NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Michalski: Polityka śmierci Drukuj
Cezary Michalski   
11.04.2010
Szanuję ludzi, nie szanuję  symbolu. Szanuję każdą ofiarę Katynia, wtedy i teraz, każdego człowieka, który tam zginął. Nie szanuję Katynia jako symbolu polityki historycznej, polityki śmierci. Polityki historycznej, znów nie jako zwyczajnego obowiązku pamiętania – w programach nauczania, w badaniach historycznych, w historycznych i beletrystycznych książkach – ale jako metody politycznej zbudowanej na fascynacji śmiercią, a na poziomie strategii i taktyki polegającej na szantażowaniu się wzajemnie, budowaniu „hierarchii ofiar”, czynieniu z odpowiednio wymodelowanej pamięci historycznej maczugi w polityce wewnętrznej i zagranicznej.

Pamiętam, jak Dawid Warszawski, w jednej z niekończących się dyskusji o cierpieniu Żydów i cierpieniu Polaków, napisał straszne zdanie, że na szczycie hierarchii ofiar jest miejsce tylko dla jednego narodu. Pisał to z fatalizmem, ze smutkiem – jak to teraz rozumiem, bo wtedy krew mnie zalewała – a jednak była to formuła, która podpowiedziana Polakom musiała ich niszczyć. Mieliśmy wystarczającą liczbę ofiar, by bić się o jedno z najwyższych miejsc na tej egipskiej piramidzie śmierci. I traktować każdy stopień niżej jako realną klęskę polityczną, „despekt”, wymagający „pomszczenia”.

I znowu, są sytuacje, w których „polityka historyczna”, „polityka pamięci” jest mniej chora albo przynajmniej bardziej „nieunikniona”. W latach 70. i 80. ubiegłego wieku każdy spiskujący chłopak czy dziewczyna jechali w jakimś momencie na Powązki, na groby powstańców, na grób Rydza Śmigłego, na symboliczną kwaterę katyńską, na groby przegranych…, bo angażowali się przecież politycznie głównie po to, żeby ich „pomścić”, zgodnie z benjaminowską zasadą polityki jako oddawania głosu „niemym ofiarom”, tym, którym aktualni zwycięscy, aktualni rządzący, nawet aktualni historycy, „odebrali głos”. Ale po roku 1989, 1997, 2005… wraz z przywróceniem rocznic, wiedzy, dokumentów… powód do fascynowania się śmiercią powinien był ustać. Jeśli nie od razu, po roku 1989 – tym, dla wielu, wątpliwym zwycięstwie – to kult śmierci powinien był ustać wraz z kolejnymi zwycięstwami partii i polityków wciąż budujących swoją legitymizację na tej benjaminowskiej zasadzie. Skoro jednak kolejne formacje w polskiej polityce wygrywały już „w imieniu ofiar przeszłości”, skoro w imieniu ofiar wsiedli już do swoich czarnych lancii, powinni byli zostawić ofiary w spokoju. Tak się jednak nie działo, przez całe minione 20 lat każde podniesienie temperatury politycznej walki, każda nieudolność rządzenia albo zarządzania politycznym konfliktem, znowu wymagała przywołania w samym środku międzypartyjnego politycznego piekła - powstańców warszawskich, oficerów z Katynia lub choćby bitych przez ZOMO stoczniowców i studentów.

Ze mnie pasja do „polityki historycznej” opadła jednego dnia. Kiedy zobaczyłem widowisko historyczne, zorganizowane przez jakichś „muzealników”, chyba w 2006 roku, gdzie młodzi ludzie przebrani za ZOMO okładali pałkami młodych ludzi udających manifestantów z lat 80. Robiono sobie przy tym zdjęcia do albumów, w kadrze pojawiali się dorośli politycy… Rzygać mi się chciało i nic więcej. Nic nie mogę wiedzieć o tym, co przeżywali powstańcy warszawscy czy ludzie w barakach Starobielska, ale lata 80. pamiętam: upokorzenie, bezsilność, poniżenie… i to wszystko miałoby być zakłamane, wyniesione na ołtarz, przedstawione jako ostatnie piękne heroiczne chwile polskiej historii, które powinniśmy powtarzać w obleśnym historycznym widowisku z użyciem młodzieży? Ani estetyka, ani etyka. Nie potrafiłem już też oglądać polityków, postaci publicznych, ludzi, którzy przeżyli, którym się w życiu powiodło… misteryjnie pozujących na grobach.  

Z każdym kolejnym rokiem zaczynało mnie też coraz bardziej zdumiewać to, że zamiast wspominać z szacunkiem ofiary Powstania Warszawskiego jako ofiary błędu, wydarzenia, którego należy unikać, unikać okoliczności politycznych, w których popełnienie takiego błędu będzie możliwe… zaczęło się przywoływanie Powstania Warszawskiego jako najlepszego, najszlachetniejszego, najpiękniejszego, co się Polakom przydarzyło, co wręcz trzeba cyklicznie powtarzać (Rymkiewicz), żeby Polska nie przestała być Polską.

Polityka historyczna miała się  sprawdzić jako narzędzie polityki zagranicznej. Też się nie sprawdziła. Chcieliśmy za pomocą polityki historycznej odbudować sarmackie imperium, upokorzyć Niemcy i Rosję, tymczasem to nas zaczęli upokarzać Ukraińcy i Litwini. Bo w sarmackim imperium były i polskie ofiary, i ofiary Polaków. Nie byliśmy aż tak w swojej historii bezsilni (całe szczęście, bo idealna ofiara, doskonale bezsilna i bierna, to hipostaza chyba najobrzydliwsza spośród tych, które człowiek zdołał sobie wymyślić, nawet Chrystus, zanim jeszcze nie został opakowany w lament naszych babć, wcale taki nie był, on był fajnym, agresywnym bluźniercą, który „sam się prosił”). Nie byliśmy tak bezsilni, żeby się nie dało znaleźć narodów i ludzi, którzy i przeciwko Polakom chcieli uprawiać politykę historyczną. Od samego początku można się było spodziewać, można było być pewnym, że to się tak skończy. Nawet dziecko powinno to wiedzieć, ale paru dorosłych, z tytułami profesorskimi, nie miało pojęcia, że tak to się skończy.

Prezydencki samolot nie powinien był lądować w Smoleńsku, powinien był polecieć na lotnisko bez mgły. Ale najbliższe takie lotniska były w Mińsku i w Moskwie. Samolot nie poleciał ani do Mińska, ani do Moskwy, bo stamtąd jego pasażerowie nie dojechaliby na uroczystości. Spóźniliby się na obchody.

Dlatego, tak jak z Powstania Warszawskiego żal mi dwustu tysięcy cywilów, którzy zginęli w potrzasku pomiędzy Hitlerem, Stalinem i własną elitą nie pamiętającą, że jej podstawowym zadaniem jest ochronienie tych ludzi, utrzymanie ich przy życiu, i jak żal mi kilkunastu tysięcy dzieciaków z opaskami, którym ich dowódcy powiedzieli, że wychodzą na kilka godzin, maksymalnie na kilka dni heroicznej, estetycznej zabawy, w swoich długich butach, panterkach i z jednym pistoletem na pluton, a w rzeczywistości wychodzili do rzeźni i pozostali  w tej rzeźni przez 63 dni, choć ofiary każdego z tych dni przesądzają wyrok historii na niekorzyść politycznego i wojskowego kierownictwa Powstania Warszawskiego. Dlatego najbardziej żal mi tych, którzy lecieli do Katynia w imię nie swojej sprawy, jako zakładnicy nie swojej doktryny polityki historycznej, jako zakładnicy nie swojej fascynacji śmiercią, jako zakładnicy nie swojej wojny PO-PiS.  

Żal mi Izabeli Jarugi-Nowackiej, która nie była wyznawczynią polityki historycznej, polityki śmierci, ale leciała tam jako jej zakładnik, jako przedstawicielka parlamentu.

Żal mi Tomasza Merty, który został tam wysłany z rozdzielnika, jako ofiara nie tylko polityki historycznej, której wcale nie był bezrefleksyjnym wyznawcą, ale także jako zakładnik wojny PO-PiS, w której nigdy nie chciał uczestniczyć. Gdyby nie wojna PO-PiS, razem z prezydentem lecieliby przecież ministrowie z PO, szefowie resortów, a tak, chodziło o niepomaganie „kaczorowi” w kampanii prezydenckiej, nieinwestowanie w „te drugie”, „nie tuskowe, ale pisowskie” obchody katyńskie, więc polecieli wiceministrowie: obrony, spraw zagranicznych i kultury. I dlatego zginął Tomasz Merta, współpracownik Kazimierza Ujazdowskiego „z autorytarnego PiS-u”, który jednak pozostał w ministerstwie kultury także pod Bogdanem Zdrojewskim, „ze zdradzieckiego PO”. W ogólnym czyszczeniu personalnym „do kości”, jakie w Polsce towarzyszy każdej zmianie władzy, jego nie wyczyszczono, bo wszyscy wiedzieli, że jest dobrym urzędnikiem państwowym, który ponad histerię PO-PiS-owej wojny przedkłada kontynuację o wiele ważniejszych projektów, instytucji, procedur. We wszystkich pokłóconych śmiertelnie towarzystwach (sam należę do paru pokłóconych śmiertelnie), on usiłował być normalny, kooperować, organizować dotacje zarówno na „Frondę”, jak i na „Krytykę Polityczną”, zarówno na książki o „lewicowym”, jak i „prawicowym” wydźwięku. Był państwowcem bardziej niż ci, którzy go do samolotu wysłali i bardziej niż ci, którzy go w samolocie przyjęli. Miał zadatki na urzędnika państwowego, a nie partyjnego.

Żal mi Grzegorza Dolniaka, który próbował zachować człowieczeństwo w PO-PiS-owej wojnie na górze. Nie przepraszał za swoją partię, nie giął twarzy w pełnym hipokryzji ubolewaniu za „zbyt brutalne zachowanie swoich partyjnych kolegów”, szczególnie nie czynił tego przed dziennikarzami, a jednak nie lubił być rzeźnikiem, źle się w tym czuł, to było po nim po prostu widać. Dlatego poleciał z Lechem Kaczyńskim, bo PO-wiaków do tego samolotu szukano z łapanki. Nikt z nich nie chciał być w samolocie z prezydentem, bo każdy wiedział, że atmosfera może być nieprzyjemna, jak zwykle. Nie polecieli zatem ci, którzy najbardziej lubią się pokazać w świetle jupiterów, a poleciał Dolniak.

Żal mi załogi samolotu, żal mi BOR-owców…  żal mi wszystkich na pokładzie tego samolotu, którzy nie wyznawali doktryny polityki historycznej, a jednak na jej ołtarzu zostali złożeni. Ich żal mi najbardziej.

Na 24 godziny przed drugą katyńską tragedią w radiu usłyszałem jednego z kustoszy, który mówił o najbardziej szokującym katyńskim odkryciu ostatnich dwudziestu lat. Wiele lat temu, tuż po 1989 roku, jakiś Rosjanin, może Białorusin, może Ukrainiec, sprzedawał na bazarze, mocno jeszcze przerażony ewentualnymi konsekwencjami, przedmioty, które dziadek znalazł przy drodze, którą dzień za dniem, w jedną tylko stronę, prowadzono kolejne grupy polskich oficerów. Idąc, rzucali do rowu osobiste przedmioty, chcąc, żeby ktoś je znalazł, chyba już wiedzieli o losie swoich poprzedników. Wśród rzeczy znalezionych w tym rowie, a potem przemyconych i sprzedanych naszemu muzealnikowi przez anonimowego szmuglera zza wschodniej granicy, był kawałek sztandaru i listy do rodzin. Muzealnik powiedział w radiu, że najcenniejszy jest kawałek sztandaru, że to jest „relikwia”, „centralny eksponat naszej nowej wystawy”. Nie rozumiał, że jedyną katyńską relikwią są te listy. Konkretnych ludzi, którzy zaraz przestaną istnieć, do żon, dzieci, przyjaciół. Przecież nawet chrześcijaństwo to była inwestycja Boga w człowieka, w każdą konkretną jednostkę, inwestycja potwornie optymistyczna (wszyscy apokaliptycy do dziś uważają, że była to inwestycja nieudana, zbyt optymistyczna). Nie w sztandar, nie w totem, nie w hipostazę, nie w ideę… ale w realne ludzkie biografie (jeśli gdziekolwiek jeszcze chrześcijaństwo czy katolicyzm nie stały się ponownie magią, jacyś chrześcijanie czy jacyś katolicy muszą przecież jeszcze o tym pamiętać). Relikwia sztandaru, relikwie polityki historycznej – to stara, przed judeochrześcijańska magia. To tylko totemy. Relikwią jest każde pojedyncze życie, każda pojedyncza biografia, choćby najbardziej pokręcona. Polityka po Chrystusie i po Oświeceniu musi służyć życiu, a nie magicznemu totemowi śmierci. Czy dwa Katynie przybliżą nas do tej wiedzy? Czy pomogą wyjść Polakom z „samozawinionej niedojrzałości”? Czy też jeszcze głębiej nas w to wpakują?
Komentarze
Dodaj nowy
Spokojny   |12.04.2010 07:13:55
>>idealna ofiara, doskonale bezsilna i bierna, to hipostaza chyba
najobrzydliwsza spośród tych, które człowiek zdołał sobie wymyślić, nawet
Chrystus, zanim jeszcze nie został opakowany w lament naszych babć, wcale taki
nie był, on był fajnym, agresywnym bluźniercą, który sam się prosił).


trudno powiedzieć kim był "realnie" ale funkcjonuje w świadomości
jako model właśnie czegoś takiego. I jako taki jest prototypem wszelkich
moralnych szantaży, na przykład takich jakim teraz wszyscy w Polsce podlegamy i
które sprawiają, że nie można już mówić pewnych rzeczy o Kaczyńskim. Wprost się
to komunikuje w mediach obecnie - ci którzy mówili o Kaczyńskim źle, teraz mają
się wstydzić. Ci którzy mówili, że jest nacjonalistą mylili się, bo w
rzeczywistości był patriotą itd. Jesteśmy zakładnikami poczucia winy. Tego
rodzaju transakcje pseudoetyczne możliwe są jedynie na gruncie przygotowanym
przez wspomniany model.
kot   |12.04.2010 11:42:46
Dziękuję Michalski
- jak dobrze teraz usłyszeć czysty głos
bartosz szaruga   |12.04.2010 12:11:37
Wg mnie najlepszy komentarz jaki ukazał się do tej pory w mediach. Dzięki za ten
odważny i idący pod prąd tym wszystkim opiniom, które pogrążają i wpisują to
wydarzenie w nurt polskiej bolesnej acz quasi-zwycięskiej historii.
Bbigniew Zoniek   |12.04.2010 12:34:10
"trudno powiedzieć kim był realnie ale funkcjonuje w świadomości jako
model właśnie czegoś takiego. I jako taki jest prototypem wszelkich moralnych
szantaży, na przykład takich jakim teraz wszyscy w Polsce podlegamy i które
sprawiają, że nie można już mówić pewnych rzeczy o
Kaczyńskim."

Analogiczny szantaz moralny byl intensywnie eksploatowany
przez srodowiska Wyborczej i Krytyki po samobojstwie Barbary Blidy. Jak zatem
widac, prawica nie ma monopolu na szantaze.
Co do polityki historycznej,
polityki "smierci i meczenstwa", trzeba pamietac ze niektore kraje od
lat stosuje ja w nieporownywalnie wiekszym stopniu, i - mowiac cynicznie -
niezle na tym wychodza…
Na koniec przychyle sie do opinii przedmowcow:
kolejny mocny felieton red. Michalskiego.
Joanna K.   |12.04.2010 17:37:41
Niestety Proszę Pana,
Z.Herbert Ballada o TYM że NIE GINIEMY

Którzy o świcie
wypłynęli
ale już nigdy nie powrócą
na fali ślad swój zostawili -
w głąb
morza spada wtedy muszla
piękna jak skamieniałe usta
ci którzy szli
piaszczystą drogą
ale nie doszli do okiennic
chociaż już dachy było widać -
w
dzwonie powietrza mają schron
zaprawdę nie umarli cali
szept ich przez
chaszcze idzie tapet
a którzy tylko osierocą
wyziębły pokój parę
książek
pusty kałamarz białą kartę -
w suficie płaska głowa mieszka
z
powietrza wody wapna ziemi
zrobiono raj
ich anioł wiatru
rozetrze ciało w
dłoni
będą
po łąkach nieść się tego świata
Joanna K.   |12.04.2010 17:40:34
A Pan widzę przeżył chrześcijańskie przebudzenie… na łamach goszczącej mnie tu
Krytyki Politycznej. Pan strzela a Bóg kule nosi. (Mam nadzieję, że używając
słowa Bóg nie naruszam uczuć ateistycznych pozostałych forumowiczów)
Joanna K.   |12.04.2010 17:53:19
Przy okazji i nie wbrew temu co napisałam przedtem od dawna głoszę potrzebę
pisania podręczników, w których więcej byłoby pozytywistycznego ducha.
(Podręczniki do historii są czy tego chcemy czy nie) Mam dość utożasamiania się
z Firmą - państwem polskim opierającym się tylko na fundamencie zrywów serc a
następnie ich pocieszaniu. Brzydzę się też weekendową jarmarczną żałobą,
spacerkiem skaczących nad zniczami baranów w tragiczno - komicznym derby,
zaprawdę lepiej, żeby zostali w domu i oglądali to wszystko jak codzienną operę
mydlaną i dali szansę przeżywania smutku innym w ciszy i spokoju - na przykład
mnie, bo Prezydent był Głową Państwa - Firmy z którą się UTOŻSAMIAM. Brzydzę się
jednak tekstami, które świadczą o gorączce Autora, równej temperaturze
nieostygłych jeszcze ciał. Wiem, że Konwertyci mają zapał, ale warto w chwilach
przytomności zamykać sie na chwile w zamrażalce. Tylko na chwilę. Dość mamy już
smierci Inteligentnych Ludzi. JK
Herme$   |12.04.2010 21:35:21
A przedstawicieli Rodzin Katyńskich Panu nie żal? Też byli ofiarami polityki
historycznej?
kot   |13.04.2010 01:18:52
Jeżeli istnieje Bóg, to Jego kara za frymarczenie
truchłami.
Łukasz K.  - cd.Smoleńska   |01.03.2011 15:41:59
stawiam proste pytania:
1.Dlaczego Kaczyński nie skorzytał z okazji i stanął
przed Putinem i nie domagał się ,nie stawiał wniosków,nie zadał sledztwa dla
Polski tylko kombinował co mu przyniesie polityczny zysk
1Dlaczego Macierewicz
,będac na miejscu katastrofy,nie zorganizował grupy ludzi z którym by
dokumetował,postulował lub po prostu pomagał ewent.żywym,wiął próbkę sztucznej
mgły tylko uciekł do warszawy
3.Dlaczego Brudziński,ani nikt z otoczenia
Kaczyńskiego nie zaciagnął warty przy trupie prezydenta,a domagał się tego od
Premiera
NAPRZOD2   |06.05.2011 04:10:49
Cezary Michalski to Ktoś, nieprawdaż?
Czytelniczka  - Do boju, Panie Michalski!   |25.07.2011 02:27:37
Pan mi zawsze umila dzień swoją niekonswekwencją i zbyt wysoką samooceną,
dziękuję. :)
Jacek  - Brawo Czarek   |25.08.2011 12:36:42
Słuchałem Ciebie wczoraj w TOK FM. Rozwaliłeś wczoraj Sakowską na łopatki.
Ula   |26.09.2011 16:45:06
Genialny artykuł!!!!!!!!!
JureG   |08.03.2012 10:06:09
Do pana Michalskiego, ..trafiłem na ten artykuł przypadkowo. Przeczytałem. Włosy
mi się zjeżyły…właściwie ich resztki.
Panie Michalski nie znam pana i teraz
po przeczytaniu tylko tego jednego …nie wiem jak to nazwać. Wiem , że nie chcę
pana znać.
Przed wieloma laty niezbyt ochoczo uczęszczałem na lekcje historii,
niewiele czytałem za to jak obecny premier wolałem haratnąć w gałę. Przez cały
czas jednak miałem oczy otwarte i potrafiłem odróżnić dobro od zła. Takich gości
jak pan spotykałem wielu. Robili robotę dla tych, których lub o których
powinniśmy zapomnieć…
"Narody tracąc pamięć tracą życie"…proste
zdanie. Czy pan je rozumie??? Myślę , że nie. Nie czuje pan (choć w to nie chce
mi się wierzyć), gdzie jest dobro gdzie zło. Wiem za pieniądze można
wszystko…są tacy ludzie. Do takich pana będę od dziś zaliczał …inaczej
musiał bym nazwać głupkiem.
Juliana   |10.04.2012 11:31:18
tak, Powstanie Warszawskie możemy nazywać błędem, bo zginęło ‘bezsensowną’
śmiercią wielu. Za przegraną sprawę. Powiedzmy naszym dziadkom, że powinni byli
się pochować, uciec jak najdalej, ocaliliby życie które być może wtedy stracili,
uchroniliby przyjaciół, zdrowie. A tak to tylko przyczynili się do głupiego
kultu śmierci, nieprawdaż? Po cóż im to było, po co honor, w imię czego? Pan
Cezary rozumiem pierwszy w kolejce do schronu, i dobrze, jego wybór. Pozdrawiam
Ateista  - Smoleńsk, beatyfikacja   |10.04.2012 20:47:03
Witam. Proponuję złożyć wniosek o beatyfikację Lecha
Kaczyńskiego.
Uzasadnienie.
W Tym Samolocie leciało bardzo wielu Prawdziwych
Polaków Katolików. Z Nim na czele. Mimo to Pan Bóg nie rozgonił mgły. Nie
uratował Ich. Musiał mieć jakiś cel. Myślę, że zginęli by odkupić nasze grzechy.
Anonimowy  - apel   |04.05.2012 10:38:16
Bardzo lubię Pana wypowiedzi w Superstacji.Mam podobne poglądy.Ale traktuje je
Pan nazbyt emocjonalnie. Niestety wszyscy zapominamy,że najwazniejsze są
argumenty.Nie updobnijmy się do "drugiej strony". Apelujmy o rozsądek w
wyciąganiu wniosków. Nawet "uczenie się na błędach" przestaje być naszą
mocną stroną. Nie chodzi o przekonanie przeciwnika (to nie jest mozliwe) ale o
pozyskanie zwolenników.Mój ojciec poległ na wojnie. Nikt nie wspomina o takich
ofiarach. Liczy się tylko Smoleńsk, Katyń i powsanie warszawskie. Serdecznie
pozdrawiam.M.M.
ateista drugi  - O rety!   |10.05.2012 11:26:35
Panie Czarku! Przeczytałem CAŁY tekst i jestem zdumiony. Pan chyba wczoraj spadł
z księżyca a nie wychował się w Polsce. Co w/g pana konstytuje naród, co go
spaja, co gwarantuje trwanie? Czy panu potrzebny jest własny naród, historia,
państwo? Czy zadał pan sobie kiedyś te pytania? Po co pytam… mam odpowiedź w
tym tekscie…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.04.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.09462 Seconds