|
MM
|
|
02.10.2004 |
W najnowszym raporcie „Polityki” Mariusz Czubaj pisze wreszcie otwarcie
o tym, o czym od dawna mówiono. Instytucje naukowe upadają. Uczelnie
mają coraz gorszy poziom. Czubaj jednak nie dostrzega, że wbrew pozorom
łatwo wprowadzić zmiany!
Przyczyną martwoty i skostnienia nawet tak zwanych dobrych
uniwersytetów w Polsce jest po prostu żenująco niski poziom kadry
naukowej. Bez reform on się nie polepszy. Nadal będzie trwać praktyka
wzajemnego recenzowania pseudonaukowej makulatury w pseudonaukowych,
wyłącznie polskich pismach, które niedługo przestaną kupować nawet
biblioteki. Nadal kariera będzie zaczynać się i kończyć w tym samym
uniwersytecie. Nadal w Polsce nie będą uczyć sławy naukowe.
Tymczasem łatwo wprowadzić zmiany. Oto kilka przykładów: nawet pensja
profesora zwyczajnego powinna być co najmniej w 15 procentach
uzależniona od aktualnych publikacji cytowanych w renomowanych
światowych czasopismach, a nie w parafialnej gazetce. Stanowiska
profesorów powinny być opiniowane – tak jak przed II wojną światową – przez dwóch profesorów uczelni zagranicznych, a nie przez kolegów z
pracy. Fikcyjne dziś procedury konkursowe należy uczynić przejrzystymi
i dostosować do obowiązującego prawa: powinno być skandalem, że w
warunkach konkursów wskazuje się najczęściej jednoznacznie osobę, która
ma taki konkurs wygrać. W uczelniach to student, a nie nauczyciel
akademicki powinien być traktowany poważniej. Należy wprowadzić więcej
zajęć fakultatywnych, ogólnouniwersyteckich, z których studenci mogliby
wybierać: obecne rozwiązania idą w zupełnie inną stronę; biologowie
uczą własnej chemii, politolodzy własnej filozofii, prawnicy własnej
historii; uniwersytety stają się liceami profilowanymi. Ze szkodą dla
studenta, który nie może po prostu wybrać lepszych zajęć.
Powie ktoś: przecież na naukę potrzeba pieniędzy. Bez pieniędzy nic się
nie zmieni. Nieprawda. Skoro mamy tak mało pieniędzy, nie stać nas,
żeby wydawać je na zasiłki dla miernoty i na pseudonaukę. Musimy mieć
lepsze procedury od najlepszych na świecie uniwersytetów amerykańskich.
Nie oszukujmy się też, że upadek uniwersytetu wiąże się z zanikiem
prawdziwych autorytetów i wspólnoty naukowej. Autorytety to ostatnia
rzecz, która wspiera niezależność intelektualną, a drugą stroną
wspólnoty bywa często zastraszenie i wymuszenie posłuszeństwa. I nie
łudźmy się, że znienawidzona dziś geriatryczna kadra naukowa wymrze.
Wcześniej się zreprodukuje w nowej miernocie. Jeśli czegoś zawczasu nie
zrobimy.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 06.10.2006 )
|
Pani Kingo studiowałam na warszawskie...
...to się viking chyba wreszcie poczu...