi,
że diagnoza funkcji, jaką pełnią NGOs w obecnym systemie, zaproponowana przez
Agnieszkę Graff, była stanowczo zbyt łagodna. Przy takim definiowaniu zadań NGO,
stają się one po prostu narzędziem wywłaszczania obywateli z ich praw.

Na
szczęście nie wszystkie NGO są takie; ale problem jest realny.
pfraczak  - Jeżeli profesjonalne   |11.02.2010 05:39:03
świadczenie usług jest wywłaszczaniem obywateli przez organizacje to współczuje
społeczeństwom zachodnim, gdzie szkoły, uniwersytety, szpitale są często
prowadzone w formie non-profit i nie przez administrację.

Chyba, że coś źle
zrozumiałem, a wtedy proszę o wyjaśnienie, a chętnie podejme polemikę
a2na  - bariery   |11.02.2010 16:46:26
żeby ludziom chciało się działać to jedno, ale żeby nie odechciało się tym,
którzy chcą — poziom biurokracji (księgowość, formalna sprawozdawczość, ilość
generowanych dokumentów) musi się zmniejszyć przy tych inicjatywach, gdzie siłą
napędową są nie pieniądze, a ludzka chęć właśnie.

wtedy może zmniejszy się
ciśnienie na zdobywanie środków, bo działający w organizacjach będą się skupiać
na działaniu, a nie na tym, za co zatrudnić księgową, która mimo znikomych (lub
żadnych) zasobów finansowych musi prowadzić pełną księgowość.

jak rozumiem i
tekst i sektor, zastępowanie admnistracji nie polega na odbieraniu jej
decyzyjności i odpowiedzialności, ale na uczestnictwie w procesie decyzyjnym
oraz we wdrażaniu zadań, które ta administracja w porozumieniu z obywatelami
określiła i zaplanowała. tak dzieje się np. w Anglii i jakoś nie słychać tam
narzekań, że jeśli chodzi o działania NGOsów społeczeństwo czuje się
wywłaszczone z praw.
ost.  - no więc   |14.02.2010 06:17:57
Tak, to prawda, w Wielkiej Brytanii np. mnożą się ostatnio foundation schools i
foundation hospitals. I są właśnie przez wielu ludzi postrzegane jako
wywłaszczanie ich z praw. Są też jednym z powodów, dla których wyborcy
laburzystów zostają w domu, a kolejne mandaty radnych (i ostatnio europosłów)
zdobywają faszyści z British National Party. Mityczny Zachód to jedno, a jak
to faktycznie funkcjonuje, to inna sprawa.

Jeśli więc chcemy kopiować z
Zachodu ichnie społeczeństwo obywatelskie, to czemu taki sprzeciw budzi
kopiowanie zachodnich dyskusji o społeczeństwie obywatelskim? Zachodnie
foundation schools nam się podobają, ale już zachodnie życie intelektualne budzi
zgorszenie? Dlaczego? Może jednak jesteśmy bardziej prowincjonalni, niż nam się
wydaje…

Mam zresztą inny problem ze stawianiem Zachodu za wzór. W Wielkiej
Brytanii właśnie w ubiegłym tygodniu sąd wydał wyrok w sprawie udziału
brytyjskiego wywiadu w torturowaniu brytyjskich obywateli przez CIA. Wyrok był
miażdżący, ale przed publikacją minister spraw wewnętrznych wysłał do sędziego
list z prośbą o usunięcie niektórych fragmentów uzasadnienia. Co też sędzia
uczynił. Polecam lekturę Guardiana z ostatniego tygodnia. Nie łudźmy się, że
wywłaszczanie ludzi z ich praw zatrzyma się na prawach trzeciej generacji.
Zawsze w końcu dosięgnie praw podstawowych oraz fundamentów rule of law.
Ponawiam więc pytanie  czy Zachód ma być dla nas wzorem także pod tym względem?
A jeśli nie, to dlaczego pod tym nie, a pod innymi tak?

Wracając do Polski.
Dobrych parę lat temu rozmawiałem z koleżanką, która pracowała w warszawskiej
organizacji pozarządowej. Zajmowała się jeżdżeniem po Polsce, po wsiach, gdzie
zamykano małe szkoły, i skłanianiem ludzi do przejmowania ich w swoje ręce.
Mówiła, że w sumie cieszy się, że szkoły są przez władze zamykane, bo dzięki
temu można je przekazać społeczeństwu. To rodzi jednak szereg pytań: czy
istnieje coś takiego jak powszechne prawo do edukacji? Czy też mają je tylko ci,
którzy mieszkają w miastach? Albo ci mieszkańcy wsi, którzy sami wezmą na siebie
ciężar zorganizowania szkoły? Ale jeśli ciężar spoczywa na ludziach (i to tylko
na niektórych, mianowicie mieszkańcach wsi, bo w miastach wciąż istnieją
publiczne szkoły), to czy można jeszcze mówić o prawie do czegokolwiek?

Dobre
chęci, działanie w najlepszej wierze, szlachetne wyobrażenia o Zachodzie  to
jedno. Tego naszym NGOsom nikt nie odmawia. Realne społeczne skutki takich
działań  to drugie. Cieszę się, że wreszcie możemy poważnie o tym rozmawiać.
pfraczak   |22.02.2010 02:24:50
Zachwycanie się Zachodem a wywłaszczanie obywateli z ich praw to dwie rózne
sprawy. Jednym z błędów naszej transformacji w sferze budowy społeczeństwa
obywatelskiego było bezdyskusyjne czerpanie wzorów z tradycji innych krajów,
przez co mamy wiele niezakorzenionych, wiszących u klamki róznego typu funduszy
organizacje.

Co do wywłaszczenia z praw to osobna kwestia, rzeczywiście
warta podyskutowania. Wystarczy prześledzić historię związków zawodowych, aby
zobaczyć jak często walka o swoje prawa wiązała się z niebezpieczeństwem
wywłaszczenia z praw innych.
A małe szkoły? Nie jest chyba dobrze jak ktoś się
cieszy, gdy innych zmusza się do samoorganizowania. Ale niewątpliwie powinno
cieszyć to, że ludzie to robią.

Tak poważna debata jest bardzo potrzebna,
tylko jak ja przeprowadzić. Po cyklu artykułów w Gazecie widać, że media
zainteresowane są raczej biciem piany niż próbą dotarcia do sedna.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 10.02.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 23.47655 Seconds