Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Miejskie technologie partycypacji Drukuj
Joanna Erbel   
06.05.2009

Zarządzanie miastem oparte na idei partycypacji społecznej jest ideałem wielu mieszkańców, miejskich aktywistów i urzędników. Niestety jednak często ideałem pozostaje. Patrząc na zmiany zachodzące w naszych miastach mamy wrażenie, że kluczowe decyzje dotyczące naszego najbliższego otoczenia podejmowane są ponad naszymi głowami i nie mamy na nie żadnego wpływu.

Poziom partycypacji jest niski i nawet jeśli pojawia się po obu stronach chęć włączenia mieszkańców w proces decyzyjny, to brakuje mechanizmów, które pozwalałyby mieszkankom i mieszkańcom miasta wpływać na jakość swojego otoczenia. Stworzenie skutecznych mechanizmów partycypacji jest wyzwaniem dla władz miasta i miejskich aktywistów. Jednak czy możliwe jest stworzenie technologii, która pozwoliłaby włączyć jak najszersze grupy mieszkańców w proces decyzyjny?

W przypadku Warszawy pierwsze kroki zostały już poczynione. 1 października 2009 roku ruszy program „Wzmacnianie mechanizmu partycypacji społecznej” realizowany przez Centrum Komunikacji Społecznej m.st. Warszawy. Celem projektu jest zwiększenie wiedzy i doświadczenia urzędników w prowadzeniu konsultacji społecznych i zaangażowaniu lokalnej społeczności w realizowane projekty. W ramach projektu zaplanowano przeprowadzenie szkoleń dla urzędników samorządowych w zakresie komunikacji i konsultacji społecznych. Powstanie również platforma internetowa do konsultacji społecznych dla realizowanych i planowanych przedsięwzięć. Projekt ma dostarczyć władzom miasta specjalistów-mediatorów społecznych, którzy będą wspomagali pracowników administracji w procesie komunikowania się lokalnymi wspólnotami. Projekt będzie realizowany do końca marca 2011. Daje nadzieję na polepszenie obecnego systemu relacji na linii mieszkańcy - urząd miasta.

Od tego, czy diagnoza mechanizmów partycypacji okaże się skuteczna, zależy powodzenie projektu i docelowo jakość przestrzeni miejskiej Warszawy. Zarówno platforma internetowa, jak i mediatorzy społeczni przyczynią się bez wątpienia do zwiększenia partycypacji Warszawiaków. Warto się jednak zastanowić, czy te narzędzia wystarczą i czy poza wzmocnieniem obecnie istniejących kanałów komunikacji oraz głosu grup zaangażowanych obywateli przyczynią się do zaktywizowania innych grup społecznych.

Zaktywizowanie mieszkańców Warszawy (tak samo jak i innych miast) jest tym trudniejsze, że dotychczas nie byli zachęcani do brania udziału w konsultacjach i mieli poczucie, że redukuje się ich do roli niemych obserwatorów, których jedynym zadaniem jest docenić powstały projekt. Zupełnie, jakby sukces osiągnięty bez konsultacji z mieszkańcami przysparzał większej chwały jego twórcy niż projekt powstały w wyniku negocjacji, i był traktowany jako dowód na to, że to czego potrzeba to talent autora, a nie włączenie lokalnych wspólnot w proces decyzyjny. Sprzeciw mieszkańców wobec zrealizowanej decyzji bywa traktowany jako wyraz niewdzięczności, braku dobrej woli albo przejaw ignorancji, która nie pozwala docenić światłej wizji zespołu urbanistów i architektów.

Można mnożyć przykłady projektów miejskich powstałych w ciągu ostatnich dwudziestu lat, które wywołują niezadowolenie mieszkańców. Do skrajnych należą: Pasaż Wiecha, plac Hoovera, przestrzeń między Biblioteką Uniwersytetu Warszawskiego a Wisłą w Warszawie, Plac Miejski w Białymstoku, przestrzeń wokół Galerii Krakowskiej w Krakowie czy wiele innych. Często są to przestrzenie mające pełnić funkcje reprezentacyjne, co sprawia, że bardziej niż inne są podatne do bycia traktowanymi jako obiekty wizualne przeznaczone do sfotografowania i umieszczenia w folderze.
Te zmodernizowane przestrzenie mają być kontemplowane z daleka i używane okazyjnie. Znamienna była tutaj wypowiedź Dariusza Hyca, autora projektu rewitalizacji Pasażu Wiecha, podczas festiwalu „Passengers” w 2007 roku, która odbywała się nadmuchiwanym balonie umieszczonym na środku opustoszałego Pasażu. Dariusz Hyc wyraził swoje zadowolenie z faktu, że konferencja odbywa się akurat w tym miejscu, bo do takich wydarzeń został pasaż zaprojektowany. Jednocześnie ubolewał, że mieszkańcy „wymusili” postawienie ławek i posadzenie drzew, co jest sprzeczne z jego koncepcją „wielkomiejskiego pasażu”. Był to jedyny raz, kiedy takie wydarzenie jak festiwal „Passengers” odbyło się w tym miejscu. Na co dzień pasaż jest omijany przez przechodniów ze względu na hulający wiatr i nieprzyjazne granitowe otoczenie. Ironią jest fakt, że idea wzmacniania partycypacji społecznej, która przyświecała organizatorom festiwalu, została w tak opaczny sposób zrozumiana przez projektanta Pasażu.

Projekty rewitalizacji przestrzeni, które nie są konsultowane z mieszkańcami i nie zyskują ich sympatii, rzadko wywołują otwarte konflikty społeczne. Zazwyczaj napotykają na niemy protest i są przez nich omijane. Pojawiają się granitowe pustynie, które mieszkańcy starają się przemierzyć jak najszybciej, by nie musieć zbyt długo w nich przebywać. Czasami możliwe są kosmetyczne zmiany, takie jak postawienie ławek albo posadzenie drzew, jak to się stało na Pasażu Wiecha, ale nie wpływają one zasadniczo na jego charakter. Mieszkańcy miast nie lubią przestrzeni, które zostały stworzone nie dla ich wygody, ale miały cieszyć oko projektanta lub patrzącego z wysoka urzędnika.

Problem braku partycypacji społecznej na wstępnym etapie powstawania projektów dotyczy nie tylko planowania miejskich pasaży i placów, ale również parków, zagospodarowania nieużytków, planowania układu ulic czy przeznaczenia budynków w centrum miasta, wytyczania dróg szybkiego ruchu czy autostrad przechodzących przez dzielnice mieszkaniowe. Brak albo nieskuteczność mechanizmów partycypacji społecznej stanowią problem zarówno dla mieszkańców, jak i dla władz miasta. Tym pierwszym odbierają prawo do decydowania o najbliższym otoczeniu i przestrzeni publicznej wysokiej jakości. Tym drugim każą zarządzać umarłymi miastami, które są czyste, gładkie, ale opustoszałe i nikomu nieprzydatne. Brak komunikacji między władzami miasta i mieszkańcami, ale również między grupami mieszkańców szkodzi przestrzeni publicznej i znacznie obniża poziom jakości życia w mieście.

Miasto, aby było żywe i przyjazne, potrzebuje aktywnego udziału jak najszerszej grupy mieszkańców. Musi być ideą polityczną opartą, jak proponuje urbanista Krzysztof Nawratek, na idei zarządzania wspólnoty przez samą siebie. Do wytworzenia takiej wspólnoty miejskiej konieczne jest powstanie dobrego systemu komunikacji między mieszkańcami i władzami miasta, który pozwoli każdej ze stron wyrazić swoją opinię na temat sposobu zagospodarowania przestrzeni. Potrzebne jest planowanie przestrzeni miejskiej, które by zmuszało mieszkańców pochodzących z różnych grup społecznych do kontaktów ze sobą. Przeciwdziałanie powstawaniu ekskluzywnych przestrzeni, zamkniętych szlaków komunikacyjnych, które pogłębiają wykluczenie takich grup społecznych jak ludzie starsi, rodzice z dziećmi, mniejszości etniczne czy religijne.

Wykluczenie z porządku architektonicznego przekłada się w praktyce również na wykluczenie z miejskiej wspólnoty. Nie trzeba formalnych zakazów czy wysokich płotów, aby powstrzymać mieszkańców przed pojawianiem się w pewnych przestrzeniach. Gdy otoczenie jest nieprzyjazne, często wystarczy brak zachęty. Architektura silnie na nas oddziałuje, a każde spotkanie z tkanką miasta jest rodzajem testu na prawo naszej przynależności – jeśli czujemy się dobrze, to jest to przestrzeń przeznaczona dla nas; jeśli czujemy się wyobcowani, zazwyczaj mamy ku temu powody – nasza obecność w danym miejscu jest źle widziana, albo przynajmniej nieprzewidziana. Brak autobusów przystosowanych do potrzeb niepełnosprawnych i rodziców z dziećmi zniechęca do poruszania się po mieście i prowadzi do ograniczenia liczby wyjść, a więc również uczestniczenia w otwartych konsultacjach społecznych. Brak wygodnych ławek sprawia, że osoby starsze rezygnują z przebywania w przestrzeni publicznej.

Jak zauważa Jacques Rancière, istnieje ścisła relacja pomiędzy tym, co widzialne i tym, co uznane za społecznie prawomocne. Konfiguracja przestrzeni i prawo do bycia widzialnym w przestrzeni miasta ma silne znaczenie polityczne, ponieważ wskazuje, kto ma prawo zabierać głos w sprawach istotnych dla wspólnoty i czyje argumenty są uznawane za prawomocne, a czyj głos albo w ogóle nie jest słyszalny (jak to się dzieje w przypadku przedstawicieli mniejszości etnicznych zamieszkujących Warszawę) albo jest uznawany za niewarty uwagi bełkot. Ponadto tych, których nie widać w przestrzeni miasta nie dotyczą również programy służące wspieraniu inicjatyw mieszkańców czy innych grup miejskich. Uwagę oraz wsparcie otrzymują stowarzyszenia, fundacje, ruchy społeczne czy inne zorganizowane grupy, ale już nie ci, którzy są najbardziej wykluczeni. Są ślepą plamką dla zarządzających miastem.

Przy planowaniu zwiększania partycypacji należy wziąć pod uwagę obecność grup mieszkańców, które stosowane dotychczas narzędzia pomijają. Zdolność oraz chęć do partycypacji nie jest immanentną cechą obywateli i obywatelek, ale cechą systemu społecznego. Partycypacja społeczna zawsze odbywa się w relacji pomiędzy dwoma stronami i zawsze jest zapośredniczona przez technologie – niezależnie czy będą to klasyczne konsultacje społeczne odbywające się w urzędzie gminy, strona internetowa czy inne rozwiązanie. Technologie pośredniczące pomiędzy obywatelami i władzą nie są neutralnym nośnikiem informacji, ale narzędziem, które pewne głosy wzmacnia, a inne osłabia przez kreowanie różnego rodzaju barier takich jak: bariery architektoniczne, bariery w dostępie do internetu, nieprzyjazny interfejs, bariera językowa, brak odpowiedniej promocji wśród grup mniej aktywnych obywateli i obywatelek, czy wiele innych.

Zwrócenie uwagi na istotną rolę wyboru technologii pośredniczących między władzą a obywatelami zmienia myślenie o partycypacji jako takiej, bowiem pokazuje, że nie ma uniwersalnego medium pozwalającego włączać mieszkańców w proces decyzyjny. Najskuteczniejszym sposobem jest uznanie wielopłaszczyznowego systemu komunikacji między mieszkańcami i władzą, w którym informacje zdobywane na każdej z płaszczyzn są traktowane jako równoważne. To oczywiste stwierdzenie przestaje takim być, jeśli wyjdziemy poza dwa poziomy przewidziane w projekcie realizowanym przez Centrum Komunikacji Społecznej – platformy internetowe oraz poziomu konsultacji społecznych. Wydaje się, że uwzględniono tutaj dwa poważne poziomy wykluczenia: po pierwsze przestrzennego (trudny dostęp do urzędu) przez stworzenie platformy internetowej, po drugie cyfrowego poprzez konsultacje w urzędzie. Czy można więcej?

Warto zwrócić uwagę na projekt berlińskich architektów OpenBerlin również operujący na dwóch podobnych wymiarach: interaktywnej platformy internetowej umieszczonej pod adresem www.open-berlin.org oraz OpenBerlin Mobile – pojazdu, który pełni funkcję informacyjną, organizacyjną oraz promocyjną. Tym, co zdaje się różnić te dwa projektu jest definicja sytuacji wyjściowej, która sprawia, że projekty nieznacznie, ale jednak się różnią. Projekt „Wzmacnianie mechanizmu partycypacji społecznej” jest nastawiony na wspieranie tych grup, który już są zorganizowane, ale napotykają bariery organizacyjne, albo trudności w komunikacji interpersonalnej. OpenBerlin opiera się na założeniu, że mieszkanki i mieszkańcy mają marzenia związane z miastem, i odstraszają ich nie tylko formalne procedury, ale również nie wierzą, że ich projekty zostaną zrealizowane. Ta różnica podejścia sprawia, że duży nacisk kładziony jest na pokonanie pierwszej bariery onieśmielenia. Na poziomie Internetu jest to filmik reklamowy udostępniany przez YouTube, opowiadający o marzeniach dotyczących przestrzeni miasta i obawach związanych z ich realizacją; interaktywny interfejs z atrakcyjną grafiką podobny do portali społecznościowych takich jak Facebook czy Nasza-klasa.pl i działający na podobnej zasadzie (profil użytkowniczki, grono przyjaciół, różne aplikacje). Zawiera również zestaw prostych informacji na temat omawianych zagadnień (np. kwestia własności), giełdę pomysłów oraz informację o pojeździe OpenBerlin. Z kolei pojazd OpenBerlin jest skonstruowany tak, żeby mógł jednocześnie służyć do organizowania wycieczek po wybranych punktach Berlina, co pozwala uwspólnić znajomość topografii między różnymi stronami. Zaparkowany w danym miejscu na kilka dni służy też jako punkt informacyjny, platforma dla warsztatów prowadzonych przez wyszkolonego mediatora przy użyciu środków plastycznych, oraz do organizowania imprez plenerowych. Zastosowane narzędzia próbują na różne sposoby zachęcić do udziału w projekcie, uwspólnić wiedzę i przez możliwość narysowania czegoś, a nie tylko wypowiedzenia swojego zdania, pozwalają osłabić barierę komunikacyjną związaną z brakiem kulturowo uwarunkowanych kompetencji językowych.

Innym projektem godnym uwagi nakierowanym na usprawnienie komunikacji społecznej jest nowojorski telefon 311, który służy do informowania władz miasta o drobnych zniszczeniach, wadliwym działaniu transportu publicznego oraz innych miejskich uciążliwościach. Pełni również rolę infolinii. Pozwala uzyskać dokładną informację w jaki sposób dokonać różnych płatności miejskich. Pod 311 dzwoni się zarówno kiedy nie przyjechała śmieciarka, wyrwano słuchawkę w budce telefonicznej, jak i wówczas, gdy chce się dowiedzieć o godziny spektaklu lub tryb składania wniosku o wyrobienie zgubionego dokumentu. Dzięki 311 mieszkańcy miasta nie muszą orientować się w podziale kompetencji różnych urzędów i centrów informacyjnych, co zachęca ich do zasięgania informacji. Co więcej, 311 pozwala niskim kosztem zbierać informacje na temat szeroko rozumianego funkcjonowania miasta.

Technologie partycypacji mogą przybierać różne formy. Są to nie tylko różnego rodzaju narzędzia służące komunikacji językowej (bezpośredniej czy zapośredniczone przez Internet), ale również wszystkie obiekty, które przez stworzenie sytuacji społecznej pozwalają mieszkańcom wyrazić swoją opinię na temat zagospodarowania przestrzeni przez sam fakt pojawienia się w danym miejscu. Najbardziej wyrazistym przykładem obiektu miejskiego, który należy uznać za jedną z technologii partycypacji, jest projekt Joanny Rajkowskiej „Dotleniacz” realizowany przez Centrum Sztuki Współczesnej.

Dotleniacz powstał latem 2007 roku na placu Grzybowskim. Umieszczony w ścisłym centrum miasta staw był miejscem nietypowym, bowiem powszechnie dostępnym, ale nie tyle przez swoje położenie, ale przede wszystkim przez swój nieekskluzywny charakter. Jego forma przyciągała mieszkańców i zachęcała do odpoczynku, niezależnie czy miał on trwać 5 minut czy 2 godziny. Jako element pozamiejskiej sielanki pośród bloków przeciwstawia się planom modernizowania Warszawy polegającym na wykładaniu kostką lub granitem placów i ulic, przy jednoczesnym oczyszczaniu ich z niechcianych elementów. Staw porośnięty trzcinami, lilie wodne i unoszący się w powietrzu ozon zachęcają, żeby usiąść i odpocząć. Niektórzy spędzali tam cały dzień, z dziećmi, z psem i gazetą. Inni zatrzymywali się tylko na kilka minut po drodze do pracy, żeby posiedzieć razem z innymi, pooddychać i bezinteresownie pobyć obok siebie.

Dotleniacz nie tylko pokazał Warszawiakom, że możliwy jest inny sposób zagospodarowywania przestrzeni, ale - co może i bardziej istotne - włączył ponownie w krajobraz miejski centrum Warszawy starszych ludzi, ludzi z psami, rodziny z dziećmi, czy uczących się studentów – wszystkich w jednym miejscu. Na brzeg wody przychodzili zarówno mieszkańcy okolicznych bloków toczyć rozmowy sąsiedzkie, jak i osoby z innych części Warszawy. Przyczynił się jednocześnie do pokonania bariery obojętności i onieśmielenia, jak i zaktywizowania lokalnych mieszkańców do udziału w konsultacjach na temat zagospodarowania placu Grzybowskiego, prowadzonych przez władze dzielnicy Śródmieście. Dotleniacz był dowodem na to, że mieszkańcy pragną spędzać czas wśród zieleni, na wygodnych ławkach i materacach, oraz że jest to potrzeba, która nie ma związku z wiekiem, płcią czy zawodem. Przychodzenie nad wodę było nie tylko formą odpoczynku, ale również sposobem wyrażenia swojego zdania w debacie dotyczącej planowania przestrzeni Warszawy. To pasywne głosowanie przez obecność jest tym bardziej godne uwagi, że nie wymaga ani wiedzy, ani kompetencji kulturowych czy społecznych.

Dowartościowanie praktyki społecznej, samego faktu używania danej przestrzeni (w opozycji do unikania innych) pozwala włączyć do wspólnoty miejskiej aktywnych mieszkańców znacznie więcej osób, niż w przypadku, gdy uznajemy, że tylko głos albo wypowiedź się liczy. Poza technologiami opartymi na komunikacji werbalnej ważną rolę we wzmacnianiu i stymulowaniu działań partycypacyjnych mają różnego rodzaju akcje artystyczne. Zarówno te skupione wokół obiektów małej architektury, jak różowe jelenie projektu Bęc Zmiana, Dotleniacz czy palma („Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich” Joanny Rajkowskiej), jak i dużych obiektów jak Stadion Dziesięciolecia, wokół którego odbyła się seria projektów artystycznych organizowanych przez Joannę Warszę. Zwróciły one uwagę nie tylko na sam Stadion, ale i na pracujące na nim mniejszości etniczne. Ważną rolę odgrywają również happeningi służące unaocznieniu mieszkańcom innych sposobów zagospodarowania przestrzeni, na przykład zaaranżowanie przestrzeni za pomocą tropikalnych roślin w doniczkach (akcja Aleksandry Wasilkowskiej i Krzysztofa Żwirliblisa na Dworcu Wschodnim), rozłożenie trawy z rolki (projekt Agi Szreder „Pamiętaj! Kryzys nie zwalnia Cię od odpoczynku!”) czy zachęcanie przechodniów do konsultowania modelu zagospodarowania danej przestrzeni (projekt Aleksandry Wasilkowskiej i Krzysztofa Żwirliblisa ,„Bezinteresowna przestrzeń miejska”).

Platformy internetowe, numery telefoniczne, konsultacje społeczne w urzędach, namioty, wiaty i różnego rodzaju pojazdy pozwalające dotrzeć do tych, którzy urzędy omijają. Miejskie happeningi, duże i małe obiekty artystyczne powinny być traktowane jako różne dopełniające się sposoby służące poznaniu opinii mieszkańców na temat ich miasta i możliwych kierunków zmiany, oraz zaktywizowaniu szerszych grup społecznych. To czego miasto potrzebuje to wzmacnianie obecnych mechanizmów partycypacji oraz ciągłe stwarzanie nowych, które pozwolą dopuścić do miejskiej wspólnoty jak najszerszą rzeszę mieszkańców.

Tekst ukazał się na portalu ngo.pl.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.05.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.83324 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273