Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Martela: Kto ma prawo stać na ulicy Drukuj
Borys Martela*   
24.08.2010
handel_uliczny.jpgPrzestrzeń publiczna tak naprawdę publiczna nigdy do końca nie jest. Od projektów zagospodarowania centrum miasta zależy, kto z niego będzie korzystał, a kto zostanie wykluczony. Widać to dobrze w Łodzi, w której po raz kolejny wybuchł konflikt o ulicznych sprzedawców ochrzczonych przez prasę mianem „staczy”.

O co chodzi? Kilka lat temu na łódzkich ulicach pojawili się sprzedawcy, którzy jeżeli nawet wyglądali na biznesmenów, to raczej tych z początku lat 90. Jak można usłyszeć, choćby od Leszka Balcerowicza, był to wspaniały czas, kiedy duch przedsiębiorczości obudził się w narodzie i każdy wychodził na ulice, aby pohandlować czym i gdzie tylko mógł. Dzisiaj podobne obrazki już tak bardzo nie cieszą, a wielu dziennikarzom i mieszkańcom uliczni sprzedawcy kojarzą się raczej ze wschodnim zacofaniem niż z indywidualną inicjatywą sławioną przez Adama Smitha.

W końcu orzeknięto – stacze muszą zniknąć, bo ich obecność oraz widok pudeł, z których sprzedają tanie majtki, staniki i firany, nie licują z powagą ulicy Piotrkowskiej. Okazało się, że łatwiej pomyśleć niż zrobić. Uliczni sprzedawcy wykazali się przedsiębiorczością i nic sobie z pogróżek nie robili. Okazjonalnie wlepiane mandaty trafiały tam, gdzie majtki – do pudła i tyle je widziano.

Niedawno nastąpił przełom. P.o. prezydenta (z Platformy Obywatelskiej) wydał specjalne zarządzenie, a rada miejska przegłosowała uchwałę, która pozwala na konfiskatę nielegalnie sprzedawanego towaru. Władze powołały też spec-skład, w którym znaleźli się urzędnicy oraz strażnicy miejscy. „Gazeta Wyborcza” opisywała przygotowania do akcji. Było prawie jak w Parszywej Dwunastce: teoria, rozmowa z psychologiem i ćwiczenie na sucho. Wytypowanym „ochotnikom” powiedziano, by się nie lękali, bo kawaleria, czyli policja, będzie czekać w obwodzie i osłaniać tyły.

Godzina „0” wybiła we wtorek 24 sierpnia, gdy przed południem spec-grupa ruszyła do pracy. Z początku szło gładko. Pierwsi napotkani sprzedawcy woleli zabrać towar niż pozwolić na jego konfiskatę. Za drugim razem stawili jednak opór. Sprzedające towar kobiety nie chciały się wycofać z miejsca, w którym handlowały „od zawsze”. Zaczęły krzyczeć, położyły się na pudłach, a zdezorientowani stażnicy i urzędnicy nie wiedzieli, co robić, więc spisali protokół i odeszli z kwitkiem.

Na razie jest 1:1, ale na tym z pewnością się nie skończy. Urzędników dalej motywować będzie prasa, która traktuje walkę ze staczami w kategoriach prestiżowych. Chodzi przecież o to, żeby w mieście była cywilizacja, żeby handel kwitł tam, gdzie jest jego miejsce, a nie rozprzestrzeniał się jak rozrzucane wiatrem stosy makulatury. I żeby prawo było przestrzegane. Przecież jest to w interesie wszystkich mieszkańców, prawda? A może nie?

Warto sobie w tym momencie zadać jedno z ulubionych pytań Krzysztofa Nawratka, a mianowicie: do kogo należy miasto? I zapytać jeszcze bardziej tradycyjnie – komu to wszystko służy?

Przedstawiając walkę ze staczami jako spór o estetykę, unika się trudniejszej rozmowy dotyczącej tego, dlaczego sprzedawcy zaczęli się w ogóle pojawiać na ulicach? Otóż z pewnością nie po to, by zohydzić krajobraz przedstawicielom klasy średniej. Na podobne głupstwa nikt nie ma czasu, kiedy trzeba zarabiać. Chodzi więc pewnie o coś innego? Nie trzeba być geniuszem by pomyśleć o zależności podaży od popytu. Mówiąc krótko, sprzedawcy handlują, bo mają klientów. Pracują na bruku, bo często nie mają innego wyboru.   

W procederze ulicznego handlu objawia się to, o czym wielu mieszkańców miasta nie chce pamiętać, a co doskonale wychwytują przybysze jak Tomasz Piątek. Łódź jest miastem biednym, o dużym stopniu rozwarstwienia majątkowego. Mimo pojawiających się inwestycji zagranicznych Łódź nie podniosła się jeszcze z kryzysu, który nastąpił po upadku przemysłu lekkiego na przełomie lat 80. i 90. Problemy, jakie dotknęły część mieszkańców, dziedziczą ich dzieci. Badania łódzkich socjologów pokazują, że w zidentyfikowanych dekadę temu enklawach biedy nie jest wcale lepiej. Jeżeli już coś się zmienia, to na gorsze.

Podobnych uwag w debacie publicznej jednak nie słychać, bo ci, którzy się wypowiadają, znajdują się ponad problemem, skąd brać bieliznę. Spór o handel uliczny pokazał jednak, jak bardzo rozmowa o wizję miasta i Piotrkowskiej była do tej pory niedoreprezentowana. Nagle okazało się, że są także inni ludzie, którzy przed snem nie marzą o tym, by żyć w europejskiej metropolii, ale myślą, jak w ogóle przeżyć i związać koniec z końcem. W wizji centrum, które lansuje prasa i urząd miasta, nie ma dla nich miejsca. Konflikt nie jest zatem tylko o estetykę, lecz ma – nie bójmy się tego powiedzieć – charakter klasowy.

Nie chcę tym samym powiedzieć, że odczuwam wielką przyjemność z mieszkania w brudnym mieście, w którym na głównych ulicach codziennie pojawiają się nielegalne mobilne targowiska. Ale, myślę sobie, że nie jest to główny problem Łodzi. Może zanim zaczniemy próbować upodobnić Piotrkowską do ekskluzywnych ulic Berlina, Londynu czy Paryża, warto sobie zadać pytanie, czy w tej przestrzeni znajdzie się dla wszystkich miejsce? Może warto wciągnąć do rozmowy tych, którzy do tej pory się nie wypowiadali, a jak widać mają zupełnie inne zdanie od tego, które dominuje w dyskursie? Może też zamiast rozmawiać o estetyce, warto wpierw zastanowić się, co zrobić, by zwalczyć biedę i zmniejszyć rozwarstwienie wśród mieszkańców Łodzi? Słowem: może wreszcie czas pomyśleć o polityce społecznej z prawdziwego zdarzenia? Wtedy problem z estetyką rozwiąże się sam. Uliczne stoiska znikną, kiedy przestaną komukolwiek służyć.

*Borys Martela - członek łódzkiego Klubu Krytyki Politycznej, doktorant socjologii.
Komentarze
Dodaj nowy
pkiewisz  - nieuczciwa konkurencja   |25.08.2010 12:11:23
to nie tylko problem estetyki ale też i konkurencji. Są sprzedawcy, którzy ledwo
ciułają koniec z końcem, płacą ZUS i podatki, opłaty za czynsz czy plac itd. No
a faktycznie to okropne, ze po 20 latach "udanej transformacji" ludzie,
żeby przeżyć wracają do handlu łóżkowego
Cercamon   |25.08.2010 12:37:46
Przeklejam swojego posta bo tu jest zdecydowanie bardziej na temat.
W Turcji,
konkretnie w Istambule
kupowałem na ulicy świeże kanapeczki z koszyka od
jakiegoś pana turka za
równowartość 2zł (a ogólnie ceny żywności są zbliżone do
naszych). Zastanawiałem
się więc - dlaczego u nas nie można kupić na ulicy
świeżych kanapek za 2zł?
Odpowiedź jest prosta - bo u nas ten pan nielegalnie
sprzedający kanapki
zaraz miałby na głowie urząd skarbowy, straż miejską,
sanepid i inne instytucje
które tak usilnie dbają o nasze wspólne dobro! Efekt
tego dbania byłby taki, że
ten pan musiałby przestać sprzedawać swoje kanapki i
zamiast uczciwie zarabiać
pieniądze poszedłby na zasiłek albo zaczął kraść a ja
nie dość, że nie mógłbym
kupić świetnego żarcia za 2zł to jeszcze musiałbym go
utrzymywać ze swoich
podatków. Ale to wszystko dla naszego dobra oczywiście!
Kromera4   |25.08.2010 12:48:37
Oczywiście, jak ten miły Pan sprzedałby Ci za 2zł salmonelle (np. z mięskiem
spod dworca)albo jakiś inny rarytas nadal byś twierdził, że sanepit to samo
zło.
Pozdrawiam i smacznego
Gnębon Puczymorda   |25.08.2010 12:57:25
Przecież Ty, jako człowiek ostrożny i zamożny, masz pełne prawo zapłacić 10 razy
tyle w eleganckiej, wypucowanej i przebadanej na wszystkie strony restauracji.
Ale pomyśl też o tych biedniejszych, których nie stać na takie fanaberie.
Cercamon   |25.08.2010 21:20:54
No widzisz, przez tydzień żywiłem się na ulicy w Istambule i jakoś się obyło
nawet bez ostrzejszej sraczki, mimo odmiennej flory bakteryjnej. Było baaardzo
smacznie no a oczywiście ryzyko zatrucia było wkalkulowane ale - no risk no fun.
Wystarczająco dużo razy mnie zatruli w eleganckich restauracjach zapewne
przetrzepanych przez sanepid od góry do dołu żebym się tym przejmował.

p.s.
Jak
tobie kuchnia turecka kojarzy się tylko z kebabem spod dworca to dużo tracisz,
oj dużo.
Gnębon Puczymorda   |25.08.2010 12:54:48
Sprawa jest tak oczywista, że aż wstyd o tym mówić. Co więcej, akurat w tej
sprawie i tzw. lewica i tzw. prawica mogłyby działać razem, aczkolwiek opisy
rzeczywistości byłyby różne.

Np. p. Piątek mógłby bronić "staczy"
jako biednych i wykluczonych, a ja mógłbym ich bronić jako przedsiębiorczych
wolnorynkowców.

A tak w ogóle to na ludzi gotowych stać z pudłami na ulicy, w
upał i w słotę, to powinno się chuchać i dmuchać. Przecież to są prawdziwi
streetworkerzy, którzy tak akuratnie pomagają biednym, że biedni sami - bez
żadnych szkoleń i urzędowych akcji - garną się do nich.
mumbojumbo   |25.08.2010 13:24:01
stacz majtkowy nie jest kapitalistom. pracuje tylko dla takiego sprytnego
przedsiębiorcy ,który rozwozi kilka osób po mieście i płaci im dniówke za
sprzedaż towaru.Oszczędza w ten sposób na vatach, zusach i innych skrótach. Wzór
do naśladowania to raczej nie jest.

Jak zauważył pkiewicz jest to problem
nieuczciwej konkurencji, im więcej takich nieleglanych punktów tym mniej
pieniędzy z podatków od zarejestrownych sklepów. Bez tej kasy trudno prowadzić
politykę socjalną, dlatego warto wspierać składkowych a walczyć z cwaniakami.
Gnębon Puczymorda   |25.08.2010 14:24:26
stacz majtkowy nie jest kapitalistom

Z tym to bywa różnie - ale jak najbardziej istnieją stacze samorządni.


Zgadzam się, że ich zysk gdzieś będzie odnotowany
jako "strata", np. we wpływach podatkowych od sklepikarzy.


Ale jak wycenić to, że stacze swoją postawą pokazują światu, że im się
jeszcze chce, że jeszcze coś można, a nie tylko pierdzieć w krzesło w
poczekalni opieki społecznej. Jak wycenić to, że biedny sam sobie może
kupić majtki, a nie albo chodzić z gołą d***, albo żebrać o te majtki
w stosownym urzędzie?

Czy to ja, prawicowiec, mam was uczyć, że rachunek
społeczny NIE sprowadza się do rachunku ekonomicznego???
mumbojumbo   |25.08.2010 15:43:26
fajnie, że ludzię są aktywni,samodzielni. Tylko jest to działalność w szarej
strefie, równie dobrze można pochwalić za przedsiębiorczość bazarowych
sprzedawców papierosów bez akcyzy,czy pirackich cd.Nie utrzymuje ich opieka
społeczna, dostarczają biednemu społeczeństwu potrzebnych towarów.

To kwestia
spojrzenia, mnie te zjawiska nie napełniają optymizmem tylko smucą. Potwierdzają
kiepski stan rynku pracy, gospodarki i państwa.
Cercamon   |25.08.2010 21:32:47
równie dobrze można pochwalić za przedsiębiorczość bazarowych
sprzedawców
(…) pirackich cd


To jest spore nadużycie. Piraci - którzy zresztą chyba są już na wymarciu
z racji internetu, to ludzie którzy są złodziejami. Człowiek
który sprzedaje samodzielnie przygotowane kanapki albo majtki kupione
w hurtowni nie ma dla mnie nic ze złodzieja.
A może zamiast nakładać
podatki na tych ulicznych handlarzy obniżyć je sklepikarzom? A
tej bandzie nierobów obciąć socjal i pokazać tychże staczy ulicznych
jako przykład, że można być biednym a uczciwie zarabiać a nie tylko
wyciągać łapę po cudze. Jakim prawem zmuszać tych ludzi którym się
chce wstać o 5 rano żeby rozłożyć swoje stoisko i harować cały dzień do
utrzymywania tej bandy nierobów której nawet tego się nie chce?
To jest po prostu niemoralne i degenerujące, to jest tłamszenie ludzi
którzy robią co mogą żeby wyjść z biedy o własnych siłach, lewicy chyba się
to powinno podobać?

A poruszanie kwestii estetyki to już jest
naprawdę ohydne. Człowiek sprzedający majtki ze stolika jest dla Was
nieestetyczny??? A kolejka po zasiłek jest bardziej estetyczna?
mumbojumbo   |26.08.2010 15:05:38
Człowiek
który sprzedaje samodzielnie przygotowane kanapki albo majtki
kupione
w hurtowni nie ma dla mnie nic ze złodzieja


bronisz ludzi którzy jadą autobusem ale nie kupili biletów.
a do
hurtowni za moment wejdzie następny czlowiek płacący nie tylko za majtki
ale również składki wymagane przy prowadzeniu działalności
gospodarczej. pomijanie tego drobnego faktu jest nadużyciem. Jeżeli ktoś
jest w stanie wstać o 5, może też zarejestrować firmę i postarać się o
zezwolenie na handel.

Można zlikwidować podatki ale na pewno nie jest to w
interesie większości obywateli. Brak jakichkolwiek osłon socjalnych z
pewnością zachęci ludzi do aktywności ale takiej jaką widać na ulicach
indii czy meksyku.

A tej bandzie nierobów obciąć socjal i pokazać tychże staczy ulicznych
jako
przykład, że można być biednym a uczciwie zarabiać a
nie tylko
wyciągać łapę po cudze.


Socjal to na pewno nie w polsce,najwyżej w starej unii.
To są koszty
życia w społeczeństwie (min. po to by łapa wyciągająca po twoje nie
była uzbrojona
). Przekładając na wolno-rynkowo, ubezpieczyłeś dom w
tej samej firmie co sąsiad. Jego się spalił,Twój nie ale on
dostał odszkodowanie również z Twoich składek.
w społeczeństwie takim
prawem do odszkodowania jest fakt posiadania obywatelstwa(plus kontrola
ze strony odpowiedniego urzędu). W naszym kraju pomoc socjalna na
pewno nie pozwala na dostatnie nic nie robienie. To raczej bardzo
rozwodniona kroplówka. Nie ma czego zazdrościć i o co się bić.
Cercamon   |28.08.2010 22:46:31
@mumbojumbo bronisz ludzi którzy jadą autobusem ale nie kupili biletów.

Człowiek który wsiada do autobusu robi to dobrowolnie i świadomie,
korzysta z usługi i winien za nią zapłacić. Jak go nie stać może
pójść pieszo. Natomiast handlarz uliczny nie ma takiego wyjścia,
haracz musi płacić tak czy inaczej.  
Straszna jest lewicowa hipokryzja, z
jednej strony lewicowcy mienią się największymi obrońcami biednych,
ale tylko dopóki pozwala to im na wykazanie się w roli Robin Hooda - czyli
najpierw muszą heroicznie zabrać tym parszywym, bogatym kapitalistom w
imię solidarności społecznej, po to, żeby dać biednym potrzebującym
barankom. A jak nie daj boże jakiś biedny baranek nie zechce
wziąć jałmużny tylko zakasze rękawy i sam postanowi zostać parszywym
kapitalistą to już jest niefajny bo odbiera Robin Hoodom pretekst do
rabowania bogaczy, a przecież z tego Robin Hoodowie żyją… I trzeba
takiego baranka odpowiednio stłamsić ściągając zeń haracz tak żeby z
powrotem dołączył do potulnego stadka.

Można zlikwidować podatki ale na pewno nie jest to w
interesie większości
obywateli. Brak jakichkolwiek osłon socjalnych z
pewnością
zachęci ludzi do aktywności ale takiej jaką widać na ulicach
indii czy
meksyku.


A co jest złego w aktywności ulicznej w indiach? 
Nikt nie mówi tu o
całkowitej likwidacji podatków ale znacznym ich obniżeniu, a na pewno
likwidacji podatku dochodowego.
Nikt też nie mówi o całkowitej
likwidacji osłon socjalnych ale w tej chwili socjalna spirala się nakręca i
po prostu hodujemy sobie coraz większą armię nierobów których trzeba
utrzymywać. Może bogatsze państwa starej europy stać na to, nas na pewno
nie.

To są koszty
życia w społeczeństwie (min. po to by łapa wyciągająca po
twoje nie
była uzbrojona
).


Do tego, żeby to łapa nieroba nie była uzbrojona wystarczy dobrze
dofinansowana policja, a to jest sądzę góra kilka procent w budżecie.

Przekładając na wolno-rynkowo, ubezpieczyłeś dom w
tej samej firmie co
sąsiad. Jego się spalił,Twój nie ale on
dostał odszkodowanie również z
Twoich składek.


Tylko znów pojawia się podstawowa kwestia dobrowolności. Do ubezpieczenia
domu nikt mnie nie zmusza, jeśli to robię to godząc się na
ryzyko jakie ponoszę, to w sumie rodzaj zakładu. Zakładam się z
ubezpieczycielem, że spali mi się dom. Jeśli spali się mnie to wygrywam,
jeśli mojemu sąsiadowi - przegrywam, w dużym uproszczeniu oczywiście.
Nie wiem jak to ma się przekładać na socjal? Że jak zbiednieję to
wygrywam bo kto inny będzie płacić na moje utrzymanie a jak nie zbiednieję
to przegrywam bo muszę płacić na biednych?

W naszym kraju pomoc socjalna na
pewno nie pozwala na dostatnie nic nie
robienie. To raczej bardzo
rozwodniona kroplówka. Nie ma
czego zazdrościć i o co się bić.


No patrz pan, to czemu mamy tylu młodych, sprawnych, zdolnych do pracy
ludzi na zasiłku?
Gnębon Puczymorda   |25.08.2010 15:59:15
kiepski stan rynku pracy, gospodarki i państwa

No jest ten kiepski stan, ale tu żadnego cudu nie będzie, zwłaszcza w
sytuacji ogólnoświatowych zawirowań. Tym bardziej więc uważam, że lepiej
w takim okresie przedłużającej się prowizorki doceniać każdą
aktywność, nawet taką trochę szemraną, zwłaszcza że pomoc społeczna
albo wsadzenie ich do pierdla będzie kosztowało drożej.

Ale nie
chodzi nawet o to "drożej", ale o to, że przydusić
aktywność jest łatwo, natomiast przerwać potem taki dziedzicznie
utrwalony krąg bezradności jest niezmiernie trudno. Ja myślę nawet nie tyle
o tych staczach, ile o ich dzieciach, które widzą, że ojciec chodzi do
pożytecznej pracy i coś tam kombinuje, krząta się, a nie leży
przed telewizorem z piwem i przykazuje dzieciom, że jak przyjdzie ta
pani z opieki społecznej, to żeby wyłączyły komórki i mówiły, że nic nie
jadły od przedwczoraj.
uzid   |25.08.2010 18:55:58
doprawdy nie wiem czemy reklamy moga stac, a drobny sprzedawca nie moze stac.
zarzygane znakami miasto bardziej odrzuca nz czlowiek pracujacy.
rewelers1960   |26.08.2010 08:05:56
Po co stac na ulicy .Mozna wynajac sobie lokal np na Nowym Swiecie za 15pln za
metr. Prawda?
wejder1   |26.08.2010 09:08:00
To jest jak z panią Gilowską, która parę lat temu, w jakimś programie wyraziła
życzenie, żeby poznikały w końcu te bazarki i drobni sprzedawcy, bo to będzie
awans Polski, wskaźnik jej rozwoju. Jakoś okazuje się, że wcale to się nie
dzieje, wiec wszystko sprowadza się do estetyki. Skoro rozwój nie chce pokazać
swojej twarzy, to ją namalujmy na pięknym obrazie czystego miasta.

Kapitalizm
bez przedsiębiorczości, to już jakiś absurd nad absurdy.
Inż.Karwowski   |26.08.2010 19:11:06
Pełne poparcie dla przedmówcy.
I dodam, że tak sobie wyobrażają Europę tylko ci
co tam nigdy naprawdę nie byli. Że niby tam nie ma ulicznych handlarzy, bazarków
i wszyscy wykwintną konfekcją okryci. Tymczasem np. w Londynie przed stacją
metra stoi sobie pan z kartonem bananów i ludzie kupują. W weekendy można
pohandlować na tzw. boot fairs, gdzie ludzie przywożą co kto ma i sprzedają za
grosze. Przed dużym centrum handlowym pani sprzedaje z pudła tanie ręczniki itd
itd.
kot_w_golebniku   |26.08.2010 13:49:56
Nie piszcie więcej, że mamy w PL liberalne rządy. Rząd liberalny ekonomicznie
nie walczyłby nigdy z drobnymi handlarzami. To jacyś pseudoliberałowie, albo jak
mówią niektórzy łże-liberałowie.
A pomysł konfiskowania towaru, to zwykła
kradzież. Tylko w faszystowskim państwie władza może wpadać na takie
"genialne idee". Rozumiem mandat, ale konfiskata czyjegoś mienia za
drobne wykroczenie?
Czy niedługo jak czyjś pies zrobi kupę na trawniku, to
władze miast będą konfiskować psy?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 26.08.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.10208 Seconds