Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Leszczyński: My wszyscy ze wsi |
|
|
Adam Leszczyński
|
|
11.04.2009 |
Dlaczego Polska nie jest społeczeństwem nowoczesnym? Co nam w tym przeszkadza? „Zatrważająca liczebność ludności wiejskiej stanowiącej prawie 40 proc. społeczeństwa” - pisał w „Gazecie” Janusz A. Majcherek („Wsi zacofana, wsi niewesoła”, 26 marca).
Wieś jest - w oczach Majcherka - nie tylko biedna, ale także przywiązana do tradycji, a więc niechętna zmianom, które niesie modernizacja. Dlatego chętnie głosuje na populistów - Lepper i Giertych istnieli w polityce dzięki wiejskim głosom (jeden w większym, drugi w mniejszym stopniu).
„Polska modernizacja musi się więc wyrazić przede wszystkim w urbanizacji, przenoszeniu ludności ze wsi do miast i do prac możliwych jedynie w warunkach miejskich oraz tam potrzebnych. Proces ten blokują politycy” - pisze Majcherek. Politycy utrzymują tę anachroniczną strukturę kosztem Polaków mieszkających w miastach (którzy płacą na KRUS i liczne dotacje płynące na wieś). Efekt? „Od 1989 r. odsetek ludności wiejskiej ani drgnął”.
Majcherek ma też pewną receptę na przyspieszoną urbanizację. Dojdziemy do niej za chwilę. Najpierw jednak trzeba powiedzieć, że obraz wsi „obskuranckiej”, „zacofanej kulturowo-mentalnie” (to wszystko cytaty z Majcherka) jest zwyczajnie nieprawdziwy.
Majcherek widzi na dzisiejszej wsi zacofanie i stagnację. Ja widzę metodyczne samounicestwienie klasy społecznej, która „od zawsze” była fundamentem (a do lat 60. większością) polskiego społeczeństwa. Ta gigantyczna zmiana społeczna dokonuje się na naszych oczach - i prawie nie ma jej w publicznej debacie. A jeżeli się pojawia, to w akompaniamencie szyderstwa i wymyślania chłopom od „zacofańców”.
Co jest głównym życiowym marzeniem polskiego rolnika? W badaniach od lat 90. na liście chłopskich aspiracji wygrywa jedno: żeby wykształcić dzieci. Ponieważ w Polsce - niestety - po studiach mało kto wraca na wieś, oznacza to w praktyce jedno: polscy chłopi marzą o tym, aby ich dzieci przestały być chłopami.
Znaczna część tych transferów socjalnych, nad którymi tak ubolewa Majcherek, nie jest wydawana na wino Arizona, ale na wykształcenie dzieci. Nie mam nic przeciwko, żeby podatki, które płacę, były wydawane w ten sposób.
Edukacja dzieci wymaga od rolników wysiłku, którego wielkomiejski inteligent łatwo może nie docenić. To w znacznej mierze chłopskie dzieci zapełniają prywatne szkoły „czegoś i czegoś” w małych miasteczkach, które za ciężkie pieniądze dają im namiastkę wyższego wykształcenia.
Idę też o zakład, że przeciętna rodzina chłopska wydaje na wykształcenie dzieci proporcjonalnie większą część swoich dochodów niż rodzina krakowskiego czy warszawskiego profesora. Inteligent z wielkiego miasta nie tylko lepiej zarabia, a jego dzieci mają blisko do dobrych szkół, ale w dodatku ma kapitał kulturowy - tradycję wykształcenia od pokoleń, setki (a czasem tysiące) książek w domu - znakomicie ułatwiający dziecku edukację. Mój trzyipółletni syn ma w dziecinnym pokoju więcej książek, niż statystyczny Polak czyta przez całe życie.
Piszę o tym, bo pamiętam o swoich korzeniach. Mój dziadek urodził się jako piąte dziecko chłopa w małej wiosce nad Bugiem. Jego ojciec miał dwa hektary ziemi. Każde z dzieci miało jedną parę butów, którą zakładało do kościoła. Do sześcioklasowej szkoły chodziło się boso. Przed wojną rodzina szykowała go na księdza. Po wojnie poszedł do miasta, gdzie z wyróżnieniem skończył Politechnikę, a potem sam został profesorem - awans dla chłopskiego syna trudny do wyobrażenia.
Studiował w okresie stalinowskim - czasach dla wielu strasznych i krzywdzących - kiedy takim karierom sprzyjała władza. Czy dziś jest trudniej, czy łatwiej? Nie wiem. Nie chodzi tylko o to, że studia kosztują - są stypendia (co prawda niewielkie) i można się dostać na studia darmowe. Studiowanie nie jest może tak łatwe i wygodne jak w bogatszych krajach, które mają sprawną polityką społeczną - ale wykonalne. Komunikat płynący do ludzi z mediów i od strony polityki państwa jest jednak zniechęcający: „Jesteś biedny i ze wsi? To twój problem”. Łatwo się zapomina, że jeszcze niedawno, bo lat temu sto kilkadziesiąt, chłopi stanowili 80-90 proc. społeczeństwa. Co oznacza, że - z nielicznymi wyjątkami - wszyscy z nich jesteśmy.
Do fałszywej diagnozy Majcherek dołącza złą receptę na modernizację i urbanizację. Pisze: „Gdyby w Polsce po 1989 r. rzeczywiście panował taki dziki kapitalizm czy bezduszny liberalizm oraz bezwzględne prawa rynku, jak to się często twierdzi (zwłaszcza w kręgach polityków chłopskich i wiejskich), ludność na wsi klepałaby biedę proporcjonalną do swej marnej produktywności”.
Jak wielu liberałów Janusz Majcherek w uproszczony sposób rozumie oddziaływanie bodźców finansowych. Gdyby „ludność na wsi klepała biedę proporcjonalną do swej marnej produktywności” - czyli miałaby wielokrotnie niższe dochody niż teraz - jej synowie i córki zapewne zostaliby wypchnięci do miast. Skrajna bieda nie motywuje jednak do pracy, tylko demoralizuje. Żeby inwestować w swoją przyszłość, trzeba mieć z czego - i trzeba mieć motywację, czyli perspektywę lepszego życia w przyszłości.
Nowi imigranci - tak jak w krajach Trzeciego Świata - zaludnialiby w miastach jednak nie szkoły wyższe, ale slumsy i więzienia. Byłaby to urbanizacja, ale nie każda urbanizacja jest społecznym dobrem. Idąc za receptą Majcherka, mielibyśmy tutaj różnice dochodów jak w Brazylii i przestępczość jak w Brazylii - czyli Brazylię bez brazylijskiej pogody.
Patrząc z tej perspektywy, nawet miliardy złotych wydawane co roku na dotowanie rolniczych emerytur z KRUS nie wydają się zupełnie zmarnowane. To paradoksalnie inwestycja w polską modernizację.
Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 10 kwietnia 2009.
[foto: MadPole]
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 13.04.2009 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...