NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Majmurek: Sarkozy rozbroi rynki finansowe? Drukuj
Jakub Majmurek   
02.02.2012

Prezydent Francji (przynajmniej do kwietniowych wyborów) Nicolas Sarkozy zapowiedział wprowadzenie podatku od transakcji finansowych. Podatek ma wejść w życie w sierpniu tego roku. Idea jest prosta: od każdej transakcji dokonywanej na terenie Francji, wiążącej się z zakupem obcej waluty, akcji i obligacji, instrumentów pochodnych, takich jak kontrakty przeniesienia ryzyka kredytowego, ma być nakładany podatek obrotowy w wysokości 0,1% procenta wartości transakcji.

moneyambert.jpgZgodnie z wyliczeniami Pałacu Elizejskiego ma on przynieść około miliarda euro wpływów do budżetu (jak podaje „Le Figaro”, niektórzy eksperci oceniają możliwe wpływy nawet na 4 miliardy euro), co pozwoli na uniknięcie wymuszonych przez kryzysową sytuację cięć. W telewizyjnym wystąpieniu uzasadniającym wprowadzenie podatku Sarkozy powiedział, że „nie widzi powodu, dlaczego rynki finansowe, w dużej mierze odpowiedzialne za obecną kryzysową sytuację, nie miałyby ponosić kosztów walki z kryzysem. To kwestia pewnej podstawowej etyki”.

Jakie inne korzyści, poza pewnym poczuciem sprawiedliwości i wpływami do budżetu, może przynieść taki podatek? Jest on wprowadzoną na poziomie państwa narodowego wersją podatku Tobina, nazywanego tak od amerykańskiego ekonomisty orientacji neokeynesowskiej, który z propozycją podatku od transakcji finansowych po raz pierwszy wystąpił w latach 70. Zaproponował wtedy wprowadzenie międzynarodowego podatku, przede wszystkim na transakcje związane z wymianą walut. W jego założeniach miało to przede wszystkim służyć realizacji pewnych celów makroekonomicznych: zniechęceniu międzynarodowego kapitału do nieproduktywnych inwestycji w spekulacje finansowe (i zmuszeniu do inwestycji w „realną produkcję”) oraz przywróceniu państwom narodowym podstawowej kontroli nad ich polityką walutową. Ponieważ po obłożeniu podatkiem obrotowym spekulacje walutowe stałyby się w dużej mierze nieopłacalne, chroniłoby to nawet waluty niewielkich, słabych gospodarek przed atakami spekulacyjnymi.

Pytanie, jakie wszyscy stawiają sobie po decyzji Sarkozy’ego, brzmi: czy podatek od transakcji finansowych może działać „w jednym kraju”? Jeszcze pod koniec zeszłego roku Sarkozy i ministrowie rządu François Fillona (naciskani przez organizacje społeczne we Francji) byli sceptyczni. Gdy w listopadzie Senat przegłosował rezolucję wzywającą do wprowadzenia podatku, rząd odmówił, a minister handlu zagranicznego Pierre Lellouche tłumaczył, że byłoby to zupełnie kontrproduktywne, gdyż samodzielne decyzje Paryża w tej sprawie prowadziłyby do ucieczki wszystkich francuskich instytucji finansowych, przede wszystkim do londyńskiego City.

Dziś takim scenariuszem grożą francuskiej opinii publicznej bankowcy; prezes BNP Paribas Baudoin Prot w cytowanej przez „Liberation” wypowiedzi zapowiada, że w tej sytuacji wszystkie tego typu transakcje będą dokonywane po prostu poza terytorium Francji. Na pewno podatek na poziomie europejskim, nawet nieobejmujący City (ale obejmujący Frankfurt nad Menem), byłby o wiele bardziej efektywny i pozwalałby z większym prawdopodobieństwem przekierować kapitał na inwestycje w produkcję czy lepiej chronić przed atakami spekulacyjnymi.

O wprowadzeniu podatku od transakcji finansowych na europejskim poziomie od jakiegoś czasu mówili najważniejsi przywódcy UE, w tym Angela Merkel. Wszelkie próby storpedował jednak David Cameron, który jest przekonany, że taki podatek byłby „faktyczną kryminalizacją londyńskiego City”. Nawet jeśli podatek funkcjonujący wyłącznie we Francji nie do końca zadziała (przychody z niego będą bliższe raczej miliona niż 4 miliardów euro, a kapitał nie zacznie inwestować w produkcję), to i tak jego wprowadzenie – i to przez polityka tak oportunistycznego, tak całkowicie obcego jakkolwiek rozumianej lewicy jak Sarkozy – ma olbrzymie znaczenie polityczne. I nawet jeśli Sarkozy „nie wprowadza tego podatku z przekonania”, jak twierdzi Vincent Peillon, sztabowiec jego głównego rywala w wyborach prezydenckich, socjaldemokraty François Hollande’a, to tym lepiej – świadczy to bowiem o sile ruchów społecznych naciskających od lat na francuskie władze w tej sprawie.

Od lat 70. propozycja Tobina funkcjonowała raczej jako akademicka ciekawostka, przedmiot uczonych dyskusji; powstawały opasłe tomy dowodzące, dlaczego tego typu podatek nie może działać. W 1997 roku na łamach francuskiej edycji „Le Monde Diplomatique” Ignacio Ramonet opublikował sławny już dzisiaj artykuł wstępny Rozbroić rynki, nawołujący do wprowadzenia międzynarodowego podatku od transakcji finansowych. Edytorial dał impuls do powstania międzynarodowej instytucji ATTAC (Associacion pour la Taxation des Transaction pour l’Aide aux Citoyens – Obywatelskiej Inicjatywy Opodatkowania Obrotu Kapitałowego). Organizacja na początku (zwłaszcza w Polsce) traktowana była jako polityczna egzotyka ze skrajnej lewicy, a idea podatku od obrotów kapitałów jak herezja – zgodnie z panującym aż do kryzysu z 2008 roku powszechnym przekonaniem, że swobodny, nieuregulowany przepływ kapitału najlepiej służy generowaniu służącego wszystkim bogactwa.

Dziś, po prawie 15 latach istnienia ATTAC, ich idee stają się pomału częścią powszechnie panującego „zdrowego rozsądku” ekonomicznego i politycznego. Jedno z haseł paryskiego maja brzmiało „Bądźmy realistami, żądajmy niemożliwego”. Sarkozy, skądinąd znany z nienawiści do maja ‘68 i jego idei, swoją decyzją o opodatkowaniu transakcji kapitałowych mimowolnie wysyła wszystkim aktorom działającym w polu społecznym właśnie taki komunikat. Pamiętajmy o tym, walcząc o inne dziś uznawane za „wariackie” czy „niepoważne” propozycje, takie jak np. powszechny dochód gwarantowany.

  

Komentarze
Dodaj nowy
l.  - w jednym kraju ..raczej nie   |02.02.2012 17:14:51
tak, idea jest słuszna,ale boję się, że efekt będzie minimalny albo
nieodpowiednia konstrukcja prawna i ogólne niedopracowanie [ luki itp.] - mogą
przynieść w miernikach "naszych kochanych ekonomistów" wręcz pewne
negatywne skutki. Niestety nadal dominuje ten dyskurs w mediach albo podobny w
sferze rezultatów -" tak, ale…" [ pragmatyczna socjaldemokratyczna
retoryka] czyli Boni PRowo - faktyczne działanie -Rostowski[ dzisiejszy artykuł
w Rzepie] Potem podpierając się takimi przykładami będą odrzucać samą ideę,a
wraz z nimi część opinii publicznej -niepogłębiająca problemu. Kontynentalna lub
globalna wersja tego podatku może przepaść. Tobin ujął to w swojej
koncepcji,podając warunki [na pewno nie zakładał,że jeden kraj podejmie taką
decyzję] aby wszystko działało czyli -skuteczna minimalizacja spekulacji- nie
zniechęcająca do inwestowaniu w realną gospodarkę. W czasie dyskusji o FTT
funkcjonował jako argument przeciw źle skonstruowany podatek wprowadzony na
początku l.90 w Szwecji. Obawiam się że może być podobnie z tym francuskim
pomysłem. Choć wydaje mi się, że bardziej skuteczna a także realistyczna jest
propozycja KE [http://wyborcza.biz/biznes/1,100897,11073432,Poda
tek_od_transakcji_finansowych__glos_na_rzecz_konst ruktywnej.html
andr   |03.02.2012 11:35:38
Niestety adwersarze występują tu z pozycji rozsądku, dla francuskich instytucji
zarabiających na codziennych transakcjach walutowych oznaczać to będzie
konieczność ściślejszego podporządkowania zagranicznych spółek-córek, które
wykonywać będą teraz lwią część dotychczasowych operacji macierzystej
organizacji.

Tak długo jak UK nie trzepnie się sama w policzek, opdatkowanie
w EU będzie dotyczyło mniejszych podmiotów, w których aktywności skodinąd
upatrujemy szans na odbudowe pluralistycznych warunków na rynku (vide bankowość
spółdzielcza).

Biorąc pod uwagę niepewny klimat w USA w temacie, ewentualne
wprowadzenie podatku na skalę europejską może w dłuższej perspektywie
przeprowadzić nasze ukochane Royal Banks of Whatever do Singapuru, Hongkongu i
dalej, gdzie świadomość konieczności podobnych regulacji nie zagości przez czas
odpowiednio długi, by nasi łasi na zegarki politycy zatęsknili za draniami i
umożliwili im powrót do dawnych warunków łupienia.

I jeszcze: drobne
przejęzyczenie w szóstym akapicie: powinno być "miliardy", nie
"miliony".
nienazartyblog   |03.02.2012 11:42:18
Ktoś tu chyba nie wie jak działają instytucje finansowe. Jeżeli obciąża się je
dodatkowymi kosztami to one zawsze przerzucają je na swoich klientów. Zatem za
ten wesoły pomysł jak zwykle zapłacą najbiedniejsi. Ale tak to już jest, że
lewica nie działa w obronie najbiedniejszych i najmniej zaradnych, a raczej tych
najsprytniejszych i najgłośniejszych. To się nie zmieniło od czasów PRLu
Andrzej B  - do "nienazarty…"   |04.02.2012 00:47:27
Zupełnie jakbym słyszał pana Gadomskiego. Wciąż ten sam argument: "nie można
opodatkować elit finansowych, bo przerzucą koszty na biedniejszych albo
wyprowadzą kapitał za granicę".
Tymczasem państwo, tak czy inaczej,
potrzebuje środków - chociażby na obsługę długu publicznego i na
"rolowanie" obligacji. Więc podnosi się VAT na kartofle albo tnie
dotacje do przedszkoli. Proszę mi tylko nie wmawiać, że VATem na pampersy
uderzamy w instytucje finansowe.
Parę miesięcy temu "Guardian"
publikował ciekawą analizę szans podatku FTT w zastosowaniu na rynku lokalnym.
W największym skrócie jest tak, że nie da się łatwo ominąć FTT. Można
wyprowadzić kapitał np. z Francji na giełdy Dalekiego Wschodu, ale żeby to
zrobić, trzeba… zapłacić FTT. Potem, kiedy już tam zarobimy i będziemy chcieli
wrócić z kapitałem na rynek lokalny, znów zapłacimy FTT. Oczywiście, można
pozostawć kapitał, powiedzmy w Singapurze, ale wtedy powstanie na rynku lokalnym
luka. Z podatkiem FTT czy bez, zawsze coś się da na rynku lokalnym zarobić, więc
lepiej zapłacić FTT i zarobić niż zostawić tę przestrzeń
konkurencji.

Wracając do "przerzucania kosztów" - pozwolę sobie
przypomnieć anegdotę z czasów głębokiego PRL-u.
Dyrektor spotyka robotników
palących w przerwie papierosy:
- Widzę, że palicie "Carmeny", więc nie
jest źle, można Wam "dokręcić śrubkę".
- To będziemy palić
"Caro".
- A jak jeszcze przykręcimy?
- To będziemy palić
"Popularne".
- A jak jeszcze bardziej przykręcimy?
- Wtedy będziemy
palić komitety.
andr   |04.02.2012 20:06:15
Na marginesie, w jaki sposób instytucje miałyby "przerzucić koszty" na
użytkownika, jeśli użytkownikami są one same?

Instrumenty, o których
opodaktowaniu tutaj mowa, są praktycznie na wyłącznym uzyciu działów ryzyka
instytucji finansowych, nie mając wiele wspólnego z ekonomią poczciwego
Malinowskiego. Jego w tym równaniu nie ma.
andr   |05.02.2012 13:28:07
Lub, wyrażając się precyzyjniej, instrumenty te w tym momencie żerują na ogóle
użytkowników usług finansowych (którzy w tym równaniu są, a jakże, ale na dnie
łancucha i bez żadnych zysków), a próba wprowadzenia podatku ma, dokładnie
odwrotnie, część kosztów przerzucić z powrotem na operujących.
andr   |05.02.2012 13:29:03
I jeszcze: szukałem linku do wymienionego artykułu, masz go, haha, andr B
gdziekolwiek? Pozdrawiam, uwaga wyjątkowo mnie zaciekawiła.
Roman  - Sprawy zwykłych ludzi   |08.02.2012 14:27:20
Sprawy zwykłych ludzi.
W cale nie chodzi o obalenie kapitalizmu, ani o jego
inną formę.
Każdy z nas chyba zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę to pieniądze
rządzą tym światem.
Czym jest kryzys to efekt braku racjonalnego planowania
gospodarki, oraz wysoki podatek, który tak naprawdę nikomu nie służy, oraz tłumi
drobną wytwórczość i małe firmy, które nie wytrzymują konkurencji z wielkimi
przedsiębiorstwami?
”Firmami „ - które tak naprawdę są mocno z
obligowane i powiązane z przysłowiową górą.

Najgorszą jednak rzeczą jest
trwonienie wypracowanego kapitału przez klasę panującą.
Co tak naprawdę ma z
tego przysłowiowy Kowalski, że w Polsce czy innym kraju wydobywa się złoto,
ropę, miedz?
Posiadamy liczne złoża geotermalne, które nie są odpowiednio
eksploatowane tylko, dlatego że kolidują z interesami znanych i promowanych
przez rząd firm?

Do póki nie będzie jasnych zasad gdzie tak naprawdę idą
nasze pieniądze, oraz wytycznych odnośnie, w co powinniśmy zainwestować w
przyszłych latach -czyli normalnego planowania gospodarką kraju, oraz brak
możliwości rozliczenie konkretnych ludzi z podjętych decyzji zawsze będziemy
mieli kryzys

Gospodarka globalna.
Patenty i sprawa wynalazków w Polsce
wcale nie gwarantuje nam Polakom, że wynalazek lub patent ten nie zostanie
skradziony przez inne Państwo lub przez bogatą korporację. Powiem więcej
opatentowanie go na cały świat tylko na okres 5- lat to suma powyżej 30.000 euro
, mało tego wystarczy że któreś z Państw nie wyrazi zgody na zatwierdzenie tego
patentu w swoim kraju i mamy już pozamiatane .Nie mówiąc już o Chinach gdzie nie
ma żadnej kontroli w tym temacie. Jak na razie -ale Chiny skrupulatnie skupują
patenty, co w przyszłości pozwoli im jeszcze bardziej na planowane
gospodarowanie tymi zasobami?

Więc co może zrobić biedny Polak chyba tylko
ogłosić całą sprawę w Internecie.

Podsumowując tą całą sprawę, w interesie
innych Państw wysoce rozwiniętych będzie blokowanie naszych wynalazków oraz
myśli technicznej sprowadzając nas tylko podmiotu, czyli odbiorcy.

Ponieważ
nikt z normalnych ludzi nie posiada odpowiednich środków finansowych by sądzić
się z wielkimi korporacjami czy innymi Państwami.
Do póki prawa patentowe będą
usankcjonowane wysokimi opłatami oraz brakiem akceptacji ze strony innych
Państw.

Nie będą one służyć wynalazcy tylko interesom klasy panującej,
wielkim korporacjom i Państwom, które nie podpisały tego typu
porozumień.

Więc jeśli w tym obecnym wymiarze i przyszłym to pieniądze będą
przesłaniać inwencję twórczą to już jesteśmy skazani na niewolnictwo i dyktaturę
wielkich korporacji.

A prawa patentowe będą służyć wszystkim innym tylko nie
wynalazcy.

Tanie lekarstwa, paliwo i żywność przejdą do historii, bo wielkie
korporacje czy klasa panująca zawsze może powiedzieć, że nic nie możemy więcej
zrobić.
Dzisiaj sprzedają ziemię, zakłady jutro nowoczesną technologię, a ty
człowieku nie masz pracy to twój problem.
Więc głośno się zastanawiam, jakich
mamy ekonomistów oraz doradców w Państwie skoro
Nie potrafimy chronić własnej
myśli technicznej i kapitału.

I to chyba oni decydują o tym, co ile ma
kosztować na pewno nie interes publiczny ani zwykli ludzie podpierając się przy
tym ogólnymi prawami rynkowymi.
A tak naprawdę żywność mogłaby być dużo tańsza
gdyby tylko pozwolono NP…. rolnikowi czy innym producentom na bezpośrednią
sprzedaż swoich wyrobów raz czy dwa razy w tygodniu na normalnym rynku w centrum
miasta tak jak to jest praktykowane w prawie całej Unii.
I tak naprawdę krok po
kroku stajemy się częścią wszechobecnego niewolnictwa i korupcji na własne
życzenie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.02.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.06323 Seconds