Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
MM: Patent na neoliberalizm po polsku |
|
|
MM
|
|
03.04.2005 |
Często krytykuje się polskich publicystów gospodarczych za niewolnicze wręcz przywiązanie do neoliberalizmu. Za przykładnego neoliberała uchodzi chociażby Witold Gadomski z „Gazety Wyborczej”. A jednak właśnie u Gadomskiego dostrzec można iście rewolucyjne modyfikacje w doktrynie neoliberalnej.
Tam, gdzie libertarianie domagają się minimalizacji interwencji organów państwowych i politycznych, tam Gadomski głosi niezbędność instytucji biurokratycznych, w miarę możności nie legitymizowanych demokratycznie. Widać to wyraźnie w jego samotnej walce o wprowadzenie dyrektywy patentowej, gdzie jako jedyny bodajże polski dziennikarz ujął się za Fritzem Bolkensteinem, który śmiało łamał reguły legislacyjne obowiązujące w Unii Europejskiej (np. w ostatnim felietonie w „Gazecie Świątecznej” - „Patenty - szansa dla lepszych”). Inaczej niż zapatrzeni w inicjatywy obywatelskie liberałowie Gadomski nie ufa organizacjom pozarządowym i zrzeszeniom małych i średnich firm, które protestują przeciwko patentom, opowiadając się za centralistycznym rozwiązaniem. Jego liberalizm okazuje się więc iść głębiej od centralizmu demokratycznego.
Liberałowie znani są z tego, że bronią czystej walki konkurencyjnej na rynku i walczą z monopolizacją, chociażby monopolami państwowymi. Również tego dogmatu Gadomski nie przyjmuje. Nie boi się ignorować prawomocnych wyroków europejskich sądów antymonopolowych, twierdzić, że firma Microsoft jedynie rzekomo „wykorzystuje swą pozycję monopolistyczną dzięki temu, że jest chroniona patentami”. W wizji gospodarki według Gadomskiego wielkie firmy kroczą na czele postępu technologicznego, bo przecież w wymyślanie algorytmów trzeba inwestować ogromne sumy! Warto podrzucić parę przykładów, bo sam publicysta przyznaje się do pewnej nieznajomości szczegółów: ileż pracy wymaga opracowanie algorytmu na zakupy jednym kliknięciem myszki w sklepie internetowym albo porządku alfabetycznego w książce telefonicznej (British Telecom starał się go opatentować zaledwie kilka lat temu i gdyby nie protesty po zatwierdzeniu patentu, zapewne dziś mielibyśmy książki telefoniczne w porządku bardziej fantazyjnym). Nie zapominajmy o pasku postępu – z pewnością trzeba było go wymyślać latami.
Powierzchowni libertarianie gorszą się na postępowanie takich monopolistów jak British Telecom czy na procesy między HP i Sunem, które spierają się o prawo do patentu na oprogramowanie obiektowe (wymyślone przez kogoś innego dwadzieścia parę lat wcześniej). Ale nie Gadomski. Gadomski po prostu nie wierzy, by dochodziło do patentowania banalnych algorytmów, choćby praktyka amerykańska przeczyła jego słowom. Jest to więc neoliberalizm surrealistyczny.
Polski neoliberał podkreśla, że w USA informatyka rozwija się bardzo prężnie i że patenty jej najwyraźniej nie szkodzą, ba, chronią nowatorstwo. Szkoda, że nie podaje ani jednego przykładu innowacyjnego rozwiązania w informatyce, które zostałoby stworzone przez giganta komputerowego i opatentowane. Zapewne nie wie, że większość nowatorskich badań prowadzi się na uczelniach, a ośrodki akademickie najczęściej udostępniają swoje wyniki w ramach wymiany naukowej – nie chroniąc ich patentami. Jednak śmiały polski neoliberalizm nigdy nie ufał w postęp dokonujący się na uniwersytetach, które wszak zdaniem Balcerowicza wystarczy zastąpić instytutami badawczo-rozwojowymi przy dużych korporacjach.
Najśmielsza jednak w myśli Gadomskiego jest negacja zasady wolności, tak drogiej zachodnim liberałom. Gdzie Mill podkreślał wagę samoistną wartość dyskusji i wymiany intelektualnej, tam Gadomski widzi jedynie okazję do okradzenia prawowitego właściciela z jego pomysłu. Być może nie wie, że programy komputerowe są chronione tak samo, jak książki Pilcha czy felietony Gadomskiego: prawem autorskim. Domaga się dodatkowej ochrony programów komputerowych, które bez patentów „będzie można podkradać”. A jeśli o prawie autorskim wie, to może neguje istnienie praw autorskich, co oznacza, że podważa też święte prawo własności.
Oto i neoliberalizm po polsku: centralistyczny, antydemokratyczny, promonopolistyczny, przeciwny wolnej wymianie myśli naukowej i prawu własności. Na koniec warto tylko zaproponować Gadomskiemu inną nazwę dla jego poglądów; tradycyjnie o takich stanowiskach mawiało się – skrajny etatyzm.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 06.10.2006 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...