|
Cezary Michalski w „Europie” (29 grudnia 2007) poprosił Ministra Kultury o wymienienie wydarzeń artystycznych, książek, nazwisk z ostatnich kilkunastu lat, bez których ten „nie mógłby sobie dać rady”. Usłyszał nazwiska Wajdy, Kieślowskiego, Lutosławskiego, Kilara, Jarockiego, Mitoraja. Gdzieś na końcu wyliczanki znaleźli się Klata i Sasnal. Trochę stoi to w sprzeczności z zapowiedziami, że resort kultury nie będzie wspierał murów, mumii ani muzeów, ale artystów żywych, sztukę eksperymentalną, a w szkole kładł nacisk na kształcenie w zakresie m.in. grafiki komputerowej. Minister Zdrojewski tymi deklaracjami idealnie wpisuje się w zarysowaną przez Jarosława Gowina strategię rządów PO, polegającą na osiąganiu kompromisu we wszystkich dziedzinach i unikaniu konfliktu. Chciałbym oczywiście, żeby jego deklaracje nie były tylko deklaracjami, ale nie spodziewam się gestów radykalnych i zmian. Z mojej literackiej działki chciałbym zobaczyć listę przyznanych grantów na czasopisma kulturalne, gdzie tytuły żywe, aktualnie komentujące nową kulturę wygrywają albo przynajmniej są traktowane na równi z mumiami wydawanymi z żelaznej listy przez nikogo nieczytanymi, kierowanymi od lat do kilkuset bibliotek. Życzyłbym sobie, żeby np. periodyki internetowe odwiedzane miesięcznie przez tysiące internautów ktoś z urzędników zaakceptował w ogóle jako czasopisma. Chciałbym, żeby wspierane były niewielkie stowarzyszenia i fundacje, bo to dzięki nim od 1989 roku najwięcej wydarzyło się w zakresie promocji nowej kultury i one wykreowały całą czołówkę młodych pisarzy (pokolenie brulionu, roczniki 70. i 80). Chciałbym, żeby na liście stypendystów w dziedzinie literatury królowały nazwiska pisarek i pisarzy, którzy rzeczywiście współtworzą obraz nowej literatury, a nie słabo rozpoznawalny aparat zasiadający w odgórnie sponsorowanych związkach literackich. Chciałbym, żeby resort, próbując uzdrowić czytelnictwo promował nowe media dla książek, np. przeprowadził kampanię upowszechniającą audiobooki, której efektem byłoby, że Polacy - jak większość Europejczyków - literatury mogliby słuchać w samochodach podczas długich podróży czy w zakorkowanych miastach. Chciałbym, żeby wspierać nowe inicjatywy, jak hiperteksty literackie, gry komputerowe będące adaptacjami klasyki literackiej. Itd., itp., etc.
Chciałbym mieć argumenty, żeby Ministerstwa Kultury nie nazywać Filisterstwem Kultury. Zdaję sobie jednak sprawę, że jeśli wypośrodkujemy (a o to chodzi Platformie) między zupełnie martwymi mumiami a wymienionymi przeze mnie hipertekstami, grami komputerowymi, audiobookami, czasopismami internetowymi, Masłowską, Witkowski, Shutym, to akuratnie wyjdą nam żyjący mistrzowie, roczniki Kolumbów, które Zdrojewski wymienił w wywiadzie w „Europie” jako nazwiska artystów, bez których „nie mógłby sobie dać rady”.
Tekst ukazał się w „Tygodniku Powszechnym” z 24 lutego 2008.
Na podobny temat
|
Nie ze wszystkim się zgadzam, ale pój...
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...