Nowość w sklepie kp

odczarowanie_okladka_m.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia z Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz.
list M. do Czesława Miłosza, Rok myśliwego
Advertisement
Matkowski: Wyrazy poparcia Drukuj
Tomasz Matkowski   
19.02.2010

mysliwy.jpgChciałbym poprzeć jakiegoś potencjalnego kandydata na prezydenta.

Tylko kogo?

Czy wąsatego myśliwego z PO?

Czy gładko wygolonego i przylizanego do tyłu myśliwego z lewicy?

Czy rustykalnego, acz przebranego w garnitur, myśliwego z Peeselu?

Czy uzbrojonego w wibrator i sztucer myśliwego medialnego?

A czy w ogóle są jacyś politycy nie myśliwi?

W społeczeństwie jeden myśliwy przypada na 360 obywateli. W sejmie na pięciu. Tak, to nie pomyłka. Nie na pięciuset, nie na pięćdziesięciu, tylko na pięciu.

Skąd się  bierze ta nieprawdopodobna statystycznie nadreprezentacja myśliwych wśród polityków? Pierwsze wyjaśnienie, jakie się nasuwa, to że do polityki i do myślistwa garną się osoby o specyficznej psychice. Takie, dla których szczytem marzeń jest powieszenie sobie na ścianie czyjejś głowy. Albo oprawienie na deseczce czyichś ząbków.

Oczywiście to wyjaśnienie może być błędne, możliwe są tu inne czynniki. Przymus polowania lansowany przez najbardziej hałaśliwą grupę, na przykład. Osobliwa nobilitacja do „wyższych” sfer. Wspólne zabijanie wytwarza więzy krwi, który to zwrot nie oznacza wcale, że jest się spokrewnionym, tylko że się razem rozlało czyjąś krew, a więzy takie są czasem silniejsze niż więzy pokrewieństwa. Stąd bierze się poczucie przynależności do bractwa, elity - z jednej strony my, politycy, z drugiej naród, od którego chcemy się odgrodzić, za wszelką cenę, czymkolwiek, nie możemy wykształceniem czy inteligencją, to niech to chociaż będzie myślistwo. Nie przypadkiem najwięcej entuzjastów myślistwa jest wśród członków i członkiń samoobrony. Nikt tak nie gardzi ludem jak jego przedstawiciele. Za PRL-u zapalonym myśliwym był Bolesław Bierut, który zarazem uwielbiał fotografować się z oswojoną sarenką. Polowali Władysław Gomułka i Edward Gierek. Pierwsi sekretarze dysponowali siecią „pałacyków myśliwskich”, czyli posiadłości na terenach należących do Rady Ministrów. Pałacyki te były szczelnie chronione drutem kolczastym i budkami strażniczymi, aby przypadkiem jakiś przedstawiciel klasy robotniczej się tam nie zaplątał. Polowali w takich posiadłościach, oprócz rodzimych przedstawicieli narodu, również „znamienici” goście: Josip Broz Tito, Reza Pahlavi, Valery Giscard D’Estaing, a także Nikolae Caucescu, który, jak fama głosiła, miał najokazalsze trofea, wśród nich najdłuższe w całym obozie socjalistycznym „szable” (kły dzika). To budziło wielką zazdrość i podziw. Piotr Jaroszewicz natomiast ustrzelił w jednym z takich ośrodków niedźwiedzia, który, wypchany, stoi do dziś w miejscowym muzeum na pamiątkę tamtego miłego wydarzenia.

Aż do końca władze PRL-u składały się głównie z myśliwych. Sensem życia Kiszczaka było polowanie. Mówiono, że tak naprawdę w PRL-u nie rządzi PZPR, tylko PZŁ - Polski Związek Łowiecki.

Myślistwo, oprócz tego że daje poczucie przynależności do elity, ma też  wiele innych zalet. Pozwala leczyć kompleksy. Lśniący kawałek metalu w dłoniach, potęga i huk, i ta chwila obłędnej radości - trafiony. Być panem czyjegoś życia i śmierci, to jest to. Polowali królowie, polowały królewiątka. Polują kacykowie.

A marzenie marzeń? Zostać królem polowania, oczywiście. Królem… Któreż  dziecko nie marzy o tym, żeby zostać królem? Tylko że to nie dziecięca zabawa, lecz uroczysta koronacja sędziwego, choć infantylnego sadysty przez jego rozentuzjazmowanych kolegów sadystów.

Infantylizm wydaje się być wspólną cechą myśliwych i polityków. Przypomnijmy sobie posła, który marzył o tym, żeby mieć  w łapówkowym mercedesie przyciemnione szyby i to marzenie go tak opętało, że gotów był zdradzić interesy Polski dla tych przyciemnionych szybek. Czyż nie jest infantylny dorosły człowiek, którego pasją jest wieszanie w domu czaszek, wypychanie odciętych głów, zdarcie z kogoś skórki i podłożenie jej sobie pod nogi przy łóżku?

Jeden z głównych kandydatów do prezydentury, Bronisław Komorowski, ma imponującą  kolekcję trofeów (możemy o tym poczytać na portalu myśliwskim). Bardzo „chwalebne”. Ale… ups! Mały zgrzyt. Jak czytamy na innym portalu, zdarzyło mu się popełnić coś wielce nieetycznego. Co też to było?

„Koło Łowieckie nr 18 „Ponowa” noszące szczytną nazwę Bialskie Towarzystwo Łowieckie dało się poznać szerszej publiczności za sprawą bezkarnego, jak dotychczas, Stefana Karasińskiego strzelającego lisa w sezonie ochronnym, (…) a także za sprawą organizowanego w tym właśnie kole nielegalnego polowania zbiorowego z podkładaczem psów dla Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego.”

Dociekliwy redaktor portalu posunął się jeszcze dalej. Wystosował  list do marszałka Sejmu, z prośbą, by ten się do sprawy ustosunkował. I redaktor, a jakże, dostał odpowiedź:

„Szanowny Panie!

Informuję,  że jako gość zaproszony przez prezesa koła na polowanie zbiorowe zadałem przed rozpoczęciem polowania sakramentalne pytanie, czy wszystkie formalności związane z moim udziałem w polowaniu zostały załatwione. Otrzymałem jednoznaczną odpowiedź twierdzącą, że wszystkie formalności związane z polowaniem zbiorowym zostały dopełnione.

Z przykrością  jednak informuję, że tego dnia na polowaniu nie oddałem żadnego strzału.

Bronisław Komorowski”

Nieetyczne postępowanie, jak widać, polegało nie na zabijaniu zwierząt dla rozrywki, tylko na jakiejś drobnej wpadce biurokratyczno-proceduralnej. Przypomina się film „Noc generałów”, albo niezapomniana kwestia policjanta z filmu „Gra” (nie, nie tego z Michealem Douglasem, tylko jego pierwowzoru z lat sześćdziesiątych). Policjant, zbadawszy miejsce zbrodni i przesłuchawszy sprawcę, konkluduje: „zgadza się, jest pan zarejestrowany jako uczestnik gry. Zabójstwo przepisowe, jest pan wolny. A, nie, zaraz chwileczkę! Płaci pan mandat. Zaparkował pan na zakazie.”

Koalicja myśliwska obejmuje osoby z różnych opcji politycznych. Entuzjaści pif paf! wszystkich odcieni łączcie się! Na uroczystych polowaniach załatwia się interesy. Można o tym poczytać we wstrząsającym artykule Agnieszki Rybak pt. „Władza na rykowisku”.

Albo na blogu Janusza Palikota.

Poseł Palikot z całą naiwną otwartością zwierza się z następującej „męskiej” przygody:

„Bronka [Komorowskiego] poznałem bodaj w 1994 roku podczas sylwestra w leśniczówce w Lasach Janowskich. Byliśmy potem na wielu prywatnych wyprawach i spędziliśmy razem ostatnich pięć sylwestrów. Z tych wszystkich wydarzeń najbardziej niezwykły był nasz wspólny pobyt w Rosji i polowanie na głuszca. [W Polsce głuszec jest pod ochroną, jako że został już przez myśliwych niemal doszczętnie wybity, dlatego trzeba jeździć do Rosji - przyp. TM]. To było moje pierwsze polowanie. Nie jestem urodzonym myśliwym i bardziej ciągnęło mnie do przygody i towarzystwa niż do strzelania. Wśród prawdziwych myśliwych doświadczyłem swoistego rodzaju więzi i kultury, które mają niezwykle wiele uroku. Składają się na to różne obyczaje, pieśni i… nalewki.”

Tekst Palikota w dalszej części ewoluuje w stronę mistycyzmu, mamy tam bowiem „cud”. I to cud wiarygodny, albowiem uwieczniony na łamach „Łowca Polskiego”. (gazetka myśliwych, w której producenci reklamują  nowe środki chemiczne do przywabiania zwierzyny, instrumenty imitujące jęk samicy w rui i tym podobne „etyczne” pułapki na poroże).

„…wtedy zdarzył się cud opisany później na łamach Łowca Polskiego. [pisze Palikot] Ja, debiutant, zobaczyłem walkę kogutów o samicę głuszca. Rzecz, której prawie nie zdarza się widzieć i to najlepszym, najbardziej doświadczonym myśliwym. Głuszca podchodzi się wiele godzin od drugiej do czwartej-piątej nad ranem. Posuwać się można tylko w trakcie określonej fazy pieśni godowej, kiedy ptak głuchnie . Nazywa się ją szlifowaniem, w odróżnieniu do pierwszej fazy pieśni zwanej korkowaniem. Tak więc zmarznięty i zdumiony oglądałem walkę kogutów, a potem ustawiłem się do strzału do koguta, który przegrał. I wówczas zleciał mi pod lufę trzeci kogut, którego zastrzeliłem. I tak, jako jedyny, wróciłem z polowania - ja debiutant - z ptakiem na flincie.”

Cóż za subtelny dowcip, swoją drogą, to skojarzenie falliczne zabitej istoty z lufą strzelby, nie darmo się mówi, że do myślistwa garną się osoby, które mają z „tym” jakiś problem. Nie mają za to problemów w nawiązywaniu kontaktów z braćmi po flincie (a może po ptaku?) i załatwianiu z nimi interesów. Nie zawsze co prawda jest to metoda skuteczna. Na przykład z Goeringiem się nie udało, mimo zapraszania go na łowy do Białowieży.

Tym bardziej w dzisiejszych czasach te atawistyczno-patriarchalne tradycje nie mają  już przełożenia na politykę zagraniczną. Nic jakoś  ostatnio nie słychać o „znamienitych” gościach, którzy przyjeżdżaliby do Polski na polowania.

Albowiem czasy się nieco zmieniły od epoki, gdy Nikolae Causescu budził  podziw swoimi kłami. Czasy się zmieniły, lecz tego nie zauważają  nasi pretendenci na królów polowania i kandydaci na wodzów narodu.

Ruch antymyśliwski w Europie jest coraz silniejszy. Pasja myśliwska jest marginalizowana, wyśmiewana, odsuwana do lamusa. Kandydat-myśliwy na prezydenta w krajach starej Unii nie miałby szans. Prasa od razu by mu to wytknęła, a obywatele, których zdecydowana większość jest przeciwko temu „sportowi”, nie głosowaliby na takiego „hobbystę”.

U nas zresztą  też jest o wiele więcej przeciwników myślistwa niż jego zwolenników. Wynika to niedwuznacznie z wypowiedzi na forach internetowych po każdej publikacji na temat myślistwa. Obok wpisów takich jak:

„Pod pieśnią głuszca - po raz pierwszy posłyszaną - następują zaślubiny na wieki wieków duszy myśliwskiej z duszą puszczy…”

pojawiają  się też takie wpisy:

„Biedne zwierzaki, i po co było je zabijać? dla przyjemności? co wy ludzie nie macie co jeść? zachowujecie się jak dzikusy z epoki kamienia łupanego, sami sobie głowy odetnijcie i zróbcie z tego film”.


Ja w każdym razie na pewno nie zagłosuję na kandydata, którego pasją jest rozrywanie saren pociskiem rozpryskowym i wieszanie sobie ich głów na ścianie.



Tomasz Matkowski - Autor książki „Polowaneczko”.

Komentarze
step  - Ja jako dzikanin   |20.02.2010 05:45:00
Nie jestem wrogiem polowań, jestem wrogiem rzeźni

Uważam, że o wiele lepiej
by było, gdyby były tylko polowania (szybka śmierć dla zwierzęcia - zdrowe mięso
dla myśliwego) zamiast obozów koncentracyjnych dla zwierząt (życie w męce i
rzeźnia dla zwierzęcia - karmione chemiczną spulchniającą papką pseudo-mięso dla
konsumenta)

Myślę, że z każdego punktu widzenia byłoby lepiej, gdyby człowiek
jadł trochę dziczyzny raz w miesiącu, zamiast codziennie wcinać
pseudoszynkę

Rozumiem pasję Matkowskiego - jeśli ktoś uznaje zwierzę za
istotę równą człowiekowi, musi protestować przeciwko polowaniom

Ale czy nie
powinien zacząć od rzeźni? Czy tam nie dzieje się coś gorszego? W tym proteście
mógłby liczyć też na wsparcie nie-wegetarian takich jak ja.

Jedna rzecz w tym
tekście zastanowiła mnie szczególnie: to wolno głuszca strzelać w czasie godów?
Wolno w ogóle jakiekolwiek zwierzę strzelać w czasie rui? Ha?

To oczywiście
pytanie do Palikota, nie do Matkowskiego (który pewnie uzna, że zachowuję się
jak policjant z filmu "Gra").
MATKOWSKI  - sex ułatwia strzał   |20.02.2010 06:38:20
Zgadzam się z Panem w stu procentach. Nie, przepraszam, w kilkudziesięciu, bo
taki jest procent zwierząt łownych które giną szybką śmiercią,tak jak Pan to
sobie wyobraża, reszta umiera długo i w męczarniach - tak jak Pan sobie tego nie
wyobraża.
Ale zgadzam się w stu procentach co do rzeźni. Też jestem przeciw. I
dlatego nigdy nie zagłosuję na rzeźnika hobbystę pasjonata uboju,kolekcjonera
wieprzowych, wypchanych głów albo wypreparowanych racic, jeżeli takowy
wystartuje w wyborach, i to bez względu na to, jaką będzie reprezentował opcję
polityczną.
Czy wolno strzelać w czasie rui? ależ nie tylko wolno, trzeba! to
najlepszy okres. wtedy zwierzęta są otumanione pożądaniem i łatwiej je podejść.
Tak zwane rykowisko, czyli okres godowy jeleni, to wręcz karnawał, festiwal,
doroczne bachanalia myśliwych. stosuje się przy tym sprytne urządzenia wabiące.
Imitują one zapach lub jęk albo ryk zwierzęcia. Przepraszam, że odpowiedziałem
za pana Palikota.
Rylew   |20.02.2010 06:41:58
Z tym myślistwem a polityką coś jest rzeczywiście *na rzeczy*, ale nie tylko z
myślistwem.
Ja na przykład nigdy nie zagłosuję na faceta wąsatego. Mój
przyjaciel twiedzi, że wąsaci to szkodliwe debile i jak mnie do swojej tezy
przekonywał to musiałem przyznać właśnie, ze coś na rzeczy jest.

Dzięki za
ten świetny tekst drogi autorze i proponuję następny na temat *wąsaci a
polityka*.
Podpowiadam: Można zacząć od Adolfa, Józefa, a w Polsce od Bieruta,
bo wcześniej to można by naruszyć świętości :). Skończyć można na JKM, bo to
faktycznie koniec naszego świata :).
Jeszcze jedno, jeśli Pan nosi wąsy to
proszę je szybko zgolić.
:)

P.S.
Z tym Palikotem i głuszcem to wychodzi
taka puenta:
Gdzie dwóch się bije tam trzeci zostaje odstrzelony, to niedobrze
wróży SLD :).
wodnamałpa  - infantylizm   |23.02.2010 07:59:18
Wielkie dzięki. Jest coś na rzeczy z tym infantylizmem. Myśliwy-marszałek Bronek
w czasie konferencji parytetowej w Sejmie (dwa dni przed czytaniem projektu
obywatelskiego) popisał się żenującym wierszykiem (pprodukcji własnej o tym, jak
to straszne kobiety chcą "laskę marszałkowi zabrać" (daję słowo, nie
kłamię). Mam nadzieję, że tłumacze oniemieli i nie dali rady tego przełożyć i
nie poszło w Europę.
Zarówno ten wierszyk, jak i przytoczona powyżej odpowiedź
na list mówią wszystko o tym człowieku.

Bronuś Komorowski zdecydowanie NIE.
Thome  - Walka z patriarchalną świnią.   |24.02.2010 03:40:55
"Na przykład z Goeringiem się nie udało, mimo zapraszania go na łowy do
Białowieży."

Gdyby nie agentura francuska w MSZ - to by się może
lepiej udało. A i ofiar by mniej było.

"(…) nie darmo się mówi, że do
myślistwa garną się osoby, które mają z tym jakiś problem."


Niepotrzebna projekcja własnych kompleksów na ogół myśliwych.

"Ruch
antymyśliwski w Europie jest coraz silniejszy. Pasja myśliwska jest
marginalizowana, wyśmiewana, odsuwana do lamusa."

Ideologiczna walka z
"pasją myśliwską"/kultem macho/"patriarchalnymi świniami" zawsze
zakończy się polowaniem na ludzi. Zasada wahadła - zniewieścienie Europy
zaowocuje dewiacją ultrasamczą w przyszłości. I wtedy zadrżą "wrażliwi
chłopcy".

@step

Słusznie!
daktyl   |01.03.2010 12:41:41
Nie ma czegoś takiego jak /ideologiczna walka pasją myśliwską/. Jest walka ze
zboczeniem, jakim jest zabijanie zwierząt dla przyjemności.
Twoje docinki ad
personam na temat "kompleksów" są żenujące.
blaise   |03.03.2010 19:02:03
Zasada wahadła - phi! Skąd ty te teorie bierzesz? Chyba wyssałeś z palca
Korwina. Zniewieścienie europy, buchacha, ale czemu nic nie wspominasz o
cywilizacji śmierci? Oj nie odrobiłeś lekcji.
Na szczęście w Polsce - kolebce
cywilizacji europejskiej, są prawdziwi mężczyźni, co się nie boją odważnych
opinii w internecie prezentować i kompleksów diagnozować. Trzeba odważnie i
śmiało mówić: zaczyna się od feminizmu a kończy na gułagach - po prostu efekt
odwrócenia albo zasada wahadła, czy jakoś tak. Wytłumaczę wam łopatologicznie bo
wy tu na lewicy inteligencją nie grzeszycie: chodzi o to, że zawsze będzie na
odwrót - jak ktoś chce kapitalizmu to będzie socjalizm, jak socjalizmu to
kapitalizm, jak feminizmu to skończy się to męską megadominacją. Prawda, że
proste? Dla was to na pewno trudne, ale nie dla mnie, jam czytał Kisiela i dla
mnie sprawy społeczne i gospodarcze tajemnic żadnych nie mają, ale nie każdy
jest tak mądry więc niosę wam oświaty kaganek.

Ps. Pozdro, życzę sił w
dalszej walce i oby Ci nikt nie wyłączył radyjka
blaise   |03.03.2010 19:10:12
"Polowali w takich posiadłościach, oprócz rodzimych przedstawicieli narodu,
również znamienici goście: Josip Broz Tito, Reza Pahlavi, Valery Giscard
DEstaing, a także Nikolae Caucescu, który, jak fama głosiła, miał najokazalsze
trofea, wśród nich najdłuższe w całym obozie socjalistycznym szable (kły
dzika)."
Jeśli wierzyć Hercie Muller, Caucescu miał osobistego giermka,
który towarzyszył mu podczas polowania i pełnił szczególną funkcję: to na jego
ramieniu dyktator opierał lufę sztucera. Pomocnik szybko ogłuchł, ale wódz
zasponsorował mu aparat słuchowy. Ludzkie panisko!
viking   |04.03.2010 06:10:38
Teoria Thome’a jest faktycznie trochę za prosta, ale nie całkiem pozbawiona
racji.
Jest to akurat dość symptomatyczne, że północny kraj, w którym się
wychowałem- Szwecja ma najsilniejszy ruch feministyczny w Europie i zarazem
najwięcej myśliwych. W Szwecji istnieją bowiem jedynie dwie reprezentacje
,,męskości"- nadgorliwy feminista, który boi się własnej erekcji z jednej
strony a z drugiej myśliwy-macho, który strzela do łosi a potem to świętuje
zarzygując prowincjonalne puby.
Co ciekawe, nie zawsze chodzi tu o dwa całkiem
różne typy mężczyzn. W latach 70. wielu facetów spotykało się na radykalnych
obozach profeministycznych, na których mężczyźni mieli odkrywać swoją ,,kobiecą
stronę". W latach 80. wielu z nich znów brało udział w obozach- tym razem
tych, które miały ich nauczyć ,,męskości"- latali po lesie wrzeszcząc,
rąbali drewno oraz polowali. Przykładem faceta, który przeszedł tę ewolucję jest
Jan Guillou- pisarz znany w Polsce z książki ,,Zło".

Dla mnie obie te
skrajności są żenadą. A jeśli ktoś koniecznie musi sobie udowadniać, że ,,ma
jaja", powinien uprawiać wyczynowe sporty, wejść na Mount Everest albo jak
ostatnio część polskich strażaków, pojechać na Haiti i zrobić tam pożytek ze
swojej siły fizycznej i odwagi. Polowanie to natomiast zajęcie dla takich
właśnie buców jak Komorowski. Ukryty w krzakach wąsaty pan stoi z bronią palną i
mierzy do małej sarenki. To jest akurat taki sam poziom odwagi jak poziom
dowcipności jego kretyńskich żarcików.
karl.luna  - polowanie dla władzy   |05.03.2010 18:32:56
Ludzie władzy zawsze mieli ciągotki do krwawych zabaw i to nie powinno dziwić. W
końcu niegdyś to oni byli włascicielami lasów, później posiadacze ziemscy jeśli
kogokolwiek zapraszali do na polowania to właśnie rządzących. W końcu gdzie
najlepiej jest dobić interesu jak nie na prywatnym spotkaniu. A w Polsce Ludowej
- przecież wówczas ludziom władzy najłatwiej było uzyskać pozwolenie na broń.
Mnie ciekawi jednak coś zupełnie innego, jak pociąg do krwawej zabawy jaką są
polowania ma się do zachowań polityków w ich codziennej pracy?
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.02.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »