Najnowszy numer KP
30 tom w serii idee
Komentarze
CYTAT DNIA
Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Martela: Kto ma prawo stać na ulicy |
|
|
Borys Martela*
|
|
24.08.2010 |
Przestrzeń publiczna tak naprawdę publiczna nigdy do końca nie jest. Od projektów zagospodarowania centrum miasta zależy, kto z niego będzie korzystał, a kto zostanie wykluczony. Widać to dobrze w Łodzi, w której po raz kolejny wybuchł konflikt o ulicznych sprzedawców ochrzczonych przez prasę mianem „staczy”.
O co chodzi? Kilka lat temu na łódzkich ulicach pojawili się sprzedawcy, którzy jeżeli nawet wyglądali na biznesmenów, to raczej tych z początku lat 90. Jak można usłyszeć, choćby od Leszka Balcerowicza, był to wspaniały czas, kiedy duch przedsiębiorczości obudził się w narodzie i każdy wychodził na ulice, aby pohandlować czym i gdzie tylko mógł. Dzisiaj podobne obrazki już tak bardzo nie cieszą, a wielu dziennikarzom i mieszkańcom uliczni sprzedawcy kojarzą się raczej ze wschodnim zacofaniem niż z indywidualną inicjatywą sławioną przez Adama Smitha.
W końcu orzeknięto – stacze muszą zniknąć, bo ich obecność oraz widok pudeł, z których sprzedają tanie majtki, staniki i firany, nie licują z powagą ulicy Piotrkowskiej. Okazało się, że łatwiej pomyśleć niż zrobić. Uliczni sprzedawcy wykazali się przedsiębiorczością i nic sobie z pogróżek nie robili. Okazjonalnie wlepiane mandaty trafiały tam, gdzie majtki – do pudła i tyle je widziano.
Niedawno nastąpił przełom. P.o. prezydenta (z Platformy Obywatelskiej) wydał specjalne zarządzenie, a rada miejska przegłosowała uchwałę, która pozwala na konfiskatę nielegalnie sprzedawanego towaru. Władze powołały też spec-skład, w którym znaleźli się urzędnicy oraz strażnicy miejscy. „Gazeta Wyborcza” opisywała przygotowania do akcji. Było prawie jak w Parszywej Dwunastce: teoria, rozmowa z psychologiem i ćwiczenie na sucho. Wytypowanym „ochotnikom” powiedziano, by się nie lękali, bo kawaleria, czyli policja, będzie czekać w obwodzie i osłaniać tyły.
Godzina „0” wybiła we wtorek 24 sierpnia, gdy przed południem spec-grupa ruszyła do pracy. Z początku szło gładko. Pierwsi napotkani sprzedawcy woleli zabrać towar niż pozwolić na jego konfiskatę. Za drugim razem stawili jednak opór. Sprzedające towar kobiety nie chciały się wycofać z miejsca, w którym handlowały „od zawsze”. Zaczęły krzyczeć, położyły się na pudłach, a zdezorientowani stażnicy i urzędnicy nie wiedzieli, co robić, więc spisali protokół i odeszli z kwitkiem.
Na razie jest 1:1, ale na tym z pewnością się nie skończy. Urzędników dalej motywować będzie prasa, która traktuje walkę ze staczami w kategoriach prestiżowych. Chodzi przecież o to, żeby w mieście była cywilizacja, żeby handel kwitł tam, gdzie jest jego miejsce, a nie rozprzestrzeniał się jak rozrzucane wiatrem stosy makulatury. I żeby prawo było przestrzegane. Przecież jest to w interesie wszystkich mieszkańców, prawda? A może nie?
Warto sobie w tym momencie zadać jedno z ulubionych pytań Krzysztofa Nawratka, a mianowicie: do kogo należy miasto? I zapytać jeszcze bardziej tradycyjnie – komu to wszystko służy?
Przedstawiając walkę ze staczami jako spór o estetykę, unika się trudniejszej rozmowy dotyczącej tego, dlaczego sprzedawcy zaczęli się w ogóle pojawiać na ulicach? Otóż z pewnością nie po to, by zohydzić krajobraz przedstawicielom klasy średniej. Na podobne głupstwa nikt nie ma czasu, kiedy trzeba zarabiać. Chodzi więc pewnie o coś innego? Nie trzeba być geniuszem by pomyśleć o zależności podaży od popytu. Mówiąc krótko, sprzedawcy handlują, bo mają klientów. Pracują na bruku, bo często nie mają innego wyboru.
W procederze ulicznego handlu objawia się to, o czym wielu mieszkańców miasta nie chce pamiętać, a co doskonale wychwytują przybysze jak Tomasz Piątek. Łódź jest miastem biednym, o dużym stopniu rozwarstwienia majątkowego. Mimo pojawiających się inwestycji zagranicznych Łódź nie podniosła się jeszcze z kryzysu, który nastąpił po upadku przemysłu lekkiego na przełomie lat 80. i 90. Problemy, jakie dotknęły część mieszkańców, dziedziczą ich dzieci. Badania łódzkich socjologów pokazują, że w zidentyfikowanych dekadę temu enklawach biedy nie jest wcale lepiej. Jeżeli już coś się zmienia, to na gorsze.
Podobnych uwag w debacie publicznej jednak nie słychać, bo ci, którzy się wypowiadają, znajdują się ponad problemem, skąd brać bieliznę. Spór o handel uliczny pokazał jednak, jak bardzo rozmowa o wizję miasta i Piotrkowskiej była do tej pory niedoreprezentowana. Nagle okazało się, że są także inni ludzie, którzy przed snem nie marzą o tym, by żyć w europejskiej metropolii, ale myślą, jak w ogóle przeżyć i związać koniec z końcem. W wizji centrum, które lansuje prasa i urząd miasta, nie ma dla nich miejsca. Konflikt nie jest zatem tylko o estetykę, lecz ma – nie bójmy się tego powiedzieć – charakter klasowy.
Nie chcę tym samym powiedzieć, że odczuwam wielką przyjemność z mieszkania w brudnym mieście, w którym na głównych ulicach codziennie pojawiają się nielegalne mobilne targowiska. Ale, myślę sobie, że nie jest to główny problem Łodzi. Może zanim zaczniemy próbować upodobnić Piotrkowską do ekskluzywnych ulic Berlina, Londynu czy Paryża, warto sobie zadać pytanie, czy w tej przestrzeni znajdzie się dla wszystkich miejsce? Może warto wciągnąć do rozmowy tych, którzy do tej pory się nie wypowiadali, a jak widać mają zupełnie inne zdanie od tego, które dominuje w dyskursie? Może też zamiast rozmawiać o estetyce, warto wpierw zastanowić się, co zrobić, by zwalczyć biedę i zmniejszyć rozwarstwienie wśród mieszkańców Łodzi? Słowem: może wreszcie czas pomyśleć o polityce społecznej z prawdziwego zdarzenia? Wtedy problem z estetyką rozwiąże się sam. Uliczne stoiska znikną, kiedy przestaną komukolwiek służyć.
*Borys Martela - członek łódzkiego Klubu Krytyki Politycznej, doktorant socjologii.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 26.08.2010 )
|
|
Projekty Krytyki Politycznej
Serwis piracki
Kiedy pojawiły się pierwsze informacje o ACTA? Ile czasu rządy trzymały
porozumienie w tajemnicy? Do kiedy umowę mogą podpisać inne państwa?
|
7. Berlin Biennale
demonstracja przeciwko ACTA
Protesty przeciw ACTA
Czytaj, co znajomi polecają
|
|
Gdy Chrystus umierał na krzyżu raze...
Zupełnie jakbym słyszał pana Gadomski...