Nowość w sklepie KP

kp20_przod_100px.jpg
1proc-male-1proc.png

Komentarze

Jak zakazać, żeby nie zakazać?
 -karl.luna (1 komentarz)
Ssaki Ciernistych Krzewów
 -kot (30 komentarzy)
Zosia
 -viking (2 komentarze)

Przegląd prasy

CYTAT DNIA

Stanęli przed wyzwaniem dziejowym, któremu musieli sprostać, a ponieważ mieli wolę i wiarę, wyzwaniu temu sprostali.
Andrzej Mencwel, Etos lewicy
Advertisement
Nawratek: Miasto przeciw neoliberalnym fantazmatom Drukuj
Krzysztof Nawratek   
22.01.2010
Propagandowa siła polskiego (neo)liberalizmu, od lat zachwalanego przez ludzi pokroju Janusza Korwina Mikke czy Leszka Balcerowicza, polega na jego prostocie i „zdroworozsądkowej oczywistości”. W przypadku Balcerowicza dochodzi jeszcze tytuł profesorski oraz kult „nieomylnego reformatora”. Ta wyjątkowa pozycja pozwala mu wypowiadać się na niemal dowolny temat. Za każdym razem, do każdego problemu aplikuje tę samą, jakże prostą receptę: mniej regulacji, więcej wolnego rynku. Niedawno w „Gazecie Wyborczej” ukazał się kolejny wywiad z profesorem Balcerowiczem (o jakże przewidywalnym tytule Państwo tu u nas bardzo przeszkadza ), w którym swoją standardową receptę proponuje zaaplikować polskim miastom.

Najpoważniejszy atak zostaje przypuszczony na „socjalistyczne prawo o ochronie lokatorów”, które Balcerowicz obwinia o to, że przeraża prywatnych inwestorów do tego stopnia, że boją się budować mieszkania na wynajem. To z kolei jakoby powoduje generalny brak mieszkań i ogranicza mobilność pracowników w Polsce.

Tak się jednak dziwnie składa, że Wielka Brytania już za czasów Margaret Thatcher niezwykle ograniczyła prawa lokatorów, praktycznie też zlikwidowała budownictwo komunalne (Tony Blair i jego New Labour nie zrobili nic, by te regulacje odwrócić). Prawa lokatorów są do tego stopnia ograniczone, że w 2007 Citizens Advice Bureau opublikowało raport o wszystko mówiącym tytule The Tenants’ Dillema: Warning, Your Home is at Risk if You Dare Complain.

W 2009 roku 82% prywatnie wynajmowanych mieszkań i domów nie spełniało minimalnych standardów wymaganych przez brytyjskie prawo, a mieszkańcy 71% byli narażeni na wilgoć, brak odpowiedniej izolacji i pleśń. By uzupełnić ten obraz, warto wspomnieć jeszcze dwie liczby - 1,67 mln rodzin oczekujących na mieszkanie socjalne w Wielkiej Brytanii, wzrost o 64% w stosunku do roku 1997. Tak właśnie prywatni inwestorzy działając na wolnym rynku rozwiązują problemy mieszkaniowe w Wielkiej Brytanii.

Polacy, którzy w ostatnich latach mieli szansę pomieszkać w Wielkiej Brytanii, zapewne mogliby potwierdzić te dane własnymi - czasem mrożącymi krew w żyłach - opowieściami. Przeciw „zdroworozsądkowemu” liberalizmowi wielu naszych rodaków może więc postawić własne życiowe doświadczenie. Neoliberalne fantazmaty są bardzo łatwe do obalenia - a doświadczenie życia w mieście dostarcza wielu użytecznych narzędzi.

No dobrze - ale co z mobilnością pracowników? Wielka Brytania radzi sobie całkiem nieźle (pamiętajmy jednak, że UK przeżywało przez ostatnie lata boom gospodarczy, a język angielski jest znacznie popularniejszy niż fiński czy szwedzki), mimo tego jednak przegrywa z Francją i Niemcami - krajami o znacznie bardziej „socjalistycznych” prawach ochraniających lokatorów.

Najciekawsze są jednak wyobrażenia profesora Balcerowicza na temat mechanizmów, według jakich miasta się rozwijają. Mówi on: „Socjalizm pozostawił w środku naszych miast wielkie niezabudowane obszary. Jeśli uda się uruchomić rynek nieruchomości na tych obszarach, twierdzę, że polskie wielkie miasta (ale także mniejsze) mogą się rozwijać i przyjmować nowych mieszkańców bez obawy, że staną się wąskimi gardłami, przez które trudno się będzie przebić”.

Szkopuł w tym, że - jak pokazuje przykład chociażby miast amerykańskich czy brytyjskich wolny rynek wspiera urban sprawl, a nie dogęszczenie centrum i model compact city. (Dotyczy to również miast polskich, co każdy może zaobserwować na własne oczy, lub w lżejszej formie poczytać, jak to wygląda z punktu widzenia Brytyjczyka ).

Zabudowa mieszkaniowa nie rozwija się w centrach miast z kilku powodów. Jednym jest brak wystarczającej infrastruktury społecznej, takiej jak szkoły, przedszkola, parki czy place zabaw dla dzieci. Prywatni inwestorzy unikają tego typu inwestycji - co widać choćby w Miasteczku Wilanów, kolejnym przykładzie tego, jak wspaniale polskie miasta rozwijać by się mogły, gdyby odpowiadali za nie jedynie prywatni deweloperzy. Innym powodem jest fakt, że wynajem lokali na biura czy sklepy jest bardziej opłacalny. Ten mechanizm spowodował na przykład niemal całkowite wyludnienie centrum Rygi, w którym mieszka dziś niecałe dwa tysiące mieszkańców.

Niechęć wobec planowania przestrzennego przychodzi z różnych kierunków. Z jednej strony ideologiczni neoliberałowie w rodzaju Leszka Balcerowicza, z drugiej anarchizujący lewicowcy, widzący w planowaniu narzędzie opresji. Jedni i drudzy widzą miasto jako niezwykle skomplikowaną strukturę, której nie można „objąć jednym umysłem”, należy więc ją pozostawić indywidualnym wyborom poszczególnych mieszkańców. Jedni i drudzy popełniają ten sam błąd (i nie mnie oceniać, czy to po prostu głupota, czy też cynizm), definiując miasto jako rodzaj społecznej i politycznej magmy. Wierzą oni, że wolna wola jednostek, kumulacja ich jednostkowych dążeń, doprowadzi do naturalnego rozwiązania wszelkich problemów.

Błąd takiego myślenia jest oczywisty. Owszem, miasto jest niezwykle skomplikowaną strukturą, lecz ta struktura nie składa się bynajmniej z wolnych, chaotycznie się przemieszczających jednostek, lecz z wielu silniejszych i słabszych, statycznych struktur. Zarówno w wymiarze przestrzennym - jak istniejąca infrastruktura, domy, ulice i drzewa; jak i w wymiarze społecznym, ekonomicznym czy politycznym.

To nie „wolne jednostki”, lecz określone społeczne struktury, społeczne „kraty” (w odróżnieniu od „sieci”) decydują o tym jak miasto się rozwija. Za amerykański urban sprawl odpowiadają i władze miejskie i Ford, za Miasteczko Wilanów odpowiadają władze miejskie i konkretny inwestor.

Społeczne „kraty” to prawo i regulacje, to interesy wielkich rynkowych graczy. Na wolność, w takim naiwnym rozumieniu, jakie prezentuje Leszek Balcerowicz, nie ma w mieście miejsca. Jest jednak miejsce na dobre życie i prawdziwą wolność - ale by tę wolność zabezpieczyć, potrzeba silnych narzędzi planistycznych i silnego, demokratycznego miasta.

  


Krzysztof Nawratek - urbanista, architekt, autor książki Miasto jako idea polityczna. Prowadzi blog Przestrzenie i ciała.

Na podobny temat




  Komentarze (6)
 1 czyżby…
Dodane przez rebelle, w dniu - 22.01.2010 22:30
Czyżby LB chciał być kolejnym domorosły Wielkim Urbanistą? ;)  
 
Problem z „wolnym” rynkiem jest taki, że potrafi spowodować budowanie mieszkań, ale pod warunkiem, że nie będą służyć ludziom do mieszkania. Stąd tysiące mieszkań budowanych „na spek”, które stoją puste, bo ich celem nie jest zaspokajanie potrzeb ludzi, a tylko podtrzymywanie spekulacji. Zresztą to nie tylko polski problem. 
 
O brytyjskim council housing warto powiedzieć jeszcze jedno - nabrzmiała kwestia mieszkaniowa to główna pożywka brytyjskich nacjonalistów (BNP). Tym bólem społecznym, który przekuwają na nienawiść do „obcych”, jest właśnie niedobór mieszkań. Jeszcze jedna cena, jaką płacimy za „wolny” rynek.
 2 Dodane przez MMK, w dniu - 24.01.2010 15:46
Nie wiem jak jest w Wielkiej Brytanii, ale w USA mozna sobie kupic dom za 1 milion USD w dobrej dzielnicy Kalifornijskiej jak i farme w Iowa za 40.000 USD. Jak ktoś widzi dom/farme zapleśniałą i nie lubi pleśni, to po prostu nie kupuje. Wolny rynek. 
Byłby jeszcze bardziej wolny gdyby nie kredytowa łatwość pieniądza która powoduje że ów dom jest wart milion a nie tylko jakies 400.000 USD.
 3 Dodane przez MMK, w dniu - 24.01.2010 16:13
” socjalistyczne prawo o ochronie lokatorów, które Balcerowicz obwinia o to, że przeraża prywatnych inwestorów do tego stopnia, że boją się budować mieszkania na wynajem. „ 
 
Nie wiem jak Pan i co wynajmuje ale ja osobie prywatnej nie wynajmę mieszkania na umowę w odróżnieniu od wynajmowania firmie której prawo „o ochornie lokatorów” nie obowiązuje. 
 
W pierwszym przypadku ja się chowam przed US, a najemca stresuje czy czasem nie przyjdę z dnia na dzień i nie powiem „Pan już tu nie mieszka’. 
W drugim przypadku firma może podpisać umowę na 10 lat, objąć ją warunkami modernizacji lokalu i mieć długofalową perspektywę najmu. 
W pierwszym ja do czynszu sobie doliczam premię a ryzyko że najemca zamieszka z prawnikiem, w drugim płacę podatek. 
Jeśli autor dalej widzi zalety socjalistycznego prawa o ochronie lokatorów, to juz chyba tylko moment gdy jakiś najemca zamieszka na jego koszt przez rok go przekona … 
Jeśli ryzykiem jest najem istniejących mieszkań to jakim ryzykiem jest budowa pod taki ryzykowny biznes ?
 4 Dodane przez MMK, w dniu - 24.01.2010 16:25
I do Rebelle: 
 
Przedsiębiorcy robią to co zawsze, inwestują w to co daje perspektywę zysku. Skoro bankierzy z politykami radośnie wpychają ludzi w kilkudziesięcioletni kierat kredytu to dlaczego na tym nie zarobić ? 
Wystarczy trochę przykręcić kredytowy kurek, wyciąć sponsoring podatników na rzecz przedsiębiorców budowlanych i tak znienawidzona tutaj ręka rynku wyrówna ceny i najmu i mieszkań. Co zresztą od roku już się dzieje. 
Już teraz cała masa osób (dane GUS) wypięła swą liberalną d. na te ceny i buduje domki pod miastem. Też niby w celach spekulacyjnych ??? 
 
Jak nie ma kupca na drogie mieszkania to jaki sens ma spekulacja ? Kto to w końcu niby ma kupić ? Gdzie tu zysk ? 
 
A gdyby jeszcze wprowadzić kataster zamiast jakiegoś z licznych podatków (ZUS, PIT) … ale co wtedy robiła rzesza urzędników dotychczas się zajmująca w.w tematami .. ;)
 5 Dodane przez Spokojny, w dniu - 26.01.2010 16:54
>>Byłby jeszcze bardziej wolny gdyby nie kredytowa łatwość pieniądza która powoduje że ów dom jest wart milion a nie tylko jakies 400.000 USD 
 
jesli mowa o „kredytowej latwosci pieniadza” to jest to bardzo mylace pojecie. W rzeczywistosci jest to kredytowa latwosc dlugu, nie pieniadza, bo zadnego pieniadza tu nigdy nie bylo. Kiedy kupujesz farme na bazie wejscia w dlug wobec banku o nominale $40K, w rzeczywistosci kupujesz dom nie za 40, a za 40 plus procent. Na polskie warunki byloby to w sumie co najmniej 80.  
W praktyce mieszkac gdzies musimy wszyscy. Niemal nikogo nie stac tez na to, zeby kupil sobie miejsce do mieszkania za gotowke. Nawet naprawde sporo zarabiajacy nie sa w stanie zgromadzic w pierwszym okresie zycia takiej sumy, by na raz wplacic wartosc takiego miejsca. Jesli wiec panstwo wycofuje sie z budownictwa, tym samym oddaje bankom niemal sto procent obywateli w niewole prawie dozywotniego dlugu. Jesli nie zbudujemy mieszkan za podatki, bedziemy musieli isc do bankow, a banki nam napisza (nie pozycza, bo nie mozna pozyczyc czegos czego sie nie ma) ze mamy u nich okreslona sume, te sume sobie wzajemnie przepisza z konta klienta na konto dewelopera a my bedziemy im przez nastepnych 25 czy 45 lat placili za to haracz w wysokosci rownej nominalnej wartosci rynkowej tych mieszkan. Czyli w praktyce tyle samo energii ile nie zainwestowalismy w panstwowe budownictwo, to tyle samo energii bedziemy musieli zainwestowac w utrzymywanie wlascicieli bankow. Tyle naszej pracy pojdzie na to, by oni mieli zysk rowny wartosci wszystkich mieszkan ktore budujemy. W rzeczywistosci wiec jesli nie bedzie mieszkan budowac panstwo, kazdy z nas bedzie musial wlozyc ilosc energii potrzebna do budowy dwu mieszkan - jednego dla siebie, a drugiego (w postaci splaty dlugu) dla banku.
 6 Dodane przez Spokojny, w dniu - 26.01.2010 17:00
Jesli chodzi o wynajem mieszkan lokatorowi, sama struktura tej transakcji odslania w jaki sposob jestesmy okradani. Przeciez ludzie podnajmujac mieszkania wplacaja sumy, ktore rownie dobrze mogliby wplacac na swoje wlasne lokum. Klopot w tym, ze po pierwsze bank im nie zakredytuje jesli nie stac ich na zaplacenie sumy wiekszej niz wartosc mieszkania (bo bank za przepisanie cyfr z konta klienta na konto dewelopera chce miec tez dodatkowe pieniadze dla siebie, najlepiej wplacone w kasie gotowka), a po drugie na tak duza sume ich nie stac. Co by jednak bylo, gdyby nie musieli wplacac 40+40, tylko po prostu 40? Czy wowczas w ogole mialoby dla nich sens wynajmowanie?

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »