NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Majmurek: Głuchy złoty róg Drukuj
Jakub Majmurek   
06.04.2011

rog.jpgW prasie mniej regularnej, a bardziej intelektualnej, dwie ciekawe debaty dwóch odmiennych środowisk: tradycjonalistycznych katolików i liberałów. W „Christianitas” dyskusja o tym, jakie znaczenie miał ostatni rok dla katolickiej prawicy, w „Przeglądzie Politycznym” zaś o stanie i perspektywach liberalnego projektu we współczesnej Polsce.

Debatę w „Christianitas” otwiera rozliczeniowy esej Pawła Milcarka Kościół, prawica, demony. Milcarek przygląda się w nim wydarzeniom z ostatniego roku (od Smoleńska), pytając, co znaczą one dla polskiej prawicy, narodowej wspólnoty i jaki jest ich teologiczny sens (co dla nas jest tu zupełnie nieinteresujące). Jeśli odsiejemy rozważania o katastrofie prezydenckiego samolotu jako „wtargnięciu pierwiastka boskiego” w rzeczywistość, zostaniemy z kawałkiem niezłego pisarstwa politycznego. Milcarek patrzy na wydarzenia ostatniego roku z poczuciem klęski. Za Ludwikiem Dornem powtarza, że ludzie stojący po kilkanaście godzin w ciągnących się przez całe Krakowskie Przedmieście kolejkach do prezydenckiej trumny stali tam po coś niezwykle istotnego. Co wyrażało ich cierpliwe czekanie? Żądanie uczczenia często niedocenianego za życia prezydenta? Tęsknotę za wspólnotą? Za uczestnictwem w życiu politycznym i poczuciem kontroli nad nim? Za Polską jako „poważnym” krajem? Wszystko po trochu. Lud stojący w centrum Warszawy samą swoją obecnością tworzy pewne puste znaczące. Prawica, jako ruch politycznych spadkobierców zmarłego prezydenta, mogłaby je zagospodarować w praktycznie dowolny sposób. Ze śmiercią prezydenta otrzymała złoty róg, którego dźwięk mógł politycznie obudzić naród, na nowo ustanawiając wspólnotę i definiując linie politycznego sporu.

Tak się jednak nie stało – jak zwykle ostał się ino sznur. Esej Milcarka ilustrują rysunki przedstawiające wymachujących szabelkami Sarmatów w kontuszach, współgrające z tekstem, który wydarzenia ostatniego roku przedstawia jako kolejne zakończone klęską powstanie narodowe, nowe wcielenie konfederacji barskiej. Prawica nie umiała wydobyć ze swojego złotego rogu żadnego dźwięku: nie wyartykułowała ani skutecznego mitu, ani sensownej narracji opisującej rzeczywistość i dającej siły i środki do jej zmiany. Winę ponoszą za to, zdaniem Milcarka, przywódcy polityczni prawicy, Kościół (biskupi zamiast „przemawiać jako przewodnicy i nauczyciele narodu dali się sprowadzić do roli kapelanów obsługujących żałobę”), prawicowi intelektualiści, sztabowcy Jarosława Kaczyńskiego topiący potencjał mitu w PR-owskich „czarach”. Ze złotego rogu został tylko kij, którym wykreowany na wieszcza posmoleńskiej Polski Jarosław Marek Rymkiewicz straszył Polaków – tych, którzy „Polski nie potrzebują”, a Polska nie potrzebuje ich (słynne „jebał was pies” skierowane do wszystkich, którzy nie dołączyli do obozu „Pana Jarosława”). Wymachiwanie kijem połowie (jak pokazały ostatnie wybory: tej większej) Polaków musiało skończyć się sromotną klęską.

Jej symptomem jest dla Milcarka wszystko to, co działo się w lecie na Krakowskim Przedmieściu: coraz bardziej odizolowani, społecznie i egzystencjalni pokaleczeni obrońcy krzyża (dodam od siebie: jakby wyjęci z wierszy Rimbauda o ludowym katolicyzmie francuskiej prowincji: Biednych ludzi w kościele czy Pierwszej komunii), wygrażający księżom działającym na polecenie miejscowego biskupa. Z drugiej zaś strony fejsbukowi antyklerykałowie itd.

Milcarek ma rację na poziomie opisu. Pozostaje jednak pytanie, czy wokół Smoleńska można było stworzyć jakikolwiek pozytywny, zdolny integrować wspólnotę mit? Wspólnota wokół trumny Lecha Kaczyńskiego, a jeszcze bardziej ta wokół krzyża, od początku była wspólnotą gniewu. Partie polityczne często w przeszłości bywały swoistymi „bankami gniewu”, zaprzęgającymi go do społecznej pracy na rzecz zmiany, realizacji różnego rodzaju społecznych i politycznych projektów. Czy jednak po 10 kwietnia pojawił się jakikolwiek pozytywny projekt zmiany społecznej? Czy gniew ludzi ukierunkowany był na racjonalne cele, na rzeczywiste przyczyny frustracji? Czy podłożem pragnienia „powagi Polski”, „uczestnictwa” etc. nie była też potrzeba rzeczywistej demokracji, a więc także bardziej egalitarnych – przede wszystkim w wymiarze ekonomicznym –    stosunków społecznych? Czy wreszcie nie było od początku tak, że ta wspólnota mogła trwać i odnosić względne (drugie miejsce w wyborach) sukcesy tylko za cenę braku dostępu do najwyższych stawek? Czy zdobycie władzy, a więc konieczność konfrontacji z zasadą rzeczywistości i wzięcia za rzeczywistość odpowiedzialności, nie byłaby dla niej pocałunkiem śmierci? Tych pytań Milcarek sobie nie stawia, ale jego tekst jest jak dotąd najbardziej samoświadomą analizą tego, co działo się w ostatnim roku, pochodzącą z prawej strony.

Z kolei w „Przeglądzie Politycznym” debata na temat liberalizmu. Szymon Wróbel woła o „liberalizm odwagi” dla Polaków. Odwołując się do Marcina Króla, wyróznia defensywny liberalizm strachu – broniący się przed wszystkimi silnymi projektami i prowadzący do depolityzacji sfery publicznej – oraz liberalizm odwagi, który sam siebie ustawia w roli pozytywnego projektu. Dla Wróbla liberalizm jest nie tyle pewną spójną doktryną polityczną, ile pewną ramą, w której mieści się dziś wszelkie myślenie i działanie polityczne w ogóle. W Polsce tradycja liberalna uległa jednak wypaczeniu. Ma ona nad Wisłą dwie twarze: z jednej strony Balcerowicza i narzucanego z góry neoliberalizmu ekonomicznego. Z drugiej zaś Palikota, Gorgiasza współczesnej polityki, reprezentanta liberalnego nihilizmu, dla którego nie istnieją ani prawdy, ani nawet opinie, co najwyżej PR-owe gesty. Liberalizm odwagi miałby przywrócić tradycję liberalizmu oddolnego, który pozwala jednostce kształtować jej życia we wspólnocie. Wróbel proponuje wrócić do Greków: liberalizm miałby przypominać jednostkom, że prawdziwa wolność realizuje się w sferze publicznej, nie prywatnej, jest wolnością raczej „do” niż „od”, polis jest właściwym wymiarem realizacji ludzkich aspiracji.

Taki liberalizm wydaje się dość ciekawą propozycją, niestety pojawiają się problemy: jak materialnie zagwarantować wszystkim możliwość uczestnictwa w polis; jak wyznaczyć podział między tym, co publiczne i prywatne i czy rzeczywiście można go przeprowadzić tak, by nie był po prostu naturalizacją historycznie ukształtowanych stosunków władzy (np. związanych z płcią); co zrobić z kolektywną swobodą kształtowania własnego losu w takim obszarze jak praca podporządkowana logice akumulacji kapitału? Tradycja liberalna nigdy satysfakcjonująco nie potrafiła odpowiedzieć na te pytania.

Rozważania Wróbla kontynuowane są w wywiadach z czołowymi przedstawicielami myśli liberalnej (Agata Bielik-Robson, Andrzej Szahaj, Małgorzata Kowalska, Jan Hartman). Najbardziej rozczarowuje ten ostatni, który definiuje liberalizm po prostu jako ruch „na rzecz poszerzenia wolności”. Tymczasem liberalizm – choćby się bardzo tego wypierał – opiera się także na pewnych założeniach filozoficznych. Przeprowadzający wywiady Jarosław Makowski na ogół ustawia liberalizm w opozycji do różnych wersji konserwatywnych doktryn komunitariańskich i definiuje jego spór z innymi koncepcjami politycznymi (także z lewicą) w kategoriach sporu o wolność jednostkową, stosunek jednostki do państwa czy wspólnoty – innymi słowy, redukuje różnice do kwestii „wartości” regulujące życie wspólnoty.

A przecież spór między liberalizmem a współczesną neo- czy postmarksistowską lewicą dotyczy nie tylko wartości, ale też różnych koncepcji bytu społecznego, odmiennego rozumienia takich pojęć jak jednostka, społeczeństwo, socjalizacja i indywiduacja, wolność i władza. Według lewicowców, nawet jeśli liberałowie mają dobre intencje i podzielają część bliskich lewicy wartości, to wychodzą od odmiennych teoretycznych (by nie powiedzieć metafizycznych) przesłanek. Bez świadomości tego liberałowie ciągle będą się dziwić, czemu lewica nie podąża za wezwaniem ich złotego rogu.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.04.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.99594 Seconds