NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gill-Piątek: Nie płakałam po Żydowiczu Drukuj
Hanna Gill-Piątek   
09.02.2010

Stało się. Marek Żydowicz zabiera z Łodzi festiwal Camerimage. Że co? Nie może? Jak to nie może, kto mu zakaże? Umowa z miastem? Nie ma takiej umowy, która czegokolwiek zakazałaby Markowi Żydowiczowi. W jego działaniach ogranicza go jedynie grawitacja i być może Chuck Norris.

Było tak. Żydowicz, prezes fundacji o niezwykle dowcipnej nazwie „Tumult”, której siedziba mieści się w byłym zborze ewangelickim na centralnym placu Torunia (to tak, jakby fundacja o nazwie „Pogrom” mieściła się w byłej synagodze), podarował Łodzi festiwal Camerimage w 2000 roku. Wróć. Wcale nie podarował, tylko przeniósł swoje prywatne przedsięwzięcie z Torunia. I postawił warunki. Miały być pieniądze i w najbliższym czasie siedziba, której Toruń nie mógł zagwarantować szybko rozrastającej się imprezie. Ponieważ inwestor to w Łodzi coś na kształt bożka, na Żydowicza z kasy miejskiej posypał się złoty pył, pozostawiono mu też wolną rękę w decydowaniu o projekcie i lokalizacji przyszłego Camerimage Łódź Center. Kiedy do przedsięwzięcia został dołączony w charakterze słupa David Lynch, stało się jasne, że Żydowicz może w Łodzi wszystko, wszędzie i każdemu. Tak się przynajmniej wydawało.

W Toruniu nie wszyscy miło wspominają Żydowicza. Oprócz wrogiego przejęcia w dość dziwnych okolicznościach wpływów w Fundacji Tumult, Żydowicz ostro zwalczał tzw. szablą Olbrychskiego konkurencję, rywalizującą z nim o dofinansowanie z funduszy na kulturę. Do tego doszły liczne konflikty z radnymi, w których trzaskanie drzwiami stanowiło jeden z częściej używanych argumentów. Toruń okazał się po prostu za mały, żeby pomieścić naraz i Żydowicza, i swoich mieszkańców. Szef Tumultu zyskał opinię człowieka nieliczącego się z nikim oprócz siebie. Trudno nazwać przypadkiem, że przeniósł się do Łodzi. Do miasta, gdzie z powodu katastrofalnych zaniedbań władz głos społeczny należy do najsłabszych w Polsce. Dla pomysłodawcy Camerimage to był prawdziwy Dziki Zachód: oklaskiwany przez media mógł dowolnie kolonizować ten teren, bez groźby jakiejkolwiek kontroli ze strony urzędników czy przedstawicieli społeczeństwa.

Przyznaję się i składam samokrytykę. Jestem z Łodzi. Przez lata popierałam plany Żydowicza, bo podobała mi się idea wybudowania Camerimage Łódź Center. Promocja, wysoka kultura, Lynch, Frank Gehry, po prostu sam miód na zrujnowane serce miasta. Tym bardziej że CŁC miało być częścią ogromnej inwestycji nazywanej Nowym Centrum Łodzi. W zrewitalizowanych obiektach dawnej elektrowni miały się znaleźć instytucje kultury, studia filmowe, Specjalna Strefa Sztuki. W 2007 koncepcję dla całego nowego obszaru zaprojektował odkurzony, ale nadal świetny architekt Rob Krier, który zaproponował zachowanie przyjaznej struktury miasta, przy minimalnych ingerencjach w zabytkową zabudowę. Miał być rynek imienia Katarzyny Kobro i uliczki, a w reprezentacyjnej strefie - żadnych wysokościowców! Mieszkańcy mieli odzyskać przestrzeń publiczną, która - inaczej niż w Manufakturze - służyłaby bardziej kulturze niż mamonie. Wierzyłam, każdy chciałby wierzyć. No, może z wyjątkiem mojego męża, który powtarzał, że i tak powstanie tu mega-Biedronka.

I wykrakał. Na początku grudnia Żydowicz z Gehrym przedstawili projekt Camerimage Łódź Center, o którym już następnego ranka łódzka ulica nie mówiła inaczej niż „cargo” albo „przewrócona paleta kartonów z sokami”. Na prezentację makiety, za którą miasto zapłaciło 5 milionów, zaproszono tylko tych, których projekt zachwyca. A jeśli nawet cargo ich nie zachwyca, to zachwyca ich z całą pewnością Gehry. Mieszkańców, nawet tych z najbliższej okolicy, nie zaproszono wcale, ponieważ w Łodzi o gustach się nie dyskutuje, zwłaszcza ze społeczeństwem. Wiadomo: my, mieszkańcy Łodzi, jesteśmy żulami i trzeba wreszcie oczyścić z nas centrum. O tym, co dla nas dobre, decydują: urzędnik, architekt i Marek Żydowicz. Próżno by także szukać w projekcie Gehrego jakiegokolwiek szacunku dla otaczającej go historycznej przestrzeni, jakiejkolwiek zbieżności z antymegalomańską koncepcją Kriera. Ale nie o realny projekt poszło. Poszło o wirtualną kasę.

W sumie Camerimage Łódź Center miało kosztować co najmniej 500 mln. Warto wiedzieć, że roczny budżet niezamożnej Łodzi to niecałe 3 mld zł. Żydowicz doskonale wiedział, że będzie miał lokalne władze w ręku. Cały czas blefował, snując opowieści o pieniądzach z Ministerstwa Kultury, o unijnych funduszach - i próbował wytargać od Łodzi kolejne miliony. Nie mówił radnym, że minister Bogdan Zdrojewski dość lekko obiecuje pieniądze właściwie każdemu, a na dotacje z Unii w najbliższym czasie raczej nie ma co liczyć.

Bańka pękła, kiedy radni powiedzieli: sprawdzam i odmówili finansowania w ciemno. I wtedy obejrzeliśmy we wszystkich wiadomościach prawdziwy western. Kowboje Żydowicza okupowali salę Rady Miasta, on sam dowodził akcją jak prawdziwy Strażnik Teksasu. Szeryf Kropiwnicki nie uląkł się bomby i kazał urzędnikom dzielnie trwać za biurkami. W trakcie strzelaniny na łamach „Gazety Wyborczej” pomiędzy prezesem Tumultu a byłym współpracownikiem wyszedł na jaw żenujący fakt, że właściwe centrum festiwalowe było tak naprawdę przybudówką do części komercyjnej (apartamentowce!) i najbardziej zaciekły spór toczył się o to, jak wielkie klocki się tam wstawi. Oczywiście, nie zapytano przy tym o zdanie nikogo: ani władz, ani mieszkańców Łodzi. Oni w tym saloonie byli najmniej realnym elementem. Szczęście, że bomba w urzędzie też nie była prawdziwa (tajemniczy ktoś tylko dzwonił i straszył).

Koniec tej awantury jest taki, że Marek Żydowicz zbiera grabki i opuszcza Łódź, tradycyjnie trzaskając drzwiami. Radni jeszcze się z nim szarpią, a cała Polska biadoli. Jaka ta Łódź krótkowzroczna, jaka to stracona szansa. A bierzcie go sobie, niech Wam stawia klocki, nawet całe cargo. Może macie już wyremontowane domy, porządne chodniki, jezdnie bez dziur, przyzwoitą edukację, może już leczycie alkoholików, pomagacie wszystkim ofiarom przemocy, a wasze ekologiczne autobusy przyjeżdżają na czas. Stać was na PlusCamerimage. W Łodzi te pieniądze naprawdę się przydadzą jej mieszkańcom. Dlatego nie płakałam po Żydowiczu. Do łez doprowadza mnie tylko Kapitan Kultura.

Komentarze
Dodaj nowy
Boyszewik  - Tzw. jajcarz   |10.02.2010 16:23:02
Cieszcie się ludziska, że Żydowicz swojej fundacji w luterskim zborze nie nazwał
Noc Świętego Bartłomieja, czy Gorący Stos Torquemady.
mcwal   |17.02.2010 04:53:47
Tutaj nie tylko czytają, ale jeszcze cytują.
W komentarzach
też.
http://strasznasztuka.blox.pl/html
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 11.02.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.78253 Seconds