Nowość w sklepie kp

odczarowanie_okladka_m.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia z Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz.
list M. do Czesława Miłosza, Rok myśliwego
Advertisement
Nawratek: Wajda - kandydat na Wielkiego Urbanistę Drukuj
Krzysztof Nawratek   
11.05.2008
Dawno temu, jeszcze za studenckich czasów moim ideowym przewodnikiem po mieście była książka Czesława Bieleckiego Gra w Miasto.

To, co w Grze w Miasto pozostaje moim zdaniem niezwykle cenne, to świadomość wagi, drobnych regulacji, które mają fundamentalne skutki. Przepisy dotyczące podatków, odległości, metraży tworzą miasto w stopniu równym a może czasem i większym niż spektakularne muzea.

Gra w Miasto była jednak przede wszystkim pochwałą mieszczańskich wartości - stabilizacji, konserwatyzmu, regulacji, indywidualnej inicjatywy. Bielecki dowodził w niej, że forma miasta jest z istoty swej konserwatywna, mało podatna na zmiany. Drogi wytyczone jeszcze za Cesarstwa Rzymskiego, rynki i układy urbanistyczne niezmienne od założenia miasta w Średniowieczu – to wszystko rzeczywiście w mieście trwa. Bielecki odrzucał wspólnotę, spektakularne gesty, miejską społeczną inżynierię, wreszcie – rewolucję.

Rewolucje w przestrzeni jednak się zdarzają. A to drewniany gród się spalił i wybudowano obok nowy z kamienia. A to Haussmann pociął Paryż swoimi bulwarami. A to hitlerowcy zburzyli większą część Warszawy. A to Stalin podarował budynek, który unieważnił istniejącą zabudowę i strukturę sporego fragmentu miasta.

Wszystkie te zmiany w formie miasta były dramatami, często napędzanymi przez niebezpieczne ideologie. Czy jednak można w ogóle uniknąć ideologii w mieście? Oczywiście nie. Miasto Bieleckiego nie jest mniej ideologiczne niż Germania Speera. Tyle że to inna ideologia. Idee Bieleckiego, które wywarły olbrzymi wpływ na polską myśl urbanistyczną, torują dziś drogę neoliberalnej rewolucji, która za chwilę (według planów rządu) doprowadzi do niemal całkowitego wycofania się miasta z władania własną przestrzenią. Dziś raczej mnie one odpychają niż fascynują.

Uciekanie od ideologii, udawanie, że ona nie istnieje, że teraz to już tylko pragmatyzm i racjonalizm, jest jedną z najnieznośniejszych cech neoliberalnego porządku. Dlatego dobrze, gdy ktoś o ideologii w przestrzeni naszych miast wspomni. To jedyny powód, dla którego ucieszył mnie list, jaki w „Gazecie Wyborczej” opublikował Andrzej Wajda.

Pisze on: Śledząc pilnie w „Gazecie Wyborczej” dyskusje na temat zagospodarowania placu wokół Pałacu Kultury, nie dostrzegłem najważniejszego: ideologii, która towarzyszyła jego powstawaniu. Dzieła architektury są najważniejszym znakiem tego, co władcy mają do powiedzenia poddanym. I dalej: Wówczas nasi kolejni politycy, zbliżając się do stolicy od Krakowa, Lublina czy Łodzi, zobaczą Manhattan, co prawda na naszą miarę, ale nie wiochę Warszawa z kościołem Józefa Stalina.

W dziedzinie urbanistyki chce więc Wajda przelicytować Wielkiego Językoznawcę. Symbol zastąpić innym symbolem, znak – znakiem, a gest – gestem. Nie mamy wzorować się na Wielkim Bracie z Moskwy, lecz na Większym Bracie z Nowego Jorku.

Infantylny pomysł, by kopiować – i to ze świadomością, że będzie to nieudana kopia („co prawda na naszą miarę”) – formy istniejące w USA, w uderzający sposób ilustruje mentalność polskich elit nie tylko akceptujących, ale wręcz zastygłych w fascynacji owym imitacyjnym kapitalizmem peryferii, jaki się w Polsce buduje.

Czytając takie listy, słuchając takich poglądów, czuję po prostu wstyd. Wstyd za ów „zniewolony umysł”, niezdolny ani do tworzenia własnych idei, ani do nawiązania kontaktu z otaczającą go lokalną rzeczywistością.

Jeśli więc Wajda tak bardzo cierpi z powodu symbolicznej przemocy PKiN-u, to czyż nie powinien konsekwentnie domagać się wyburzenia również Starego Miasta, którego forma jest równie sztuczna i zmanipulowana przez stalinowskich architektów?

Ale czy wolno składać mieszkańców Warszawy i ich codzienne potrzeby na ołtarzu „polityki historycznej” i neoliberalnego marketingu? Czy miasto ma służyć mieszkańcom, czy politykom, którzy, „zbliżając się z Lublina” będą mogli doświadczyć symbolicznej przemocy nowokapitalistycznego Miasta, ukazującego im ich prowincjonalizm i małość?

Miasto jest permanentną rewolucją. Jest szeregiem mikrokatastrof, które zmieniają jego istotę. Są one jednak najczęściej tak małe, że nie dostrzegamy, kiedy się zdarzają. A to powstanie chodnik, a to funkcja budynku się zmieni, a to drzewo wytną… Te zmiany zachodzą wciąż, bo w mieście toczy się życie, które je wymusza. To żyjący w mieście ludzie, żywa wspólnota rozpycha się, naginając formę miasta do swoich potrzeb.

Zdarzają się jednak czasem w mieście rewolucje przeciw życiu, przeciw miastu. Gdy nie wspólnota, lecz obca siła, wyalienowana władza usiłuje nagiąć formę miasta nie tak, by dopasować się do żywej wspólnoty i jej potrzeb, lecz by tę wspólnotę złamać, zbrykietować, zmanipulować.

Takie cele przyświecały odbudowie Starego Miasta, budowie PKiN-u, a teraz – pomysłowi jego „zasłonięcia”.

Odbudowa Starówki była jednak symbolicznie zanurzona w społecznych emocjach, a standard mieszkań miał dawać nowym mieszkańcom poczucie względnego komfortu. Czym zaś ma być proponowana przez Wajdę podróbka Manhattanu?

Niczym.

Symbolicznym truchłem.

Miasto bowiem – jak pisał Bielecki – to nie są dekoracje. Aż dziwne, że reżyser nie rozumie, że to przede wszystkim aktorzy, a nie sama scenografia, tworzą spektakl.

Miasto można tworzyć, lecz tworzenie miasta nie odbywa się poza miejską wspólnotą, jej aspiracjami i potrzebami. Symbole w mieście są ważne – lecz to jego mieszkańcy nadają im znaczenie. Jeśli mieszkańcom Warszawy udało się PKiN dopasować do własnych potrzeb, jeśli udało się – co samo w sobie jest niezwykle optymistyczne – nadać Pałacowi znaczenie ironiczne i poprzez ten symbol z dystansem patrzeć na samych siebie, to próba powtórzenia autorytarnego gestu jest zatrważającym przykładem pogardy wobec wspólnoty.

Bo to dla niej jest Warszawa, a nie dla polityków - czy to z Lublina, Gdańska, Gorzowa czy nawet Żoliborza.

Krzysztof Nawratek  –  architekt-urbanista, autor alternatywnego planu zagospodarowania przestrzennego Rygi, prezentowanego na wystawie podczas 6. Europejskiego Biennale Miast i Planistów Miejskich w Kopenhadze w 2005 roku. Od 2006 roku mieszka w Irlandii. Pracuje w Instytucie Analiz Przestrzennych i Regionalnych na Uniwersytecie w Maynooth.
Niedawno ukazała się jego książka Miasto jako idea polityczna (Ha! art 2008). Prowadzi bloga Przestrzenie i ciała .

  

Komentarze
kot   |11.05.2008 05:07:34
Coraz wiecej mlodych ludzi rozumie, ze neoliberalizm jest ideologia majaca
zawlaszczyc i utrwalac hegemonie komercji i uzupelnia go bgoojczyzniana papka
pustych gestow.A Wajda jak zwykle w pierwszym szeregu.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 11.05.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »