Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
MM: Patent na neoliberalizm po polsku Drukuj
MM   
03.04.2005
Często krytykuje się polskich publicystów gospodarczych za niewolnicze wręcz przywiązanie do neoliberalizmu. Za przykładnego neoliberała uchodzi chociażby Witold Gadomski z „Gazety Wyborczej”. A jednak właśnie u Gadomskiego dostrzec można iście rewolucyjne modyfikacje w doktrynie neoliberalnej.
Tam, gdzie libertarianie domagają się minimalizacji interwencji organów państwowych i politycznych, tam Gadomski głosi niezbędność instytucji biurokratycznych, w miarę możności nie legitymizowanych demokratycznie. Widać to wyraźnie w jego samotnej walce o wprowadzenie dyrektywy patentowej, gdzie jako jedyny bodajże polski dziennikarz ujął się za Fritzem Bolkensteinem, który śmiało łamał reguły legislacyjne obowiązujące w Unii Europejskiej (np. w ostatnim felietonie w „Gazecie Świątecznej” - „Patenty - szansa dla lepszych”). Inaczej niż zapatrzeni w inicjatywy obywatelskie liberałowie Gadomski nie ufa organizacjom pozarządowym i zrzeszeniom małych i średnich firm, które protestują przeciwko patentom, opowiadając się za centralistycznym rozwiązaniem. Jego liberalizm okazuje się więc iść głębiej od centralizmu demokratycznego.
Liberałowie znani są z tego, że bronią czystej walki konkurencyjnej na rynku i walczą z monopolizacją, chociażby monopolami państwowymi. Również tego dogmatu Gadomski nie przyjmuje. Nie boi się ignorować prawomocnych wyroków europejskich sądów antymonopolowych, twierdzić, że firma Microsoft jedynie rzekomo „wykorzystuje swą pozycję monopolistyczną dzięki temu, że jest chroniona patentami”. W wizji gospodarki według Gadomskiego wielkie firmy kroczą na czele postępu technologicznego, bo przecież w wymyślanie algorytmów trzeba inwestować ogromne sumy! Warto podrzucić parę przykładów, bo sam publicysta przyznaje się do pewnej nieznajomości szczegółów: ileż pracy wymaga opracowanie algorytmu na zakupy jednym kliknięciem myszki w sklepie internetowym albo porządku alfabetycznego w książce telefonicznej (British Telecom starał się go opatentować zaledwie kilka lat temu i gdyby nie protesty po zatwierdzeniu patentu, zapewne dziś mielibyśmy książki telefoniczne w porządku bardziej fantazyjnym). Nie zapominajmy o pasku postępu – z pewnością trzeba było go wymyślać latami.
Powierzchowni libertarianie gorszą się na postępowanie takich monopolistów jak British Telecom czy na procesy między HP i Sunem, które spierają się o prawo do patentu na oprogramowanie obiektowe (wymyślone przez kogoś innego dwadzieścia parę lat wcześniej). Ale nie Gadomski. Gadomski po prostu nie wierzy, by dochodziło do patentowania banalnych algorytmów, choćby praktyka amerykańska przeczyła jego słowom. Jest to więc neoliberalizm surrealistyczny.
Polski neoliberał podkreśla, że w USA informatyka rozwija się bardzo prężnie i że patenty jej najwyraźniej nie szkodzą, ba, chronią nowatorstwo. Szkoda, że nie podaje ani jednego przykładu innowacyjnego rozwiązania w informatyce, które zostałoby stworzone przez giganta komputerowego i opatentowane. Zapewne nie wie, że większość nowatorskich badań prowadzi się na uczelniach, a ośrodki akademickie najczęściej udostępniają swoje wyniki w ramach wymiany naukowej – nie chroniąc ich patentami. Jednak śmiały polski neoliberalizm nigdy nie ufał w postęp dokonujący się na uniwersytetach, które wszak zdaniem Balcerowicza wystarczy zastąpić instytutami badawczo-rozwojowymi przy dużych korporacjach.
Najśmielsza jednak w myśli Gadomskiego jest negacja zasady wolności, tak drogiej zachodnim liberałom. Gdzie Mill podkreślał wagę samoistną wartość dyskusji i wymiany intelektualnej, tam Gadomski widzi jedynie okazję do okradzenia prawowitego właściciela z jego pomysłu. Być może nie wie, że programy komputerowe są chronione tak samo, jak książki Pilcha czy felietony Gadomskiego: prawem autorskim. Domaga się dodatkowej ochrony programów komputerowych, które bez patentów „będzie można podkradać”. A jeśli o prawie autorskim wie, to może neguje istnienie praw autorskich, co oznacza, że podważa też święte prawo własności.
Oto i neoliberalizm po polsku: centralistyczny, antydemokratyczny, promonopolistyczny, przeciwny wolnej wymianie myśli naukowej i prawu własności. Na koniec warto tylko zaproponować Gadomskiemu inną nazwę dla jego poglądów; tradycyjnie o takich stanowiskach mawiało się – skrajny etatyzm.

Komentarze
Dodaj nowy
thomas  - wyborne!   |04.04.2005 13:18:30
Taki sam wywód można by zbudować o "liberałach" z Platfusów
Obywatelskich.
Dezerter.blog.pl  - Biedny Gadomski   |05.04.2005 09:14:10
Gadomski to biedny i zagubiony człowiek, któremu rzeczywistość co raz płata
jakiegoś figla. Jego miłość do kapitalizmu i neoliberalizmu jest tak szczera i
naiwna, że dzisiaj może jednak tylko śmieszyć.
ali g  - errata   |06.04.2005 09:08:37
1) Inaczej niż zapatrzeni w inicjatywy obywatelskie liberałowie Gadomski nie ufa
organizacjom pozarządowym (…).

Odkad to NGOs maja lepsza legitymacje
dekomkratyczna niz brukselska biurokracja?

2) Nie boi się ignorować
prawomocnych wyroków europejskich sądów antymonopolowych, twierdzić, że firma
Microsoft jedynie rzekomo „wykorzystuje swą pozycję monopolistyczną dzięki
temu, że jest chroniona patentami”.

Zdanie to nie pada w ww felietonie
Gadomskiego? Nie ma czegos takiego jak ‘europejskie sady monopolowe’. Sprawa
Microsoftu nie dotyczyla zadnego z jego patentow.
MM  - co do erraty   |06.04.2005 10:43:04
1) A czy ja pisałem, że obywatelskie inicjatywy mają lepszą legitymizację
demokratyczną? Tyle tylko że liberał musi bardziej ufać grupom obywatelskim niż
instytucjom państwowym, bo na tym polega liberalizm polityczny, przynajmniej w
wersji, którą pozornie głoszą polscy liberałowie czy libertarianie.
NGO
stanowią przykład tzw. społeczeństwa obywatelskiego, które jest traktowane jako
oaza dobra przez większość liberałów; moim zdaniem - niesłusznie, właśnie z
powodów, które wymienia ali g.

2) Sprawa Microsoftu dotyczyła programu
Windows Media Player, w który jest dołączany do systemu Windows. Jego
bezkonkurencyjność jest zapewniana między innymi opatentowaniem i utajnieniem
algorytmów kompresji dźwięku w formacie WMA, który to format stosuje wielu
sprzedawców muzyki online. Bez kodu WMP nie można w systemie Windows korzystać z
takich nagrań, więc jest to fragment nie do wyprucia z systemu — czyli
pośrednio to się wiąże z monopolizacją rynku. I nie bawmy się w szczegóły
terminologii i kruczki prawne - karę nałożyła Komisja Europejska, lecz teraz
sprawa toczy się w unijnym Sądzie
Pierwszej Instancji. Przypomnijmy, że
Komisja nakazała ujawnić Microsoftowi właśnie formaty WMP i o jest spór. Gdyby
patenty na oprogramowanie weszły w życie, Komisja mogłaby sobie pójść na grzyby,
a nie zawracać głowę Billowi G., bo Komisja Europejska domaga się właśnie
czegoś, czego dyrektywa ma zabronić!

Aha, inkryminowane zdanie pada w
odpowiedzi na list Łukasza Jachowicza, Jarosława Lipszyca, Sławomira
Sierakowskiego i Jana Sowy w innej postaci, którą dostosowałem w formie
gramatycznej do reszty zdania. Nie sądzę, żeby Witold Gadomski akurat zmienił
zdanie w ciągu paru dni (od wtorku do soboty).
ali g  - errata2   |06.04.2005 11:09:02
Duzo bardziej chodzilo o wycinanie niemicrosoftowych serwerow pozbawionych kodow
dostepu do pc pracujacych na windows. Kwestia Media Player jest duzo bardziej
kontrowersyjna. Wyglada na to, ze nawet nowa wersja windows nie pomoze
konkurentom MP.

I jedna i druga sprawa dotyczyla wiazania (ang. tying),
ktorego antykonkurencyjnosc nie opiera sie na posiadaniu lub nie patentu. Raczej
chodzi o przenoszenie (ang. leverage) ‘zasluzonego’ monopolu (windows) na inne
odrebne rynki (MP, serwery). Nie sadze, zeby dyrektywa miala jakikolwiek wplyw
na prawo konkurencji UE wobec ‘tying’.

CFI nie wypowidzial sie co do meritum
sprawy, wiec ostateczny wyrok moze byc na korzysc Microsoftu (i Gadomskiego,
jesli rzeczywiscie myslal, co mu MM imputuje).
errata do erraty  - MM   |06.04.2005 20:20:15
Chwileczka, ale gdyby specyfikacje komunikacji w sieci Windows były jawne, to
nie byłoby kłopotów z Sambą (czyli z Microsoft Networking bez serwera z
zainstalowanym Windows). Patenty to jeden ze sposobów utajniania. Jak mówiłem,
dzięki nim M$ mógłby zablokować procesy antymonopolowe dotyczące wbudowywania w
Windows różnych pozornie darmowych programów przez M$.

Nie chodzi mi jednak o
oskarżanie Microsoftu o wyjątkowo paskudne praktyki. Ta firma po prostu chce
maksymalizować zyski, także korzystając z kruczków prawnych. Dopóki takie
kruczki będziemy dopuszczać, dopóty musimy się liczyć z próbami nieczystej gry
na rynku. Klasyczni liberałowie, a także neoliberałowie z pewnością byliby
przeciwni tamowaniu wolnej konkurencji przez wątpliwej jakości rozwiązania
prawne, takie jak ochrona patentowa dowolnego algorytmu.
aight   |07.04.2005 15:27:52
ale dlaczego tłumaczymy się przed neoliberałami?
ali g  - bo nie macie patentu na ‘dyszkursz’   |07.04.2005 15:51:32
i duzo wolnego czasu…
przemas  - patenty a utajnianie   |07.04.2005 17:47:28
patentowanie nie ma nic wspólnego z utajnianiem, wręcz przeciwnie - wymaga
ujawnienia specyfikacji patentowanego ‘wynalazku’.
co w zasadzie jest jeszcze
skuteczniejszym środkiem blokowania dostępu do idei niż utajnianie
MM  - ujawnianie?   |12.04.2005 10:53:00
Hm, drogi przemasie, mam wątpliwości. Specyfikacje patentowe tworzy się — a
wiem to od osób, które to robiły — na tyle ogólnie, żeby nie można było
odtworzyć działającego prototypu ze specyfikacji. Zasadą jest nieujawnianie
nieoczywistego, krytycznego szczegółu.
Dotyczy to szczególnie patentów na
algorytmy, gdzie opisy są nader pokrętne, niesformalizowane i naśladują opisy
maszyn. Na pewnym poziomie abstrakcji zasada działania takiej czy innej sieci
jest oczywista — i na takim poziomie formułuje się specyfikację. Nie spotkałem
się ze specyfikacją patentową porównywalną w precyzyjności z dokumentami typu
RFC, artykułami w renomowanych pismach informatycznych czy — rzecz jasna — z
kodem źródłowym. Zdaje mi się, że zachodzi tu raczej pozorne ujawnienie
abstrakcyjnego schematu, w którym pomija się nader istotne szczegóły.
mescalito  - libertarianie?   |15.05.2005 15:04:51
Autor zdaje się zamiennie używać słów "libertarianie" i
"neoliberałowie" - to zdecydowanie nie jest to samo. Poza tym co do
"świętego prawa własności" w stosunku do tzw. "własności
intelektualnej" - spora część libertarian (głównie libertariańskich
anarchistów, ale nie tylko), nie uznaje własności intelektualnej za własność w
tradycyjnym sensie, a co za tym idzie nie uznają oni np. copyrightów, o
patentach nie wspominając. Dlatego autor powinien chyba trochę ostrożniej używać
pewnych słów, bo to grzązki grunt.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.85478 Seconds