|
Stało
się. Marek Żydowicz zabiera z Łodzi festiwal Camerimage. Że co?
Nie może? Jak to nie może, kto mu zakaże? Umowa z miastem? Nie ma
takiej umowy, która czegokolwiek zakazałaby Markowi Żydowiczowi. W
jego działaniach ogranicza go jedynie grawitacja i być może Chuck
Norris.
Było
tak. Żydowicz, prezes fundacji o niezwykle dowcipnej nazwie
„Tumult”, której siedziba
mieści się w byłym zborze ewangelickim na centralnym placu Torunia
(to tak, jakby fundacja o nazwie „Pogrom” mieściła się w byłej
synagodze), podarował Łodzi festiwal Camerimage w 2000 roku. Wróć.
Wcale nie podarował, tylko przeniósł swoje prywatne
przedsięwzięcie z Torunia. I postawił warunki. Miały być
pieniądze i w najbliższym czasie siedziba, której Toruń nie mógł
zagwarantować szybko rozrastającej się imprezie. Ponieważ
inwestor to w Łodzi coś na kształt bożka, na Żydowicza z kasy
miejskiej posypał się złoty pył, pozostawiono mu też wolną rękę
w decydowaniu o projekcie i lokalizacji przyszłego Camerimage Łódź
Center. Kiedy do przedsięwzięcia został dołączony w charakterze
słupa David Lynch, stało się jasne, że Żydowicz może w Łodzi
wszystko, wszędzie i każdemu. Tak się przynajmniej wydawało.
W
Toruniu nie wszyscy miło wspominają Żydowicza. Oprócz wrogiego
przejęcia w dość dziwnych okolicznościach wpływów w
Fundacji Tumult, Żydowicz ostro
zwalczał tzw. szablą Olbrychskiego konkurencję, rywalizującą
z nim o dofinansowanie z funduszy na kulturę. Do tego doszły liczne
konflikty
z radnymi, w których trzaskanie drzwiami stanowiło jeden z
częściej używanych argumentów. Toruń okazał się po prostu za
mały, żeby pomieścić naraz i Żydowicza, i swoich mieszkańców.
Szef Tumultu zyskał opinię człowieka nieliczącego się z nikim
oprócz siebie. Trudno nazwać przypadkiem, że przeniósł się do
Łodzi. Do miasta, gdzie z powodu katastrofalnych zaniedbań władz
głos społeczny należy do najsłabszych w Polsce. Dla pomysłodawcy
Camerimage to był prawdziwy Dziki Zachód: oklaskiwany przez media
mógł dowolnie kolonizować ten teren, bez groźby jakiejkolwiek
kontroli ze strony urzędników czy przedstawicieli społeczeństwa.
Przyznaję
się i składam samokrytykę. Jestem z Łodzi. Przez lata popierałam
plany Żydowicza, bo podobała mi się idea wybudowania Camerimage
Łódź Center. Promocja, wysoka kultura, Lynch, Frank
Gehry, po prostu sam miód na zrujnowane serce miasta. Tym
bardziej że CŁC miało być częścią ogromnej inwestycji
nazywanej Nowym Centrum Łodzi. W zrewitalizowanych obiektach dawnej
elektrowni miały się znaleźć instytucje kultury, studia filmowe,
Specjalna
Strefa Sztuki. W 2007 koncepcję dla całego nowego obszaru
zaprojektował odkurzony, ale nadal świetny architekt Rob
Krier, który zaproponował zachowanie przyjaznej struktury
miasta, przy minimalnych ingerencjach w zabytkową zabudowę. Miał
być rynek imienia Katarzyny Kobro i uliczki, a w reprezentacyjnej
strefie - żadnych wysokościowców! Mieszkańcy mieli odzyskać
przestrzeń publiczną, która - inaczej niż w Manufakturze -
służyłaby bardziej kulturze niż mamonie. Wierzyłam, każdy
chciałby wierzyć. No, może z wyjątkiem mojego męża, który
powtarzał, że i tak powstanie tu mega-Biedronka.
I wykrakał. Na początku
grudnia Żydowicz z Gehrym przedstawili projekt
Camerimage Łódź Center, o którym już następnego ranka łódzka
ulica nie mówiła inaczej niż „cargo” albo „przewrócona
paleta kartonów z sokami”. Na prezentację makiety, za którą
miasto zapłaciło 5 milionów, zaproszono tylko tych, których
projekt zachwyca. A jeśli nawet cargo ich nie zachwyca, to zachwyca
ich z całą pewnością Gehry. Mieszkańców, nawet tych z
najbliższej okolicy, nie zaproszono wcale, ponieważ w Łodzi o
gustach się nie dyskutuje, zwłaszcza ze społeczeństwem. Wiadomo:
my, mieszkańcy Łodzi, jesteśmy żulami i trzeba wreszcie oczyścić
z nas centrum. O tym, co dla nas dobre, decydują: urzędnik,
architekt i Marek Żydowicz. Próżno by także szukać w projekcie
Gehrego jakiegokolwiek szacunku dla otaczającej go historycznej
przestrzeni, jakiejkolwiek zbieżności z antymegalomańską
koncepcją Kriera. Ale nie o realny projekt poszło. Poszło o
wirtualną kasę.
W
sumie Camerimage Łódź Center miało kosztować co najmniej 500
mln. Warto wiedzieć, że roczny budżet niezamożnej Łodzi to
niecałe 3 mld zł. Żydowicz doskonale wiedział, że będzie miał
lokalne władze w ręku. Cały czas blefował, snując opowieści o
pieniądzach z Ministerstwa Kultury, o unijnych funduszach - i
próbował wytargać od Łodzi kolejne miliony. Nie mówił radnym,
że minister Bogdan Zdrojewski dość lekko obiecuje pieniądze
właściwie każdemu, a na dotacje z Unii w najbliższym czasie
raczej nie ma co liczyć.
Bańka
pękła, kiedy radni powiedzieli: sprawdzam i odmówili finansowania
w ciemno. I wtedy obejrzeliśmy we wszystkich wiadomościach
prawdziwy western. Kowboje Żydowicza okupowali salę Rady Miasta, on
sam dowodził akcją jak prawdziwy Strażnik Teksasu. Szeryf
Kropiwnicki nie uląkł się bomby i kazał urzędnikom dzielnie
trwać za biurkami. W trakcie strzelaniny na łamach „Gazety
Wyborczej” pomiędzy prezesem Tumultu a byłym
współpracownikiem wyszedł na jaw żenujący fakt, że właściwe
centrum festiwalowe było tak naprawdę przybudówką do części
komercyjnej (apartamentowce!) i najbardziej zaciekły spór toczył
się o to, jak wielkie klocki się tam wstawi. Oczywiście, nie
zapytano przy tym o zdanie nikogo: ani władz, ani mieszkańców
Łodzi. Oni w tym saloonie byli najmniej realnym elementem.
Szczęście, że bomba w urzędzie też nie była prawdziwa
(tajemniczy ktoś tylko dzwonił i straszył).
Koniec
tej awantury jest taki, że Marek Żydowicz zbiera grabki i opuszcza
Łódź, tradycyjnie trzaskając drzwiami. Radni jeszcze się z nim
szarpią, a cała Polska biadoli. Jaka ta Łódź krótkowzroczna,
jaka to stracona szansa. A bierzcie go sobie, niech Wam stawia
klocki, nawet całe cargo. Może macie już wyremontowane domy,
porządne chodniki, jezdnie bez dziur, przyzwoitą edukację, może
już leczycie alkoholików, pomagacie wszystkim ofiarom przemocy, a
wasze ekologiczne autobusy przyjeżdżają na czas. Stać was na
PlusCamerimage. W Łodzi te pieniądze naprawdę się przydadzą jej
mieszkańcom. Dlatego nie płakałam po Żydowiczu. Do łez
doprowadza mnie tylko Kapitan Kultura.
Na podobny temat
|
Nie ze wszystkim się zgadzam, ale pój...
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...