|
Idea KOR-u polegała nie tylko na próbie instytucjonalizacji opozycji, i nie tylko na ostentacyjnej jawności, ale również, a może przede wszystkim, na mocnym położeniu akcentu na motywacji moralnej – i przewadze działania socjalnego nad politycznym. Opieka nad więzionymi, ich rodzinami, nad pozbawionymi pracy itd. była takim właśnie działaniem, mogącym skupiać ludzi o wyraźnych wyborach politycznych – i takich, którzy powodują się wyłącznie motywacją moralną i potrzebą wyrażenia jej w konkretnym działaniu. Była to strategia stworzenia szerokiego frontu, którego podstawą są opcje raczej moralno-socjalne, niż sensu stricte polityczne, choć w generaliach najbardziej ogólnych (niepodległość i demokracja) i pod tym względem panowała jednomyślność.
Było to zarazem ryzykowne wyzwanie: władza mogła albo rozszerzyć front represji, aresztując Komitet i jego najbliższych współpracowników, by utrzymać zasady dotąd obowiązujące w posttotalitarnym już, ale wciąż mocno związanym ze swymi źródłami systemie – albo zlekceważyć wydarzenia, dając jednak w ten sposób grupie buntowniczej szansę społecznego zakorzenienia się. Wybrano drugie rozwiązanie, nie rezygnując zresztą z czterdziestoośmiogodzinnych zatrzymań, rewizji i innych represji. W maju 1977, gdy przejściowo górę wzięła pierwsza koncepcja, było już za późno; jeśli nie chciano uciec się do terroru obejmującego rozległe środowisko (co w sytuacji dużego znaczenia w tym czasie dla PRL opinii publicznej Zachodu, ze względu na kredyty – było mało prawdopodobne).
Wśród twórców Komitetu nie było zgody co do przewidywań spodziewanej siły uderzenia ze strony władzy. Ja np. spodziewałem się aresztowań rozbijających wątłe jeszcze środowisko, Kuroń zaś np. wykazywał dużą dozę optymizmu.
Faktyczny początek działań Komitetu – choć jeszcze niezawiązanego – to dzień 17 lipca 1976. Na korytarzach Sądów na Lesznie (jak tradycyjnie mówią starzy warszawiacy) spotkała się nieliczna gromadka osób, chcących jakoś pomóc – choćby moralnie – sądzonym, rodziny sądzonych – i co najmniej dwa razy tyle cywilnych funkcjonariuszy. Zrobiono nam masę pamiątkowych fotografii. Ale doszło do pierwszych kontaktów między ludźmi z Ursusa i nami. Zaczęła się akcja pomocy, w której od początku wzięli udział zaprzyjaźnieni adwokaci (pierwszy – Jan Olszewski). Już zaczynała się akcja zbiórek pieniężnych w środowisku znajomych, ale pierwsze liczące się sumy uzyskałem z Duszpasterstwa Miłosierdzia dzięki ks. Michałowi Kliszce [1], dziś świętej pamięci, z którym współpracowałem od roku 1968 w niesieniu ludziom pomocy [2].
Odzew społeczny na nie opublikowany przecież jeszcze wówczas apel o zbiórkę na pomoc dla represjonowanych – przerósł nasze spodziewania. Zaczęły napływać środki umożliwiające nam pracę – i zarazem rozszerzał się zakres potrzeb. Ten wyścig trwał już stale. Od początków września akcja tylko ursuska – rozszerzyła się na Radom. Trafialiśmy do ludzi wyrzuconych z pracy, a nawet aresztowanych i sądzonych, w wielu miejscach Polski, a i oni zaczęli po pewnym czasie do nas trafiać.
Założenie Komitetu stało się sprawą pilną. Ktoś musiał być odpowiedzialny przed społeczeństwem za gospodarowanie napływającymi środkami. Komitet, złożony w znacznej części z osób o społecznym autorytecie – mógł też choćby trochę ochronić młodzież pracującą w pierwszej linii i szczególnie narażoną. Komitet, po różnych kłopotach organizacyjnych, powstał dopiero 23 września 1976. Ponieważ nie było już mowy o zebraniu się w kilkanaście osób – Apel do Społeczeństwa i Władz PRL powstał i został zatwierdzony „obiegiem”, w żmudnych korespondencyjnych ustaleniach, przy pomocy łączników. Nazwa Komitet Obrony Robotników zrodziła się chyba w kręgu „Czarnej Jedynki” i nie wiem, czy ktoś umie wskazać autora.
Nazwa ta była znakomita: zwięzła, zrozumiała – a zarazem paradoksalna. Apelowała zaś do coraz bardziej rozszerzających się nastrojów oburzenia – i solidarności.
Dziwne mogło się wydać, że potężna „klasa robotnicza” wymaga obrony ze strony kilkunastu inteligentów. Ale tak jednak było. W czerwcu 1976 nie powstały choćby słabe zalążki samoorganizacji zbuntowanych robotników. I zresztą „podopieczni” KOR-u, z nielicznymi wyjątkami, nie okazywali się materiałem na działaczy społecznych. Dopiero później, w czasie KSS „KOR”, zaczęły powstawać grupy robotnicze [3].
Fragment zbioru Pism Politycznych Jana Józefa Lipskiego, który ukaże
się w listopadzie br. nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej, w
opracowaniu redakcyjnym Łukasza Garbala.
Czytaj też: Kuroń: Trzecia Polska ruchów społecznych
*** Wydarzenia rocznicowe
Z okazji 35. rocznicy powstania Komitetu Obrony Robotników Dom Spotkań z
Historią i Ośrodek KARTA zapraszają na cykl wydarzeń poświęconych
opozycji demokratycznej w PRL-u: spotkania z byłymi opozycjonistami,
premierę książki Jacka Kuronia Taki upór, multimedialny pokaz archiwaliów ze zbiorów Ośrodka KARTA (kolekcja Jacka Kuronia) oraz przegląd filmów dokumentalnych. 23-25 września 2011, Dom Spotkań z Historią. Wstęp wolny. Zobacz: program
Fundacja Projekt Polska i Kultura Liberalna zapraszają na konferencję pt. „KOR35ROK”. 25 września, niedziela, godz. 9.00, Uniwersytet Warszawski, Aula Stary BUW. Zobacz: program
Na podobny temat
|
Nie ze wszystkim się zgadzam, ale pój...
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...