NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Malinowska-Sempruch: 10 lat walki, co dalej? Drukuj
Kasia Malinowska-Sempruch   
14.02.2012

W styczniu 2012 obchodził swoje dziesięciolecie Globalny Fundusz do walki z AIDS, gruźlicą i malarią. To największy międzynarodowy fundusz pomocowy zajmujący się zdrowiem. W ciągu tej dekady uchronił od śmierci miliony ludzi w krajach rozwijających się. Pod koniec stycznia – niemal w przeddzień dziesiątej rocznicy powstania Funduszu – do dymisji podał się jego dyrektor wykonawczy, Michel Kazatchkine. To ogromna strata i wyraźny sygnał, że Stany Zjednoczone po raz kolejny przeforsowały swoje stanowisko dotyczące pomocy międzynarodowej. 


Zacznijmy jednak od początku. Największym sukcesem Sesji Specjalnej Zgromadzenia Ogólnego ONZ w sprawie AIDS z 2002 roku było powstanie Globalnego Funduszu do walki z AIDS, gruźlicą i malarią. W jego powstanie zaangażowali się lekarze i aktywiści, a głównym celem ich działania było przekonanie polityków i dyplomatów, że problemy ludzi zamieszkujących południową półkulę są równie ważne jak problemy społeczeństw północy, że czymś głęboko niemoralnym jest, że osoby żyjące z HIV w Europie i Ameryce Północnej są skutecznie leczone, a chorzy z biednego Południa umierają, nie mogąc liczyć na skuteczną pomoc.


Sama często uczestniczyłam w burzliwych debatach, których celem było zwrócenie uwagi na problemy Południa i wyegzekwowanie zgody na podejmowanie tam skutecznych działań. Doskonale pamiętam moment, kiedy Kofi Annan, wtedy Sekretarz Generalny ONZ, przyznał nam rację i obiecał, że wróci do nas z konkretną propozycją. I stał się cud. Annan dotrzymał słowa i zaproponował powołanie do życia zupełnie nowej instytucji – Global Fund to Fight AIDS, TB and Malaria. Oczekiwano, że jako szef ONZ po prostu przekaże nowe zadania WHO lub UNAIDS. On jednak powołał nową instytucję, niezależną od ONZ. Często musiał się potem z tej decyzji tłumaczyć. Ale to była bardzo odważna i mądra decyzja. Annan wiedział, że organizacje już istniejące nie miały odwagi, by przeciwstawić się firmom farmaceutycznym. Ani WHO, ani UNAIDS nie stały się nigdy przyjaciółmi Funduszu. Gdy w zeszłym roku Fundusz ogłosił, że jest zmuszony wstrzymać finansowanie nowych projektów pomocowych, ta trudna decyzja nie wywołała głosów sprzeciwu czy jakichkolwiek komentarzy ze strony tych instytucji. 


Przez ostatnie pięć lat Funduszowi szefował Michel Kazatchkine. Lekarz, który zajmował się AIDS od samego początku. Leczył w klinice w Paryżu. Jako profesor dyżurował nocami, rozumiejąc, że wielu pacjentów nie przyjdzie z etykietką osoby AIDS w normalnych godzinach funkcjonowania kliniki. To dzięki jego decyzji, w szpitalu w którym kierował oddziałem chorych z AIDS, otwarto ambulatorium metadonowe – chciał, by osoby uzależnione również mogły korzystać z leczenia. Jako jeden z pierwszych europejskich lekarzy zaczął organizować programy badawcze w Afryce, w ramach których firmy farmaceutyczne dostarczały tam darmowe leki, które były już standardem w jego klinice w Paryżu.


Pisząc to wszystko, powinnam zadeklarować konflikt interesów. Od lat znam Michela i od wielu lat jest na krótkiej liście najbardziej inspirujących, oddanych i mądrych ludzi, jakich poznałam w trakcie swojej pracy. Przez trzy lata miałam przyjemność uczestniczyć w grupie eksperckiej opiniującej granty składane do Globalnego Funduszu, wtedy kiedy przewodniczył jej Michel – tam go poznałam. Potem, wraz z nim, byłam częścią grupy doradczej w programie AIDS Światowej Organizacji Zdrowia.


Główne założenie Funduszu zarządzanego przez Kazatchkine’a – pomoc należy się każdemu biednemu państwu, które ma problem z AIDS – od początku było dla Stanów Zjednoczonych kłopotliwe. Przede wszystkim dlatego, że jest to pomoc bezwarunkowa – państwo, które jest w potrzebie, nie musi sobie na tę pomoc w żaden sposób zasłużyć. To założenie bardzo kłóci się z amerykańską filozofią. Nie do zaakceptowania przez Stany Zjednoczone jest też układ, w którym biedne kraje ubiegające się o pomoc mają tyle samo do powiedzenia, co donatorzy. Naciski na firmy farmaceutyczne, od których nie stronił Kazatchkine, a których celem było obniżanie cen leków, również były dla Stanów nie do przyjęcia. Do tego doszły publiczne wypowiedzi dotyczące depenalizacji używania narkotyków jako strategii prozdrowotnej. Stany Zjednoczone musiały jednak jakoś racjonalizować zarzuty – największym problemem stało się użycie funduszy w sposób niezgodny z przeznaczeniem. Szacuje się, że około 2 proc. środków Funduszu jest defraudowanych na poziomie krajowym. To nie jest dobra wiadomość, ale rezultat ten jest i tak lepszy niż w przypadku Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego czy innych instytucji wydających pieniądze w biednych krajach. 


Trudno nie zapytać, dlaczego właśnie teraz Stanom Zjednoczonym udało się przeforsować swoje zdanie i „zainspirować” Kazatchkine’a do złożenia rezygnacji? Stało się to błyskawicznie, zanim organizacje pozarządowe czy sprzyjające Kazatchkine’owi rządy zdołały zareagować. Dlaczego Europa nie stanęła po jego stronie, chociaż idea przyświecająca Funduszowi – każdemu należy się opieka medyczna – wywodzi się właśnie z europejskiego humanitaryzmu? Wydaje mi się, że ten brak reakcji jest kolejnym dowodem na coraz bardziej odczuwalny w Europie kryzys. Rządy, którym 10 lat temu przyświecała idea równości i które chciały inwestować w Południe, ugięły się przed największym donatorem. Szkoda, że ideologia okazała sie ważniejsza od konkretnych danych: 3,5 miliona osób leczonych na AIDS, 7 milionów leczonych na gruźlicę i 210 milionów leczonych na malarię – to realne powody, dla których istnieje Fundusz. Obawiam się, że teraz z instytucji, dla której najważniejsze były wymierne efekty w postaci ratowania zdrowia i życia, Fundusz zamieni się w kolejną biurokratyczną instytucję skupioną na zbieraniu kwitków i rachunków. Mam nadzieję, że jego nowy szef, Gabriel Jaramillo – wyedukowany w Stanach brazylijski bankier – rozumie, dlaczego ponad 10 lat temu Kofi Annan nie powierzył pieniędzy istniejącym, biurokratycznym instytucjom ONZ, tylko stworzył nową, niezależną strukturę. Jeśli nie, będziemy mu o tym przypominać.

  

  


Komentarze
Dodaj nowy
kot   |14.02.2012 20:04:36
-Okazuje się, że nie tylko w Polsce gorszy pieniądz wypiera lepszy.

-Siła za
którą stoi pieniądz, kolejny raz, wygrywa z siłami społecznymi.
MarcinWo  - Ta Europa to…   |16.02.2012 01:47:28
Świetnie, że dowiedzieliśmy się coś o tym problemie.

Dlaczego Europa nie
zainterweniowała? Pewnie dlatego, że - wbrew pozorom - niewiele różni się w
podejściu do pomocy rozwojowej od Stanów Zjednoczonych. Wiele krajów UE stosuje
warunkowanie pomocy (ang. conditionalities) i prowadzi analogiczną politykę
pomocową do tej, którą opisano w tym artykule. Krajowi, który potrzebuje
wsparcia, stawia się warunki dotyczące np. prywatyzacji, deregulacji, otwarcia
swojego rynku na import z zagranicy itd. Jeśli rząd się zgodzi, otrzymuje pomoc,
jeśli nie, to niech szuka gdzie indziej. Ale wszyscy stawiają podobne warunki i
wszyscy kierują się opiniami Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu
Walutowego, więc dylemat wraca jak bumerang: zrezygnować z kolejnej części
swojej suwerenności czy skazać swoich obywateli na brak pomocy. Od przynajmniej
paru lat alternatywą są tzw. nowi donatorzy, Chiny, Brazylia itd. Ale nie zawsze
można od nich wziąć pieniądze i również ma to swoje wady. Na walkę z AIDS od
nich raczej się nie dostanie.

Zostają więc Globalny Fundusz, który z racji
wielostronności, jest troszkę lepszym rozwiązaniem. Troszkę.

Żeby oddać
sprawiedliwość, trzeba dodać, że poszczególne kraje UE bardzo różnią się pod
względem warunkowania pomocy i innych form wiązania pomocy rozwojowej w własnymi
interesami. Ale takie praktyki są wciąż powszechne.

Na tym tle Polska
wygląda średnio. Nie źle, bo nasza gospodarka nie ma takiego potencjału
ekspansji na świecie a administracja rządowa nie umie skutecznie wspierać
rodzime korporacje w podbijaniu obcych krajów. Nie dobrze, bo pewnie by chciała
to robić, gdyby potrafiła. Kwestia zwalczania AIDS, gruźlicy, malarii i innych
chorób zakaźnych w polskiej pomocy rozwojowej praktycznie nie istnieje. Wpłaty
na instytucje międzynarodowe załatwiają sprawę. Nie ma żadnych proaktywnych
działań w tej dziedzinie. Więc powyższy artykuł nie daje nam wskazówek, co
mogłaby zrobić Polska (i czytelnicy Krytyki Politycznej). Jest raczej newsem z
wielkiego świata, do którego nie należymy.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.03.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.93949 Seconds