Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Marzec: Czy dobro wspólne legnie w gruzach? |
|
|
Wiktor Marzec
|
|
16.12.2008 |
|
Łódź to miasto pod wieloma względami wyjątkowe. Choć z trudem wydobywa się z oków wizerunku brudnego, upadłego miasta przemysłowego, ma wiele do zaoferowania. Po części ta niekorzystna aura ciągnęła się za nim od początku istnienia - było to miasto obce, wieloetniczne, idące tylko krok za modernizującym się na potęgę XIX-wiecznym światem zachodnim. W żaden sposób nie przystawało do narodowej, szlacheckiej Polski dworkowej, ani do jagiellońskiej polskości Krakowa i Lwowa. Nie zdążywszy wykaraskać się z rzeczywistych zapóźnień, wynikających z błyskawicznego i żywiołowego rozwoju, płynnie przeszła w czasy realnego socjalizmu, gdzie była niewygodnym balastem burżuazyjnej przeszłości. Zaledwie działający przemysł stał się „prawdziwie socjalistyczny”, to zaraz upadł wraz z całym PRL, pozostawiając niezagojone po dziś dzień rany. Nie było dla Łodzi dobrego czasu. Dopiero teraz, gdy poddamy krytycznej rewizji historię i tożsamość miasta, okazuje się, że naprawdę jest do czego się odwołać, co przypomnieć, i na czym budować przyszłość.
Te cechy i wartości miasta dopiero dziś okazują się skarbem i unikatem nie tylko w Polsce. Mamy tu wszystko, do czego chce nawiązywać współczesna Europa. Jest niespotykany gdzie indziej dynamizm i zdolność do ryzyka twórców wczesnoprzemysłowej potęgi (to coś dla piewców elastycznej kapitalistycznej przedsiębiorczości). Ale jest też fantastyczna tradycja wyzwoleńczych walk robotników, demokratyczne postulaty wysuwane na strajkach włókniarek, czyli to, z czego korzystamy do dzisiaj - najpierw zawłaszczone przez PRL, a potem wyrzucone razem z nim na śmietnik. Łódź to chyba jedyne miejsce w Polsce, które choć raz w całej jej (Polski, nie Łodzi!) historii, wprawdzie na swój peryferyjny sposób, ale było w centrum przemian modernizującego się świata. To tu zaistniał ożywczy impuls nowoczesności, „gdy wszystko, co stałe rozpływało się w powietrzu”, stary porządek pryskał, dając morze szans, choć okupionych niepewnością wyjścia ze starych kolein feudalnego świata. To tu zaczęła się polska nowoczesność i pochód emancypacji coraz to liczniejszych grup społecznych. Fabryczna praca nie była pozbawiona wyzysku, ale to tutaj powstały osiedla robotnicze zapewniające niezwykły na owe czasy komfort życia. Owa częściowa absorpcja postulatów socjalizmu utopijnego przez łódzkich fabrykantów dokonała się równocześnie, a niekiedy nawet wcześniej, niż w Paryżu czy Manchesterze. Teraz możemy dopatrywać się w tej urbanistyce foucaultowskiego sojuszu władzy dyscyplinarnej i dbałości o populację ukierunkowanego na stabilne dostarczanie siły roboczej. Jednak były to po raz pierwszy prawdziwie ludzkie warunki życia, i bezprecedensowy awans dla szczęśliwców mogących zamieszkać w nowych domach. To tu rodziła się prawdziwa proletariacka kultura, robotnicze teatry, kluby, seanse kinowe, czyli pierwociny kultury popularnej z czasem niosącej przewietrzenie i demokratyzację „modernizmu na ulicach”. Łódź, jak ujął to jeden z niepocieszonych radnych, nie ma Wieży Eiffla. Jest za to cały szereg niezwykle ciekawych budynków, a naprawdę unikalne jest ich połączenie - zespół zabudowy XIX-wiecznego miasta fabrycznego, rozległy i zróżnicowany, choć niepozbawiony harmonii i piękna.
Zdawałoby się, że perspektywy są fantastyczne. Przed Łodzią rysuje się przyszłość różnorodnego, atrakcyjnego dla mieszkańców i przyjezdnych miasta, które może przekształcić swoją historię w wyjątkowy atut. W Europie XIX-wieczna architektura cieszy się coraz większa popularnością, przyciąga turystów, którzy renesansowych rynków z festynem rycerskim maja już dosyć. Daje fantastyczne możliwości do działalności społecznej, kulturowej i biznesowej, oferując ciekawe, niebanalne przestrzenie poprzemysłowe. Co więcej, tkanka miejska Łodzi przetrwała w większości terapię szokową urynkowienia gospodarki i mroczne lata 90. naznaczone bezwarunkową dyktaturą „inwestorów niosących miejsca pracy”. Większość budynków stała nadal, nawet jeśli nie w najlepszym stanie, czekając cierpliwie na lepszą lub gorszą rewitalizację, mogącą oddać je z powrotem mieszkańcom miasta. Okazuje się jednak, że to, co wydawało się odejść w niebyt, jest ciągle z nami, a błędy innych miast nie okazały się nauczką. To teraz, z miesiąca na miesiąc, tkanka miejska Łodzi ulega stopniowej likwidacji, a łodzianie są pozbawiani szansy skorzystania z tego prezentu historii.
Dzieje się to z przyzwoleniem, i przy współudziale władz lokalnych, które nie widzą, lub nie chcą widzieć zaprzepaszczanego potencjału. Samorząd miejski zdaje się być bliżej mieszkańców i ich interesów niż odległa władza centralna. Jednak to na lokalnym gruncie okazuje się, że nie ma reprezentacji interesu wspólnego ani kogoś, kto gwarantuje podejmowanie decyzji w horyzoncie szerszym niż doraźne kalkulacje. Stało się trochę tak, jak ze wspólnym pastwiskiem, które służy wszystkim, póki nikt nie go nadużywa, bezpowrotnie je wyjaławiając. Po raz kolejny okazuje się, że suma interesów jednostek czy podmiotów gospodarczych nie składa się na autentyczne dobro publiczne. To, z czego moglibyśmy korzystać wszyscy - czyli bardzo ciekawe miasto, przestrzeń kultury, idealna dla turystyki i ambitniejszego biznesu, jakość życia w takim estetycznym środowisku, rewelacyjna tożsamość potwierdzająca naszą pełną obecność w Europie - jest bezpowrotnie i nieodwracalnie niszczone pod dyktando pojedynczych podmiotów biznesowych, operujących tylko w doraźnym horyzoncie zysku. Nawet jeśli niektóre najcenniejsze budynki zostają zachowane, to ich wartość dla ogółu zostaje utracona. Emblematycznym przykładem jest deweloperski projekt „rewitalizacji” unikalnego osiedla przyfabrycznego „Księży Młyn”. Osiedle to miało szanse zostać wpisane na listę UNESCO - jako element wspólnego dziedzictwa ludzkości. Przeznaczony do realizacji projekt nie tylko uniemożliwia to poprzez zakres zmian w substancji budowlanej, ale i fizycznie odbiera dostęp do owego dziedzictwa wszystkim innym poza jego przyszłymi mieszkańcami - ma tam powstać ekskluzywne osiedle zamknięte. Takie rozwiązanie niesie ze sobą rozerwanie wielopokoleniowych więzi społecznych miedzy mieszkańcami i utratę społecznej różnorodności. Dotychczasowi mieszkańcy zostaną po prostu wysiedleni na podmiejskie osiedle komunalnych bloków. Skarb Łodzi, który stanowi o jej wartości, zostanie przekształcony w strzeżoną wydmuszkę bez życia - nie wiadomo, ilu będzie mieszkało tam ludzi, gdyż lofty w pobliskiej fabryce w dużej części wykupiły fundusze inwestycyjne spekulujące na rynku nieruchomości. Przestrzeń miejska i ład przestrzenny to dziedziny, gdzie wiara w rozwiązanie wszystkich problemów przez skumulowane egoistyczne działania pojedynczych podmiotów okazuje się najbardziej zgubna.
Miejska bitwa o przestrzeń na wielu frontach zdaje się przegrana. Rzeczywista przestrzeń publiczna zanika na rzecz udającej ją, skomercjalizowanej przestrzeni handlowej. Biznes jest kolosalnym czynnikiem rozwoju miasta i szansą dla wielu budynków, których jest tak dużo, że mogłyby pomieścić pewnie wszystkie galerie i muzea Polski. Nie może być jednak tak, że dyktuje warunki, a iluzoryczny wiatr postępu pozostawia na swej drodze wyłącznie ruiny. Zdegradowana tkanka miejska „uzupełniona” pięknymi pawilonami supermarketów, w najlepszym wypadku wysokościowców, częściowo wyburzona w trosce o sprawny transport samochodowy w samym sercu miasta, nie przyniesie mieszkańcom w dłuższej perspektywie nic dobrego i pozbawi miasto tego jedynego, czego nie mają setki innych miast.
Nie chodzi tylko o to, by zachować to, co jest ze względu na jakieś immanentne wartości, które historia każe nam przechować. Te są społecznie ustalane - i dlatego na ogół cenimy bardziej średni barokowy kościół niż unikalną XIX-wieczna fabrykę. Chodzi o to, by zachować to wszystko dlatego, że jest to w interesie współczesnych i przyszłych mieszkańców miasta, którzy będą mogli prowadzić wysokiej jakości życie w atrakcyjnym miejscu. Nie zniszczona łódzka tkanka miejska daje szanse na obecność szeregu ciekawych i pożytecznych przedsięwzięć biznesowych i kulturalnych, a także ruch turystyczny związany z unikalnym przemysłowym dziedzictwem i atrakcjami kulturalnymi. Ponadto brak trwałości i tradycji w tkance symbolicznej (także przestrzeni miejskiej) skłania ludzi do szukania jej w sferze wartości. A efekty tego nie są na ogół dobre.
W szerszym planie jest to też niezgoda na wizję miasta składającego się wyłącznie ze zatomizowanych konsumentów i podmiotów ukierunkowanych na zysk. Miasto społecznie podzielone, zredukowane do sumy egoistycznych jednostek operujących tylko w sferze prywatnej nie daje szansy na wysoką jakość życia, innego niż zogniskowanego na wzmożonej konsumpcji. Miasto jest środowiskiem życia jego mieszkańców i na ich potrzeby powinno być zorientowane. Nie może być traktowane wyłącznie jako zespół zasobów kapitalistycznej gospodarki. Dlatego potrzebna jest demokratyczna reprezentacja różnorodnych głosów mieszkańców miasta i świadomość interesu wspólnego, która umożliwia wyjście poza zarządzanie miastem jako zasobem rynkowym i wzięcie pod uwagę jego społecznej wartości, w żaden sposób nie zagwarantowanej sumą interesów prywatnych. Walka o zachowanie jego tkanki przestrzennej i architektonicznej jest tego najlepszym przykładem.
Zmaganie o zachowanie dla wszystkich unikalnego dziedzictwa Łodzi to jedna z wielu odsłon ścierających się w miejskiej przestrzeni sił. W tym wypadku linia sporu nie przebiega jednak, podobnie jak w większości konfliktów mobilizujących lokalne społeczności, według podziałów lokalna władza przeciw obywatelom czy kapitał inwestycyjny przeciw mieszkańcom. Ruch społeczny, jaki się krystalizuje, łączy różne interesy i motywacje. Być może razem będą działać architekci, organizacje samorządowe, członkowie rady miasta, byli pracownicy wyburzanych fabryk, branża turystyczna i przedstawiciele deweloperów zainteresowanych operowaniem w atrakcyjniejszej przestrzeni. Skuteczne działanie będzie bardzo trudne i musi być prowadzone na wielu poziomach; bezpośredni opór i zapobieganie zniszczeniom czy wnikliwe rozliczanie odpowiedzialnych władz musi być wspomagane szerszą walka o uświadomienie wartości XIX-wiecznej tkanki miejskiej, w Łodzi i na poziomie ogólnopolskim. W ogólniejszym planie to dyskursywna kampania o wizję miasta jako sfery przede wszystkim społecznej i przestrzeń życia dla jego mieszkańców. Warto zwrócić uwagę na obiektywizujące się w miejskiej przestrzeni wartości. Od nas zależy, czy znacząca będzie tradycja emancypacyjnych dążeń rozgrywających się w fabrycznych murach i wyzwolicielski impuls wczesnego kapitalizmu, czy tkanka miejska, nawet sprywatyzowana, będzie służyć mieszkańcom czy zostanie im ostatecznie, fizycznie odebrana.
Strona akcji ratowania łódzkiego dziedzictwa: www.szacunek.dlalodzi.info
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 19.12.2008 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...