Naukowcy: Sytuacja jest tragiczna

,
+A -A

Naukowcy, artyści i nauczyciele stanowią kategorię osób pracujących dla
własnej satysfakcji i prestiżu, i z tej satysfakcji i prestiżu mają opłacić rachunki i kupić jedzenie - o sytuacji pracowników sektora szkolnictwa wyższego mówią w ankiecie Krytyki Politycznej dr Przemysław Sadura, dr Ewa Alicja Majewska, prof. Jerzy Kochan. Wkrótce - kolejne głosy.

 

 

dr Przemysław Sadura, Instytut Socjologii UW, Krytyka Polityczna:

 

Jak oceniasz obecną sytuację pracownic i pracowników w sektorze szkolnictwa wyższego?

 

Źle. Pensje pracowników nauki są bardzo niskie w porównaniu z wynagrodzeniami w innych sektorach. Dotyczy to przede wszystkim doktorantów i młodych pracowników naukowych, ale jest też faktem w przypadku profesorów. Doktoranci z IS UW, którzy pod kierunkiem Izy Wagner napisali krytykę diagnozy szkolnictwa wyższego opracowaną przez konsorcjum Ernest&Young i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, pokazali, że tylko w dwóch branżach: kulturze i sztuce oraz szkolnictwie najczęstsze wynagrodzenie jest niższe niż wynagrodzenie pracownika naukowego ze stopniem doktora. Tak więc naukowcy, artyści i nauczyciele stanowią kategorię osób pracujących dla własnej satysfakcji i prestiżu, i z tej satysfakcji i prestiżu mają opłacić rachunki i kupić jedzenie. Oczywiście praca naukowców nie została utowarowiona w takim stopniu, jak w przypadku rzeszy najemnych pracowników obsługujących administrację uczelni i jednostek naukowo-badawczych. Łączy ich jednak to, że i jedni i drudzy nie potrafili upomnieć się o swoje prawa.

 

Co może w tej sytuacji zmienić nadchodząca reforma?

 

Paradoksalnie dużo. Zmiany mają ograniczyć wieloetatowość pracowników dydaktyczno-naukowych. Zatrudnienie na drugim etacie będzie wymagało zgody rektora lub kierownika jednostki naukowej, a trzeci etat będzie zabroniony. Taki zapis może się przyczynić do integracji środowiska pracowników naukowych. Do tej pory stosowali oni bowiem indywidualistyczne strategie działania. Każdy dbał o własny interes, a trzy niskie pensje kumulowały się w nienajgorsze miesięczne dochody. Najwyższy czas, aby akademicy podjęli walkę o prawa pracownicze - swoje oraz pracowników administracyjnych. Spodziewam się, że niebawem będziemy mieli do czynienia z ożywieniem tego środowiska. Być może początkiem długiego marszu będzie organizowana przez ZNP 14 października demonstracja przeciw niedofinansowaniu, komercjalizacji i biurokratyzacji szkolnictwa wyższego.

 

Jakie widzisz alternatywy dla tego kierunku zmian?

 

Proponowane przez ministerstwo zmiany to pełzająca komercjalizacja, legitymizacja tego, co było. Jedyną nadzieją jest oddolny solidarny sprzeciw pracowników sektora nauki i edukacji.

 

 

dr Ewa Alicja Majewska, Gender Studies UW; Gender Studies Orebro, Szwecja:

 

Jak ocenia Pani obecną sytuację pracownic i pracowników nauki w sektorze szkolnictwa wyższego?

 

Obecna sytuacja jest zła. Pensje i uposażenia polskich naukowców pozostają od lat na nieporównywalnie niższym poziomie niż pensje naukowców w krajach Europy Zachodniej. Nowe reguły zatrudniania, którymi objęto już młodych naukowców, są w rzeczywistości mechanizmami wprowadzania niepewności poprzez kontrakty krótkoterminowe czy finansowanie pensji z grantów. W związku z tym to, co kiedyś uznawaliśmy za amortyzator niskich zarobków – spokój związany z długoterminowym zatrudnieniem, związane z tym rozmaite ulgi i świadczenia – pomału przestaje pełnić tę funkcję bufora. 

 

Co zmienić może w tej sytuacji nadchodząca reforma?

 

Nadchodząca reforma zaprojektowana przez minister Kudrycką, we współpracy ze „specjalistami” z Ernst&Young, jest tak samo problematyczna, jak pakiet reform zaproponowany na krakowskim Kongresie Kultury w 2009 roku przez prof. Jerzego Hausnera. Obie propozycje wydają się szkodliwe z tych samych powodów. W zeszłym roku w „Tygodniku Powszechnym” krytykowaliśmy projekt reformy kultury wraz z Kubą Szrederem. Dziś moglibyśmy z łatwością posłużyć się tymi spostrzeżeniami do analizy sytuacji w szkolnictwie wyższym. Kultura i nauka są w tych projektach traktowane jak dobro ekonomiczne, towar; skądinąd twórcy/naukowcy również stają się w tych projektach raczej rubrykami w tabelce, nie wspominając o studentach, których bierze się pod uwagę w zasadzie głównie w sensie ilościowym. Za wszelką cenę wprowadza się patronat korporacji czy prywatnych firm nad rozwojem niektórych dziedzin badań. Nie mówi się o tym, że obecność korporacji na uczelniach wpłynie na badania na dwa sposoby: tematycznie i funkcjonalnie. Premiowane będą nie tylko tematy/problemy interesujące dla korporacji, ale również sposoby ich przedstawiania i rozwiązania korzystne dla koncernów. Myślenie o pracy naukowej zmieni się w myślenie o towarze, który trzeba wygenerować w określonym czasie i w określony sposób, a korzyści zaczną być liczone tylko w sensie krótkofalowym, a nie w długofalowym. Doprowadzi to w konsekwencji do ograniczenia wolności akademickiej, również poprzez kierowanie badań jedynie w kierunku, który wyznaczany jest dostępnym finansowaniem (w ramach ścisłych ram programów grantowych). Już w latach sześćdziesiątych XX w. Jurgen Habermas przestrzegał przed kolonizacją życia społecznego przez racjonalność instrumentalną, nastawioną na uzyskiwanie doraźnych korzyści. Uważam, że jego rozumowanie jest dzisiaj bardzo aktualne. To, co publiczne (kultura dokładnie w tym samym stopniu, co uniwersytet) nie może funkcjonować wyłącznie w oparciu o rynkowe kryteria produktywności i efektywności. Nie możemy zakładać, że wszystko ma przewidywalne, ściśle określone rezultaty i że zawsze od razu przyniesie zysk oraz da się zmierzyć ustalonymi ramami pomiaru. Myślenie w kategoriach neoliberalnych jest na dłuższą metę dla kultury i nauki zabójcze, choć w krótkim okresie może przynieść pewne korzyści.

 

Jakie widzi Pani alternatywy dla tego kierunku zmian?

 

Alternatywa jest zawsze jedna i ta sama: demokracja – na wszystkich szczeblach społeczeństwa. Zaczynając od dyskusji o przebiegu zmian, ich kierunku czy od uczestnictwa samych zainteresowanych w procesie ich wdrażania zamiast narzucania ich siłą, kończąc na współpracy prowadzonej ponad podziałami, zamiast permanentnego kłócenia się o pryncypia. Dzisiejsza sytuacja przypomina do złudzenia tę z końca lat osiemdziesiątych, kiedy gotowy scenariusz transformacji ustrojowej rodem z Chicago przedstawiano nam jako jedyny możliwy sposób przejścia z PRL do RP. Podobnie rzecz się ma z procesem bolońskim. Warto pamiętać, że nie tylko my w Polsce buntujemy się przeciw tej reformie uniwersytetu; w zeszłym roku przeciw procesowi bolońskiemu strajkowały uniwersytety w Anglii, Niemczech i Francji, a rekord pobiła Austria, gdzie w Wiedniu, dzięki poparciu kadry i rektora dla postulatów protestu, Auditorium Maximum było okupowane przez okrągły miesiąc. To, co robimy my, wydaje się więc tylko niewielkim wkładem w ogólnoeuropejską debatę o zmianach na uczelni. Oczywiście polski uniwersytet wymaga zmian. Potrzebujemy zwiększenia sprawności większości placówek, ułatwienia interdyscyplinarnych karier zawodowych, ułatwień w zakresie fuzji i współpracy rożnych instytutów. Jednak nie w ramach systemu bolońskiego, który jest reformą krótkowzroczną, ryzykowną, niedemokratyczną i – w dłuższym rozrachunku - szkodliwą dla ludzi i nauki.

 

 

prof. Jerzy Kochan, kierownik Zakładu Filozofii Kultury w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego:

 

Jak ocenia Pan obecną sytuację pracownic i pracowników nauki w sektorze szkolnictwa wyższego?

 

Sytuacja pracowników nauki jest generalnie tragiczna. Dość powiedzieć, że adiunkt z wieloletnim stażem zarabia tyle, co listonosz. W porównaniu do pracowników naukowych Czech, nie mówię o Niemczech, pensje profesorskie są trzy razy mniejsze. Nakłady na naukę i oświatę po prostu od lat ośmieszają Polskę.

 

Co zmienić może w tej sytuacji nadchodząca reforma?

 

Jaka reforma?

 

Jakie widzi Pan alternatywy dla tego kierunku zmian?

 

Alternatywą jest ustanowienie nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe na średnim poziomie europejskim. Cyrkowe sztuczki mające zastąpić wzrost nakładów "reformami" nic nie dają i nic nie dadzą.

 

Polub Dziennik Opinii na FB   

...

Szkudlarek sam sobie zaprzecza, bo na początku mówi, że naukowcy zarabiają grosze, a potem, że to skandal, że dzieci z inteligenckich domów studiują za darmo. Otóż takich inteligenckich domów gdzie się nie przelewa jest bardzo wiele, a na darmowe studia dostaje się też sporo młodzieży z rodzin w ogóle o niskim statusie, zarówno kulturowym jak i materialnym. Oni są zdeterminowani by się dostać na te studia, bo na innych by nie byli w stanie studiować. Lepsza taka furtka niż żadna.

...

Nie wiem jak to nazwać?! Obarczyć imiennie odpowiedzialnością. Zmiana ustroju miała być zmianą gorszego na lepsze. Oczywiste! Robili ją, przynajmniej wówczas, ludzie którym przyświecało dobro wspólne. Zaangażowana była inteligencja uniwersytecka, a więc ludzie przysposabiani do myślenia Dalej na [url]http://kot-blogkota.blogspot.com[/url]

...

Profesor Balcerowicz chyba nie skarzy sie na male dochody?

hipokryzja, nie pieniadze

Zwiększanie nakładów bez kontroli efektywności wydawania forsy to droga do nikąd. Podstawowym problemem jest naruszenie subtelnej równowagi między \"zabawa w naukę\", która pozwala NIELICZNYM zaspokajać ciekawość świata, a komercyjnym \"przemysłem naukowym\", który całkiem licznej grupie ludzi umożliwia łatwe życie na koszt podatnika. Ta równowaga zachwiana została tak ze 30 - 50 lat temu. I nie tylko u nas. Współczesna nauka to w dużej mierze działania pozorowane, których celem jest uzyskanie szybkiej forsy (kolejnego granta) lub łatwej absolutnej, nie istniejącej w żadnym innym \"zawodzie\" stabilizacji (habilitacja lub profesura). Tego nie naprawią żadne, największe nawet pieniądze. O sprawach nauki dyskutują ludzie w nią \"zamieszani\" m.in. w portalu Niezależnego Forum Akademickiego (ww.nfa.pl). W zasadzie wszyscy zgadzają się, iż głównym problemem jest powszechne w społecznej sferze nauki zakłamanie, a nie brak pieniędzy. Co do zarobków naukowców, to może warto sięgnąć do źródeł i zamiast gołosłownych stwierdzeń, że jest mało napisać ile to konkretnie jest.

prawdziwa inteligentna naukowosc zmiotl socjalizm

prawdziwa inteligentna naukowosc zmiotl socjalizm, jego sfalszowane wybory i socjal-socjotechnika w postaci pensji gornika/hutnika wyzszej niz lekarza/nauczyciela. szkody wyrzadzane przez lewicowych debili sa trudniejsze do naprawienia niz skutki II wojny swiatowej (patrz eksperyment RWPG vs. EWG).

Efektywność demokracji na uczelniach

Czas na pomiary EFEKTYWNOŚCI DEMOKRACJI na uczelniach i ew. IQ kadry akademickiej. Czas na zależność IQ od wieku. Czas na ANALIZĘ przez wielu naukowców (a nie przez jedyną i opłacaną w wiadomym celu firmę) PRODUKTYWNOŚCI NAUKOWEJ. A stanie się jasne gdzie grzęzną pieniądze podatnika. Studenci, doktoranci i kadra akademicka powinna wiedzieć gdzie i na kogo pracuje. !!! Chełpimy się demokracją :))))). Democracy Index dla Polski=7.3; Dla Wielk.Brytani: 8.1; Dla Austrii: 8.5; Niemiec: 8.8; Finlandii: 9.3; Szwecji: 9.9 dla Rosji: 4.5; (Democracy Index z roku 2008)

Multimedia

Świetlica KP „Na Granicy”

Przenosimy "Granicę" - WESPRZYJ NAS!

Świetlica Krytyki Politycznej „Na Granicy” wraz z przyjaciółmi zajmującymi się kulturą, edukacją i rzemiosłem rozpocznie już niedługo działalność w nowym miejscu. Aby to zrobić potrzebujemy Waszej pomocy finansowej!

TVKP

Dziewczyna filmowiec musi się starać dwa razy bardziej

– W Polsce przemysł filmowy funkcjonuje na męskich zasadach. Faceci są traktowani jako coś oczywistego. Kobieta-filmowiec musi być dwa razy lepsza, żeby wejść na ten sam poziom co mężczyzna – mówiła dr Karolina Kosińska w programie Roberta Kowalskiego "Sterniczki w Krytyce Politycznej".

TVKP

Eksmitowano 40 tysięcy, ale na reprywatyzacji ucierpią wszyscy warszawiacy

Zdaniem współzałożycielki stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, odpowiedzialność za proces warszawskiej reprywatyzacji ponosi Platforma Obywatelska.

TVKP

Janicka: PiS chce autocenzury i penalizacji badań nad Zagładą

– [Nowe prawo] może powodować całkowitą autocenzurę. A w drugiej kolejności – penalizację badań naukowych – mówi dr Elżbieta Janicka w programie Roberta Kowalskiego "Sterniczki w Krytyce Politycznej".