NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Majmurek: Trzeba nam dialogu, czyli papież i kapitalizm Drukuj
Jakub Majmurek   
05.05.2011

Trzeba nam dziś dialogu,
Słowa miłego Bogu,
Co powstrzyma niechrześcijański gniew chrześcijańskich dusz.

papiez_marcin_kalinski.jpgW Polsce automatycznie oczekuje się szacunku, uznania i podziwu dla postaci Jana Pawła II, także od osób niewierzących, w tym tych z lewicy. Gdy ktoś, powołując się na swój ateizm czy lewicowe zaangażowanie, wzbrania przed wyrażeniem tego typu afektów wobec „Ojca Świętego”, na ogół słyszy argument o „społecznej wrażliwości papieża” i jego krytycznym stosunku do kapitalizmu.

Rzeczywiście, w encyklice Laborem exercens można znaleźć uwagi o niebezpieczeństwie „traktowania pracy ludzkiej jako towaru” czy też zasadę „pierwszeństwa pracy wobec kapitału”. W Redemptor hominis pojawia się nawet passus o zjawisku alienacji, jak by nie było – kategorii pochodzącej z pism młodego Marksa. Z drugiej jednak strony w encyklice Sollicitudo rei socialis Jan Paweł II pochyla się nad problemem ograniczania „prawa do inicjatywy gospodarczej”, co pozbawia człowieka możliwości rozwijania jego przedsiębiorczości (która stanowi o „twórczej podmiotowości obywatela”) i czyni go zależnym od „równającego w dół” „biurokratycznego aparatu”. Z papieską krytyką kapitalizmu jest więc pewien problem, nawet jeśli załozymy, że nie ma ona koniunkturalnego charakteru i nie służy wyłącznie określonym politycznym stawkom.

Zacznijmy od jej założeń. Papieska filozofia społeczna wypływa z abstrakcyjnej, ahistorycznej wizji „osoby ludzkiej”, definiowanej przede wszystkim jako „podmiot moralny”. Takie zdefiniowanie jednostki zupełnie odrywa papieską krytykę kapitalizmu od istniejących stosunków sił, układów władzy, praktyk społecznych. W encyklikach i pismach filozoficzno-społecznych Jana Pawła II wyzysk czy nierówności społeczne zostają zredukowane prawie wyłącznie do problemu traktowania drugiego człowieka w sposób instrumentalny, przedmiotowy, pozbawiający go godności. Oczywiście nikt nie oczekuje od papieża, że będzie rysował plany walk klasowych, ale w jego myśli zjawiska wynikające z układów wzajemnie determinujących się sił zostają sprowadzone do problemu błędnej perspektywy moralnej przyjmowanej przez poszczególne jednostki. I tak wyzysk w ujęciu Wojtyły to skutek tego, że „widzenie problematyki ekonomicznej nacechowane jest przesłankami ekonomizmu materialistycznego” (Laborem exercens). Dlatego też zgodnie z papieskim nauczaniem klucz do rozwiązania kwestii społecznych leży w duchowej przemianie poszczególnych osób wchodzących w relacje ekonomiczne, a nie na przykład w walce politycznej czy związkowej: „W żaden […] sposób nie można przeciwstawić pracy kapitałowi ani kapitału pracy, ani tym bardziej […] przeciwstawiać sobie konkretnych ludzi stojących za tymi pojęciami”. (Laborem exercens).

Zresztą na całej filozofii społecznej Wojtyły ciąży idealizm – jest ona zupełnie ślepa na to, że stosunki społeczne nie są odbiciem abstrakcyjnych moralnych norm (to normy istnieją tylko w praktykach społecznych). Co ciekawe, w swojej krytyce eutanazji papież potrafił być o wiele bardziej „materialistyczny”. W encyklice Evangelium vitae (słusznie uznawanej za obskurancką w podejściu do spraw seksu) widać, że Jan Paweł II rozumiał, że eutanazja nie jest tylko problemem odpowiedniej normy moralnej (pozwalającej na wspomagane samobójstwo lub zabraniającej go), ale pewnej biopolitycznej (Wojtyła oczywiście nie używa tego terminu) praktyki w odniesieniu do starych, schorowanych, pozbawionych możliwości działania ciał. W tym sensie papież był paradoksalnie bardziej „materialistyczny” od naiwnie liberalnych bioetyków.

Na gruncie papieskiej filozofii społecznej nie daje się jednak pomyśleć żaden konflikt polityczny we właściwym sensie tego słowa – to jest taki, którego nie można rozstrzygnąć według kryteriów moralnych, w którym nie ma żadnej transcendentnej „prawdy”, na podstawie której można by przyznać rację jednej ze stron. Ostatecznie więc papież nie ma do powiedzenia na temat zła kapitalizmu nic poza słusznymi komunałami: że u podstawy każdego kapitału tkwi praca ludzka, że nie można dopuścić do tego, by zagubił się podmiotowy, ludzki wymiar pracy, że fundamentem każdego sprawiedliwego ustroju jest sprawiedliwa płaca za sprawiedliwą pracę.

A jeśli ustrój społeczny nie jest sprawiedliwy? Całym lekiem na zło społeczne, jaki wyłania się z papieskiego nauczania, jest wezwanie do bardzo ogólnie zarysowanego „dialogu” i chrześcijańskiej miłości: „Jeśli jednak pracodawca i pracownik ułożą całe swoje współżycie tak, że będzie w nim wyraźnie widać wspólne dobro, któremu obaj służą, wówczas niebezpieczeństwo traktowania osoby poniżej tego, czym ona naprawdę jest, zmniejszy się i zbliży niejako do zera. Miłość bowiem będzie stopniowo wypierać w postępowaniu obu zainteresowanych stron nastawienie czysto użytkowe czy też konsumpcyjne względem osoby pracownika” (Miłość i odpowiedzialność).

Doskonałym podsumowaniem takiej wizji dialogu wydaje się piosenka Jacka Kaczmarskiego Krótka rozmowa między panem, wójtem a plebanem – oryginalnie komentarz do wydarzeń z lat 80. w Polsce, rozgrywki między Partią, Solidarnością i Kościołem. Pan i Cham spotykają się u Plebana. Folwark się sypie, Cham nie chce już dłużej pracować w złych warunkach, a Pan nie potrafi już dłużej zmuszać Chamów do pracy. Pleban jest jedynym, który może rozstrzygnąć ten spór. Chamowi mówi: „Ty się Chamie nie indycz/I nie żądaj rewindy-/Kacji praw, co głoszą, że gnój posprzątacie wy”, Panu zaś: „A ty, Panie pamiętaj/Że człek boży – rzecz święta/I bez niego nie ustoi kościół ani dwór/Niechże ma swoje zdanie/A do pracy wnet stanie/Tylko zakaż ekonomom garbowania skór”. W wyniku tej mediacji Pan obiecuje Chamom dotrzymania obietnic, które „składał już nie raz”, a Cham „na stertę gnoju wrócił znów na jakiś czas”. Na rozmowy nie zaproszono ekonoma, który „wciąż wali”, gdyż „wie, że gdy się Pan złości/Chamom trza liczyć kości/Ksiądz im i tak obieca w niebie naprawienie krzywd!”

Czy słowa Kaczmarskiego nie opisują dokładnie tego, co stało się w Polsce po 1989 roku, tego mechanizmu przyklepywania przez Kościół „negocjacji” między środowiskami pracowniczymi a politykami i ekonomicznymi ekspertami przemawiającymi językiem „koniecznych reform”? Tyle że zamiast ekonoma „Chamów” waliła po plecach sama ekonomia i „jej prawa”. „Prawa”, które wprawdzie nie są wieczne i niezmienne, ale których nie da się wziąć nawias i przekroczyć w ramach „międzyosobowego” dialogu. Ekonomia i to, co uznajemy za jej „prawa”, to efekt skomplikowanego układu sił społecznych, które zmienić może jedynie masowe, niebojące się konfliktu działanie polityczne, a nie „dialog” – nawet pod papieską egidą.

W ramach papieskiej filozofii społecznej takiego działania nie da się pomyśleć. Nawet więc jeśli założymy, że Jan Paweł II celnie zwraca uwagę na niesprawiedliwość społeczną, to w walce z nią jest on dla lewicy sojusznikiem cokolwiek kłopotliwym. Być może dzieli z lewicą pewne wnioski i wrażliwość, ale dochodzi do nich z bardzo wątpliwych przesłanek, których lewica nie może przyjąć za swoje, jeśli nie chce stracić zdolności krytycznego opisu świata społecznego. Pod bardzo ogólne papieskie wezwania do sprawiedliwości społecznej, solidarności i dialogu można podpiąć w zasadzie dowolną politykę: chadecką, socjalliberalną, paternalistyczno-konserwatywną – a niekoniecznie w jakikolwiek sposób lewicową. Lewica w Polsce, ze względu na swoją słabość, może czuć pokusę podpierania się papieskim autorytetem („nawet papież przyznaje nam rację!”). Nie oparli się jej organizatorzy dwóch wyjątkowo w tym roku rachitycznych wieców pierwszomajowych w Warszawie, na których Karol Wojtyła był najczęściej cytowaną postacią. Nie przekreślam taktycznego sensu sięgania po papieskie słowa przez ruchy społeczne walczące o godność i sprawiedliwość, należy jednak pamiętać o niebezpieczeństwach, jakie może nieść sojusz z papieską myślą.

***
Czytaj też:
Agata Bielik-Robson: Nikt nie chce psuć święta
Tomasz Warczok: Papież, czyli totem. Przyczynek do socjologii JPII
Michał Sutowski: Jan Paweł II, czyli nieobecność mitu
Marcin Kaliński: I love Karol
Fotorelacja z premiery Antypapieża

  

Komentarze
Dodaj nowy
Kac   |06.05.2011 01:41:50
Obowiązująca obecnie i wszechwładnie tzw. poprawność polityczna skutecznie
paraliżuje przed próbami rzetelnego "odrytualizowania" ocen wszystkiego,
co mówił, robił i pisał papież JP II. Dlatego tekst powyższy dobry i potrzebny.
Całe tzw. nauczanie społeczne Kościoła to jedynie alibi mające stworzyć pozory
zaangażowania tej instytucji w tworzenie sprawiedliwszych stosunków społecznych
na świecie. Tak naprawdę Kościół katolicki jest w stanie zareagować tylko wtedy,
kiedy układy społeczne i polityczne zaczynają zagrażać jemu samemu jako
instytucji a poza tym, w całej swojej historii dowiódł, że traktuje ogół
stosunków społecznych jako dopust boży, do którego człowiek nie powinien się
wtrącać.
Zresztą, wszelkie rewolucje, reformy i tworzenie projektów społeczno -
politycznych w ogóle nie powinno być przedmiotem aktywnego zaangażowania
związków wyznaniowych takich chociażby jak KK. Dlatego samo pojęcie "nauki
społecznej Kościoła" należy uznać, jak to by się dzisiaj rzekło, chwyt
PR-wski, mający stwarzać pozory, że Kościół ma jakąś własną wizję dobrego i
sprawiedliwego społeczeństwa, czyli jakiś własny spójny projekt społeczny. Co
innego oceniać moralnie a co innego głosić, że posiada się jakieś własne recepty
w postaci "nauk społecznych", których w rzeczywistości nie ma, bo nie da
się za takowe uznać szlachetnych apeli o to, aby pracownicy i pracodawcy kochali
się i szanowali nawzajem.
viking   |06.05.2011 13:37:16
To, co stanowi główny nurt nauczania papieża to etyka a nie
ekonomia.
Rozliczanie go ze stosunku do kapitalizmu wydaje mi się dość miałkie
intelektualnie. Tym bardziej, że jeżeli się krytykuje niemożliwość zaistnienia
konfliktu w politycznym sensie, na gruncie jego nauki, to trzeba by źródeł
takiego myślenia szukać raczej w chrześcijaństwie jako takim, niż w nauczaniu
JPII.

Wypowiedzi papieża na temat kapitalizmu, są w moim przekonaniu
nieistotne. Są bowiem formułowane na tak wysokim poziomie ogólności, że jestem
przekonany, iż tak jak dziś Majmurek dostrzega w nich liberalizm, tak jutro ktoś
z LIBERTE może opisać ich marksizm. A nawet ktoś z lewicy.pl, kto tenże marksizm
uzna za argument propapieski.
Co najważniejsze, na światową ekonomię myśli
papieża wpływu raczej nie miały. Miały natomiast na pojmowanie etyki w wielu
katolickich państwach : na to, że dyskusja o aborcji czy eutanazji wciąż odbywa
się w Polsce w taki sposób, że kto jest za, ten się musi tłumaczyć ze swego
stosunku do "cywilizacji śmierci"; na to, że w Afryce szerzy się AIDS;
czy wreszcie na to, że w kościele katolickim stłumiono modernizacyjne tendencje
aggiornamento.
aariciaa   |06.05.2011 13:39:23
Lewica w swoim parciu do sprawiedliwosci spolecznej pozbawila cale spolecznosci
wolnosci. KK opiera swoja spoleczna nauke na prostej zasadzie milosci do
blizniego. Co oczywiscie autorowi kompletnie umnknel.
kot  - re:   |06.05.2011 14:09:40
[quote=aariciaa]Lewica w swoim parciu do sprawiedliwosci spolecznej pozbawila
cale spolecznosci wolnosci.
-O cym Ty mówisz?
Jak lewica zabiera wolność?
Rylew  - Do dialogu trzeba dwojga   |06.05.2011 20:27:32
*Trzeba nam dziś dialogu
Słowa miłego Bogu
Co powstrzyma niechrześcijański
gniew
chrześcijańskich dusz.*

*****

Do dialogu dwojga trzeba
A nie jest to
wina nieba
Że lewica jak dziewica
wstydliwie zasłania lica,
Wątła, słaba i
skłócona,
Bez pomysłu, zagubiona
I gniew tutaj nie pomoże
Musi znaleźć się
nieboże.
Na nic gniewy, dąsy, anse
Dajcie Panu Bogu szansę.
:)

Drogi autorze
jak zwykle przyznaję Panu rację dodając zaraz, że nie zda się ona nawet psu na
buty, bo lewica rację ma już od dawna, ale potrzebuje nie krytyki papieża lecz
zrozumienia i szerokiego poparcia społecznego. Kto chwyta za kij krytyki
powinien wiedzieć, że kij ma dwa końce. Ludzie którzy kochają JPII, podziwiają,
szanują, czujący bliskość duchową z nim, a tych domyślam się jest spora
większość, nie zrozumieją tych argumentów, lub przyjmą za słuszną inną wykładnię
nauki społecznej JPII.

Jego bowiem wskazania są może na *wysokim poziomie
ogólności*, ale po właściwej interpretacji mogą jak najbardziej służyć lewicowej
ideologi, pod warunkiem że nie jest to ideologia rewolucji. JPII wskazuje bowiem
na podmiotowość człowieka, stawia pracę przed kapitałem, a właściwe stosunki
społeczne przed zyskiem, dając także wiele innych cennych wskazań, chociaż jego
krytyka kapitalizmu jest umiarkowana i polega raczej na dostrzeganiu
nieprawidłowości i wskazywaniu potrzebnych korekt.
Wojtyła oczywiście nie był,
rewolucjonistą czy wywrotowcem dążącym do obalenia istniejącego systemu, a jego
krytyka (oczekiwanie tego) w tym kontekscie jest zabawna.

Oczywiste jest także
i to, że etyka społeczna oparta na etyce osoby ludzkiej jest podstawą
wszelkich
możliwości wprowadzenia korzystnych zmian obecnej rzeczywistości. Papież także
to powtarzał mówiąc np: * Demokracja w rękach złych ludzi może stać się
najgorszą formą
totalitaryzmu.* Nie ma systemu, który automatycznie rozwiąże
ludzkie problemy, jakiegoś
proceduralizmu, który wykluczy wadliwe działanie
człowieka tego u władzy i tego władzy podległego. Jedyna droga to ciągłe żmudne
podnoszenie ludzkich kwalifikacji moralnych i wiedzy o świecie. Tutaj kłania sie
powiedzonko innego klasyka: * Zadecydują kadry*:).
Dzisiejsi lewicowi
*obalacze* nie mają do powiedzenia dosłownie nic jeśli chodzi o pytanie
*Co po
kapitalizmie?*.
Dialog oczywiście ma sens wtedy jeśli partnerzy tegoż dysponują
równą siłą społeczno polityczną. Dzisiaj dialog nie ma sensu bo neoliberalny
Kościół Kapitału ma w ręku większość atutów, a lewica, jedyna siła potencjalnie
zdolna do dialogu jest w proszku.
Trzeba ten stan po prostu zmienić.
kot   |06.05.2011 22:44:33
Rylew na litość boską o czym Ty mówisz?
Tylko bez poezji, uporządkuj to.
Autor
próbował udowodnić (moim zdaniem skutecznie)że JP2 swoją "prospołeczną
retoryką" psuje sferę społeczną, skierowując aktywność ludzi na ślepy tor.
Roger  - wolny rynek   |09.05.2011 01:34:42
Rzeczywiście. Nauczanie JP2 wymaga, aby kapitaliści z dobrej woli byli dobrzy
dla pracowników i płacili im godziwie. Problem w tym, że wolny rynek premiuje
tych najgorszych pracodawców. Ten najgorzej płacący pracodawca wypiera z rynku
lepiej płacących pracownikom. Nauczanie JP2 jest sprzeczne z doświadczeniem.


JP2 wymagał istnienia wolnego rynku jako gwaranta ekspresji człowieka.


Odrębną kwestią jest nieprawdziwość opisu kapitalistów jako ludzi chcących
dobrze. Nie chcą oni dobrze dla wszystkich. Chcą wyłącznie dobrze dla siebie.
Nawet w tak oczywistej sprawie jak kary dla nieuczciwych pracodawców.
Kapitaliści wymusili niedawno zmianę kodeksu i obniżyli kary za przewinienia
wobec pracowników.
robson   |11.05.2011 17:21:46
Lewicowiec w lewicowej gazecie krytykuje Kościół za mało konkretny politycznie
przekaz? A nie za "wtrącanie się do polityki"? Czy dobrze słyszą moje
oczy?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.05.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.05814 Seconds