|
W cieniu tego światła, którym promieniowała śmiercionośna pustynia Atacama, doszła nas wiadomość o katastrofie na mazowieckiej szosie. Udana operacja wydobycia chilijskich górników, którzy ponad dwa miesiące przebyli w zaświatach, jest zwycięstwem solidarności z tymi, którzy własnymi rękami i torsami, podtrzymują nasze istnienie w świecie. Jak kiedyś pisałem, każda katastrofa górnicza dlatego jest dotkliwa, że trafia tych, którzy wobec natury stają tak bezpośrednio, jak było to przedwiecznie. To dlatego są nam tak bliscy – gdziekolwiek są.
Katastrofa na mazowieckiej szosie, która raptownie i nieodwołalnie pochłonęła 18 osób, żywicieli rodzin, przesyła nam inną wiadomość, która trwale, a nie okazjonalnie powinna zostać zrozumiana. Jest to mianowicie wiadomość o istnieniu w Polsce szczególnego „trzeciego świata”, który nie jest scenie politycznej znany. Jest to świat ludzi, którzy, aby zarobić na chleb powszedni chwytają się każdej pracy i na każdych warunkach, a raczej bezwarunkowo; nie mają oni żadnych trwałych i znormalizowanych kontraktów, ubezpieczeń, urlopów i leczeń, więc także rent i emerytur; ich płace są minimalne, albo poniżej minimów i nie wchodzą w skale oficjalne; dobijają się tych prac wszelkimi sposobami, mogą więc jechać do nich ubici jak śledzie w beczce, pojazdem, który nie powinien jechać, z kierowcą, który się nie nadaje. Wszystko to odbywa się wewnątrz naszego państwa, lecz właściwie poza nim; wszystko to również wychodzi poza społeczeństwo, choć dzieje się wewnątrz niego. I stawia nam pytanie – gdzie my właściwie jesteśmy? Gdzie jest Polska? – w pierwszym czy w trzecim świecie?
Czy jest jakaś lekcja, która z tego wynika? Jest, a najkrócej brzmi ona tak: po pierwsze – to nie jest incydent, to jest ujawnienie; po drugie – taki „trzeci świat” w Polsce istnieje, ale jego istnienie jest ukrywane; po trzecie - nie znamy jego zasięgu, gęstości oraz intensywności, a terminologia oficjalna („wykluczeni”) jest sposobem zacierania tej wiedzy; po czwarte – dopóki w kwestii tej panuje niewiedza, wszelka oficjalna wiedza o Polsce jest fałszywa. Po piąte – chodzi nie tylko o wiedzę, lecz o realną i gruntowną zmianę tej sytuacji. Bez takiej zmiany wszystko, co się o Polsce mówi, pisze i myśli będzie tylko nową wersją „propagandy sukcesu”. Która prędzej czy później zostanie z fałszu odarta.
Ale nie jest obojętne kiedy to nastąpi, bo i dzisiejszego ranka ci nasi sąsiedzi upychają się w tych bagażówkach. Kontrole policyjne za parę dni znikną. Jak zwykle.
Na podobny temat
|
Nie ze wszystkim się zgadzam, ale pój...
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...